Późna jesień i zima to idealny czas na śledzie. Mam na nie wtedy największą ochotę, zajadam się nimi na śniadanie, na obiad, zdarza się, że i na kolację. Kiedy się kocha śledzie, łatwo jest wymyślać kolejne potrawy z nimi w roli głównej. Niedawno wymyśliłam coś, z czego jestem niezwykle dumna, bo to jedno z najpyszniejszych dań śledziowych, jakie zrobiłam. I dzisiaj zamierzam podzielić się z Wami przepisem!

Dawno nie pokazywałam tu słodkości, a przecież jesień to bardzo wdzięczny czas na pieczenie. Nic nie osłodzi lepiej listopada, niż zapach ciasta roznoszący się po kuchni. Dzisiaj mam dla Was przepis, wokół którego chodziłam kilka lat. Nie jest specjalnie trudny czy skomplikowany, po prostu nie zabrałam się za niego wcześniej. Przy kilkuset książkach kucharskich w biblioteczce takich receptur pt. „kiedyś zrobię” jest ogrom.

Babeczki marchewkowe z kruszonką doczekały się swoich pięciu minut! Przepis pochodzi z jednej z moich ulubionych książek „Ottolenghi”, przepisów z restauracji Yotama Ottolenghi. Pisałam kiedyś o niej tutaj – klik, często do niej zaglądam. Lubię jej prostotę i szczerość, normalne zdjęcia i przepisy, które chcesz puszczać dalej w świat.

Babeczki marchewkowe z kruszonką to słodkość uniwersalna – może pojawić się w domu ekowariata, którego dzieci nie wiedzą, co to biały cukier, jak i w w domu, w którym na ławie stoi miska czekoladowych cukierków. Mają wyważoną słodycz i mają w sobie mnóstwo dobra: owoce, warzywa, bakalie, ziarna, więc wszyscy będą zadowoleni. 

Ale listopad, co? Słońce, trampki, lekki płaszcz, spacery jak w październiku. Dziwny to czas, z jednej strony człowiek cieszy się aurą, liśćmi na drzewach, z drugiej ma świadomość, że coś jest nie tak, że to nie jest normalne i właściwe. Dzisiaj nastał pierwszy mglisty, szary dzień i czuję się jakby bezpieczniej.

Jeśli na świecie słońca brak, zrób sobie słońce sam! Obłędnie żółte naleśniki dyniowe to dobry pomysł na takie dni, jak ten. Podaję je z dżemem z czerwonej mirabelki (o, tym).