Czerwiec, w moim osobistym rankingu to zaraz po maju najpiękniejszy miesiąc w roku. Dla czerwcowego wieczoru o zapachu nagrzanej słońcem łąki warto żyć, warto przetrwać listopadowe mroki i lutowe pustki w sercu i na talerzu. Wizja czerwcowych truskawek i pomidorów osładza te ciężkie miesiące pod znakiem kiszonej kapusty i kartofli, trudy i znoje polskiego przednówka.

Dość wstępu, przybywam tu sałatką, którą jem co drugi dzień na śniadanie. Pisałam o niej już rok temu i miałam od Was sporo sygnałów, że moje pyszne połączenie kliknęło i u Was. Proszę Państwa, nadszedł czas, by powiedzieć to głośno na blogu: caprese z truskawkami to magia. I kolejny przepis na jedną rękę (cały cykl tutaj – klik!).

ogórki rzodkiewka

Dzisiaj mam dla Was przepisy na ekspresową (to chyba nikogo nie dziwi), orzeźwiającą i kolorową surówkę wg Nigelli Lawson. Będzie bez zbędnych wstępów, powiem tylko, że cudnie chrupie i najlepiej smakuje w gorące dni. Przepis wpada do cyklu Przepisy na jedną rękę, bo jest nieskomplikowany i szybko się go robi. Inne przepisy na jedną rękę tutaj – klik!

A teraz surówka – bierzcie i chrupcie z niej wszyscy!

Słowem wstępu: lubię oszczędność pochwał, słów i gestów. Nie lubię egzaltacji, nie umiem zachwalać swoich dzieł, opatrując je przymiotnikami “najlepsze”. Jeśli jakiś talerz lub miska ląduje na moim Instagramie (klik) lub na blogu, oznacza to, że to mi smakuje i w mojej ocenie jest co najmniej dobre, a najczęściej pyszne. Rzeczy niedobrych albo średnich nie pokazuję, bo jaki byłby tego sens? Więc gdy dostaję pytania “czy było dobre?”, jestem dosyć zdziwiona. Stąd ten wstęp.

Wczoraj pokazałam na Insta gnocchi z pokrzywą i szpinakiem, które mi się przyśniły jakiś czas temu.  Temat wydawał mi się dosyć niszowy, ale spotkał się z dużym zainteresowaniem, więc postanowiłam szybko go spisać. Jako że trwa maj, ruszajcie w krzaki po pokrzywę (tutaj – klik – napisałam, jak się do tego zabrać).

Słowem wyjaśnienia: przygotowując moje kluchy, bazowałam na niepozornej książeczce “Smaki Toskanii” Aleksandry Seghi, ale tak go przerobiłam, że mocno odbiera od oryginału. Do środka dodałam pokrzywę, sporo czosnku, a potem polałam kluchy oliwą z chrupiącym czosnkiem. W zasadzie kluchy bardziej przypominają gnudi niż gnocchi, ale w oryginalnym przepisie są to “gnocchi z Casentino” i tego się trzymam. Gnocchi zawierają zwykle ziemniaki, są małymi, korpulentnymi kluseczkami, a gnudi to większe, ale lżejsze kluseczki zwykle z ricottą w roli głównej, trochę jak nadzienie do ravioli bez ciasta.

Przepis jest bardzo łatwy do wykonania i całkiem szybki, można go zrobić z dzieckiem u nogi. Co fajne – nadaje się dla małych i dużych (dla małych trzeba zmniejszyć ilość czosnku).

KLUSKI Z POKRZYWĄ I SZPINAKIEM

  • 250 g tłustego twarogu, zgniecionego praską do ziemniaków (delikatne grudki mile widziane, to nie ma być jednolita papka)
  • 200 g świeżej pokrzywy
  • 300 g świeżego szpinaku
  • 2 jajka
  • 3-4 płaskie łyżki mąki
  • 2-3 ząbki czosnku
  • sól i pieprz

na oliwę czosnkową:

  • 4 łyżki oliwy
  • 2 ząbki czosnku, pokrojone w cienkie płatki

do podania:

  • parmezan

Pokrzywę i szpinak duszę w kilku łyżkach wody, pod przykryciem. Gdy szpinak zmniejszy objętość, odcedzam calość i drobno siekam. W misce gniotę twaróg , dodaję zieleninę, wyciśnięty czosnek, solę i pieprzę (porządnie), to jest czas na spróbowanie masy. Dodaję jajka, mieszam, dodaję mąkę – ma jej być tyle, by z ciasta bez problemu uformować kulkę wielkości orzecha włoskiego.

Kulki gotuję we wrzątku, od wypłynięcia ok. 4 minuty (zawsze sprawdzam jedną, rozcinając ją – środek nie może być surowy). Kulki gotuję w bulionie warzywnym, można gotować w osolonej wodzie.

