Kaszola, czyli granola z kaszą gryczaną

15 marca 2017

Granola Food Pharmacy

Marzec zawsze cieszy, bo wiosna czai się tuż za rogiem. W tym roku mało było w nas radości, bo przypałętała się do nas choroba i wymęczyła każde z nas. Co jest gorsze od chorego dziecka? Chore dziecko, kiedy chorują rodzice. Nie wiem, jak znieśliśmy ostatnie tygodnie, ale udało się! Choroba najmocniej przykleiła się do mnie, do teraz odczuwam jej skutki i nie czuję się najlepiej. Żal mi straconych dni, godzin spędzonych na kanapie na gapieniu się w sufit. Jakoś w dzieciństwie, z mamusią obok, fajniej się chorowało. Teraz, gdy jest się mamusią, ciężko skupić się na pokonaniu choroby, gdy rzeczywistość domaga się wykonywania codziennych obowiązków.

Ale właściwie nie o tym chciałam pisać. Gdy nieco doszłam do siebie, zrobiłam rachunek sumienia, z którego wynika, że choroba to logiczne następstwo moich ostatnich poczynań. Chociaż w mojej kuchni zawsze jest pełno warzyw i owoców, raczej niewiele słodkości, a mięso pojawia się sporadycznie, ostatnimi czasy wszystko stanęło na głowie. Znudzona dostępnymi warzywami (marchewki, buraki, pietruszka, ziemniaki, kiszonki… ileż można?), jakoś zaczęłam ich unikać. Z owocami też słabo, ja podjadam jabłka, ale najwięcej u nas obecnie bananów. Złapała mnie za to ochota na słodkości, mimo że od ciąży miałam ochotę jedynie na lody. Ale od kilku miesięcy mam niegasnące pragnienie na słodkiego i zauważam, że ono narasta. Podobnie z mięsem – kiedyś gotowałam niemal bezmięsnie, ale od kiedy jest Oluś, wprowadziłam je do menu, a co za tym idzie, sama je jem częściej (2-3 razy w tygodniu). I jeszcze kilka miesięcy temu spędzałam codziennie średnio 2 godziny na spacerze, teraz bywają dni, że w ogóle nie spacerujemy, o innej formie ruchu nie wspominając. Jeszcze kilka miesięcy temu wypijałam na czczo wodę z miodem i sokiem z cytryny, a potem zarzuciłam ten zwyczaj bez powodu. Czuję się zmęczona i zwalałam wszystko na przesilenie wiosenne, ale po złożeniu wszystkich powyższych elementów uświadomiłam sobie, że przesilenie wiosenne to tylko wymówka.

Jako że jestem racjonalną jednostką i nie lubię rzucać słów na wiatr, nie usłyszycie ode mnie radykalnych haseł. Od jutra detox cukrowy, od jutra głodówka, od jutra dieta sokowa, od jutra precz z chlebem, od jutra pa pa ziemniaki, od jutra tylko jarmuż, o nie, nie ze mną te numery. Wyrosłam już z rzucania się w wir diet i ćwiczeń, by po dwóch tygodniach poddawać się na widok czekoladowego ciasta  i zarzucać zdrowotne rygory. Dzisiaj chcę po prostu wrócić na właściwe tory żywieniowe, co powinno być łatwiejsze o tej porze roku. Coraz więcej warzyw, coraz więcej słońca, dnia, ciepła, zaraz wyciągnę rower i będzie tylko lepiej.

Powyższe przemyślenia wzmocnił mój ostatni nabytek książkowy. Na pewno ją znacie, bo często i gęsto pojawiała się na Instagramie (miejmy nadzieję, że ze względu na treść, nie ładną okładkę). Mowa o „Food pharmacy” (autorki: Lina Nertby Aurell i Mia Clase, Wydawnictwo Otwarte), pięknie wydanej i przystępnie napisanej pozycji o wpływie diety na zdrowie. Brzmi banalnie, ale to solidna porcja wiedzy przekazana w dawce przyswajalnej dla niespecjalnie zainteresowanego tematem zdrowego żywienia śmiertelnika (czytaj: idealna dla mnie). W skrócie rzecz jest o tym, jak dopieszczać dobre bakterie znajdujące się w jelicie grubym, a w dalszej perspektywie – jak unikać chorób poprzez właściwą dietę. Ale uwaga: jest tu mało przepisów (za mało jak dla mnie) i jeśli wcześniej interesowaliście się tą tematyką, książka może być zbyt oczywista. Chętnie wyrzuciłabym z niej też scenki rodzajowe i zbędne dialogi autorek, ale domyślam się, że miały one nadać całości lekkości.

