zupa rozgrzewająca

Początek jesieni to dobry czas na przygotowanie ściągawki z pysznych, rozgrzewających zup. Z tego zestawienia jasno wynika, że nasze ulubione zupy to kremy. Jak na jesień przystało, królują zupy z dyni, ale jest tu też sporo soczewicy i warzyw korzeniowych albo wspaniała zupa z pieczonej papryki. Kliknięcie w każdą z zup doprowadzi Was do linku z przepisem.

Kiedy nie wiem, co przygotować na drugie śniadanie dla siebie czy Olka, robię koktajl. W lodówce zawsze mam jakieś mleko, w zamrażalniku lub na parapecie jakieś owoce. Z mrożonych korzystam najczęściej zimą, kiedy nie mam pod ręką świeżych.

Koktajle to fajna sprawa, bo robi się je w kilkanaście sekund, można w nich przemycić zdrowe składniki, które nie cieszą się wielką popularnością. Łatwo zabrać je ze sobą, wystarczy przelać je w termos lub butelkę.

Najbardziej lubimy koktajle mleczne, najczęściej na bazie mleka krowiego, ale również migdałowego czy sojowego. Do owoców z mlekiem dorzucam niekiedy trochę płatków owsianych albo zarodków pszennych, jeśli trzeba trochę podkręcić słodycz, to dorzucam kilka daktyli lub suszonych moreli albo miodu. Do koktajli mlecznych świetnie pasuje INKA – wystarczy jej łyżeczka, aby podkręcić smak. Co ważne, koktajl na bazie INKI może być pity przez najmłodszych, bo to kawa uzyskana z naturalnej esencji jęczmienia, żyta, cykorii i buraków cukrowych. Bez kofeiny, za to z porcją błonnika i magnezu.

zdrowe trufle

Jedno z piękniejszych wspomnień mojego dzieciństwa to pokój wujka Ryśka, wypełniony pudłami  kokosowych Rafaello,  lepiących usta cukierków Cadbury z czekoladą w środku, równymi rządkami Kinder czekolad i wagonami gum Orbit. W latach dziewięćdziesiątych wujek handlował tymi skarbami, a jego synowie mieli wręcz nieograniczony dostęp do tych słodkości.

Zawsze gdy przyjeżdżałam do nich w odwiedziny, marzyłam o jednym: zajrzeć do TEGO pokoju, poczęstować się pysznościami. Nie mogłam zrozumieć, jak kuzyni mogą żyć ze świadomością tej szafki i nie zaglądać do niej co pięć minut. Nie rozumiałam, że dostęp do słodyczy sprawił, że nie mieli na nie ciągłej ochoty. Ja, dziecko z limitowanymi słodyczami (na codzienne zażeranie Rafaello nie było nas stać, no a pozostałe słodkości mama nam reglamentowała ze względów zdrowotnych; słodycze w domu się pojawiały, ale nie było ich ciągle), rzucałam się na nie jak wygłodniały tygrys. Potrafiłam zjeść całe pudełko Rafaello czy duże opakowanie Kinder czekolady na raz i wcale nie było mi mdło. Swoją drogą, to jedne z nielicznych kupnych słodyczy, które lubię do dzisiaj (sorry, zjem czasem coś innego niż domowej roboty jagodzianki i ciasteczka owsiane).