ratatouille

Na początku studiów (koszulka z juwenaliów, którą noszę do dzisiaj, przypomina mi bolesny fakt, że działo się to ponad 10 lat temu) mieszkałam nieopodal ryneczku oliwskiego. To było wspaniałe, bo w każdej chwili mogłam się wybrać po świeże warzywa i owoce. Na Morenie, gdzie teraz mieszkam, brakuje mi targu, możliwości wyskoczenia po pyszne malinówki albo cukinie sprzedawane przez działkowicza w słomkowym kapeluszu. Zamiast tego mam do dyspozycji dobrze zaopatrzony warzywniak. No ale to tylko warzywniak, nigdy nie zastąpi targu.

Kilka lat temu zaopatrzyłam się w pojemniki do lodów i ten niepozorny przedmiot do dziś umila nam gorące letnie dni. Odkąd Olek może już jeść lody, używam go jeszcze częściej. Moje ulubione domowe lody to mleko kokosowe słodzone miodem z różnymi owocami. Wrzucam tu maliny, truskawki, jagody czy morele, wszystko, co akurat mam w domu. Czasem przygotowuję lody warstwowe, które bardzo ładnie się prezentują – najpierw warstwa mleczna, potem czysta owocowa. Niekiedy, na najbardziej upalne dni robię tylko sorbety, miksując owoce z odrobiną cukru.