co do lunchboxa

Po wakacyjnym rozleniwieniu weszliśmy we wrzesień, zupełnie inny niż poprzednie, bo Olek poszedł do przedszkola. Przymusowe pobudki o 6:45 (w sumie całkiem cieszą, bo łatwiej zorganizować sobie dobrze dzień), przygotowanie pudełek z jedzeniem dla Tomka (Olek je w przedszkolu, czego mu bardzo zazdroszczę, bo nie ma nic lepszego niż obiadki przedszkolne!), ubieranie i wyprawianie ekipy to nasza nowa codzienność.

O „naszych” krzakach, czyli miejscówce, gdzie zaopatrujemy się w owoce i kwiaty pisałam już nie jeden raz. Odkąd Olek podrósł, robimy wspólne wyprawy. Mój pomocnik chętnie zbiera dzikie jabłka, mirabelki i zrywa kwiaty. Biega z kijkiem i cieszy się zielenią tak jak ja. Ostatnio w krzakach odkryłam piękną pigwę, ale ta musi jeszcze trochę dojrzeć. Potem – o ile nikt mnie nie uprzedzi – zrobię z niej pigwówkę! Tymczasem na stole stoi piękny bukiet nawłoci z krzaczorów, a w kuchni koszyk pełen jabłek.