domowy ajerkoniak

Napisała do mnie Kasia:

Dzień dobry,

czytam Pani bloga od dawna. Wspominała Pani kilkukrotnie ajerkoniak jako częstego gościa na Pani stole, ale nigdzie nie ma u Pani na niego przepisu. Czy robi go Pani na wódce, spirytusie, a może mieszance brandy i koniaku? Proszę o rychłą odpowiedź, bo piszę listę zakupów. Z poważaniem, stała czytelniczka.

Odpisałam:

Dzień dobry Kasiu, 

słuszna uwaga! Postanowiłam spisać tę recepturę i dzisiaj pojawi się na blogu. Ja ajerkoniak robię na wódeczce. Pozdrawiam, Ania.

Jak napisałam, tak czynię. Przepis na domowy ajerkoniak opublikowałam kiedyś na Instagramie, ale z przepisami tam serwowanymi już tak jest, że szybko przepadają w czeluściach archiwum. Na blogu ich życie jest zdecydowanie dłuższe.

Domowy ajerkoniak robię odkąd mam w domu Thermomix, bo tylko tak mogę to zrobić łatwo, szybko i bezproblemowo. Przepis, jaki widzicie poniżej, pochodzi z książki „Thermomix. Kulinarne ABC”, obok niego umieszczę też wskazówki na przygotowanie ajerkoniaku bez tego sprzętu.

Przepis na domowy ajerkoniak przeznaczony jest dla osób pełnoletnich.

domowy ajerkoniak

DOMOWY AJERKONIAK

  •  6 żółtek
  • 200 g cukru
  • 250 g wódki
  • 250 g zagęszczonego, niesłodzonego mleka (można zastąpić śmietaną kremówką)

Posiadacze Thermomixa: nadkładam motylek, wrzucam żółtka i cukier do naczynia, podgrzewam 5 minut w 70 st. C., na obrotach 3. Dolewam resztę składników, podgrzewam 5 minut w 70 st. C. na obrotach 3. Voila! Gotowy przelewam do butelek, trzymam w lodówce.

Bez Thermomixa: do dużego garnka nalewam wodę (ok 1/4 pojemności), zagotowuję.Zmniejszam ogień. Dużą miskę z żółtkami i cukrem układam na garnku i miksuję do uzyskania kogla-mogla. Zdejmuję z kąpieli wodnej, dolewam wódkę i mleko, ustawiam znów na garnku i miksuję 2-3 minuty. Należy uważać, by temperatura kąpieli wodnej nie była zbyt wysoka, bo powstanie jajecznica, nie kogel-mogel.

Domowy ajerkoniak przelewam do butelek.

spacery po gdańsku

Nadeszła ta chwila i z radością przedstawiam Wam owoc moich jesiennych spacerów po Gdańsku, e-book „GDAŃSK DLA WTAJEMNICZONYCH. 10 pysznych spacerów”. Na blogu opublikowałam cztery wędrówki (klik),  które pojawiły się w e-booku, ale oprócz nich jest tu jeszcze kolejne 6 tras spacerowych (m.in. Biskupia Górka, Dolina Radości, Wyspa Sobieszewska czy okolice Świętego Ducha). Każdy spacerek zawiera akcent kulinarny, bo już tak jest, że bez jedzenia i herbaty w termosie nie lubię wędrować. Mam nadzieję, że dzięki moim zdjęciom i opowieściom uda mi się zachęcić Was do odkrywania nieoczywistych zakątków mojego ukochanego miasta.

E-book „GDAŃSK DLA WTAJEMNICZONYCH. 10 pysznych spacerów” to projekt realizowany w ramach programu Otwarty IKM organizowanego przez Instytut Kultury Miejskiej w Gdańsku.

E-book jest bezpłatny i możecie pobrać go tutaj , klikając w jego okładkę (powyżej), lub na stronie IKM – klik.

Jeśli ruszycie w którąś z tras, koniecznie dajcie mi znać, będzie mi bardzo miło! Poniżej kilka z pięćdziesięciu trzech stron e-booka.

spacery po gdańsku

kawa

Marzyło Ci się kiedyś, że dostajesz do łóżka kubek gorącej, aromatycznej kawy? Mi marzy się to często, chociaż wiem, że jest to zadanie niewykonalne… Nikt nie jest w stanie zrobić domowej kawy w sposób, który mnie zadowoli. Możecie mnie nazwać kawowym świrem, ale mam swoje zasady.

Dzisiejszy post chodził mi po głowie od bardzo dawna, a zmobilizowałam się do jego napisania dzięki współpracy z Coffeedesk . Główną rolę w dzisiejszym poście grać będzie kawiarka. Będzie też o kawowych natręctwach i wspomnieniach, o rytuałach i kawowych obrazkach. Chętnie poczytam też o Waszych kawowych odlotach!

A teraz do rzeczy: jak wygląda moja idealna kawa i dlaczego nikt poza mną nie umie jej przygotować?

Po pierwsze: odpowiednia kawa.

Nie może być kwaśna, ma być lekko orzechowa w smaku, aksamitna i dość mocna. Nie lubię owocowych nut w kawie, dlatego przelewy i inne wynalazki mi nie smakują.

Po drugie: in kawiarka we trust!

Od lat to moja ulubiona forma parzenia kawy. Jako leniwa minimalistka nie widzę sensu posiadania ekspresu do kawy w domu. Kawiarka zajmuje o wiele mniej miejsca, jest tańsza, podręczna i zdecydowanie łatwiejsza w eksploatacji. No i można ją wszędzie ze sobą zabrać, co też czynię. Kawiarka jechała ze mną na Islandię, dzięki czemu mam na koncie parzenie kawy na końcu świata pod kołem podbiegunowym, w ciszy fiordów, w pustce interioru.

Kawiarkę zabieram na każdy weekendowy wypad, a do Zielonego Domku na Kaszubach kupiłam już oddzielną. Swoją drogą, gdy w domku zabrakło kiedyś prądu, przygotowałam kawę na ognisku. Mam też za sobą robienie kawy na grillu – da się!

kawiarka