Dwie skrzynki słońca

7 września 2009

Wspominałam niedawno dziadkowy niebieski koszyk pełen skarbów z działki, tymczasem pojawiła się u nas ciocia Bożka (całusy, ciociu!:). Nie z koszykiem, a z dwiema skrzynkami. Nie było w nich poziomek i malin, ale mnóstwo prrrrawdziwych pomidorów*, kilka główek lodowej sałaty, małe bakłażany i brokuły; wszystko to od wujka Jurka i cioci Eli, właścicieli czterech spracowanych dłoni, dwóch szklarni i pary dobrych serc.

Zgłupiałam, z resztą nie tylko ja.
Już na kolację podałyśmy ogromną misę sałatki, na którą składała się niebotyczna ilość malinówek, główka sałaty lodowej, trochę świeżych ogórków, jajko i cebulka. Nie będzie w tym żadnej przesady, jeśli stwierdzę, że to była orgia smaków.
Na śniadanie rzecz jasna też pomidory, pokrojone w grube plastry i okraszone niewielką ilością słodkiej cebuli.
Potem caprese, z bazylią, którą w pocie czoła rozsiewałam na wiosnę i z najbardziej delikatną mozarellą, jaką można dostać w okolicy.

A w przerwach między posiłkami jadłam pomidory zamiast jabłek, wgryzając się w ich soczyste wnętrze i pozwalając, by sok ściekał mi po brodzie. Dawno nie czułam się tak spełniona kulinarnie.

***
Odkąd pamiętam, wuj J. i ciocia E. zawsze obdarowywali nas swoimi plonami. Repertuar darów był zmienny, ale zawsze był w nim jeden element: pomidory. Gdy przyjeżdżaliśmy na ich ranczo**, często wybierałam się do szklarni i podziwiałam długie pasma krzaczków, nakrapiane czerwonymi pomidorami. Już na progu szklarni uderzał w nozdrza ich intensywny aromat***.

Poza szklarnią na ranczu rośnie wiele smakołyków ? rozłożysta grusza, dająca kilogramy delikatnych owoców (choć ja, podobnie jak Aga, wolę te twarde, chrupiące gruszki) czy renkloda, którą latem oblepiają roje spragnionych słodkości os.

Przez jakiś czas wujek hodował króliki, w które wpatrywałyśmy się z siostrą godzinami, podsuwając im do schrupania marchewkę i źdźbła soczystej koniczyny.

A dziś zagryzam wieluńską malinówkę i wspominam wakacje, od których dzieli mnie już kilkanaście lat.

I myślę, że to ostatnia chwila, by zrobić to, co chciałam spróbować od dawna: panzanellę. Już jakiś miesiąc temu mówiłam Basi, że zrobię tę sałatkę, jak tylko dostanę dobre pomidory. Teraz, gdy spadły nam z nieba dwie skrzynie nieziemskich malinówek, nie mam innego wyjścia, jak tylko przyrządzić potężną miskę panzanelli i zjeść ją na obiad. Koniecznie w ogrodzie, koniecznie na słońcu.

Poudaję przez chwilę, że lato jeszcze w pełni, a co!

PANZANELLA:

(przepis pochodzi z ?Jamie?s Italy?, z moimi zmianami)

Składniki (na 2 duże porcje):

1 strąk czerwonej papryki
1 strąk żółtej papryki
300 g czerstwego chleba pszennego
? kg najlepszych pomidorów, jakie możesz dostać
pół garści kaparów z zalewy
1 mała cebula (najlepiej biała, bo najdelikatniejsza)
1 garść bazylii

a na dressing:

1 łyżka octu z czerwonego wina (ja dałam truskawkowy)
4 łyżki oliwy
1 malutki ząbek czosnku
sól i pieprz

Paprykę opiekam równomiernie ze wszystkich stron. Gdy skórka sczernieje, wkładam strąki do torebki foliowej, po czym ją zawiązuję i odkładam worek na bok.

W tym czasie pozbawiam chleb najtwardszej skórki i kroję w dużą grubą kostkę. Nagrzewam patelnię i przyrumieniam grzanki ze wszystkich stron. Pomidory kroję w grubą kostkę (nie odsączam soku), a cebulę w piórka. Wyciągam papryki z woreczka i obieram je ze skórki, po czym kroję na niewielkie paski.