W książce podoba mi się brak nachalności i radykalizmu – nie lubię, jak ktoś pisze o morderczym glutenie, trującym mleku i cukrze, który zaprowadzi do grobu. w „Food pharmacy” znajdziecie pomysły na zdrowe jedzenie, kluczowe dla zdrowia składniki i wyjaśnienie, dlaczego akurat jarmuż jest taki cacy, a drożdżówka jednak nie. Co ciekawe, znalazłam tu wytłumaczenie jednej z moich ciążowych zachcianek – zajadania zimnych ugotowanych ziemniaków albo miłości do zielonych bananów.

Dzisiaj chciałam się z Wami podzielić przepisem na niezwykłą granolę z „Food pharmacy”. Nie mam zamiaru rezygnować z ukochanej granoli z oliwą od Nigelli Lawson (klik) czy drugiej ukochanej – z miechunką (klik) – nie oszukujmy się – ta po prostu nie jest tak dobra, za to z pewnością zdrowsza (brak cukru, dodatek kaszy gryczanej). Świetnie smakuje z jogurtem i syropem klonowym, a także jako posypka do wytrawnych potraw – sałatek, makaronów, zup. Nazwałam ją kaszola, bo to w końcu coś innego od granoli 🙂

Granola

KASZOLA CZYLI GRANOLA Z KASZĄ Z FOOD PHARMACY

  • 100 g kaszy gryczanej
  • 50 g pestek dyni
  • 30 g rozgniecionych ziaren lnu
  • 30 g wiórek kokosowych
  • 65 g posiekanych migdałów
  • 65 g posiekanych orzechów włoskich
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 2 łyżeczki mielonego kardamonu
  • 3 łyżki oleju kokosowego, roztopionego

Kaszę gryczaną zalewam wodą i namaczam przez 30 minut. Odcedzam i mieszam z pozostałymi składnikami. Wykładam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piekę 3-5 godzin w 70 st. C. Co godzinę mieszam zawartość blachy.

 

8 komentarzy

  • 7 miesięcy temu

    Ciekawa jestem, o co chodzi z tymi ziemniakami! Wczoraj, podjadając takie zimne, ugotowane ziemniaczki stwierdziłam, że jest to dla mnie przyjemność z gatunku „pierwszy kęs ciepłego ciasta lub bułki”. Wiem tylko, że w takiej postaci mają niski indeks glikemiczny, a generalnie to są bardzo zdrowe 🙂

  • Ewa
    7 miesięcy temu

    Linki do przepisów na te mniej święte 😉 granole nie działają. Co do warzyw w zimę – dla mnie problemem nie jest to, że warzywa są wciąż te same, tylko to, że jedząc je wiem, że tak naprawdę nie mają w sobie tyle wartości odżywczych, ile powinny mieć. To nie są prawdziwe warzywa, które dostarczą wszystkich witamin. Mam wrażenie, że robią więcej szkody niż pożytku. A już na pewno jest to prawdziwe o parszywej dwunastce, ale to cały rok. Niestety sama jeszcze nie wymyśliłam, jak poradzić sobie z tym problemem. Myślę, że dobrym pomysłem jest zrobienie jak największej ilości słoików z tymi prawdziwymi warzywami i owocami i zamknięcie witaminek na zimę.

    • Ania Włodarczyk
      7 miesięcy temu

      Okazało się, że jeszcze nie umiem wklejać linków w WordPressie 😉 Już to zmieniam, naprawiam!

  • Anna
    7 miesięcy temu

    Przeglądałam ostatnio tę książkę w księgarni i chyba ją kupię w ramach wprowadzania prozdrowotnych nawyków w kuchni 🙂 Ostatnio założyliśmy filtr do wody pod zlewem właśnie w ramach tych prozdrowotnych rozwiązań. Mamy też dostawcę zdrowych warzyw, już niedługo będą zdrowe warzywne nowalijki :)))

    • Ania Włodarczyk
      7 miesięcy temu

      Książka fajna, a polecam kupić ją na Aros.pl, tam jest najtaniej.

Zostaw komentarz