PLACUSZKI ALOO GOBI

10 października 2009

Chyba za dużo tej szarości ostatnimi czasy… Mgiełka ciemności zasnuła mi myśli. Ogrzewam się kieliszkiem czerwonego wina – lepiej smakowałoby w towarzystwie goździków, cynamonu i plastra pomarańczy, ale cóż, nie chce mi się nic robic w tym kierunku.

Dziś rozpływam się na kanapie jak kostka lodu na ciepłej dłoni. Jestem, ale jakby mnie nie było, przerzoczysta i nienamacalna. Zdobywanie świata, poszerzanie horyzontów zostawiam na następny dzień, dziś ograniczę się do kanapowej wegetacji.

Najchętniej zamieniłabym się w kota Bonifacego** i osiadła na ciepłych kaflach kuchennego pieca, wąchając tajemnicze zapachy z babcinych garnków i mrucząc pod nosem „niebiański jest ten koci żywot”. Mogłabym jeszcze upiec bułeczki albo czekoladowe ciasto, bo to właśnie przygotowywanie tych potraw działa na mnie kojąco.

Lepienie kotlecików też koi. Nabieram masy w dłonie, lepię kulkę, spłaszczam kulkę, obtaczam ją w bułce tartej, odkładam na tacę. Kolejna kulka, spłaszczam, obtaczam, odkładam. Kulka, spłaszczam, obtaczam, odkładam. Kulka, spłaszczam…

PLACUSZKI ALOO GOBI

(porcja na 3-4 osoby)

Składniki:

1 nieduży kalafior, podzielony na różyczki 4 duże ziemniaki 1 cebula 1 suszona papryczka chili, pokruszona (albo 3/4 łyżeczki chili w proszku) 1 lyzeczka kuminu 1 łyżeczka kurkumy 1/2 łyżeczki ziaren gorczycy 2 łyżeczki garam masali 3 łyżki oleju 3 cm świeżego imbiru (startego albo posiekanego) 1 kajzerka, namoczona w wodzie i dokładnie odciśnięta 2 roztrzepane jajka sól do smaku bułka tarta do obtaczania kotlecików olej do smażenia

Różyczki kalafiora lekko solę i gotuję na parze. Ziemniaki obieram, kroję na mniejsze częsci i gotuję, aż będą miękkie.

W międzyczasie rozgrzewam olej, wrzucam nań ziarna kuminu i gorczycy i przez kilkanaście sekund prażę. Dodaję posiekaną cebulkę, imbir. Trzymam na ogniu, az cebulka się zeszkli. Ugotowane ziemniaki i kalafiora przekładam do miski, dodaję bardzo dobrze odciśnięta bułkę (nie moze być wodnista, bo kotleciki się rozplyną) i rozgniatam wszystkie składniki. Nie miażdżę ich na papkę, ponieważ chcę, by smak i faktura kalafiora był wyczuwalne. Gdy uzyskam pożądaną fakturę, dodaję garam masalę, papryczkę chili, sól i jajko, dokładnie mieszając składniki.

Z tak przygotowanej masy lepię kotleciki, obtaczając je w bułce tartej. Gotowe do smażenia kotlety ukaldam na desce. Gdy wszystkie będą gotowe, rozgrzewam na patelni olej i smażę je partiami po kilka minut z każdej strony (aż będą rumiane i chrupiące).

Kotleciki podaję ze zsiadłym mlekiem albo chłodnym jogurtem.

Uwagi:

1. placuszki to mój pomysł. Od dawna miałam ochotę na małgosine kotleciki kalafiorowe, a że po głowie chodziło mi też aloo gobi, postanowiłam połączyć dwa przepisy w jednej potrawie. W rezultacie wyszły mi swojskie placuszki o orientalnym posmaku. Mają one delikatną fakturę, są puszyste i rozpływają się na podniebieniu, tylko tu i ówdzie trafi się kawałek kalafiora. Ale ich smak daleki jest od delikatnosci, bo pełne są mocnych smaków: chili, garam masala, kumin…

2. Jestem zdania, że jeżeli coś zawiera w sobie kalafior i miękkie, delikatne ziemniaczki,nie moze być niedobre. Jesli dodac do tego trochę egzotyki, powstaje całkiem miły i ciekawy obiad. Dodatek chłodnego kwaskowatego nabiału (vide: kefir, zsiadle mleko) jest dla mnie niezbędny, bowiem chłodzi język zbombardowany intensywnym smakiem egzotycznych przypraw.

