kawa mrożona

Nie jest lekko, tyle Wam powiem. Ponad trzydziestostopniowe upały na finiszu ciąży to tortura. Mam cały wachlarz schładzających pozycji, kluczową rolę gra tu nowy w rodzinie – wiatrak, zimne okłady i takież napoje. Robię dzbany lemoniady, spijam litry wody z cytryną, moczę nogi w misce zimną wodą i leżę, czekając, aż skończy się kolejny dzień z piekła rodem.

Maj i czerwiec to czas serników na zimno, przynajmniej u mnie. Bywa kiczowato (sernik na galaretkach), elegancko (sernik truskawkowy na mascarpone – klik) i nostalgicznie (sernik na galaretkach). Ciasto pierwszy raz pojawia się u nas w połowie maja, bo w tym czasie przypadają urodziny Tomka, któremu mama od lat przygotowywała je z tej okazji. Przejęłam ten zwyczaj i – nie powiem, że regularnie, ale staram się – przygotowuję moją wersję.

browar pg4

Dzisiaj mam dla Was zajawkę z dwóch różniących się od siebie miejsc – restauracji Krew i Woda Marcina Pieterwasa w Gdyni i gdańskiego Browaru PG4. Relację z pierwszego znajdziecie tutaj – klik, a z drugiego tutaj – klik.

Moje wizyty w restauracjach to w pięćdziesięciu procentach ciekawe rozmowy, w pięćdziesięciu próbowanie specjalności szefów kuchni. Bardzo lubię jedno i drugie. Rozmowa z Marcinem Pieterwasem z restauracji Krew i Woda to jedna z najciekawszych, jakie przeprowadziłam, więc zapraszam Was do lektury.

Ostatnio przechodzę samą siebie w przygotowywaniu ekspresowych obiadów. W kuchni spędzam maksymalnie pół godziny, a najczęściej średnia moich działań to kwadrans. W czerwcu objadamy się młodą kapustą, mam na nią ogromną ochotę i mogłabym ją jeść codziennie. Do tego młode ziemniaczki w mundurkach (no bo kto by je obierał…) i obiad gotowy.

W mojej książce “Retro kuchnia” jest przepis na podczos, czyli duszoną młodą kapustę. Receptura jest prosta, ale obecnie jeszcze bardziej ją uprościłam. Poniżej przepis  na ekspresową duszoną młodą kapustę, której przygotowanie zajmuje około 10 minut, a przy sprawnym krojeniu nawet krócej. Wszystko w Waszych rękach!

 spaghetti z cukinią

Dzisiejszy obiad to kwintesencja Przepisów na jedną rękę (cały cykl tutaj – klik), bo przygotowałam go w piętnaście minut. Jest ze mną już dziesięć lat, pokazywałam go kiedyś, o tutaj (z chipsami parmezanowymi). Ratuje mnie, gdy naprawdę nie mam czasu albo sił stać w kuchni. No i jest pyszny, uwielbiam delikatny smak cukinii wzmocniony oliwą i parmezanem.

śledzie seko

Może tegoroczny maj nie jest najpiękniejszym, co może nas spotkać, ale kilka razy udało mi się jeść na powietrzu. W maju mniejsze i większe pikniki to już norma, jest to też miesiąc, w którym startujemy zwykle z sezonem grillowym.

Na majówkę zainaugurowaliśmy grilla. Zaczęliśmy od najprostszych smaków: grillowane warzywa (cukinia, szparagi, papryka), jakaś kiełbaska i kaszanka (najlepsza z karmelizowaną cebulką). Potem przyszedł czas na śmielsze zabawy na ruszcie – wymyśliłam, że podgrilluję bataty, bo ciekawa byłam dymnej nuty w połączeniu ze słodyczą batata. Najpierw podgotowałam bataty, a potem grillowałam je po pokrojeniu w plastry. Na każdy plasterek ułożyłam kawałek śledzia, a na nim nieco zielonej salsy.

pieczony rabarbar

Dwa tygodnie temu w maminym ogródku wyrósł rabarbar, do Gdańska wróciłam więc z pięknym bukietem i głową pełną pomysłów, jak spożytkować pierwszy pęk tego cuda.

Zwykle robię tak, że gdy po raz pierwszy w roku próbuję sezonowego składnika, staram się go przygotować możliwie najprościej. I tak np. szparagi przygotowuję na parze i podaję z lekkim winegretem, truskawki jem bez dodatków, a rzodkiewki chrupię na kromce chleba z masłem i solą. Rabarbar najczęściej zapiekam. Mój niezawodny przepis to rabarbar pieczony z dodatkiem wina i wanilii – klik – ale w tym roku zamieniłam go na przepis od Małgosi Minty – klik.

Ten rabarbar piecze się z dodatkiem soku z pomarańczy. Podaję go jako dodatek do jogurtu naturalnego, robię też z niego deser: warstwa pokruszonych ciasteczek (np. amaretti), bita śmietana, pieczony rabarbar. Robi się chwilę, a smakuje cudnie.

hotel notera

Kiedy znajomi zagadują mnie o współpracę przy projekcie Pomorskie Prestige (klik), pierwsze pytanie brzmi: “ale jesz te potrawy czy tylko fotografujesz?”. No ba! Oczywiście, że jem, to jedno z moich zadań i główna przyjemność, której nigdy bym sobie nie odpuściła!

Podczas wycieczek szlakiem Pomorskie Prestige poznałam już wiele spojrzeń na kuchnię i gotowanie, jadłam potrawy, które niby brzmiały podobnie, a kompletnie różniły się smakiem. Np. niemal wszędzie w menu widnieje śledź, a w każdym miejscu jest on podany zupełnie inaczej. To bardzo ciekawa sprawa, podglądać, jak szefowie podchodzą do składników i smaków.

Dzisiaj zapraszam Was do lektury relacji moich wizyt w dwóch kolejnych miejscach.