żurawina kaszuby

Ta wizyta na Kaszubach pachniała tartą tatin ze śliwkami. Upiekłam ją wieczorem, by przed południem umiliła nam kawę na tarasie.

W tym roku byłam na Kaszubach tylko dwa razy, czuję wielki niedosyt i mam ambitne plany na przyszły rok. W tym roku nie wykąpałam się w Leśnym Jeziorku, nie wypiłam kawy o poranku (to jeden z moich ulubionych rytuałów – gdy wszyscy śpią, wymykam się na ganek i otulona kocem budzę oglądam świat), nie zrobiłam porządnego spaceru po lesie… Trudno się mówi, nadrobię w kolejnym roku.

Ta wizyta była o tyle wyjątkowa, że po raz pierwszy do Zielonego Domku przyjechała nasza Lu – gdy byłam tu ostatni raz, na początku czerwca, siedziała jeszcze w brzuchu. Teraz spoglądała na korony drzew i na ogień, trzaskający w kominku, a za rok może będzie już chodzić po lesie!

W gotowaniu najbardziej lubię sytuacje,jak z Master Chefa – otrzymuję zestaw składników i muszę coś z nich wykombinować. W praktyce to momenty, gdy czyszczę lodówkę przed wyjazdem, zamawiam przypadkowo 6 kg cukinii zamiast 600 gramów (samo życie!) czy zostaję obdarowana jakimś produktem. Niedawno wróciłam z Przasnysza z pokaźną porcją plonów z ogrodu ojca. Wśród darów losu był ponad kilogram pięknych jeżyn, trzy kilogramy ciemnych winogron, mnóstwo botwiny, marchewki, cebule, pory, fasola, selery, gruszki, kwaskowate pomidorki koktajlowe…

Jeśli życie daje ci kwaskowate pomidorki koktajlowe, po prostu je upiecz, najlepiej według tego przepisu – klik. Tak też uczyniłam, dzięki czemu kwaskowate kulki nabrały słodyczy. Potem przyszedł czas na pozostałe warzywa. Ugotowałam z nich wielki garnek barszczu ukraińskiego, a w zasadzie mojej wariacji na temat tej zupy. Zupa była bezmięsna, jak wszystkie poza rosołem u mnie. Palącą kwestią były jeżyny, które drugiego dnia zaczynały się niecierpliwić i powoli puszczały sok. Chciałam z części upiec krajankę z owoców leśnych, o tę – klik, ale nie miałam na to czasu. Usmażyłam więc pyszny dżem.

No i winogrona.

Po przerwie związanej z dopieszczaniem nowego kurczaka w stadzie, wracam z cyklem relacji dla  Pomorskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej w ramach projektu Pomorskie Prestige (klik).

Moja pierwsza wizyta miała miejsce w magicznym Eliksirze, restauracji i drink barze położonym na terenie gdańskiego Garnizonu. Boże, jak mi tam było dobrze! Dawno nie jadłam tak pysznych, wysublimowanych, a jednocześnie nieprzekombinowanych dań! Żałuję, że nie mogłam spróbować popisowych drinków, ale wszystko przede mną. Cała relacja z wizyty w Eliksirze tu – klik.
Drugie miejsce, które odwiedziłam, to sopocka Cafe Polskie Smaki w Grand Hotelu. Obłędny widok na serce Sopotu (ale w bezpiecznej odległości od tłumów) i kuchnia kaszubska w pełnej krasie. Cudowne sielawy, jagody traktowane jak złoto i dużo ciekawostek kulinarnych, bliskich naszym podniebieniom, ale jednak odkrywczych. Cała relacja tu – klik.

spaghetti z pomidorami

Nadchodzi fala upałów (ponoć), więc to dobry moment na zaprezentowanie jednego z moich ulubionych obiadów na takie momenty. Jest ekspresowy, lekki i orzeźwiający. Zdecydowanie kolejny przepis na jedną rękę! Pozostałe receptury na szybkie gotowanie znajdziecie tutaj – klik!

Tymczasem zapraszam na pasta al pomodoro crudo, co oznacza, że na Waszym talerzu wyląduje makaron ze świeżymi pomidorami, wzbogacony o swoich ulubionych kompanów – czosnek, bazylię i oliwę. Już kiedyś dzieliłam się przepisem na to danie, razem z opowieścią o jednej z moich najładniejszych wycieczek rowerowych – klik.

baby merc

Dzisiaj post z kategorii macierzyństwo, a w zasadzie rodzicielstwo. Będzie o wyborze wózka. Pamiętam ten ból szukania odpowiedniego wózka przed pierwszym dzieckiem. Wielka niewiadoma, co brać, w jakich przedziałach cenowych, na co zwracać uwagę… Nie należę do osób, które przed zakupem czytają tysiąc artykułów na ten temat, więc robiliśmy zakupy trochę po omacku. Nauczyłam się na swoich błędach podczas użytkowania, gdy pięć razy wylądowałam u wulkanizatora z przebitą oponą.