W dużej misce mieszam pomidory, cebulę, kapary, paprykę i grzanki.
Przygotowuję dresing: łyżkę octu mieszam z 4 łyżkami oliwy, zmiażdżonym czosnkiem, solą i pieprzem. Mieszam z resztą składników, podaję od razu.

Uwagi:

1. Jamie dodał do panzanelli jeszcze anchovies, z których ja zrezygnowałam, bo nie lubię, gdy ich smak zagłusza resztę składników. W książce jest także mowa o rwaniu chleba, ale ja wolę równe, ładne grzaneczki! I jeszcze jedno ? papryki opalałam nad gazem. Trochę pracy z tym było, ale – z drugiej strony – podglądanie, jak płomień pozostawia czarne smugi na jędrnej papryce, bardzo mi się podobało, to zajęcie porównywalne z wpatrywaniem się w płomyk świecy. Wycisza i uspokaja, to taka? medytacja dnia powszedniego.

2. A sałatka jest genialna, po raz kolejny sprawdza się zasada, że to, co proste jest najlepsze. Kluczem do sukcesu są słodkie, delikatne pomidory i świeżutka bazylia. Dressing, zmieszany z sokiem pomidorowym powoli wnika w grzanki, które nasiąkają aromatem sałatki, pomidory rozpływają się w ustach, a aromat bazylii nadaje całości świeżości.

P o e z j a. Serio.

* prawdziwe pomidory to takie warzywa, które mają smak i zapach; są słodkie i delikatne, a skórka sama z nich schodzi? w markecie ich nie spotkasz;

** nie wiedzieć czemu, tak mówi się w naszej rodzinie o gospodarstwie wujostwa, co mi się z resztą b. podoba, bo brzmi niecodziennie i oryginalnie;

*** chyba mogłabym mieć perfumy o zapachu pomidorowego krzaczka ? rozpryskiwałabym je zimą i marzyła o misce miękkich, słodkich pomidorów;

41 komentarzy

  • 8 lat temu

    Brzmi niczym Święta w połowie roku. Malinówki uwielbami, choć mam wrażenie, że ostatnio się pogorszyły – jak wiele warzyw i owoców.
    Owoce z własnego, czy familijnego, ogródka to marzenie. Doskonale rozumiem zachwyt i jedzenie pomidorów niczym w transie. Sałatka wygląda bardzo zachęcająco. Może uda mi się coś spreparować w najbliższym czasie. Póki jeszcze jest szansa na porządne pomidory.

    Zapach pomidorowy, to by było coś hihi.
    Pozdrawiam_

  • 8 lat temu

    Jak Ty to robisz Aniu, że wszystkie moje ulubione przepisy znasz…hmm ? 😉 Uwielbiam panzanellę, ale swoją robię odrobinę inaczej, bo bez papryki.

    Zazdroszczę Ci tych wszystkich warzyw i owoców… tak sobie myślę, że w czasach kiedy i ja miałam je na wyciągnięcie ręki, zupełnie ich nie doceniałam. A teraz, mieszkając tysiące kilometrów od rodzinnego domu, wiele bym dała za pomidora z działki dziadka czy sałatę z przydomowego ogódka babci. To był dopiero smak!!!

    Uściski przesyłam!!!
    K.

  • 8 lat temu

    takie pomidory pamiętam z dzieciństwa! pyszny post a przepis wkrótce przetestuję!
    pozdrawiam,
    E.

  • 8 lat temu

    te pomidory są niesamowite! widzialam juz kiedys podobne ale nie tak piękne…
    a danie znam i lubię, robilam jakis czas temu ale nie z takimi pomidorami…

  • 8 lat temu

    prawdziwe pomidory to towar deficytowy. uwielbiam wspominać zbiory mojego Dziadka… w niebieskim wiaderku przynosiliśmy je z działki 🙂
    dziękuję za te pomidorowe wspomnienia 🙂

  • 8 lat temu

    Ja też chcę taką cocię Elę i Wujka Jurka! Co prawda mam diwe ciocie Ele, ale … no właśnie to ale.
    Ja też uwielbiam malinówki i też domowej uprawy, dziadkowej 🙂 W tym roku nie miałam okazji ich jeść
    i pewnie zmarnowałam ostatnią szansę, bo za rok pewnie dziadek już nie da rady uprawiać swój ogród ;(
    ale twarde gruszki powinny za rok być, toć chyba nie wytną mojej ulubionej gruszy no nie? niech tylko spróbują!

