
W ostatnim poście podsunęłam Wam zupową ściągę na jesień (klik). Dzisiaj przybywam z nową, spójrzcie, jaka ładna! To zupa z pieczonego kalafiora, ale inna niż wszystkie, które dotychczas robiłam, bo z dodatkiem… nerkowców. A za kolor odpowiada kurkuma.
Jakiś czas temu dostałam zestaw ciekawych książek kulinarnych od wydawnictwa Buchmann. Nie pokazywałam ich wcześniej, bo dopiero niedawno się w nie wgryzłam i teraz mogę się na ich temat wypowiedzieć. Książek jest pięć: „Tylko zupy” (aut. Fern Green), „Tylko białko roślinne”, „Tylko owsianki”, „Tylko olej kokosowy” i „Tylko kiszonki”. Mają fajną, prostą oprawę graficzną – każdy z przepisów opatrzony jest zdjęciem składników i efektu finalnego, pokazanego w ten sam sposób, w takim samym ujęciu (np. owsianki są w słoikach lub miskach). Na warsztat wzięłam zupy, ale mam kilka smaczków w pozycji poświęconej olejowi kokosowemu (choć to bardzo luźno potraktowany temat, wystarczy łyżka oleju i przepis jest w książce; nie przeszkadza mi to jednak, bo receptury ciekawe!).
Hasło „wzmacniania organizmu dzięki programowi zupowego detoksu” przemilczę. Domyślam się, że wiele osób czuje się lepiej, gdy stosuje „zupowy detoks” zamiast po prostu gotować i jeść zupę.