chrupiące gofry

“W marncu jak w garncu” mówi Olek, gdy za oknem kotłuje się śnieżyca. Jeszcze wczoraj na dworze było kilkanaście stopni, wystawialiśmy twarze do słońca i delektowaliśmy się tymi pięknymi chwilami. Dzisiaj w domu pachnie cynamonem i bananami,  już kolejny dzień z rzędu jemy gofry bananowe. Dopracowałam przepis na idealne, niemal bezcukrowe gofry i dzisiaj z wielką przyjemnością chcę się nim z Wami podzielić.

Jeśli więc macie dosyć chlebków bananowych (chociaż nie wiem, czy one mogą się znudzić), polecam ten przepis. Moje gofry bananowe są złociste i chrupiące, pachną cynamonem, pyszne są solo i w duecie z ulubionym dżemem. Ostatnio wydobyłam z szafki pyszną ciekawostkę, którą otrzymałam na warsztatach kuchni koreańskiej (klik – kiedyś tu o nich pisałam), konfiturę z yuzu, popularnego w Korei cytrusa. Yuzu smakuje jak połączenie cytryny z nutą bergamotki, a więc konfitura ma posmak cytrusowego earl grey’a – magia! Jeśli kiedyś wpadnie Wam w ręce taki magiczny słoiczek, gorąco polecam!

śniadanie mistrzów

Ubiegła sobota, na przekór wszystkiemu, upłynęła nam pod znakiem zielonej uczty. Przygotowałam śniadanie mistrzów i wymyśliłam, że jego tematem przewodnim będzie wiosna. Zakładając, że jeszcze nie czas na nowalijki, poszukałam zielonego koloru w składnikach, które obecnie mamy pod ręką. I tak oto wymyśliłam: jajka duszone na maślanych porach z fetą, jajeczno-szpinakowe grzanki i kokosowy ryż z pistacjami.

Menu miało wprowadzić nas w wiosenny nastrój, a jego drugim, nie mniej ważnym celem było testowanie garnków i patelni polskiej marki Valdinox (klik) oraz akcesoriów kuchennych i stołowych marki Altom Design (klik). W ramach śniadaniowego rozruchu testowałam dużą patelnię, rondelek i garnek marki Valdinox . Gotowałam, dusiłam, smażyłam i jestem bardzo zadowolona z efektów tej pracy.

Szukając pozytywów koronatanny: można bezkarnie jeść duuuużo ziemniaczków! Znam takich, co mają obecnie spory zapas kartofli w piwnicy i dzięki temu czują się bezpieczniejsi. Dzisiaj więc ugryzę temat kryzysowego gotowania od strony ziemniaka, który – po pomidorze 0 jest moim ukochanym warzywem. Ilość potraw, jakie można z niego wyczarować jest oszałamiająca. Nie bez kozery to kartofle były wiodącym pokarmem podczas drugiej wojny światowej.

W serii broszur-poradników “Radź sam sobie”, wydawanych od 1940 roku w Krakowie jest pozycja poświęcona ziemniakom. Mowa o “100 potrawach z ziemniaków” autorstwa “dr B. Kaweckiej-Starmachowej” (cytuję za okładką). Kiedyś pisałam tu o “Potrawach z jarzyn” Zofii Piechowej, a przepis na krokieciki ze szpinakiem jest wart uwagi – klik. Ja od wczoraj wałkuję “tani serowiec” czyli sernik ziemniaczany, bo robi się go szybko i zawiera pół kilograma ziemniaków! Tutaj – klik – go pokazałam.

W poprzednim wpisie napisałam Wam, jak wygląda moja spiżarnia na czas “aresztu domowego” związanego z koronawirusem – klik. Dzisiaj polecam Wam zajrzeć do pudełka z warzywami, wydobyć zeń dwie, trzy czerwone cebule i szybciutko je zamarynować. W ten sposób przedłużymy ich żywotność i będziemy mieć pod ręką szybki dodatek do sałatek czy kanapek.

Bazowy przepis na marynowaną cebulkę widziałam u Dominiki Wójciak vel Jarzynovej – klik (zapisany w stories “Warzywa”). W podobny sposób marynuję też marchewki, to z kolei z przepisu Nigelli Lawson, z jej przedostatniej (chyba) książki. Sprawa jest niezwykle prosta: pokrojone warzywa zasypane niedużą ilością soli zalewam ciepłą marynatą octowo-cukrową. Tak przygotowane mogą naprawdę długo stać w lodówce.

Przepis to łatwy i przyjemny, zdecydowanie z cyklu Na jedną rękę! Tu – klik – inne pomysły z tej serii.

jak rozsądnie zrobić zapasy spożywcze

Przybywam ze spiżarnianym tematem. Jak rozsądnie zrobić zapasy żywności?

1. Zacznij od przeglądu spiżarni.

Najlepiej zrobić mały remanent. Ile masz kasz, ile strączków, ile puszek? Odpowiedz sobie też na pytanie, co najchętniej jecie w domu? Jeśli kasza jaglana nie przechodzi wam przez gardło, to nie kupuj jej pięciu paczek! Wybierz to, co lubisz.

2.Zrób listę zakupów, uwzględniając to, co będziesz jeść na śniadanie, obiad i kolację.

Jednym z moich ulubionych śniadań jest owsianka. To fajne danie, bo jest “wydajne”: płatki nie zajmują wiele miejsca, do jej przygotowania potrzebne jest mleko, a ujdzie i z wodą. Z kolei na kolację lubię robić kaszę mannę, podaję ją z brązowym cukrem i odrobiną masła albo z syropem malinowym.

