lekki sernik

Po  zimowych uniesieniach początku lutego, długaśnych spacerach po ośnieżonym lesie z czekoladą w kieszeni zostały tylko mgliste wspomnienia. Areszt domowy trwa, a więźniowie raz na jakiś czas osładzają sobie izolację. Ostatnio upiekłam pyszny, lekki sernik, a w zasadzie jogurtownik. Przepis znalazłam u Gordona Ramsay’a, który określił ten wypiek mianem tureckiego ciasta cytrusowego. Cytrusy to ważny element deseru, bo po upieczeniu ciasto polewa się cytrynowo-pomarańczowym syropem. Swoją drogą, ten syrop to pyszna sprawa, zostało mi go trochę.

zero waste

Zero waste – śmiem twierdzić, że w 2018 roku to modniejsze słowo niż jarmuż czy olej kokosowy. Żyję zero waste, czyli myślę podczas zakupów, staram się nie wyrzucać w żywności, produkować jak najmniej śmieci. Bardzo to teraz modne, a że do tego szczytne i zacne. Popieram ten trend całym sercem. Choć czasem nie mogę powstrzymać ironicznego uśmieszku, gdy czytam o „odkrywczych” metodach na życie zero waste.

/Zapraszam też na drugą część cyklu zero waste made in PRL, a w nim szampan z serwatki, mazurek z nadzieniem z zakalca i inne cuda – KLIK/.

Chodzi mi  to, że to wszystko przerabialiśmy już dużo wcześniej. Wystarczy mała wycieczka do antykwariatu, zaopatrzenie się w kilka książek kucharskich z okresu PRL-u i otwiera się przed nami królestwo zero waste. Z tym że zero waste naszych mam i babć było zupełnie nieinstagramowe, opakowane w szary papier i dosyć smutne. Wynikało z konieczności, nie możliwości, tak jak obecnie*.  Mam to szczęście, że udało mi się załapać na życie w epoce przed erą plastiku i pamiętam, jak żyło się bez reklamówek, jednorazowych sztućców, kawy na wynos i kremów, do których można się dostać po przebiciu się przez czterdzieści opakowań, celofanów i papierków.

sałatka z grejpfrutem

Jakoś nie mam ochoty na te wszystkie karnawałowe smażone specjały, robi mi się mdło na samą myśl o paczkach i faworkach, karnawałowych różach czy włoskich pączkach z ricottą, które zwykle umiały mnie oczarować. Mam ochotę na lekkie, orzeźwiające potrawy, jakby w nowym roku moje kubki smakowe potrzebowały zimnego prysznica, przebudzenia. Być może w mojej kuchni przelało się zbyt wiele oleju i nadeszły czasy rześkości.

thermomix przepisy
Thermomix z przystawką Varoma;

Z Thermomixem jest tak, że wszyscy, którzy go mają, są nim zachwyceni. Znam kilka, jak nie kilkanaście takich osób, a rozpiętość ich umiejętności kulinarnych jest ogromna: używa go koleżanka, która z Thermomixem ogarnęła podstawy sztuki kulinarnej, moja ciocia Basia, wiele koleżanek-blogerek, a także znajomi szefowie kuchni, korzystający z niego podczas pracy w restauracji. Niejednokrotnie pytałam ich, co takiego niezwykłego ma ten sprzęt, czego nie mają inne? Teraz, po miesiącu użytkowania mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że znam odpowiedź.

ruchanki placuszki kaszubskie

Ruchanki to regionalny przysmak, który jednym tchem wymienia się zawsze z fjutem i palcówką. Ot, taka folklorystyczna ciekawostka, pretekst do rubasznego ha ha ha. Dzisiaj temat fjuta i kiełbasy palcówki pominę, wyszukajcie sobie w internecie, cóż to takiego (uwaga, lepiej nie robić tego przy dzieciach, bo wyniki jednak wyskakują różne), ale skupię się na ruchankach.

