
Najrozkoszniejsze śniadanie to dla mnie takie, w którym pierwsze skrzypce gra jajko. Na twardo lub na miękko, z żółtkiem ześlizgującym się rozpustnie po awokado lub oblepione majonezem z curry (klik), w uścisku z wędzonym łososiem lub w kąpieli pomidorowej (szakszuka, klik). Moją miłość do jajek zdawały się podzielać autorki przedwojennych książek kucharskich. Niemal w każdym tomiszczu jajku poświęcono odrębny rozdział, zasypując czytelnika pomysłami na wykorzystanie tego produktu. Maria Ochorowicz-Monatowa w Uniwersalnej książce kucharskiej napisała nawet coś na kształt ody do jaja, pod którą podpisuję się całym sercem: jaja dzięki swej zawartości pożywnej, zajmują jedno z pierwszych miejsc wśród artykułów żywności. W kuchni jarskiej zastępują mięso; chorym i dzieciom bywają zalecane jako bardzo posilne a lekko strawne. Można je przyrządzać w najrozmaitszej formie, a żaden bodaj ze środków żywności nie znajduje w kuchni naszej tak częstego zastosowania jak właśnie jaja.