stefanka

Jeśli chodzi o świąteczne wypieki, ja zawsze odpowiadam za pierniczki. Na naszym stole, w zależności od mojego smaku, pojawiają się lebkuchen (klik), całuski z 1935 r. (klik) albo te puszyste pierniczki – nasz klasyk (klik).

Ciasta z reguły piecze mamcia i siostra Magda. Jakieś dwa lata temu mama powróciła do przepisu na miodownik. Cudowne, aromatyczne blaty, przełożone warstwą kremu z kaszy manny, z porcją miodowo-maślanych orzechów – niebo! Nie wiem, dlaczego ciasto zniknęło z naszego repertuaru świątecznego i ciężko mi powiedzieć, co je wyparło. Najważniejsze, że do nas powróciło.

Dzisiaj mam dla Was efekt mojej zabawy z TK Maxx – prezentownik. Prezenty, które przygotowałam, nie są kosztowne, bo nie wydajemy nigdy majątku, by pod choinką znalazły się cuda nie z tej ziemi. Ja prezenty traktuję jako miły akcent, ale nie jedyny sens świąt. Takie też są moje prezentowniki.

DLA MIŁOŚNIKÓW GOTOWANIA

prezentownik

wieniec na boże narodzenie

Do Bożego Narodzenia został niecały miesiąc, więc powolutku daję się wciągnąć w świąteczny klimat. Moja ostatnia wycieczka do TK Maxx mocno mnie zainspirowała i postanowiłam wprowadzić do domu kilka bożonarodzeniowych akcentów.

Pierwszy krok ku świątecznemu klimatowi to zakup dwóch kilogramów mandarynek! Wystarczy obrać jedną z nich, a zapach, który rozchodzi się po mieszkaniu, od razu kojarzy się ze świętami. Mandarynki pełnią też funkcję ozdobną, układam je na talerzu ze świerkową gałązką i świeczką, od razu robi się przytulniej. Te owoce  zastąpiły dynie, które do tej pory pyszniły się na stole.

quesadille z patelni

Jakiś czas temu, przy okazji przepisu na zupę z pieczonego kalafiora i nerkowców, pisałam Wam o serii książek wydawnictwa Buchmann (klik). Dzisiaj znów sięgam po jedną z nich – „Tylko olej kokosowy”, bo mam dla Was przepis na szybki i satysfakcjonujący obiad (lub kolację).

Quesadille z patelni, z batatem, porem i cheddarem to awaryjne danie, kiedy czasu mało,  a apetyt duży. Doskonale wpisuje się więc w mój cykl Przepisy na jedną rękę. Tutaj – klik – znajdziecie pozostałe przepisy z cyklu.

Jesienią w mojej kuchni robi się żółto. Wszystko za sprawą kurkumy, którą zużywam w ilościach hurtowych – robię szoty na wzmocnienie odporności, ale i dodaję przyprawę do mleka. Przepis na złote mleko to moda, która przewinęła się przez internet ostatnimi laty. Jednak w przeciwieństwie do wielu trendów, złote mleko to nowinka, którą warto pozostawić w swym repertuarze.

Późna jesień i zima to idealny czas na śledzie. Mam na nie wtedy największą ochotę, zajadam się nimi na śniadanie, na obiad, zdarza się, że i na kolację. Kiedy się kocha śledzie, łatwo jest wymyślać kolejne potrawy z nimi w roli głównej. Niedawno wymyśliłam coś, z czego jestem niezwykle dumna, bo to jedno z najpyszniejszych dań śledziowych, jakie zrobiłam. I dzisiaj zamierzam podzielić się z Wami przepisem!

Dawno nie pokazywałam tu słodkości, a przecież jesień to bardzo wdzięczny czas na pieczenie. Nic nie osłodzi lepiej listopada, niż zapach ciasta roznoszący się po kuchni. Dzisiaj mam dla Was przepis, wokół którego chodziłam kilka lat. Nie jest specjalnie trudny czy skomplikowany, po prostu nie zabrałam się za niego wcześniej. Przy kilkuset książkach kucharskich w biblioteczce takich receptur pt. „kiedyś zrobię” jest ogrom.

Babeczki marchewkowe z kruszonką doczekały się swoich pięciu minut! Przepis pochodzi z jednej z moich ulubionych książek „Ottolenghi”, przepisów z restauracji Yotama Ottolenghi. Pisałam kiedyś o niej tutaj – klik, często do niej zaglądam. Lubię jej prostotę i szczerość, normalne zdjęcia i przepisy, które chcesz puszczać dalej w świat.

Babeczki marchewkowe z kruszonką to słodkość uniwersalna – może pojawić się w domu ekowariata, którego dzieci nie wiedzą, co to biały cukier, jak i w w domu, w którym na ławie stoi miska czekoladowych cukierków. Mają wyważoną słodycz i mają w sobie mnóstwo dobra: owoce, warzywa, bakalie, ziarna, więc wszyscy będą zadowoleni. 

Ale listopad, co? Słońce, trampki, lekki płaszcz, spacery jak w październiku. Dziwny to czas, z jednej strony człowiek cieszy się aurą, liśćmi na drzewach, z drugiej ma świadomość, że coś jest nie tak, że to nie jest normalne i właściwe. Dzisiaj nastał pierwszy mglisty, szary dzień i czuję się jakby bezpieczniej.

Jeśli na świecie słońca brak, zrób sobie słońce sam! Obłędnie żółte naleśniki dyniowe to dobry pomysł na takie dni, jak ten. Podaję je z dżemem z czerwonej mirabelki (o, tym).

 

Dzisiaj mam dla Was mój śledziowo-ziemniaczany klasyk z końca XIX wieku, forszmak. W wielkim skrócie, jest to zapiekane puree ziemniaczane z posiekanymi śledziami, cebulką i zieleninką. Niewielka ilość niepozornych składników i oszałamiający efekt! O historii forszmaku, genezie przepisu pisałam tutaj – klik.

 

Część osób, która mnie zna, wie o moim zamiłowaniu do czach. Lubię ten motyw, mam z nimi kilka ubrań i dodatków, a nawet kubek o takim kształcie. Jesienią, kiedy temat czaszek się zagęszcza, dostaję wiele wiadomości z linkami do czaszkowych ciekawostek, które można znaleźć w sklepach.

Paradoksalne jest to, że nie przepadam za Halloween (pisałam kiedyś o tym tutaj – klik), jestem typem od Zaduszek. Ale to w okresie przed Halloween najczęściej pojawia się mój ulubiony motyw i niekiedy z tego korzystam. Rok temu kupiłam w TK Maxx fartuszek w czachy!

Fakt, że nie obchodzimy Halloween nie przeszkadza nam bawić się motywami tego święta. Czaszki to jedno, ale ostatnio zaszalałam i – tłumacząc się radochą Olka (ale tak naprawdę i moją) – upiekłam paluchy wiedźmy. Przepis na te szalone ciasteczka widziałam już ponad dekadę temu, ale wcześniej jakoś nie miałam okazji ich zrobić, bo i dla kogo? Nadszedł ten czas, mogłam się pobawić i zaskoczyć nimi Olka. Wierzcie mi, był zachwycony!