  • 8 lat temu

    Aniu, cudnie opisalas ciocie Ele i wujka Jurka, spracowane dlonie, para serc – pieknie napisane, powaga!

    I zrobials kochana panzanelle – alez to musialy byc pomidory i jakaz uczta 🙂 Wiesz, swoja droga panzanelle robie jakos inaczej, ale te kapary w Twojej mnie ciekawia, kurcze juz myslalam ze ta moja 'mieszanka' chlebowo-pomidorowa jest taka zbalansowana, a tu prosze zasialas we mnie duze ziarno watpliwosci… Ale tak, grunt to nieziemskie pomidory 🙂 :*

  • 8 lat temu

    Uwielbiam malinówki, są to pomidory kojarzące się z moim dzieciństwem. A sałatka wygląda na bardzo smaczną 🙂

  • 8 lat temu

    Przez ekran laptopa czuję zapach tych pomidorów. Piękne pomidorowe zdjęcia.

  • 8 lat temu

    Aniu, dziekuję za wizytę u mnie :))
    A ja TU jestem pierwszy raz…Dlaczego tak późno odnalazłam Twoje miejsce?

    Takie pomidory pamietam z dzieciństwa 🙂 A Ty jesteś szczęściarą,że możesz nimi delektować się :))

    POzdrawiam 🙂

  • 8 lat temu

    Witaj Aniu.
    Wiesz, kiedy moja mama była w ciąży ze mną – bardzo źle się czuła. I niemal jedyne pokarmy, które przyjmowała to pomidory i skórki z suchego chleba.
    Dziś, gdyby ktoś mnie zapytał – jaki JEDYNY pokarm zostawić na świecie. Ja, choć wiem, że powinnam powiedzieć chleb – powiem: pomidory!
    Jem je jak jabłka, jem codziennie i wbrew zdrowemu rozsądkowi przez cały rok.
    Bardzo lubię, kiedy piszesz o swojej rodzinie – widać, że jesteś jej częścią 🙂

    Bardzo apetyczne danie i piękne zdjęcia! Pozdrawiam Cię serdecznie.
    M 🙂

  • 8 lat temu

    Ojej, zobaczyłam właśnie siebie ;)u Ciebie, z boczku – jak mi miło! Ogromnie, Anulka – DZIĘKUJĘ
    :*

  • 8 lat temu

    Myślę, że nie przesadzę jesli napiszę, że taką pomidorową ekstazę rozumiem jak mało kto. Na smaku pomidorow wzrastalem i zawsze bylo ich pełno w domu. Moja mama miała sporych rozmarów stalową miednicę, ktorą używala do mieszania takiej pomidorowej ( lub na zmiene ogorkowej) salatki. Jej rozmiar i ilość warzyw ktore pochlanialiśmy byla dla mnie tak naturalna, że długo nie mogłem zrozumieć dlaczego wszędzie indziej robią tej salatki znacznie mniej. Dziś w mojej kuchni też jest taka nierdzewna miednica :)) I zawsze z przyjemnościa kroje do niej kilogramy warzyw, gdy wiem, że będą chętni aby zmierzyć się z taką sałatką :)) Dlatego doskonale rozumiem tą przyjemność i radość jaką sprawiły Ci te ostatnie letnie plony..

  • 8 lat temu

    Narobiłaś mi smaku, Aniu! Ugotowałam pomidorową, ale nie z takich pięknych pomidorów, rzecz jasna…

  • 8 lat temu

    No nie, jak teraz będę następnym razem w domu, to spotykamy się u Ciebie!

    Ps. I do stu diabłów, skąd się wzięło tyle owocówek ostatnio?!

    E.

  • 8 lat temu

    Malinówki. Marzeniówki.

