jakie książki kulinarne kupić

Robiłam niedawno porządki w regałach z książkami. Policzyłam, że mam w swych zbiorach blisko 400 pozycji. To sporo, zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że znaczna część kolekcji była budowana przed boomem na książki kulinarne. Kiedyś podchodziłam do półki z książkami i kupowałam to, co było w miarę ładne i ciekawe. Teraz muszę dwa razy się zastanowić, co wybrać, bo pozycji jest naprawdę wiele. Mam jednak to szczęście, że część książek otrzymuję od wydawnictw albo zaprzyjaźnionych autorów, dzięki czemu moja kolekcja może szybciej się powiększać. Niestety niektóre pozycje nie są zbyt pociągające, więc kończą zakurzone w rogu regału.

Dzisiaj chciałam napisać o ostatnich pozycjach, które przykuły moją uwagę treścią, formą lub jednym i drugim. Czyli takich, które polecam.

Ciasto cukiniowe

Nagłe ocieplenie sprawiło, że oszaleliśmy ze szczęścia i pobiegliśmy na plażę, potem do parku, na plac zabaw, na taras… Kuchnia pokryła się kurzem, no bo któż siedzi przy garach, kiedy za oknem szalony maj, kwitnące bzy i ptasie trele?

Kotlety z cukinii i kaszy

Odkąd jest z nami Olek, zahaczam o tematy związane z macierzyństwem. Dawno nie pisałam tu tego tematu, a zebrało mi się kilka rzeczy. Dzisiaj będzie więc o przyśpieszonym buncie dwulatka i o karmieniu dzieci od pierwszego roku życia na przykładzie Olutka 🙂 Wszystkie teksty poświęcone parentingowi (jak ja nie lubię tego słowa!) znajdziecie pod tagiem macierzyństwo (klik). Dla niezainteresowanych tematem macierzyństwa mam przepis na kotleciki z quinoa i cukinii, przewińcie tekst do dołu. 

Bułeczki z rabarbarem

Weekend zaskoczył nas słońcem, w związku z czym większość planów kulinarnych, jakie miałam, spełzła na niczym. Na szczęście udało mi się upiec górę drożdżówek z rabarbarem, które umiliły nam piątek i sobotę. Żartobliwie nazwałam je rabarbarówki i tak mi się to spodobało, że pozostanę przy tej nazwie.

Owsiane ciasto z rabarbarem i malinami

Posadzony przez mamę rabarbar panoszy się w ogródku jak paw. To on jest tu gwiazdą, kwaśnym królem grządek. Doglądam go codziennie, sprawdzając, czy dojrzał do wizyty w kuchni. W końcu nadchodzi ten dzień i ostrym nożykiem ścinam soczyste łodygi.

Wracając do domu z różowozielonym pękiem, dumam nad przepisem inaugurującym sezon rabarbarowy. Od czego zacząć? Chyba od podstaw, czyli ułożyć łodygi w kruchych objęciach owsiano-maślanego ciasta, posypać kruszonką i patrzeć, jak powoli oblewa go złoty rumieniec.

Grzanki z pastą z groszku

Maj jest dla mnie barwy seledynowej. Smakuje pierwszym rabarbarem i szparagami, piecze w język rzodkiewką i chrupie jak ogórek gruntowy. To właśnie w maju mój talerz nabiera lekkości i lubi się zazielenić. Porzucam ciężkie, gęste zupy, rozgrzewające zapiekanki, jem więcej surowych warzyw lub poddaję je minimalnej obróbce termicznej.

Przez cały rok w mojej zamrażarce można znaleźć paczkę groszku (to zwyczaj podpatrzony od Nigelli Lawson). Zielone kulki lądują w zupie, a gdy robi się cieplej, szybko je podgotowuję, niedbale ugniatam i podaję na natartych czosnkiem grzankach z różnymi dodatkami. Dzisiaj mam dla Was kolejny przepis z cyklu Na jedną rękę, do przygotowania z dzieckiem pod pachą lub najbliższej okolicy, łatwy i przyjemny. Więcej receptur na jedną rękę znajdziecie tutaj. Więcej przepisów z groszkiem w roli głównej znajdziecie tutaj.