3. Co do przypraw: jakiś czas temu zaopatrzyłam się w wiele egzotycznych smaków i powoli się do nich przyzwyczajam, umieszczając je w dipach, w panierkach czy winegretach. Dla podniebienia wychowanego na ziołach prowansalskich, tymianku i kminku to ciekawa odmiana.

* pamiętacie „Przygody kota Filemona”?

35 komentarzy

  • 8 lat temu

    Ostatnio chodziły za mną kalafiory. Dosłownie i w przenośni. Do tego stopnia, że dwie noce z rzędu śniło mi się gotowanie bukietu kalafiorowych różyczek.
    Dziękuję za przepis. Jak się u mnie uspokoi to popełnię kotleciki, myśląc o Tobie.
    Co do dyniowej zupy – zapisałam, że muszę Ci podać ten przepis. Mam nieco inny pomysł, jak to zrobić, więc zaciśnij zęby i czekaj cierpliwie :-]

    Ps. Zofia w 100% jest dziewczynką :-]

  • 8 lat temu

    też mnie uspokaja gotowanie. A najbardziej lepienie pierogów. taka żmudna praca. Przychodzą mi wtedy do głowy najlepsze pomysły…
    W sprawi Wu Zetki: bijesz się o złota patelnię? ;))))
    W sprawie gwiazdki: Kota Filemona znam. Poznaliśmy się w dzieciństwie i przyjaźń przetrwała do dziś 🙂
    Pozdrawiam leniwie z nad kubka z kawą;)))

  • 8 lat temu

    lubię takie kotlety , i to aż za bardzo
    Twoje wyglądają prze-smacznie

    p.s a Bonifacego i Filemona pamiętam:D

  • 8 lat temu

    Wspaniały, smakowity przepis. Zgłodniałam. 🙂 Bardzo lubię kotleciki z warzyw, ten przepis brzmi cudnie, więc spróbuję. 🙂
    Co do WZ – masz pięknego bloga, jak czasami ktoś tu wstawi reklamę po to, żebyś mogła rozwijać swoją pasję, to tylko dobrze. 🙂

  • 8 lat temu

    A. zapomniałam dodać, że niestety czuję się podobnie. Za-kló-co-na tym. Jak ja to mówię – sama sobie lecę z rąk.
    Wczoraj miałam tzw. wyjście i żalowałam, bo nastrój mój był własnie z gatunku kanapowo-kuchennego.

  • 8 lat temu

    Aniu, a wiesz że ja sobie i mojemu S zrobiłam ostatnio "czas indyjskich rozkoszy" hihihi no kulinarnych of kors i aloo gobi też było, takie tradycyjne, nie kotlecikowe i baaardzo nam smakowało, więc i Twoje kotleciki bym z chęcią pochrupała sobie :)))

    A z tymi WuZetkami to ja chyba nie skumałam o co chodzi 🙁 ale ja dziś taka nieprzytomna jestem, więc może później zakumam :)))

    No i pewnie już zupełnie nie w temacie to mam ostatnio ochotę na WuZetkę, bo ta Zygmuntówka sprzedawana w cukierniach Teledzińskiego to straszny badziew jest 🙁 Muszę ją jeszcze w domowych pieleszach wypróbować, ale i tak nie mam do niej serca ;p

    To buziaczki znad kanapowej egzystencji – zaraz przyjeżdża szwagierka na ploty nad jabłkowym sernikiem :***

  • 8 lat temu

    Ech , kto by Bonifacego nie pamietal , to byl kot nd kotami 🙂

  • 8 lat temu

    Fajen kotleciki Aniu!:)
    Chętnie bym spróbowała:)
    Zdjecia jak zawsze mnie zachwycają, a kota Filemona i Bonifacego pamietam. Bardzo lubiłam ich oglądać 🙂
    Sliczna bajka i przywołuje wspomnienia z dziecinstwa 🙂
    Mój synek tez ogląda ich czasem:)

    Pozdrawiam!