Odcedzone kluchy układam na talerzu, podaję polane czosnkową oliwą (na oliwie podsmażam czosnek, aż stanie się lekko złoty i chrupiący jak chipsy – uwaga, by go nie spalić) i hojnie posypane parmezanem.

Uwaga:

Pokrzywę można w całości zastąpić szpinakiem albo pomieszać z miętą.

 

Śniło mi się niedawno, że zrobiłam gnocchi z pokrzywą i mam zamiar zrealizować ten przepis na jawie. Co z tego wyjdzie, zobaczymy! Tymczasem zachęcam Was do ruszenia w krzaki i zbioru pokrzywy, która w maju jest najpyszniejsza. Uwielbiam omlet z pokrzywą i myslę, że to najłatwiejszy przepis na początek przygody z tym zielskiem. Zaraz Wam powiem, jak go zrobić i do czego wykorzystać, ale najpierw…

Kilka uwag o zbiorze i przygotowywaniu pokrzyw:

Kiedy byłam mała, bawiłam się w panią Magdę. Pani Magda miała kwadrans prac ręcznych w TVP, po Domowym Przedszkolu chyba. Uwielbiałam patrzeć, jak wyczarowuje ludziki z plasteliny, a kartkę papieru przeistacza w motyla. Bawiłam się potem w takie pokazówki, zrobiłam sobie nawet telewizor z kartonu.

Takie prace manualne lubię do dzisiaj, chociaż zwykle nie mam na nie wiele czasu. Ale odkąd Olo podrósł, mam dobry pretekst, by trochę się pobawić. Zatem w naszym domu nigdy nie wyrzucamy kartonu, bo zawsze z niego coś robimy: planszówkę, zestaw policyjny, pizzę z dodatkami, domek czy garaż dla aut. Odkąd siedzimy zamknięci w domach, takie kreatywne zabawy nabrały wartości i każdy pomysł jest na wagę złota. Na szczęście mam zapas kartonu, więc nie próżnujemy 😉

Jako że ziemniaczane stempelki spotkały się z dużym zainteresowaniem z Waszej strony, pomyślałam, że spiszę kilka naszych ulubionych sposobów na wspólne spędzanie czasu w domu. Więc to zabawy z dzieckiem, które polecam:

zabawy z dzieckiem

1. zabawy plastyczne:

  • z użyciem rzeczonego kartonu 😉 Ostatnio zrobiliśmy wspólnie wiosenny las.
  • zabawa stempelkami z ziemniaka: najładniej wyszły nam prace z wykorzystaniem płatków kwiatowych. “Wyrzeźbiłam” w ziemniaku płatek, narysowałam ołówkiem szkielet magnolii, a Olo stemplował. Potem zrobił łąkę kwiatową
  • robienie komiksów z wycinanek: Olo wycina postaci, przedmioty ze starych kolorowanek i potem robimy z tego komiks, przyklejając te rzeczy na nowe kartki
  • w Tigerze kupiłam na czarną godzinę zestawy do malowania farbkami: gipsowego dinozaura i kurczaka, a także zestaw małego archeologa, tj. dinozaura zatopionego w gipsie, z dłutem w zestawie. Bardzo brudna zabawa, ale zawsze zabawa!

kiszona kapusta curry

Dzień dobry, witam w 743638746374 dniu szarej masy, z której wyłaniam się codziennie około 5:00 i zanurzam przed 22:00. Czy wierzycie, że w tym roku czeka nas coś więcej niż spacery po balkonie? Ja powoli zaczynam w to wątpić. Odkąd odcięto mi moje naturalne miejsca ucieczki (odkryłam las o wiele wcześniej, niż to było modne), czuję się jak ptaszek w klatce albo raczej jak kapusta w słoiku. Kiszę się i mam wrażenie, że jeśli jeszcze trochę dokręci mi się pokrywkę, wybuchnę.

Ale zawsze potem pocieszam się tym, że ludzie dokoła mają większe problemy niż samoukiszenie – choroby, praca w ciężkich warunkach. Zaciskam więc pięści, dławię żale i rozpoczynam kolejny dzień życia z dwójką dzieci w czterech ścianach na kilkudziesięciu metrach kwadratowych.