Puree ziemniaczane zapiekane

Kiedy robi się zimno i mokro, nabieram ochoty na zupy i zapiekanki. Do łask powraca owsianka i kasza manna, wszystko co ciepłe i sycące. Nieustannie chce mi się ziemniaków. Ciepłe, parujące kartofelki najchętniej zalewam mlekiem, dodaję masła, gałki muszkatołowej i ugniatam na puree. I w zasadzie nie potrzebuję do niego nic więcej.

Puree ziemniaczane to moja czekolada. Kiedy jest mi źle, najbardziej poprawia mi humor właśnie ta potrawa. Kilka lat temu wylądowałam w szpitalu i przez dwa dni dostawałam jedynie cieniutką herbatę i rzadką kaszę mannę bez szczypty soli i cukru. Przez każdą z 48 godzin myślałam tylko o jednym: o misce puree ziemniaczanego. Ziemniaki śniły mi się po nocy i prześladowały mnie za dnia. W końcu wyszłam ze szpitala i pierwszym, co zrobiłam w domu, było oczywiście puree. Niestety, był maj i miałam do dyspozycji tylko młode ziemniaki, które nie cierpią tak grubiańskiego zachowania jak ugniatanie na gładką masę i moje wyśnione puree wyszło słabe, chyba po raz pierwszy w życiu. Swoją droga, opisywałam już kiedyś tę historię w książce („Zapach truskawek. Rodzinne opowieści”), ale to było dawno temu i nic nie stoi na przeszkodzie przypomnieć ją tutaj.

Dawno nie dzieliłam się z Wami inspiracjami, zauroczeniami ze świata szeroko rozumianej kultury i stylu życia, czas odkurzyć „lubisie”! Dzisiaj odsłona kwietniowa. I trochę historii: w 2014 lubiłam to, w 2013 r. lubiłam to, w 2012 roku lubiłam to, a w 2011 roku lubiłam to.

Premiera książki Nigela Slatera

1. Zapowiedź polskiego wydania książki Nigela Slatera „Jedz„.

Książka ukaże się nakładem wydawnictwa Filo 24 maja. Mam nadzieję, że ta zapoczątkuje cykl polskich wydań Nigela Slatera, bo marzy mi się poczytać „Kitchen diaries” po polsku. Fot.: wydawnictwo Filo.

2. Audycję „Lament i odmęty” Brodki.

posłuchacie jej w Trójce, w piątki o 22:05.  Bardzo lubię audycje tematyczne i to jedna z nich. Brodka jest cudownym szperaczem muzycznym. Szczególnie polecam jej kulinarną odsłonę (podlinkowałam ją w tytule) – mnóstwo muzycznych smaczków!

3. Prace Ja cię broszę.

Plakaty, pocztówki, kubki z charakterystycznymi ilustracjami autorki. Plakat z króliczkiem w balonie i owocowe pocztówki wiszą w pokoju Olusia.

magdalenki madelines

Sernik z palonego masła (klik) pojawił się na wielu świątecznych stołach, czas na kolejną porcję wypieków z tym składnikiem. Jeszcze przed Wielkanocą upiekłam magdalenki z palonym masłem. Lubię je piec, bo to wdzięczne i niekłopotliwe ciastka (tutaj pokazywałam magdalenki wg receptury Marii Ochorowicz-Monatowej i Rachel Khoo). Cudownie sprawdzają się na pikniku i w podróży, pięknie pozują do zdjęć i doskonale umilają popołudniową herbatę. Te, które widzicie tutaj, nazwałam magdalenkami ze względu na formę, ale tak naprawdę to finansjerki (financiers), ciasteczka na bazie mąki migdałowej. Wieki temu prezentowałam tu przepis na cytrynowe (klik) i wiśniowe (klik) finansjerki.

Napój z mango

Bardzo możliwe, że po świętach macie dosyć tematu jedzenia, dlatego dzisiaj nie serwuję Wam rozbudowanych potraw. Mam za to piękne i pyszne, żółte mango lassi, czyli dwuskładnikowy koktajl serwowany w indyjskich restauracjach. W szklance z zawartością koloru słońca (którego próżno dzisiaj szukać na zewnątrz) znajdziecie dojrzałe mango zmiksowane z jogurtem. Czasem rozrzedzam całość mlekiem albo po prostu robię koktajl na maślance, która nadaje całości kwaskową nutę.