
Kiedy w sklepach pojawiły się brokuły, zakochałam się w nich i dla zielonych różyczek porzuciłam starego poczciwego kalafiora. Zajadałam się brokułami w jogurtowo-czosnkowym sosie, nadziewałam nimi naleśniki, zapiekałam na kruchym cieście pod śmietanowo-jajeczną koszulką, miksowałam z serem pleśniowym na zieloną zupę. Brokułowy szał trwał kilka lat, w tym czasie kalafior pojawiał się u mnie sporadycznie, najczęściej w ulubionej, klasycznej wersji z masłem i bułką tartą.
Ale po latach dojrzałam do tego, by uznać wyższość kalafiora nad brokułami i zaczęłam eksperymentować z tym pierwszym. Jeden z moich ukochanych przepisów, to kalafior z sosem z kaparów wg Yotama Ottolenghi (klik), uwielbiam też te „steki” z sosem tahini, niezwykłą surówkę (tak, tak) z kalafiora, czosnku i suszonych moreli (klik) czy stare, ale jare kotleciki aloo gobi (przepis niemal historyczny, z 2009 roku – tutaj).