Tegoroczny maj jest bardzo hojny, jeśli chodzi o słońce. Wyciągnęłam z piwnicy rower, odkurzyłam koc piknikowy i łapczywie chwytałam świeże powietrze.

W zasadzie od początku istnienia blogu dostaję od znajomych i nieznajomych maile z prośbą o polecenie klimatycznych miejscówek w Trójmieście. Dla dzieciatych, bez dzieci, na obiad, na kolację, na kawę, do pracy, na dobre śniadanie, ile osób, tyle preferencji.

marchewki z gemolatą

Połowa maja nie była dla nas zbyt łaskawa. Choroby i pobyt w szpitalu z Olkiem zabrał nam kawał najładniejszego miesiąca w roku.

dione lody

  Jeśli miałabym wybrać jeden jedyny deser, jaki mogłabym jeść do końca życia, nie wahałabym się: lody. Uwielbiam lody, jem je przez cały rok.

W ostatnim numerze Kukbuka (nr 33) w rubryce „Retro alfabet” pisałam o blamanżu, pysznym deserze na bazie mleczka migdałowego. Delikatny blamanż  (to spolszczenie od francuskiego brzmienia deseru: blanc-manger) to pyszna alternatywa dla znudzonych panna cottą.

Prostota to słowo, które przyświeca większości moich działań. Proste radości, proste smaki, proste słowa i proste historie. Banalne stwierdzenie „w prostocie tkwi siła”

sałatka szparagowa

Jeśli miałabym wybierać między ziemniakiem z solą zjedzonym na dworze a wykwintną kolacją w restauracji, wybrałabym to pierwsze (no chyba że kolacja byłaby na dworze).

Nigella Lawson podzieliła się kiedyś przepisem na koktajl, który zaskoczył mnie smakiem. Połączyła banana, mleko i kawę – niby proste, ale jednak zaskakujące dzięki dodatkowi kawy.

surówka jamiego

Proste zachwyty. Wszechobecne kwitnienie, „śnieg” z płatków wiśni, które zdmuchnął wiatr, bukiecik z żółtych mleczów, tulipany wystawiające czerwone łebki do słońca.

  Gdy marzec się skończył, odetchnęłam z ulgą. Czułam, że granica między kiepsko a lepiej przebiega właśnie w tym miesiącu i składa się na to wiele czynników.