W towarzystwie chłodnego deszczu

6 sierpnia 2009

Dzisiaj:

– zobaczyłam białą skorupkę turlającą się po dachu. Po krótkich oględzinach okazało się, że znajdowało się w niej coś więcej niż tylko jajko. Zatem mamy w ogrodzie nowego mieszkańca – witaj, maleńki, obyś nie wyrósł na rozkrakane wronisko…

– zostałam obdarowana pięcioma żelowymi długopisami, co przyprawiło mnie o większą radość, niż moglibyście podejrzewać. Uuuuuuwielbiam artykuły biurowe, uwielbiam sklepy papiernicze:
szelest kartek,
równe rzędy kolorowych gumek do ścierania,
idealnie naostrzone ołówki
i metalowe temperówki, błyszczące jak auta w salonie Mercedesa?
W czeluściach moich szuflad leży kilkanaście czystych zeszytów (część z nich liczy sobie więcej lat niż ja*), które czekają, aż zacznę zapełniać je linijkami tekstu;

– spacerowałam po ogrodzie w towarzystwie chłodnego deszczu, który zawitał dziś do miasteczka razem z kłębami szarości;

– przez przypadek wykasowałam zdjęcia pysznej zapiekanki cukiniowo-bakłażanowo-pomidorowej (pod chrupiącą skorupką), którą niedawno zajadałyśmy się z siostrą.
Po krótkich rozmyślaniach ( „%^%&*&&(*!!!#%$!!!!”) postanowiłam, że poniższa potrawa wypełni cukiniowo-bakłażanowe ubytki:

PAN BAGNAT
(przepis zaczerpnęłam ze strony magazynu Delicious, tu podaję wersję z moimi zmianami)

Składniki:

1 mała żółta papryka (pozbawiona pestek i pokrojona w ćwiartki)
1 mała czerwona papryka (pozbawiona pestek i pokrojona w ćwiartki)
1 mała cukinia, pokrojona w półcentymetrowe, podłużne plastry
1 malutki bakłażan, pokrojony w półcentymetrowe, podłużne plastry
1 pomidor, pozbawiony skórek i wilgotnego wnętrza, pokrojony w ćwiartki
3 duże pieczarki, pokrojone w półcentymetrowe plastry
4 łyżki oliwy
1 łyżka octu balsamicznego
1 zmiażdżony ząbek czosnku
garść liści bazylii
bochenek okrągłego chleba (najlepiej jednodniowego)
2 łyżki czarnych oliwek, przeciętych na pół
1 kulka mozarelli (125 g), pokrojona w paski
sól i pieprz do smaku

Do dużej miski wrzucam wszystkie warzywa (bez czosnku), dodaję 4 łyżki oliwy, ocet balsamiczny. Doprawiam warzywa do smaku. Mieszam dokładnie, po czym podsmażam warzywa na patelni (trwa to ok. 4 min z jednej strony – warzywa powinny być miękkie i szkliste, ale nie mogą się rozwalać).

Tak przyrządzone warzywa przekładam do durszlaka, mieszam z czosnkiem. Durszlak układam na misce, całość przykrywam szczelnie folią i odstawiam na con. 2 godziny. W tym czasie warzywa puszczą sok, dzięki czemu chlebek nie namoknie.

Sięgam po chleb. Odkrawam z niego czubek (jakieś 4 cm od góry), który odkładam na bok (później się przyda). Wydrążam wnętrze bochenka, uważając, by nie naruszyć skórki i nie zrobić dziury. Ścianki i spód powinny mieć grubość. 2,5 cm.

Po dwóch godzinach warzywa są już mniej wilgotne. Delikatnie je mieszam, by wyleciały resztki soku. Sięgam po chlebek, na jego dnie układam listki bazylii (powinny się stykać), następnie warstwę plastrów bakłażana, potem warstwę papryki, następnie warstwę mozarelli, przepołowione oliwki, cząstki pomidora, plastry cukinii, warstwę listków bazylii oraz warstwę pieczarek. I tak do wyczerpania warzywnych zapasów.

Przykrywam bochenek chlebową „pokrywką”, owijam szczelnie folią spożywczą i kładę na chlebku dość ciężki przedmiot, by bochenek trochę się ubił. Chłodzę chleb przez ok. 2 godziny.

Kroję go jak tort. Podaję na ciepło lub zimno.

Uwagi:

1. Bardzo wazny jest etap odsączania warzyw – jeśli nie zrobi się tego dokładnie, chlebek podejdzie wodą i zmięknie, co będzie dosyć nieprzyjemne.
Warzywa układałam bez określonej kolejności, ale dla porządku w przepisie ustaliłam kolejność warstw.

