
Dawno nie pokazywałam tu słodkości, a przecież jesień to bardzo wdzięczny czas na pieczenie. Nic nie osłodzi lepiej listopada, niż zapach ciasta roznoszący się po kuchni. Dzisiaj mam dla Was przepis, wokół którego chodziłam kilka lat. Nie jest specjalnie trudny czy skomplikowany, po prostu nie zabrałam się za niego wcześniej. Przy kilkuset książkach kucharskich w biblioteczce takich receptur pt. „kiedyś zrobię” jest ogrom.
Babeczki marchewkowe z kruszonką doczekały się swoich pięciu minut! Przepis pochodzi z jednej z moich ulubionych książek „Ottolenghi”, przepisów z restauracji Yotama Ottolenghi. Pisałam kiedyś o niej tutaj – klik, często do niej zaglądam. Lubię jej prostotę i szczerość, normalne zdjęcia i przepisy, które chcesz puszczać dalej w świat.
Babeczki marchewkowe z kruszonką to słodkość uniwersalna – może pojawić się w domu ekowariata, którego dzieci nie wiedzą, co to biały cukier, jak i w w domu, w którym na ławie stoi miska czekoladowych cukierków. Mają wyważoną słodycz i mają w sobie mnóstwo dobra: owoce, warzywa, bakalie, ziarna, więc wszyscy będą zadowoleni.