Prostota to słowo, które przyświeca większości moich działań. Proste radości, proste smaki, proste słowa i proste historie. Banalne stwierdzenie „w prostocie tkwi siła” jest naprawdę celne. Nad skomplikowane dania przedkładam talerz klusek śląskich od mojej babci, od zawiłych zdań wolę jasny przekaz, od wakacji all inclusive wolę weekend w drewnianym domku nad jeziorem. O moim podejściu do minimalizmu pisałam już kiedyś tutaj – klik, wszystko pozostaje aktualne.

Minimalizm (ale i w całym życiu) wymaga dbałości o szczegół, skupienia się na jakości produktu. Przy kilku składnikach nie da się oszukać podniebienia. Zawsze mam opory, gdy muszę gotować potrawę z jakiegoś skomplikowanego przepisu i ostatecznie upraszczam wszystko po swojemu.

Niedawno zostałam zaproszona do projektu  Proste Historie. Moje zadanie polegało na wymyśleniu i przygotowaniu na wizji dania z pięciu składników. Efekty tej współpracy możecie obejrzeć tutaj, w tym filmie – klik. Jako że wiosna w pełni, postawiłam na lekkie, delikatne smaki. Przygotowałam kruche ciasto (mój ulubiony rodzaj wypieku, najłatwiejszy do zrobienia) na bazie miksu Lurpak (partnera akcji), po upieczeniu na złoto wyłożyłam nań grillowane brzoskwinie. Następnie posypałam całość kruszonką i płatkami migdałowymi, zapiekłam i voila, gotowe! Pyszna, prosta tarta gotowa.

sałatka szparagowa

Jeśli miałabym wybierać między ziemniakiem z solą zjedzonym na dworze a wykwintną kolacją w restauracji, wybrałabym to pierwsze (no chyba że kolacja byłaby na dworze). Uwielbiam jeść na świeżym powietrzu, gapić się w niebo, słuchać szumu drzew, morza, śpiewu ptaków. Gdy tylko mogę, pakuję jedzenie w pudełka, by zjeść je w terenie. Śniadanie, obiad, kolacja, wszystko lepiej smakuje na dworze.

koktajl z inką

Nigella Lawson podzieliła się kiedyś przepisem na koktajl, który zaskoczył mnie smakiem. Połączyła banana, mleko i kawę – niby proste, ale jednak zaskakujące dzięki dodatkowi kawy. Było to zestawienie, które od razu przypadło mi do gustu i jest ze mną po dziś dzień (kilka lat temu pokazałam ten przepis na blogu – klik – spójrzcie na te kunsztowne zdjęcia).

surówka jamiego

Proste zachwyty. Wszechobecne kwitnienie, „śnieg” z płatków wiśni, które zdmuchnął wiatr, bukiecik z żółtych mleczów, tulipany wystawiające czerwone łebki do słońca. Spacerujemy i chłoniemy, niektórzy po raz pierwszy w życiu, inni po raz enty, ale z niegasnącą intensywnością.

W kuchni też proste zachwyty. Cieniutkie słupki marchwi i jabłka połączone z utartym sezamem i skropionym cytryną czosnkiem to coś tak banalnie prostego, jak ten mniszek, co wyrósł przy drodze. Nieskomplikowany przepis, niewielka ilość składników daje podniebieniu odetchnąć. Luz i nieprzekombinowanie dobrze wpływają na kubki smakowe, pozwalają im się skupić, nie bombardują bodźcami. 

 

ciastka z polentą

Gdy marzec się skończył, odetchnęłam z ulgą. Czułam, że granica między kiepsko a lepiej przebiega właśnie w tym miesiącu i składa się na to wiele czynników. Po niemiłych perturbacjach mój organizm wychodzi na prostą. Po raz pierwszy od dawna mam dobre samopoczucie i czuję przypływ energii. Metamorfoza dotknęła też świat, wreszcie po deszczach, śniegach, wiatrach i szarości na niebie, od kwietnia budzę się i zasypiam ze słońcem. 

zupa krem z groszku

W dzisiejszych czasach dobry PR to podstawa. Niebanalnie zaprezentowany banał jest w stanie urzec odbiorcę i wzbudzić w nim pragnienie posiadania. Nie jestem zwolennikiem takich oszustw, unikam takich trików i sama nie daję się na nie nabrać. ALE, niekiedy cel uświęca środki posuwam się do takich niecnych czynów. Na przykład wtedy, gdy celem jest nakarmienie potomka porcją witamin, które przybrały intensywnie zieloną barwę. A, jak wiadomo, zielony oznacza zdrowy, a zdrowy znaczy niedobry. Trzeba więc kombinować, kręcić, mataczyć… Jak zaprezentować 2,5-letniemu dziecku zupę z groszku?

