Odsmażane, bo przypomniało mi się, że mam w zanadrzu jeszcze w archiwum kilka zdjęć, które lezakowały w komputerze dośc długi czas. A że obecnie nie udzielam sie kulinarnie (nie licząc wczorajszym muffinów truskawkowych, które jeszcze zdążymy uwiecznić na zdjęciach), postanowiłam wrzucić tu kilka takich ‘staroci’ wymagających odsmażenia.

Zacznę od tarty na francuskim cieście z jabłkami. Przepis znalazłam w “Moich obiadach” Jamiego Olivera, ale właściwie to nic odkrywczego- ot, francuz z jabłkiem. Dobre, bo szybkie- mało wysiłku, efekt zadowala podniebienie…

Szybka tarta jabłkowa Jamiego O.

Z ciasta francuskiego wycinam okręgi (rozmiar wg uznania). Obieram ze skórki kilka jabłek, wydrążam gniazda nasienne, dziele na cząstki. Mieszam cukier (kilka łyżeczek) z kilkoma łyżeczkami soku z pomarańczy ( ja dodałam soku z cytryny). Obtaczam mieszanka jabłka. Ciasto smaruję łyżką dżemu, najlepiej jabłkowego, układam jabłka. Zaginam brzegi. Piekę w 220 st., az ciasto będzie chrupiące i złociste.

Nie cierrrrpię określania czasu pieczenia w przybliżeniu! Ciasto musiałam ‘dopiekać’, bo po wyciagnieciu okazało się, że spód jest jeszcze nie zrobiony, mimo że brzegi były rozkosznie złociste.

A ciasto francuskie rzecz jasna, kupowałam gotowe. Myślę, że wiele czasu upłynie, zanim zmierzę sie z pieczeniem własnego…

Truskawki pojawiły sie już dosyć dawno, ale powstrzymywałam się od ich kupna, by nie zepsuć sobie pierwszego razu. Ten pierwszy, coroczny kęs soczystej truskawki musi być idealny- słodycz plus jędrność owocu, tego oczekuję.
Dlatego spróbowaliśmy ich dopiero tydzień temu.
Na początek najpyszniejszy banał pod słońcem, klasyk nadchodzącego lata- truskawki z jogurtem. Dopuszczalna odrobina cukru. Prostota i piękno, ot co!

Truskawki z jogurtem

Robiłam niedawno tartę z rabarbarem- co prawda nie zdążyliśmy jej uwiecznić na zdjęciach, ale za to samodzielnie uwieczniłam rabarbar- na ścianie… Tym razem byłam ostrożniejsza- zamiast czerwonego rabarbaru był zielony, obierałam go ostrożniej, więc kolekcja niezmywalnych plamek na ścianie nie powiększyła się. A muffiny, jak to muffiny, wyszły pyszne. Moim zdaniem- najlepsze, jakie do tej pory robiłam.

Muffiny rabarbarowe z orzechami laskowymi

Przepisu nie wklepuję, bo nie mam czasu (sesja), dlatego podlinkuje mojego posta z forum Galeria Potraw: oto i on.

Cytuję za Ptasią: “Przepis pochodzi z Feast Nigelli, dania śniadaniowe, i to jedne z lepszych muffinek, jakie wyprodukowałam (imho) Zasady dość proste – łączymy 1 1/4 szkl. cukru jasnego muscovado z 1/3 szkl. oleju, 1 jajem, 2 łyżeczkami esencji waniliowej oraz 1 szkl. maślanki. Dodajemy pokrojone w kostkę ok. 170 gr rabarbaru (w oryginale 6 uncji) oraz 1/2 szkl. pokrojonych łuskanych orzechów włoskich. Następnie stopniowo wsypujemy suche: 2 szkl + 3 łyżki mąki zwykłej, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, 1 łyżeczkę sody oraz 1/2 szkl. zarodków pszennych. Mieszamy niezbyt dokładnie, tyle, byle się połączyło. Przekładamy do foremek, i posypujemy po wierzchu 2 łyżkami cukru jasnego musc. zmieszanego z 1 łyżeczką cynamonu (ja pomieszałam demerarę, bo lubię, i cynamonu było trochę więcej). Pieczemy ok. 20-25 (u mnie 20) w 200 st.”

Uwagi: zamiast brązowego cukru, użyłam białego. Dlatego też moje muffiny są jasniejsze.