2. Tomasz powiedział, że plasterek przydałby się tu plasterek boczku i ja w pełni się z nim zgadzam 🙂 Słony, chrupiący boczek stanowiłby fajny kontrast dla miękkiego, delikatnego wnętrza bochenka.

3. Zachowuję oryginalną nazwę przepisu, choć w internecie sprawdziłam, że nadzienie klasycznego pan bagnat to sałatka nicejska. Bez względu na to, czy to jest pan bagnat, czy też nie, rzecz jest bardzo dobra, bo zawiera same pyszne warzywa przesiąknięte aromatem czosnku i oliwy.

* dostałam je od dziadka, po którym przejęłam zamiłowanie do artykułów papierniczych 😉 Jego szuflada z ołówkami, metalowym dziurkaczem i plikiem czystych kopert, ściśniętych gumką recepturką przyprawiała mnie o drżenie serca (chyba nawet większe, niż ta druga szuflada, w której trzymał Donaldówy, wydzielane po jednej na dzień);

36 komentarzy

  • 8 lat temu

    Moja namiętność do artykułów papierniczych ogranicza się obecnie do ołówków. Najchętniej takich z dobrych muzeów albo fajnych sklepów…

    Podoba mi się Twoje wspomnienie szuflad Dziadka!

    A sałatko-kanapka po prostu widowiskowa…

  • 8 lat temu

    fakt kanapka widowiskowa, naprawdę wygląda bosko, pysznie, aż chce się ją tu i teraz

    a co do sklepow papierniczych, mam świra na ich punkcie, totalny zakręt ze mnie, mogę w nich spędzać całe dnie i nigdy sie nie nudzę 🙂 a kolorwych długopisów, kredek, pisakow mam całe mnostwo

  • 8 lat temu

    Wsklepie papierniczym najfajniejszy jest zapach! Uwoielbiam do na równi z księgarniowym zapachem:)
    Pan bagnat wygląda tak kolorowo i zachęcająco, że chyba zrobię takie coś, jak dziecko wróci od babci:)

  • 8 lat temu

    Oj, ile błędów w moim komentarzu!!! O Matko! Chyba już jestem dzisiaj padnięta:)

  • 8 lat temu

    Mam to samo czasopismo i powiem Ci, że Twój pan bagnat przemawia do mnie bardziej 😉

    Też kiedyś uwielbiałam artykuły papiernicze i biurowe… bruliony, kolorowe notesy, długopisy, ołówki, spinacze, malutkie zszywacze do spinania notatek, markery, którymi zaznaczałam nowo poznane słówka, samoprzylepne karteczki, którymi obklejałam wszystko co się dało…a potem skończyłam studia i trochę mi to przeszło, ale myślę, że jeszcze wróci 😉

    Pozdrawiam słonecznie !!!

  • 8 lat temu

    Pan Bagnat wyglada przepysznie, az czuje tez zapach czosnku przez monitor… Intryguje mnie to twoje ptaszatko… Mam nadzieje ze wyrosnie na dobre ptaszysko 🙂
    Pozdrowienia

  • 8 lat temu

    Wrony to bardzo inteligentne ptaki – może nawet najmądrzejsze z nich wszystkich (mimo sławy kruków). To dlatego są takim uprzykrzeniem, bo nielatwo dają się oszukać, przestraszyć czy przechytrzyć…
    Twój pan bagnat bardziej skomplikowany niż ten klasyczny. Trochę żal, że nie ma pomidorów ale za to jest papryka, cukinia i bakłażan a całość prezentuje się przepięknie! Trzeba też mieć nieźle ostry nóż, żeby pociąć pan bagnat na takie piękne, tortowe kawałki. Pan bagnat robilem już kilka razy, ale dużo bardziej na skróty niż Ty. Przede wszystkim na długiej bułce – łatwiejszej w obsłudze niż okrągły chlebek 🙂 Dlatego Twoja kanapka robi wrażenie a i zdjęcia jak zwykle śliczne. 🙂

  • 8 lat temu

    kanapka wygląda przepysznie! Piękne zdjęcie:)

  • 8 lat temu

    Aniu, doskonały jest ten chlebek z warzywnym nadzieniem. Tak sobie myślę, że wprost idealny na piknik, który mi się ostatnio marzy :)))
    A mania papiernicza i mnie nie ominęła, choć muszę przyznać, że ostatnio znacznie osłabła, przemieniając się w manię drobiazgów kuchennych 🙂 Wczoraj na ten przykład spędziłam godzinę chodząc po Duka i Zone i mogłabym jeszcze więcej w nich spędzić, ale musiałam iść na spotkanie :))) Jak już wyszłam ze sklepów śmiałam się z siebie, że ostatnia wariatka jestem :)))