  • 8 lat temu

    Ciekawy pomysł na wykorzystanie kalafiora. Na pewno wypróbujemy! Pozdrawiamy z Poznania 🙂

  • 8 lat temu

    Ale leje, kanapa to dobre miejsce na dzisiaj Anulka, i aloo gobi idealne, te cieple przyprawy postawilyby mnie na nogi, sprobowala bym (sama nigdy nie robilam) i dlaczego G. tak daleko? Oj smuce, wiem ale tak smetnie, ze sie rozmarzylam…
    :*
    PS. W prawie WuZetek to ja dolaczam do Tili, czy to ten deszcz tak dziala na mnie? Ale wiesz, jak te WuZetki u Ciebie beda nie za dobre, to znasz nas Ania 🙂

  • 8 lat temu

    w takim razie mam dylemat: Twoje czy Malgosi placuszki??

  • 8 lat temu

    Peggy, a mi się dwa razy z rzędu ciasto czekoladowe śniło! Ale jeszcze zadnego nie popełniłam…
    Będę czekac z niecierpliwością na przepis 🙂

    Nivejko, zgadza się, własnie takie żmudne, powtarzalne czynności sa najbardziej kojące, bo mają w sobie cos z medytacji, uspokajają.

    Margot, a do tego, mozna je (te kotleciki) wzbogacac o różne skladniki, zawsze tworząc niepowtarzalną mieszankę smaków!

    Krokodylu, dziękuję za zrozumienie…:) Bardzo się obawiałam reakcji na to, co napisałam o WZ!

    Tili, Basiu, mam nadzieję, że trochę Wam rozjaśniłam temat…?

    Pladios, zgadzam się z tym 🙂
    Weszłam na Twą stronę i wbiło mnie w fotel. Swietne, świetne,śweitne zdjęcia…

    Majano, ja bym z checia wróciła do przygód Filemona, to była bardzo kojaca bajka 🙂

    Zjeść Poznań, dziękuję za wizytę i komentarz 🙂

    Cudawianko, nie będę obiektywna, wypowiadając się na ten temat, więc moge powiedziec tylko jedno: zrób obydwa rodzaje placuszków!
    :)))

  • 8 lat temu

    Hmm
    Czy największym sponsorem tej notki nie był kalafior ? 🙂

    czytało się bardzo smakowicie

  • 8 lat temu

    Ja też chcę placuszka.
    Ale nie robić, po proszę dziś na kanapę. Do kocyka i mojej podkówki :(, która się pojawiła bez powodu…
    Kotleciki zrobimy z Karolem – bo my takim cudeńko nie odpuszczamy.
    Wz-ki, tak zrozumiałam Aniu, i wiem, że Ty znasz najlepsze proporcje. Bardzo uczciwie napisałaś Kochana, ale pamiętaj, że to Twój kącik i Ty tu Kierowniczka Zakładu jesteś :)))
    działaj wedle serducha.
    Ale WZ-ki takie prawdziwe zrób, no ja Cię proszę 🙂
    Buziaki
    M.
    :*

  • 8 lat temu

    To jednak Aniu ja na poczatku prawie zrozumialam i powinnam chyba tak byla napisac i spytac czy Ty masz pisac cos w rodzaju recenzji etc.? I ze ciekawa jestem czy w takiej sytuacji mozna byc obiektywnym, czy jednak jak zaprasza to dyktuje warunki…?
    Dziekuje Ci za wyjasnienia, ja swoja droga czekam na te notki!
    :*

  • 8 lat temu

    Zeruyo, dzisiejsza notka miała dwóch głównych patronów: kalaiofra i ziemniaka 🙂

    Moniko, wiesz, ja napisałam tę gwiazdkę nat na wszelki wypadek, gdyby coś tu się miało pojawić. I nie mam zamiaru tu lać wody czy wypisywac niestworzonych rzeczy o jakiś produktach, w grę chodziło co najwyzej podlinkowanie jakiejś strony.Uf… Lżej mi się zrobiło na duszy, gdy o tym napisałam 🙂
    A córa takie ostre smaki lubi? Bo musicie uważać na chili!