Mus czekoladowy to jeden z moich ulubionych „awaryjnych” deserów. Najczęściej mam w kuchni wszystkie składniki do jego przygotowania, jego zrobienie nie zajmuje wiele czasu, a efekt końcowy smakuje każdemu. Jeśli więc nie masz czasu/energii/pomysłu na świąteczne desery – baby, mazurki i paschy – zawsze możesz podać gościom czekoladowy mus z malinami.

tk maxx wielkanoc

W tym roku po raz pierwszy zasiedliśmy z Olem do robienia pisanek. Dotychczas przygotowywałam je sama i zawsze brakowało mi towarzystwa! A mój kompan stał się już na tyle duży, by móc uczestniczyć w „pisankowaniu” ze mną.

tk maxx wielkanoc

Dzień przed ozdabianiem jajek odwiedziłam TK Maxx  w poszukiwaniu wiosenno-świątecznych inspiracji. Spodobały mi się śliczne pastelowe jajka nakrapiane złotem, które wchodziły w skład wielkanocnych wianków. Po powrocie do domu ochoczo zabrałam się za farbowanie jajek na niebiesko i zielono, licząc na pastelowe barwy. Zadecydowałam, że pójdę we wszystkie odcienie mojego ukochanego koloru: niebieskiego.

I tak powstała cała gama niebieskich pisanek. Mam dla Was jeszcze super patent na farbowanie jajek, podpatrzony gdzieś w internecie – zdjęcia powiedzą same za siebie, spójrzcie tylko!

wielkanocne potrawy

Dzisiaj przybywam do Was z małą ściągą na wielkanocne potrawy. Mam już ich całkiem sporo i większość to dania, które się u nas regularnie pojawiają. Tutaj – klik – znajdziecie wszystkie przepisy w jednym miejscu.  W mozaice zapomniałam umieścić cudowny, lekki jak piórko „sernik” na jogurtach – przepis tutaj – klik.

Ja szczególnie polecam:

zakupy internetowe szopi.pl

Spożywcze zakupy internetowe to mój ulubiony sposób na zaopatrzenie kuchni. Na dobre zaczęłam zeń korzystać, gdy Olek był malutki, to była wielka oszczędność czasu i energii. Z synkiem robiłam sobie codzienne spacery do warzywniaka po porcję świeżych warzyw i owoców, do sklepu mięsnego, jeśli była taka potrzeba, zaś resztę zakupów robiłam w sieci. Z czasem tak przyzwyczaiłam się do tego, że zrobienie zakupów to trochę klikania przed komputerem, że wizyta w markecie przyprawiała mnie o dreszcze.

W zakupach internetowych zawsze przeszkadzało mi kilka rzeczy. Po pierwsze, brak możliwości kupna ulubionych produktów w różnych sklepach ( kiedy miałam ochotę na chleb ze sklepu X i jogurty z Y), po drugie brak możliwości e-zakupów w niektórych sklepach (np. w Lidlu) i po trzecie – brak możliwości kupna cydru czy wina, związany z zakazem sprzedaży alkoholu.

Gdy Olek podrósł, nie wróciłam do tradycyjnych zakupów. Każda wizyta w sklepie większym niż osiedlowy to dla mnie udręka. Na przestrzeni kilku lat przetestowałam kilka marketów oferujących dostawę do domu, do niektórych się przyzwyczaiłam, po czym zostały zamknięte. Ostatnio znów musiałam zaczynać od nowa i tak się fajnie złożyło, że w tym samym czasie otrzymałam propozycję przetestowania serwisu  zakupowego Szopi.pl (klik!)