    Pozdrawiam cieplutko :*

  • 8 lat temu

    Ania, tak cos po rozwazaniach nt. olowkow Staedtler czulam, ze to bedzie cos wiecej niz tylko pasja! I prosze to jest milosc do materialow biurowych 🙂

    Skasowania zapiekanki z chrupiaca skora Ci nie zazdroszcze. Odpukac dawno cos takiego mi sie nie stalo, ale gdyby, to jestem pewna ze w podobnej serii znaczkow na poczatku byloby przerazliwe "ku"…

    Nadziewany chleb strasznie mnie kusi, jeszcze baklazanem, cukinia… a na dodatek zdjecie No.1 jest cudne!
    :*** Aniu 🙂

  • 8 lat temu

    Piekne zdjęcia, jak ty ukroiłaś taki równy kawałek?:) Ja musiałabym chyba uzyc piły motorowej żeby wszystkie warzywka zostały na miejscu.
    Nawiasem mówiąc daję do ulubionych i próbuję, myslę, że to jedna z tych rzeczy, która szczególnie może przypaść mi do gustu;) pozdrawiam!

  • 8 lat temu

    *fragment dotyczący pisklaka mnie rozczulił :]
    *cukinię uwielbiam, więc przepis kusi do granic możliwości.
    *powodzenia i wytrwałości w nauce życzę! jednoczę się z Tobą (dosłownie). Też przebijam się przez mur ustaw:)

  • 8 lat temu

    Zaczynam pracę, dla osłody swojej niewygody pomyślałem że wpadnę do Ciebie na chwilę.

    Uwielbiam artykuły papiernicze. Mój ojciec, gdy byłem w pierwszych klasach podstawówki miał księgarnię. Co to była za rozkosz kiedy nowych zeszytów w koło kilkaset, ostre temperówki, ołówki z lusterkowymi albo czarnymi jak węgiel grafitami. Pachniało papierem a ja chodziłem z głową w chmurach.
    Sentyment został do dziś mimo że księgarni nie ma od bardzo dawna.

    ps. śmieszny skrót: con. 2 godziny – podoba mi się:)

    przyjemności Aniu!

  • 8 lat temu

    Aniu ,ale piękne zdjęcia ,te bakłażany mnie aż elektryzują

  • 8 lat temu

    urodziwa ta kanapka… w sam raz dla odchudzajacej sie 😉 ups! chcacej sie odchudzac… 😉

  • 8 lat temu

    Ania Twoje fotki sprawiają, że człowiekowi chce się jeść i to natychmiast ;-))

    Przekartkowałam blog i mam ochotę zrobić spagetti z pastą z bobu – sałatka z parmezanem też pobudza soki żołądkowe (a parmezan przywiozłam aż z Carrefour-a w Lucce ;-))

  • 8 lat temu

    Zazdroszczę kolekcji zeszytów, ja niestety mam przymus wyrzucania nagromadzonej sterty wszystkiego co jakiś czas, a potem żałuję.

    Pan Bagnat wygląda przepysznie, chociaż zacznę chyba od tej wersji z sałatką nicejską, bo ją uwielbiam.

  • 8 lat temu

    Taki stareńki (chodź nowy zeszyt) to jest coś. Doskonale Cię rozumiem, nie na każdym papierze pisze mi się dobrze. To samo z długopisami. Za to notatki kuchenne (czas składania chleba, czy modyfikowanie przepisów)poczyniam ołówkiem. Wysłużonym. Zdjęcia wspaniałe, jak i ten pan:D

    Pzdr.

  • 8 lat temu

    To i ja się dopisuję z moja miłością do artykułów biurowych, tylko nie wiem na co czekają moje zeszyty, bo pisać nie umiem…. 😉 na szczęście kredki wykorzystuję zawodowo…
    Pan bardzo elegnacki!

  • 8 lat temu

    Aniu, jesli chodzi o bicie serca, to Twój pan bagnat nie jest bez winy. Przynajmniej jeśli o moje serducho chodzi. 🙂 Cudo! Zjeść bym chciała i mogła choćby zaraz. 🙂

    Natomiast " metalowe temperówki, błyszczące jak auta w salonie Mercedesa? " mnie rozbawiły. 😀 Tylko Ty Aniu jesteś w stanie takie porównania dokonywać… 🙂 Są niesamowite. 🙂

  • 8 lat temu

    wyglada fajowo! i brzmi jakby miało sie udać, mam zamiar spróbować, pozdr
    maja z majmilys

  • 8 lat temu

    jaka tęcza warzyw! pysznie! 🙂

  • 8 lat temu

    o raju, piknie i smacznie zapewne!