gotowanie w dzień dobry tvn

W ubiegły poniedziałek po raz kolejny odwiedziłam studio Dzień dobry TVN (o moich wcześniejszych występach możecie poczytać tutaj  i tutaj). Tym razem motywem przewodnim była kuchnia dla dziadka, bo gotowałam w Dzień Dziadka właśnie. Układając menu zastanowiłam się, co posmakowałoby mojemu dziadkowi Jankowi. Miało być klasycznie, ale mały twist był dopuszczalny.

zupa z batatów

Stałam właśnie przed półką z makaronami, poszukując pełnoziarnistego spaghetti, gdy usłyszałam: Aaaaa, jeszcze koncentrat pomidorowy kupimy, bo chciałeś zupę pomidorową. I wbiło mnie w przybrudzoną posadzkę. Zaczęłam rozważać wszelkie opcje – najlepsza z nich to taka, że koncentrat stanowi jedynie wątpliwej jakości wzmacniacz smaku, a najgorsza była taka, że zupa robiona jest z koncentratu pomidorowego. W tę drugą opcję jakoś nie chciało mi się wierzyć, przecież w świecie pełnym puszek pomidorów nie ma miejsca na pomidorową z koncentratu.* Myliłam się, bo w internecie bez problemu można znaleźć takie gastronomiczne zbuki. Co ciekawe, koncentrat pomidorowy niemal zawsze występuje w parze z kostkami rosołowymi.

magdalenki z malinami

Gdybym miała być jakimś słodkim wypiekiem, nie chciałabym być żadną tartą, pączkiem czy ciastem czekoladowym. Chciałabym zostać magdalenką. Małą, gustowną magdalenką, która może wydawać się niepozorna, ale bije na łeb na szyję wszystkie ociekające słodyczą, rozbuchane, pełne czekolady, karmelu i innych cudów słodkości. Magdalenka jest prosta i piękna, nie wymaga żadnych ozdób i upiększających tricków.

najlepsza granola

Dzień dobry w 2018 roku! Trochę mnie tu nie było, potrzebowałam kilku dni wyciszenia, odstawiłam komputer w kąt i pozwoliłam mu się w spokoju kurzyć. Aparat też leżał w torbie, a i w kuchni nie szalałam, nie licząc pissaladiere (klik) i ciasta czekoladowego Audrey Hepburn (klik), które upiekłam na Sylwestra. Sporo za to czytałam, grałam w Scrabble i spacerowałam. Brzmi jak żywot emeryta? Nie będę zaprzeczać, tylko wskoczę pod kocyk i siorbnę kolejną porcję herbaty.

Dzień dobry po świętach! Choinka jeszcze świeci, chociaż z ostatnim dniem Bożego Narodzenia uleciało z niej trzy czwarte magii, podobnie stało się ze smakiem sałatki warzywnej i ciasta mandarynkowego. To, co jeszcze wczoraj było odświętnym smakołykiem, dzisiaj jest resztką, którą dojada się na śniadanie przez rozsądek. Taka kolej losu! Temat, o którym dzisiaj piszę, jest bardzo nieświąteczny i – o zgrozo – niekulinarny. Chciałam poruszyć go przed Wigilią, ale ostatecznie się wstrzymałam. Dzisiaj, kiedy przetrawiliśmy już większość bożonarodzeniowej atmosfery, mam dla Was bombę zegarową pt. „bunt dwulatka”.

Tematy związane z macierzyństwem to taka specyficzna sprawa – wiadomo, że nie interesują bezdzietnych, a i dzietnych tylko wtedy, gdy sami mają określony problem do rozwiązania. Powinnam więc zachować zdrowy rozsądek i pozostawić tę kwestię dla siebie, ale z doświadczenia wiem, że czasem taki tekst dobrze robi, zarówno piszącemu, jak i czytającemu, który akurat ma podobny problem. Truskawki to głównie blog kulinarny, ale pojawiają się tu niekiedy inne wątki związane z moim życiem. Pisałam tu już o macierzyństwie,  (o jego początkach – klik,  nieprzespanych nocach  innych trudach – klik , o karmieniu niemowlaka – klik i klik – część II i ksiązkach o żywieniu niemowląt – klik), ale to chyba najcięższa rzecz, jaką mam do powiedzenia.

Za mną koszmarny listopad, który spędziłam dosłownie na granicy szaleństwa.