Przeglądając internet można odnieść wrażenie, że większość ludzi w zamknięciu na okrągło ogląda przedstawienia teatralne, zwiedza wirtualne muzea,  zdobywa czarny pas w karate, maluje akwarele lewą stopą, uczy się jodłować, biegle mówić w dialekcie mandaryńskim i grać wszystkie utwory Chopina na keybordzie, podczas gdy ja, no cóż… Ja każdego dnia walczę o przetrwanie. I za udany dzień uważam ten, w którym udaje mi zrobić Olkowi ziemniaczane stempelki do zabawy albo wypić w spokoju kawę na tarasie. Każdego dnia obiecuję sobie zwiększyć produktywność i każdego wieczora kapituluję, siedząc na kanapie z bólem kręgosłupa i snując plany, jak to będzie w maju, o ile maj w ogóle nadejdzie.

chrupiące gofry

“W marncu jak w garncu” mówi Olek, gdy za oknem kotłuje się śnieżyca. Jeszcze wczoraj na dworze było kilkanaście stopni, wystawialiśmy twarze do słońca i delektowaliśmy się tymi pięknymi chwilami. Dzisiaj w domu pachnie cynamonem i bananami,  już kolejny dzień z rzędu jemy gofry bananowe. Dopracowałam przepis na idealne, niemal bezcukrowe gofry i dzisiaj z wielką przyjemnością chcę się nim z Wami podzielić.

Jeśli więc macie dosyć chlebków bananowych (chociaż nie wiem, czy one mogą się znudzić), polecam ten przepis. Moje gofry bananowe są złociste i chrupiące, pachną cynamonem, pyszne są solo i w duecie z ulubionym dżemem. Ostatnio wydobyłam z szafki pyszną ciekawostkę, którą otrzymałam na warsztatach kuchni koreańskiej (klik – kiedyś tu o nich pisałam), konfiturę z yuzu, popularnego w Korei cytrusa. Yuzu smakuje jak połączenie cytryny z nutą bergamotki, a więc konfitura ma posmak cytrusowego earl grey’a – magia! Jeśli kiedyś wpadnie Wam w ręce taki magiczny słoiczek, gorąco polecam!

śniadanie mistrzów

Ubiegła sobota, na przekór wszystkiemu, upłynęła nam pod znakiem zielonej uczty. Przygotowałam śniadanie mistrzów i wymyśliłam, że jego tematem przewodnim będzie wiosna. Zakładając, że jeszcze nie czas na nowalijki, poszukałam zielonego koloru w składnikach, które obecnie mamy pod ręką. I tak oto wymyśliłam: jajka duszone na maślanych porach z fetą, jajeczno-szpinakowe grzanki i kokosowy ryż z pistacjami.

Menu miało wprowadzić nas w wiosenny nastrój, a jego drugim, nie mniej ważnym celem było testowanie garnków i patelni polskiej marki Valdinox (klik) oraz akcesoriów kuchennych i stołowych marki Altom Design (klik). W ramach śniadaniowego rozruchu testowałam dużą patelnię, rondelek i garnek marki Valdinox . Gotowałam, dusiłam, smażyłam i jestem bardzo zadowolona z efektów tej pracy.

Szukając pozytywów koronatanny: można bezkarnie jeść duuuużo ziemniaczków! Znam takich, co mają obecnie spory zapas kartofli w piwnicy i dzięki temu czują się bezpieczniejsi. Dzisiaj więc ugryzę temat kryzysowego gotowania od strony ziemniaka, który – po pomidorze 0 jest moim ukochanym warzywem. Ilość potraw, jakie można z niego wyczarować jest oszałamiająca. Nie bez kozery to kartofle były wiodącym pokarmem podczas drugiej wojny światowej.

W serii broszur-poradników “Radź sam sobie”, wydawanych od 1940 roku w Krakowie jest pozycja poświęcona ziemniakom. Mowa o “100 potrawach z ziemniaków” autorstwa “dr B. Kaweckiej-Starmachowej” (cytuję za okładką). Kiedyś pisałam tu o “Potrawach z jarzyn” Zofii Piechowej, a przepis na krokieciki ze szpinakiem jest wart uwagi – klik. Ja od wczoraj wałkuję “tani serowiec” czyli sernik ziemniaczany, bo robi się go szybko i zawiera pół kilograma ziemniaków! Tutaj – klik – go pokazałam.

W poprzednim wpisie napisałam Wam, jak wygląda moja spiżarnia na czas “aresztu domowego” związanego z koronawirusem – klik. Dzisiaj polecam Wam zajrzeć do pudełka z warzywami, wydobyć zeń dwie, trzy czerwone cebule i szybciutko je zamarynować. W ten sposób przedłużymy ich żywotność i będziemy mieć pod ręką szybki dodatek do sałatek czy kanapek.

Bazowy przepis na marynowaną cebulkę widziałam u Dominiki Wójciak vel Jarzynovej – klik (zapisany w stories “Warzywa”). W podobny sposób marynuję też marchewki, to z kolei z przepisu Nigelli Lawson, z jej przedostatniej (chyba) książki. Sprawa jest niezwykle prosta: pokrojone warzywa zasypane niedużą ilością soli zalewam ciepłą marynatą octowo-cukrową. Tak przygotowane mogą naprawdę długo stać w lodówce.

Przepis to łatwy i przyjemny, zdecydowanie z cyklu Na jedną rękę! Tu – klik – inne pomysły z tej serii.