kwiaty cukinii smazone

I tak zbieram tematy, pomysły, inspiracje, smażę dobre placki, marynuję cukinię, chodzę na lody,  czytam mądre książki, jeżdżę na festiwale filmowe, pieszczę wnętrze i zewnętrze (to ostatnie promieniami łaskawego sierpniowego słońca), moczę się w basenie, walczę z pustką i pustostanami intelektualnymi, ale ciężko mi odpalić komputer i śmiałym krokiem starego wyjadacza wkroczyć w virtual reality.

No ciężko. Latem tak mam. Zimą jest zdecydowanie łatwiej, co jest nie fair, bo tematów zdecydowanie mniej!

Dzisiaj nie mam dla Was przepisu, a link do mojego świeżutkiego, pachnącego nowością, portfolia fotograficznego – klik. Zabierałam się zań kawał czasu, ale chyba dopiero teraz poczułam, że mam co pokazać. Prace, z których jestem zadowolona i uznałam za godne portfolia, w większości powstały na przestrzeni ostatniego półtora roku.

Oczywiście rozwijam się, odkąd zaczęłam robić zdjęcia. Moje początki to nieudolne, nieapetyczne fotki jedzenia, często wykonane w kiepskim oświetleniu (żółte światło lampki nocnej? proszę bardzo! – klik). O moich pierwszych zdjęciach można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że były udane czy apetyczne – przejrzyjcie archiwalne  wpisy z Truskawek. Ale nie wstydzę się ich. Podchodzę do nich z czułością, jak do koślawych rysunków z dzieciństwa czy opowiadań z podstawówki. To dowód mojego rozwoju. Niektórzy blogerzy lubią zamieniać stare, nieudane zdjęcia na te nowe – ja tego na pewno nie zrobię, bo blog to dla mnie cała ścieżka, którą kroczę przez ponad dekadę. Usuwanie tych starych zdjęć jest dla mnie jak niszczenie portretów z przeszłości, gdy nie podobał mi się swój ubiór, uczesanie czy pryszcz na czole.

ratatouille

Na początku studiów (koszulka z juwenaliów, którą noszę do dzisiaj, przypomina mi bolesny fakt, że działo się to ponad 10 lat temu) mieszkałam nieopodal ryneczku oliwskiego. To było wspaniałe, bo w każdej chwili mogłam się wybrać po świeże warzywa i owoce. Na Morenie, gdzie teraz mieszkam, brakuje mi targu, możliwości wyskoczenia po pyszne malinówki albo cukinie sprzedawane przez działkowicza w słomkowym kapeluszu. Zamiast tego mam do dyspozycji dobrze zaopatrzony warzywniak. No ale to tylko warzywniak, nigdy nie zastąpi targu.

gdzie kupić jagodzianki

Sezon na jagody w pełni. Jeśli akurat jesteście w Trójmieście, podpowiadam: najlepsze jagodzianki w Trójmieście znajdziecie w Sopocie, na początku Monciaka, obok przejścia podziemnego.

Kilka lat temu zaopatrzyłam się w pojemniki do lodów i ten niepozorny przedmiot do dziś umila nam gorące letnie dni. Odkąd Olek może już jeść lody, używam go jeszcze częściej. Moje ulubione domowe lody to mleko kokosowe słodzone miodem z różnymi owocami. Wrzucam tu maliny, truskawki, jagody czy morele, wszystko, co akurat mam w domu. Czasem przygotowuję lody warstwowe, które bardzo ładnie się prezentują – najpierw warstwa mleczna, potem czysta owocowa. Niekiedy, na najbardziej upalne dni robię tylko sorbety, miksując owoce z odrobiną cukru.

Instagramowa wiadomość, że przygotowuję ogórki kiszone na sucho spotkała się wczoraj z większym zainteresowaniem niż zaręczyny Justina Bibera. I słusznie, bo Bibera nie da się schrupać (choć znajdą się pewnie głosy odrębne), zaś małosolnego ogórka jak najbardziej. Notowania domowego ogórka małosolnego rosną, jeśli można zrobić go dosłownie w pięć minut. 

Lato. Wysysamy ze słońca całe ciepło, biegamy po trawie na bosaka („Olek, nie wolno biegać na bosaka” – babcia. „A mama biega” – Olek). W brzuchu czereśnie i słodkie truskawki. Na nosie kilka piegów, na ramionach opalenizna.  Tak łatwo żyje się latem. 

Lubię upały, bo to czas, kiedy bezkarnie można jeść lody, a to mój ulubiony deser! Zdarza mi się go jeść na śniadanie albo kolację, bo nie ma nic wspanialszego niż muśnięcie chłodnej słodyczy na podniebieniu.

Bardzo lubię lody na bazie śmietanki, kawowe, chałwowe albo karmelowe. Do tego w upały zawsze dokładam porcję bardziej orzeźwiającego smaku, np. sorbetu porzeczkowego albo malinowego. Lubię mieszać struktury lodów (klasyczne lody śmietankowe kontra sorbet albo granita).

Deser, który przygotowałam na bazie kawy zbożowej Inka to właśnie taki miks: kremowe lody pistacjowe, do tego orzeźwiająca granita na bazie Inki i kapka mleka. Można to nazwać mrożoną kawą, można deserem lodowym, ważne, że jest pyszne i zimne! Jeśli chcemy zrobić z deseru kawę mrożoną, wystarczy dolać trochę mleka, ale można tego nie robić i wyjadać go łyżeczką.

Jak pewnie niektórzy z Was wiedzą, pikniki to moja specjalność. Dlatego wielką radość sprawiło mi przygotowanie pikniku wspólnie z TK Maxx, sklepem, który uwielbiam! Zadbałam o to, by było pięknie i pysznie, bo cóż to za piknik, który tylko wygląda, ale nie smakuje. 

 

kuchnia koreańska
Warsztaty „Smaczna Korea”, prowadząca Inessa Kim;

Jeszcze tydzień temu o kuchni koreańskiej wiedziałam tyle, co zapewne większość z Was – niewiele graniczące z nic. Kimchi i tyle. Ale tydzień temu miałam przyjemność wziąć udział w warsztatach „Smaczna Korea”  z Inessą Kim, którym tematem była kuchnia koreańska właśnie.

Inessa (możecie ją znać z Top Chefa) rozpoczęła warsztaty od poczęstowania nas domowym kimchi jej wyrobu. Po raz pierwszy w życiu miałam okazję spróbować tego dania takim, jakie być powinno. Wszystkie spolszczone kimchi miały dla mnie jedną główną wadę: były zbyt ostre. Tymczasem kimchi Inessy, mimo że czerwone od chilli, nie wypalało podniebienia i miało doskonale wyważoną ostrość, kwaskowość i słoność. Okazało się, że do kimchi używa się łagodnej papryczki chilli, nie tych ostrych. To dla mnie kolosalna różnica.