3.Nie kupuj składników z krótkim terminem ważności.

Oczywista sprawa, c’nie?

4.W miarę możliwości nie kupuj słabej jakościowo żywności.

Nie zapełniam półek obrzydliwym chlebem, którego termin przydatności wynosi rok, choć zrezygnowałam ze świeżego mleka na rzecz tego w kartonach, z długim terminem ważności.

5.Co kupować? Jak zrobić zapasy żywności?

Tu piszę, co ja mam w spiżarni i w jakich ilościach (uśrednione paczki, nie jakieś opakowania XXL):

a. produkty suche:

Wydawać by się mogło, że żyjemy samą skrobią i śmietanką (klik i klik), ale to nieprawda! Żywimy się jeszcze kanapkami, ha ha. Na dowód tego mam dla Was przepis na cudowną pajdę. Podpowiedziała mi go obserwatorka z Instagrama, która z kolei jadła coś podobnego w jednym z warszawskich lokali. Wyszło tak pysznie, że muszę to uwiecznić  na blogu.

zapiekanka ziemniaczana

Jeśli miałabym wskazać jakiś kuchenny zimowy szlagier, byłaby to niewątpliwie gratin dauphinois. Pod tą nazwą skrywają się cieniutkie plastry ziemniaków zapieczone z tłustą śmietanką, do tego nieco soli, gałki muszkatołowej i nuta czosnku. Klasyk kuchni francuskiej, danie niezwykle proste, ale efektowne. Mój ideał: mało składników, prostota w wykonaniu, piękny i przepyszny efekt końcowy.

1.Książkę “Wszyscy jesteśmy cyborgami” Michała R. Wiśniewskiego

Dowiedziałam się z niej, co to znaczy incel, poznałam cenzopapy i cenzodudy, a także wiele mechanizmów kierujących naszymi cyberścieżkami. Bardzo to ciekawa lektura.

2. Pozostając w temacie książek, w tym miesiącu lubię “Banany z cukru pudru”

To pięknie wydana książkę-album poświęcony dziecięcym wspomnieniom z okresu okołowojennego. Dużo w nim starych fotografii, dziecięcych rysunków, fragmentów pamiętnika i przede wszystkim historii z tego niełatwego okresu. Książkę kupiłam w Muzeum Miasta Sopotu.

pieczone bataty kuchnia z zielonego wzgórza

Ania Shirley w nowej, netflixowej odsłonie jest taka kompletna! Szalona, zabawna, roztrzepana, waleczna, niekiedy nieco irytująca w swojej przesadnej egzaltacji… Bardzo ją lubię i nie mogę się doczekać, gdy obejrzę trzeci sezon serialu “Ania nie Anna”. I dzisiaj będzie trochę o Ani właśnie. Spójrzcie na kadr powyżej – czy Ania zachwyca się tu wiosennym kwieciem, zapachem oceanu, a może loczkiem Gilberta Blythe’a? Nie, na pewno nie! Ania Shirley niechybnie marzy tu o…  pieczonych słodkich ziemniakach, których słodycz tak przyjemnie kontrastuje z pokaźną szczyptą soli, a masło podkreśla proste piękno tych dwóch smaków.

Skąd to wiem? Wyczytałam to w książce kucharskiej “Kuchnia z Zielonego Wzgórza” z przepisami Lucy Maud Montgomery zebranymi i opisanymi przez Elaine i Kelly Crawford.

pieczone bataty kuchnia z zielonego wzgórza

Lu skończyła już pół roku i zaczynam wprowadzać do jej menu nowe smaki. Mam w tym więcej luzu i zdecydowanie mniej strachu niż z Olkiem, bo wtedy wszystko było nowe i nieznane. Niemniej jednak, z dużym zainteresowaniem przeczytałam swoje teksty poświęcone karmieniu dziecka po szóstym miesiącu życia, momentami mając wrażenie, że zapoznaję się z nimi po raz pierwszy.

Pomyślałam, że warto je znów podlinkować:

Po zachwycie Olka nad wszystkim, co jadalne, przyszedł okres wybrzydzania, choć to zdecydowanie za dużo powiedziane, jeśli chodzi o Olutka. Po prostu mój syn w pewnym momencie zaczął mówić “nie” i dokonywać wyborów na talerzu. O tym oraz o karmieniu dziecka powyżej roku pisałam tutaj – klik.

Ale zanim doszło do karmienia, miałam kilka przemyśleń związanych z trudami macierzyństwa – klik i pisałam o naszych nieprzespanych nocach, pięknych i gorzkich początkach macierzyństwa – klik. Gdy to teraz czytam, sama się wzruszam… 🙂 Wszystkie wpisy poświęcone tej tematyce znajdziecie pod hasłem MACIERZYŃSTWO – klik.

Karmienie okazało się jednak dość łatwym zadaniem w porównaniu z burzą, jaką przeżyłam w związku z buntem dwulatka, o którym pisałam tutaj – klik i tutaj – klik. Dopiero niedawno sprzedałam poradniki, które kupiłam na fali desperacji związanej z wychowaniem dziecka. Oznacza to chyba, że dojrzałam jako matka, ha ha. Jedno jest pewne: swoje już przeszłam, zdecydowanie lepiej umiem panować nad własną złością (a to podstawa przy atakach zbuntowanego kilkulatka), nie wstydzę się już takich akcji w terenie (co ludzie powiedzą? co robić?) i w ogóle mam dla siebie więcej zrozumienia.