    Basiu, w grę wchodziło podlinkowanie artykułu, którego w jakims ułamku będę współautorką albo strony, do której powstania się przyczyniłam (w zamian za jakąś korzyść). Nie mam zamiaru tu lać wody, nie zgodze się nigdy na zachwalanie jakiś konkretnych produktów, bo na moim blogu nie ma miejsca na produkt placement, o nie! Miewałam takie sytuacje, ze ktoś mnie do czegoś zapraszał, dyktując warunki: bym zachwalila u mnei jakiś produt. I na to się nigdy nie zgodziłam 🙂 Pisząc o WZkach miałam na myśli łągodniejszą, wg mniej mniej zakłamaną formę reklamy. No i to podkreślam, ze to sporadyczna sprawa 🙂
    A banera reklamowego na blogu nie zamieszczę nigdy! no, chyba że by mi proponowano pieniądze przewyzszające zarobek aplikanta adwokackiego :PPP
    OK, koniec o tym. Ty tak nie czekaj na WZ, bo on moze w ogole się nie pojawić! 🙂 A jak jestes jeszcze czegos iekawa, to pytaj w @, wszystko Ci wyspiewam, malutka! 🙂

  • 8 lat temu

    Ooo, jakoś mi tu na indyjską nutkę zapachniało. 🙂 I pachnie intensywnie. 🙂
    O WZ-tce będę pamiętała. Zresztą, prawdę mówiąc bardzo mi się Twój pomysł ostrzegawczy podoba. 😀

  • 8 lat temu

    Aniu też jestem zdania, że kalafior i ziemniaczki bardzo sie lubią 🙂
    Może to jesienne przesilenie? Ja cierpię na letnie przesilenie i to własnie jesienią i zimą mam najwiecej energii, ale z tego co wiem, wiekszosc ma na odrwot 🙂

  • 8 lat temu

    Aniu, i wszystko jasne 🙂 A ja tam takich WZ-tek się nie boję i nawet z chęcią o nich poczytam, bo ja wiem że i tak napiszesz obiektywnie. Zresztą jeśli mowa o tym o czym wiem to tam nie ma z tym problemu 🙂

    A ciacha nadal mi się chce, nawet mimo serniczka z jabłkami jaki dzisiaj podjadłam po obiedzie :)))

  • 8 lat temu

    No proszę, jak zobaczyłam kalafior i ziemniaczki, to myślałam, że coś zupełnie łagodnego – a tu się szykuje istna fuzja smaków 🙂

  • 8 lat temu

    brzmi smacznie
    często mama mi podobne robi
    ale bardziej prosto 🙂

  • 8 lat temu

    Myślę, że kalafior i ziemniaczki to świetne połączenia, ale prawdę mówiąc, jeśli chodzi o moje typy to kanapowa wegetacja wygrywa, jak nie mogę chociaż 10 minut dziennie pobyć sama z sobą nic nie robiąc, to jestem chora. Nie wiem, może to wada.

    Co do WZ-etek, to ja nie mam nic przeciwko,szczególnie jeśli akrat Ty zamierzasz to robić z przekonaniem (a tak naprawdę robienie tego wyłacznie z materialnych pobudek też nie wydaje mi się moralnie naganne, jak by mi ktoś wypłacił roczną pensję za zachwalanie proszku do prania, to nie wiem, czy bym się oparła, tylko nikt jakoś nie chce).

  • 8 lat temu

    Siedzę sobie na kanapie, za oknem deszcz i o WZ-etkach czytam… Ja na razie nie reaguję na takie zaproszenia, ale może to niezły pomysł?

    Kalafiory rzadko ostatnio goszczą w moim menu, a już w postaci placuszków to chyba nigdy…

  • 8 lat temu

    Bardzo dziękuję za przemiłe słowa 😉 Dodają otuchy,szczególnie raczkującemu blogowi 😉
    Twój blog jest wspaniały, będę zaglądać na pewno 😉 Pozdrawiam ciepło.

  • 8 lat temu

    rozpływam się w Twoich słowach
    uwielbiam je
    uwielbiam!
    nawet, gdy piszesz o ponurej jesieni, jest pięknie

    i te kotleciki
    muszę powiedziec Mamie, aby mi takie zrobiła..
    z zimnym zsiadłym mlekiem

    u Ciebie nawet żadne wuZetki mi nie będą przeszkadzac

  • 8 lat temu

    nie bój żaby o WZetki, tylko kotlecika dawaj 😉

  • 8 lat temu

    A ja jakoś nie mogę się do tych wszystkich egzotycznych przypraw przekonać. Owszem, czasem używam, bo lubi je ON, ale spokojnie mogłabym się bez nich obejść 😉 A kotleciki to mi się podobają mimo wszystko 🙂

    Co do wuzetek, to Ty się w ogóle Aniu nie przejmuj, tylko wpisuj, wszystko, co w jakikolwiek sposób będzie dla Ciebie korzystne.