  • 8 lat temu

    Ojej masz wspaniałych wójków i ciocie…a pomidory z takiej działki to najlepsze na świecie pomidory, cała reszta warzyw też…pycha!!!

  • 8 lat temu

    Dagal, jeżeli chcesz zrobić podobną sałatkę, musisz się śpieszyć, bo już będzie tylko gorzej. Ja staram się maksymalnie wykorzystać wrzesien – wyjeść się wszelkich warzyw i owoców tak, by mi na zimę energii starczyło 🙂
    Coś w tym jest, niestety, że istnieje ogólna tendencja spadkowa, jesli chodzi o smak warzyw. Pomidory kwaśne, ogórki bez smaku, rzodkiewki wodniste…

    Karolciu, ale fajnie 🙂 Że tak trafiam z przepisami! Panzanella ma wiele wersji, prawda? Basia poniżej pisała, że robi bez kaparów. Ale podstawą są pomidory, oliwa i chleb, reszta może nie istnieć… Ja już też tęsknię za TAMTYM smakiem pomidorów!

    Enchocolatte, z niecierpliwością czekam na relacje z pola walki 🙂

    Viridianko, fakt, malinówki są jak dzieła sztuki. Idealne, prawda?

    Karolino,o proszę, tez mieliście coś niebieskiego – wy wiaderko, ja kobiałkę. (to juz tylko tydzień, bleeee!).

    Aga, jesli bedziesz grzeczna, to pogadam z wujostwem, by Cie przyjeli do rodziny 🙂

    Basiu, zawsze zwrocisz uwage na najwazniejsze zdanie w calym tekscie :)Dziekuje!
    Nie moglam zakonczyc tego lata bez panzanelli, bo przez cala zime bym zalowala… A jak wyglada Twoja zbalansowana panzanella? 🙂 (przepraszam za brak polskich znakow, ale mi sie cos przestawil w klawiaturze i minie toche czasu, zanim to zmienie…).

    Michaszko, salatka nawet nie tylko wyglada, ale nawet i smakuje 🙂

    Delie, dziekuje! Och, jak one pachnialy…

    Joanno, milo mi, ze tu wpadlas. I ze Ci sie spodobalo…:)

    Moniko, jaka ladna opowiesc 🙂 Jednym slowem, z pomidora powstalas, nie ma sie wiec co dziwic, ze tak je lubisz. Zimowe pomidory tez jesz? Ja sie powstrzymuje, bo rozczarowanie zawsze jest zbyt wielkie.
    Dziekuje Ci za mile slowa 🙂

    Desmondzie, przeczytawszy Twego posta chcialam wykrzyknac tylko jedno: u nas bylo identycznie! Bo ta salatka powstala w miednicy, tyle ze plastikowej. wiesz, ja bym sie z przyjemnoscia zmierzyla z Wasza miednica 😉

    An-no, mam ochote na pomidorowa! 🙂

    Wzooruchy (to zes sie nazwala!:P ), moze sprawdz, czy nie masz zadnej starej gruszki w szufladzie, a problem owocowek sie wyjasni…? 😉

    Lisiczko, sliczne! Jak zawsze.

    Kass, zgadza sie, dobrzy z nich ludzie, oj dobrzy 🙂

    POzdrawiam Was i PRZEPRASZAM za brak polskich znakow, ale cos podczas pisania nacisnelam i nie wiem, co z tym fantem zrobic…

  • Pomidory z własnej działki!!! MARZENIE!!! 🙂
    A u Ciebie tak piekne zdjęcia,że aż się chce monitor zjeść :)))

    POzdrawiam!

  • 8 lat temu

    Ania nabroiłaś znowu 😛 Tam na dole po prawej stronie masz pasek języka to zmień sobie. Pewnie wcisnęłaś klawiaturę 'maszynisty' 🙂 Albo zmieniłaś język na ang :))
    A pomidory.. Ach uczta dla oczu! I to podwójnie bo ja okularnica jestem 🙂 Zawsze co roku udawało mi się doojechać do Mamy na malinówki i inne dobra z Jej działki. Zawsze. Ale nei w tym roku 🙁 Nie spróbuję ani jednej cząstki.
    Przepis i zdjęcia pycha!