  • 8 lat temu

    az slinke przelknelam na ten piekny widok :)))

  • 8 lat temu

    Aniu, tak pięknie piszesz i tak miło jest tu u Ciebie,że grzechem byłoby nie skorzystać z okazji i nie nominować Cię do Kreativ Blogger Award i Beautiful Blog Award
    .. tak więc aby mieć czyste sumienie ,z wielką przyjemnością infomuję Cię o nominacji,więcej na moim blogu->
    http://waniliowachmurka.blox.pl/2009/08/Kreativ-Blogger-Award-i-Beautiful-Blog-Award.html

    Buziaki.

  • 8 lat temu

    Po dziadku powiadasz?
    Ja niezapomne linijki mojego (zajmował się kosztorysami) i stukania na komputerze i plików papieru do drukarni (igłowej!)
    Pozdrawiam:)

  • 8 lat temu

    A ja lubię pióra – parkery, watermany – droga pasja, ale wciąż jestem jej wierna i… bakłażany. Właśnie niedawno robiłam grecką musakę 🙂

  • 8 lat temu

    Zaraz zaraz coś mnie ominęło…
    Matko jedyna jaka cudna kanapka! Ja nie wiem jak Ty ją ukroiłaś 🙂 Mnie by się rozleciała na części piewrsze 😀
    Ja mam takie małe zboczenie ze sklepami z gadżetami kuchennymi… Mogę wzystko macać, przykładać do policzków :)) Ae co tam lubię to i już! 🙂

    :* Sciskam Pannę Annę 😀

  • 8 lat temu

    Łączę się z Tobą w zamiłowaniu do papierniczych i lekturze. U mnie teraz na tapecie KC. Myślę, że wybieramy się na podobny egzamin:)

  • 8 lat temu

    u mnie też KC 🙂

  • 8 lat temu

    o jak mnie tu dawno nie było a tu takie smakołyki! nigdy nie jadłam takeigo mixu, ale chętnię spróbuję..

    buziak za inspirację! :*

  • 8 lat temu

    Pozwolę sobie odpowiedzieć zbiorczo – nie było mnie tu jakiś czas i uzbierał się stosik komentarzy (czym jestem BARDZO mile zaskoczona!:), na które chciałabym jednak odpowiedzieć.

    Po pierwsze: tak przypuszaczałam, ze w zamiłowniu do artykułów biurowych nie będę sama 😉 Najbardziej zazdroszczę Tobie, Michał – tych wspomnień o księgarni. Bezcenne!

    Po drugie: czekam na ewentualne relacje z wykonania pan bagnat 🙂 Rzeczywiscie, ładny kawałek mi się ukroił, a to dlatego, że tuż przed krojeniem naostrzyłam nóż.
    Uwaga do Desmonda – pomidor w moim panie obecny 🙂

    I po trzecie: zdziwił mnie fakt, że w sumie sporo nas męczy się na 19 wrzesnia! W sumie to miłe uczucie wiedziec, ze nie jest się jedyną, która tonie w ustawach 😉

    Aha, po czwarte też mam: witam wszystkich komentujących moje wspisy po raz pierwszy 🙂 B. miło, że się odezwałyście!!

    I jeszcze oddzielny komentarz do Olciaky: dziękuję Ci za nominacje, moja droga! Strasznie mi przyjemnie. Odniosę się do nich w kolejnym poście.

    Tymczasem Was pozdrawiam i przepraszam za tak wielki skrót.

    🙂

  • 8 lat temu

    Zawsze wiedziałam ,że są dwie odmiany deszczu. Ta smutna, przygnębiająca, której nikt nie lubi i ta magiczna, która sprawia ,że cudownie jest spacerować jak pada, która umila wieczory z herbatą przy oknie.

    A Pan Bagnat wygląda na niesamowicie sycący 😀 Jest taki obfity…mniam. Już się najadłam :))

  • 8 lat temu

    Cudna kanapka, chętnie bym zanurzyła w niej swoje ząbki.

  • 8 lat temu

    O boziuniu, jak to pięknie wygląda! Ależ musi smakować niebiańsko!:))
    Też lubię artykuły biurowe, zawsze mam w szufladzie zapas długopisów i uwielbiam zapach nowych artykułów prosto ze sklepu papierniczego, no super!:))

  • 5 lat temu

    Kanapka jak z bajki! 🙂 Uwielbiam Twoje aranżacje i zdjęcia! 🙂
    Pozdrawiam/ Daria 🙂

Zostaw komentarz