Z drugim dzieckiem jest zdecydowanie łatwiej! Po pierwsze, wiadomo, czego w wózku nie chcę i od razu umiem ocenić przydatne funkcje. Podobnie z resztą jest z innymi gadżetami – czas zweryfikował, w co niepotrzebnie zainwestowałam, a co było naprawdę warte swej ceny. Swoją drogą, planuję zrobić taki wpis – hity i kity spośród niezbędnych gadżetów, tylko wymaga on nieco czasu. Wróćmy więc do wózka, zapraszam Was na nasz rodzinny spacer.

baby merc

Swój wózek miałam możliwość wybrać spośród oferty Baby Merc i w zasadzie już po pobieżnym spacerku po stronie zakochałam się w szarych tukanach! Po stonowanym wózku Olka, z Łucją zaszalałam. Miałam ochotę na wersję w pudrowym różu, ale ostatecznie zwyciężył pragmatyzm i stanęło na szarości. Całą ofertę producenta znajdziecie tutaj – klik, a moje tukany tutaj – klik.

baby merc

baby merc

Na co – oprócz koloru 😉 – zwracam uwagę wybierając wózek dla niemowlaka?

inka z solonym karmelem

Słony karmel to chyba najmodniejszy składnik ostatnich lat. Każda lodziarnia ma w swej ofercie ten smak, który jeszcze kilka lat temu wydawał się dosyć ekscentryczny. Ostra słodycz karmelu skontrastowana solą to jedno z moich ulubionych połączeń deserowych, lubię go w lodach, ciastach jak i kawach.

Przygotowywania słonego karmelu powinni uczyć w szkołach! Niestety jeszcze nie włączono tego do programu nauczania, więc trzeba działać na własną rękę. Sprawa nie jest trudna, a do jego zrobienia potrzeba: cukru, śmietanki, masła, no i soli oczywiście. I trochę cierpliwości. Największym problemem może być pierwszy etap, kiedy cukier przeistacza się w karmel, ale potem jest już z górki.

placek jagodowy

To niepozorne, nieinstagramowe, chaotyczne zdjęcie powinno nosić tytuł: “Smak sukcesu”. Spójrzmy, co przedstawia: spokojne dziecko, które właśnie obudziło się po niespełna godzinnej drzemce i ogląda kontrastowe wzorki na maskotce (instalacja nieprzypadkowa) oraz ciasto. Ciasto z jagodami, które matka dziecka upiekła w czasie, gdy ono spało.

Pieczenie ciasta podczas drzemki to ryzykowna sprawa, gdy płacz dziecka zastanie Cię w połowie pracy, rodzi się dylemat: dokończyć, przerwać, robić z dzieckiem na rekach? Na szczęście mnie te dylematy ominęły, bo Łucja miłościwie pospała. Inna sprawa, że przezornie wybrałam szybki i niekłopotliwy przepis.

placek jagodowy

Dzisiaj mam dla Was linki do kolejnych miejsc z mapy Pomorskie Prestige (o projekcie przeczytacie tutaj – klik).

Pierwsze miejsce to prześliczna restauracja Piwna 47, położona w samym sercu Gdańska. Zanim zabierzecie się do jedzenia, koniecznie obejrzyjcie wystrój. Jest co podziwiać. Opis potraw, które spróbowałam oraz więcej zdjęć z wnętrza znajdziecie tutaj – klik.

Drugie miejsce wymaga małej wycieczki za Gdańsk. Czarny Kos, bo o nim mowa, to miejsce zanurzone w zieleni, położone blisko jeziora, z domową kuchnią i serdeczną obsługą. Wróciłam stąd z porcją pysznych pierogów z farszem z białej kiełbasy i domowym chlebem. Szczegóły poczytacie tutaj – klik.

Lipiec. Każde z nas potrzebuje energetycznych przekąsek, chociaż z różnych powodów. Olo, wulkan energii potrzebuje paliwa do swoich piruetów (mamo, jestem sfajdermenem!), a ja, cóż, potrzebuję zastrzyku energii by normalnie funkcjonować.

Od czerwca jest z nami mała Lu i chociaż nasze wspólne początki nie były lekkie (pół miesiąca w szpitalu), to teraz cieszymy się sobą w domu. Nasze ulubione miejsce to kanapa, gdzie się tulimy i karmimy. Zasiada tu też Olo, gdy zmęczą go akrobacje. Wówczas z Lu przy piersi i Olem u boku, czytamy książkę albo gramy w ‘Potwory z szafy’. Jestem #momoftwo i całkiem mi z tym dobrze, choć o 21:00 padam na nos ze zmęczenia.

Początkowo dokarmiałam się zdrowymi, kupnymi batonami na bazie bakalii. Ale rzecz to droga i nie zawsze idealna (trafiły mi się raz zjełczałe orzechy), więc postanowiłam zrobić je sama. Przepis już kiedyś podawałam – klik. Da się je zrobić w 5 minut z noworodkiem na rękach. Tym razem, żeby było szybciej, masę formowałam jedną ręką (tak również piszę ten post, bo Lu śpi mi na ramieniu), dlatego kulki są takie nieforemne.

To już 44 przepis z cyklu Na jedną rękę! Cały cykl tutaj – klik.

KULKI MOCY AKA BATONY ENERGETYCZNE

Przepis tutaj – klik.

Zmiany: orzechy zastepuję pistacjami bez soli i dorzucam 2 łyżki siemienia lnianego.