    Buziaki :-***

  • 8 lat temu

    Kotleciki kalafiorowe uwielbiam, sama tez robie tylko w innej, mnie przyprawowej wersji. Chyba nadszedl czas na sprobowanie czegos nowego 🙂

    Moje podniebienie tez jest przyzwyczajone tylko do ziol prowansalskich i tymianku 🙂 Mam zamiar to zmienic bo przeciez jest tyle wspanialych (i jeszcze mi nieznanych) smakow. Kota Filemona zawsze lubilam, sentyment pozostal mi do dzis (czytam teraz ksiazeczki o Filemonie swojemu Malemu Mezczyznie :))

  • 8 lat temu

    Bardzo fajne danko. Tak się składa, że kalafior czeka w kuchni więc chyba spróbuję tych placuszków.

  • 8 lat temu

    Aniu, mam górę zaległości do czytania u Ciebie (i nie tylko u Ciebie ;))! Od razu pogratuluję zdanego egzaminu, bo widzę, że kiedy ja pławiłam się w kąpielach słonecznych, Ty przeżywałaś tu egzaminowe katusze. Ale najważniejsze, że dałaś radę 🙂

    A kotleciki kalafiorowe już zapisałam do kolekcji kalafiorowych placków i dań różnych 🙂 Pozdrawiam jesiennie ale ciepło 🙂

  • 8 lat temu

    oj,bardzo by mi posmakowaly z tymi przyprawami te kotleciki,ostatnio czesto uzywam kuminu,garam masala itp. do mies najczesciej,dlatego intrygujaco brzmia w sumie delikatne kalafiorowe kotleciki z tak zdecydowanymi przyprawami…
    Pozdrawiam 🙂

  • 8 lat temu

    Małgoś, b. się cieszę, że moja idea ostrzeżań Ci się spodobala 🙂

    Kasiu, rzeczywiscie należysz do szczęśliwców, nie słyszałam, by ktoś cierpiał na letnie przesilenie 😉

    Tili, no! Cieszę się, że rozumiesz. Może kiedyś przyda się moje strzeżenie 🙂

    Mirabelko, to są ostrrrre smaki!

    Lukrecjo, jako bazę placuszkó brałam właśnie te klasyczne, które często robi się w naszych domach 🙂

    KaroLino, nie uważam, ze chęć pobycia z samą sobą to wada. U mnie to raczej konieczność 😉 Też mam taką potrzebę…

    An-no, ja takowych zaproszen wiele nie mialam, ale wolę zawczasu przed tym ostrzec. Traktuję je trochę jak konkursy 🙂

    Jukejko, myślę, że kazdemu blogowi przydaje się trochę otuchy i ciepłych słów…:)

    Asiejo, dziękuję! :)))

    Aga-aa, już nie mam 🙁

    Karolciu, u mnie tez to trochę trwało,zanim przywyczaiłam język do takich smaków. raz na jakis czas lubię sobie odmienić, odświeżyć podniebienie.

    Majko, próbuj! to są fajne smaki, a jesli przypraw da się niewiele, to podniebienie nie dozna szoku.

    Kubo, witaj 🙂 Mam nadzieję, ze placuszki CI posmakowaly? Jesli oczywiscie się na nie zdecydowales 🙂

    Komarko, doskonale rozumiem te stosy zaległosci, to chyba nie do ogarnięcia. Można coś przeczytać, ale większość rzeczy tylko oglądam, zerkając w tekst – nie sposób dogonić blogi!

    Gosiu, to róóóób te placuszki! ;)))

  • 8 lat temu

    Filemon to ten biały czy czarny? Bo ja zawsze trzymałam stronę tego młodszego ;))

    Aaaa! wiem – czarny to Bonifacy 🙂

    Placki biorę i ciekawa jestem recenzji 😉

  • 8 lat temu

    Oczko, ja musiałam w internecie sprawdzać, który kot to F., a który B.:)

    Recenzji niet, przynajmniej jezeli chodzi o O. w Gdańsku, bo się pani nie zdecydowała. trudno 🙂

  • 8 lat temu

    Mm.. placuszki palce lizać.
    Ja czasem (a nawet coraz częściej) mam ochotę zostać kotem Bonifacym i prowadzić kocie życie:)
    Pozdrawiam.

Zostaw komentarz