Robiłam niedawno tartę z rabarbarem- co prawda nie zdążyliśmy jej uwiecznić na zdjęciach, ale za to samodzielnie uwieczniłam rabarbar- na ścianie… Tym razem byłam ostrożniejsza- zamiast czerwonego rabarbaru był zielony, obierałam go ostrożniej, więc kolekcja niezmywalnych plamek na ścianie nie powiększyła się. A muffiny, jak to muffiny, wyszły pyszne. Moim zdaniem- najlepsze, jakie do tej pory robiłam.

Muffiny rabarbarowe z orzechami laskowymi

Przepisu nie wklepuję, bo nie mam czasu (sesja), dlatego podlinkuje mojego posta z forum Galeria Potraw: oto i on.

Cytuję za Ptasią:
„Przepis pochodzi z Feast Nigelli, dania śniadaniowe, i
to jedne z lepszych muffinek, jakie wyprodukowałam (imho)
Zasady dość proste – łączymy 1 1/4 szkl. cukru jasnego muscovado z 1/3 szkl.
oleju, 1 jajem, 2 łyżeczkami esencji waniliowej oraz 1 szkl. maślanki.
Dodajemy pokrojone w kostkę ok. 170 gr rabarbaru (w oryginale 6 uncji) oraz
1/2 szkl. pokrojonych łuskanych orzechów włoskich. Następnie stopniowo
wsypujemy suche: 2 szkl + 3 łyżki mąki zwykłej, 2 łyżeczki proszku do
pieczenia, 1 łyżeczkę sody oraz 1/2 szkl. zarodków pszennych. Mieszamy niezbyt
dokładnie, tyle, byle się połączyło. Przekładamy do foremek, i posypujemy po
wierzchu 2 łyżkami cukru jasnego musc. zmieszanego z 1 łyżeczką cynamonu (ja
pomieszałam demerarę, bo lubię, i cynamonu było trochę więcej). Pieczemy ok.
20-25 (u mnie 20) w 200 st.”

Uwagi:
zamiast brązowego cukru, użyłam białego. Dlatego też moje muffiny są jasniejsze.

Jeszcze nigdy nie robiłam szparagów. Po pierwsze, wydawało mi sie zawsze, że są niebotycznie drogie, a po drugie- spróbowałam je kiedyś w restauracji i to skutecznie zobrzydziło mi te warzywa na długi czas. Były rozgotowane, nijakie w smaku- gorzej wspominam tylko twarda wołowine, którą musiałam jeść w dzieciństwie ;).
ALE zaglądając regularnie kulinarne forum, http://fotoforum.gazeta.pl/71,1,777.html, gdzie wprost roi się od szparagowych smakołyków, skapitulowałam i kupiłam snopek białych w warzywniaku.
Przepis znalazłam w majowej Kuchni i tak oto powstała:

Przystawka z białych szparagów z sosem bazyliowym

400 g szparagów
150 ml smietany 18%
2 łyżki posiekanej bazylii
4 plasterki bekonu
1 mała cebula
1 z. czosnku
2 łyzki oliwy
1 łyz. orzechów piniowych
świezo zmielony pieprz

Oczyszczone,obrane szparagi gotuję ok 15 minut.
Śmietanę z bazylią gotuję wolnym ogniu ok. 15 minut. Odstawiam, by
sos zgestniał.
Bekon, cebulę, czosnek drobno kroję, podsmazam na oliwie z orzechami.
Dodaję szparagi i delikatnie mieszam.
Szparagi z sosem przekładam na talerz, polewam sosem smietanowym
(niedużo)
i posypuje orzechami.
Voila!

Jako że nie miałam orzechów piniowych, dodałam orzechów nerkowca.

Czas zamieścić kolejnego posta, zwłaszcza, że mnóstwo potraw przewinęło się przez naszą kuchnię od czasu założenia tego bloga. Milczenie wynika z braku konceptu na notki, nie rozkręciłam się jeszcze i ciągle ociągałam się z pisaniem. Ale koniec z tym!

Wczoraj w kuchni było lekko- może to zasługa wiosny, pierwszych plamek zieleni, powietrza, które pachnie już całkiem inaczej, a może po prostu wynika to z mojego rozsądku ( kilka dni wczesniej szalałam z ciastem francuskim, więc- by zrównoważyć kaloryczność obiadów w tygodniu- chciałam zrobić coś delikatnego). Zresztą, odkąd słońce mocniej świeci, mój organizm domaga się witamin, nasyconych barw, intensywnych smaków, soku ściekającego po ustach, słodyczy truskawek (z tym musi jeszcze poczekać, bo za pompowanymi nie przepadam)… By sprostać tym wymaganiom, zrobiłam wczoraj faszerowana paprykę, a na deser ananasa w miętowym cukrze. Przepis na paprykę znalazłam podczas wiosennych porządków- pozbywając się starych magazynów ( pochodzi z Shape), a ananas to pomysł Jamiego Olivera z ” Happy days with the Naked Chief” ( o bezsensownym polskim tytule „Lubię gotować”).

Papryka nadziewana indykiem, oliwkami i pesto


2 małe czerwone papryki
200 g indyka
2 łyżki sosu pesto
2 plasterki mozarelli
15 czarnych oliwek
tymianek

Z papryki usuwam nasiona, odkrawam górną część poniżej łodygi. Podsmażam pokrojonego w kostkę indyka, mieszam z pesto, pokrojoną w kostkę mozarellą i oliwkami. Przykrywam papryki odkrojonymi wierzchami i piekę ok. 30 minut w 180 st. C..
Podaję z ryżem, wymieszanym z resztką farszu.

W oryginale mowa o halibucie, ale że mój Ł. jest uczulony na ryby, więc muszę go zastąpić ( halibuta, nie Ł.:).
Pieczona papryka jest słodka i delikatna, co stanowi przyjemny kontrast z połączeniu z ostrym pesto i wyrazistym smakiem oliwek.

Ananas z miętowym cukrem

1 dojrzały ananas
4 łyżki brązowego cukru
garść świeżej mięty

Obieram ananasa, kroję go na ćwiartki, które dalej kroję w cienkie plastry. Miętę z cukrem ucieram w moździerzu. Gdy jest gotowe, posypuję ananasa cukrem.

Pyszny, orzeźwiający deser!

Raz, dwa, trzy, próba głosu.

Jakie to proste, tak nagle przerwać ciszę i z biernej pozycji internetowego podglądacza przejść w na stronę czynną. Bloga założyłam w minutę. Najwięcej czasu zabrało mi wymyślanie nazwy, choć oczywiście, po kilku sekundach od zalogowania napłynęły mi do głowy o wiele lepsze pomysły.

To blog kulinarny. O jedzeniu i dla jedzenia. Moim pragnieniem jest zachować w pamięci rzeczy, które tworzę w kuchni. By po przetrawieniu nie poszły w niepamięć godziny mojej pracy.

To tyle, w telegraficznym skrócie. Rozkręcam się.