pieczony rabarbar

Dwa tygodnie temu w maminym ogródku wyrósł rabarbar, do Gdańska wróciłam więc z pięknym bukietem i głową pełną pomysłów, jak spożytkować pierwszy pęk tego cuda.

Zwykle robię tak, że gdy po raz pierwszy w roku próbuję sezonowego składnika, staram się go przygotować możliwie najprościej. I tak np. szparagi przygotowuję na parze i podaję z lekkim winegretem, truskawki jem bez dodatków, a rzodkiewki chrupię na kromce chleba z masłem i solą. Rabarbar najczęściej zapiekam. Mój niezawodny przepis to rabarbar pieczony z dodatkiem wina i wanilii – klik – ale w tym roku zamieniłam go na przepis od Małgosi Minty – klik.

Ten rabarbar piecze się z dodatkiem soku z pomarańczy. Podaję go jako dodatek do jogurtu naturalnego, robię też z niego deser: warstwa pokruszonych ciasteczek (np. amaretti), bita śmietana, pieczony rabarbar. Robi się chwilę, a smakuje cudnie.

hotel notera

Kiedy znajomi zagadują mnie o współpracę przy projekcie Pomorskie Prestige (klik), pierwsze pytanie brzmi: “ale jesz te potrawy czy tylko fotografujesz?”. No ba! Oczywiście, że jem, to jedno z moich zadań i główna przyjemność, której nigdy bym sobie nie odpuściła!

Podczas wycieczek szlakiem Pomorskie Prestige poznałam już wiele spojrzeń na kuchnię i gotowanie, jadłam potrawy, które niby brzmiały podobnie, a kompletnie różniły się smakiem. Np. niemal wszędzie w menu widnieje śledź, a w każdym miejscu jest on podany zupełnie inaczej. To bardzo ciekawa sprawa, podglądać, jak szefowie podchodzą do składników i smaków.

Dzisiaj zapraszam Was do lektury relacji moich wizyt w dwóch kolejnych miejscach.

bukiet bzu

Właśnie trwa najpiękniejszy czas, jaki można sobie wyobrazić. Kwitnie bez, pojawiają się konwalie, zaraz wybuchną krzaki jaśminu. Chodzę odurzona zapachem i szczęściem, w domu pachną kolejne bukiety bzu. Niestety jest to bardzo nietrwały kwiat i w zasadzie następnego dnia już opada. Ale od roku znam sposób na przedłużenie żywotności bukietu bzu (albo lilaka) – “sprzedała” go mi najpiękniejsza i najmądrzejsza ogrodniczka w sieci, Marta Potoczek z blogu Leniwa Niedziela – klik. Ta sprawdzona metoda pozwala cieszyć się bzem przez około 3 dni.

skórka po cytrynie

Dzisiaj post z serii z poradnika domowego. Lubię ten cykl (klik), bo wiem, że wcielacie w życie moje patenty, np. sposób na ściąganie etykiet (klik) niejednej z Was ułatwił życie i ocalił od zagłady sporo słoików.

Ten odcinek jest w duchu zero waste, a na tapecie mam skórkę po cytrynie, która może zdziałać cuda.

Nie wiem, czy wiecie, że skórka po cytrynie doskonale nadaje się do:

Zastanawiałam się, czy warto pisać ten tekst, bo nie będzie miło. Ale pomyślałam, że dobrze byłoby w końcu wprost to powiedzieć: nie potrzebuję czytelników, którzy obrażają się na mnie widząc, że zareklamowałam jakiś produkt i czują silną potrzebę oznajmienia mi tego. Droga wolna, Strawberries from Poland to nie lektura obowiązkowa!

Chodzi o głosy, które pojawiają się za każdym razem, gdy na blogu publikuję wpis związany ze współpracą z jakąś marką (zawsze oznaczam go jako współpracę komercyjną, zarówno na blogu, jak na social mediach). Często po takim wpisie otrzymuję komentarze w stylu: “czytałam Twój blog tyle lat, a tu reklama X, do widzenia!” albo “ostatnio u Ciebie same reklamy, żegnam!”. A ja sobie wtedy myślę: jeśli przez dziesięć lat korzystałaś bezpłatnie z mojej pracy, to reklama, która zdarza się raz na jakiś czas, nie powinna Cię w żaden sposób zrażać, obrażać, urażać. Jeśli jesteś czytelnikiem, który mnie zna, zagląda tu i korzysta z mojej pracy (zapraszam do kuchni, wymyślenia dania, zrobienia zdjęć i napisania sensownego tekstu – ze stoperem w dłoni), wypadałoby zachować nieco empatii i potraktować ten wpis jako należne mi wynagrodzenie. O tyle fajne, że płacone przez kogoś innego, a nie przez Ciebie.

Kwietniowy śledzik miał być wiosenny i delikatny. Pomyślałam więc, że połączę groszek z jajkiem i szczypiorkiem, smakami, które kojarzą mi się z wiosną. Po próbie z surowym groszkiem doszłam jednak do wniosku, że bardziej będzie pasować tu groszek konserwowy. Słodkie, zielone kulki groszku wyglądają ślicznie, ale jego smak niknął przy wyrazistym śledziu i ostrości szczypiorku.

W korowodzie naszych wielkanocnych ciast najczęściej pojawiają się mazurki i serniki, czasem wskoczy nowinka w stylu tarty z lemon curdem, którą “podciągamy” pod mazurki, niekiedy cytrynowa babka. Baby drożdżowe pojawiają się u nas jedynie w rozmowach, nie na stole, bo choćby nie wiem jak dobre były, nie wygrają z kruchym mazurkiem.

Ci, którzy obserwują mnie na Instagramie, wiedzą, że niedawno miałam urodzaj cukinii w domu, bo przez przypadek w sklepie internetowym kupiłam ich 6 kg zamiast 600 g. Dlatego gdy David Gaboriaud rzucił wyzwanie, by ugotować danie na bazie jednego z trzech nowych bulionów Winiary – klik – oczywiste było dla mnie, że przygotuję coś z cukinią.

Dzisiaj mam dla Was dwie zajawki wizyt w ramach projektu Pomorskie Prestige (o projekcie przeczytacie tutaj – klik).

Pierwsza wizyta w jednym z moich ulubionych miejsc w Gdańsku, w cudownej restauracji Tabun. Marynowane pstrągi, domowej roboty kozi ser, opowieść o chlebie, wizyta w ogródku, podglądanie miejsca, gdzie powstaje cydr Tabun, to tylko fragment atrakcji, które opisałam. Cały wpis przeczytacie tutaj – klik.

Moja druga wizyta miała miejsce w samym sercu Gdańska, nieopodal Bazyliki Mariackiej i w kamienicy, w której przez trzy lata szkoliłam się na adwokata 😉 Mowa o restauracji Gvara, w której zjadłam najlepsze kruche ciastko w życiu (a wierzcie mi, na kruchym cieście się znam, bo to mój ulubiony rodzaj). Kwaskowate, ciepłe jabłka ułożone na waniliowym kremie, z migdałową kruszonką to cudo, którego trzeba spróbować. Przed ciastkiem warto spróbować dorsza z kaszanką, z kalarepką duszoną na maśle i sosem gruszkowym. Więcej przeczytacie tutaj – klik.