
Spożywcze zakupy internetowe to mój ulubiony sposób na zaopatrzenie kuchni. Na dobre zaczęłam zeń korzystać, gdy Olek był malutki, to była wielka oszczędność czasu i energii. Z synkiem robiłam sobie codzienne spacery do warzywniaka po porcję świeżych warzyw i owoców, do sklepu mięsnego, jeśli była taka potrzeba, zaś resztę zakupów robiłam w sieci. Z czasem tak przyzwyczaiłam się do tego, że zrobienie zakupów to trochę klikania przed komputerem, że wizyta w markecie przyprawiała mnie o dreszcze.
W zakupach internetowych zawsze przeszkadzało mi kilka rzeczy. Po pierwsze, brak możliwości kupna ulubionych produktów w różnych sklepach ( kiedy miałam ochotę na chleb ze sklepu X i jogurty z Y), po drugie brak możliwości e-zakupów w niektórych sklepach (np. w Lidlu) i po trzecie – brak możliwości kupna cydru czy wina, związany z zakazem sprzedaży alkoholu.
Gdy Olek podrósł, nie wróciłam do tradycyjnych zakupów. Każda wizyta w sklepie większym niż osiedlowy to dla mnie udręka. Na przestrzeni kilku lat przetestowałam kilka marketów oferujących dostawę do domu, do niektórych się przyzwyczaiłam, po czym zostały zamknięte. Ostatnio znów musiałam zaczynać od nowa i tak się fajnie złożyło, że w tym samym czasie otrzymałam propozycję przetestowania serwisu zakupowego Szopi.pl (klik!).