    Buziaki:*

    PS
    Cieszę się że nauka nie pochłonęła Ciebie całej!

  • 8 lat temu

    A ja je miałam od mamy:) Czyli też PRAWDZIWE. I już pięć razy w ostatnich dwóch tyg. miałam zupkę pomidorową Liski – coś cudownego…! Do tego ta sałatka… Tylko cieszyć się i cieszyć:) Szkoda, że nie da się najeść tak "na zapas"… dzięki temu jednbak co roku możemy TĘSKNIć i TĘSKNIĆ…

  • 8 lat temu

    Masz rację Aniu – nie można nazwać pomidorem tego, co sprzedają zwłaszcza hipermarkety. Dla mnie prawdziwy pomidor pachnie krzakiem.

    Aniu cudowne to pierwsze zdjęcie 🙂

  • 8 lat temu

    Po-mi-do-ry!Ach!
    Tylko i aż:)
    A za dobry pomidor możnaby wiele oddać.

    Pozdrawiam!

  • 8 lat temu

    Och Aniu, aż zapachniało mi tymi pięknymi pomidorami!
    :))
    Tę sałatkę znam, uwielbiam ją! Jadłam we Włoszech i zachwyciła mnie bardzo.
    Pyszności!:)
    Pozdrawam ciepłO:)

  • 8 lat temu

    Ależ te pomidory apetyczne!!!
    Mniam, ja wprawdzie w kuchni za dobrze sobie nie radzę, ale sałatkę chyba dam radę zrobić!
    Pozdrawiam serdecznie!

    iw vel dżdżownica, rozjechana zresztą, ale już w lepszej formie 🙂

  • 8 lat temu

    Ranczo wujostwa brzmi świetnie! Ja u mnie na balkonie też wyprodukowałam pomidory – całe 9 sztuk:)))A malinówki w sałatce…. och, powzdycham sobie. Jutro rano jadę na halę. Obok mojej pani "od jajek" stoi pan z pomidorami:) co sobotę wracam obładowana pomidorami:)

  • 8 lat temu

    Aniu, tacy krewni to skarb. Ja przyznam się, że od ponad miesiąca 2x w tygodniu dostaję od pewnej miłej Portugalki w prezencie pomidory gatunku coraç?o de boi (czyli bycze serce). Nawet wizualnie trochę podobne do Twoich malinowych. Śmiesznie, że u mnie w domu pod pojęciem malinówki figurowały jabłka, a na pomidory zawsze się mówiło malinowe. 😉 A tak w ogóle to już powoli zbieram plony z mojego pomidorowego miniogródka. Dopiero teraz, bo wysiałam je chyba w maju. Bardzo mnie kusisz tą panzanellą…

  • 8 lat temu

    Aniu, no tego zdania nie moglaby nie wychwicic – ujmujace jest, tak milo mi sie zrobilo gdy napisalaz se bylo dla Ciebie najwazniejsze!

    Tak mnie zaczarowalas, ze wczoraj zrobilam panzanelle z bialego chleba – pychota. Moja wersja to chleb, pomidory, natka, oliwa, balsamico/cytryna, zielone swieze chili, czerwona cebula i doprawdy nie wiem jak taka powstala, ale to nasza ulubiona, pewnie na podstawie "Silver spoon", ale w tej chwili nie moge sprawdzic…

    Polskimi znakami naprawde sie nie przejmuj, bede wyrozumiala, nigdy ich nie uzywam 😀

    Pozdrowienia Ci sie na to Twoje zauczenie :*

  • 8 lat temu

    Skarb nie wujostwo. 🙂 Takie dary… Domyślam się, że wszystkie one (dary :)) te najpierwszego gatunku, bez chemii, zdrowe i pachnące. Ach… Nie pozostaje mi nic innego powiedzieć, jak ciesz się Aniu! Ciesz ile wlezie! 🙂

  • 8 lat temu

    Polskie pomidory (te prawdziwe – działkowe) są przepyszne. Smak i zapach nieporównywalny
    z żadnymi innymi. Nawet włoskie są przy nich niedoskonałe.
    Ostatnio od mamy dostałam kosz przepysznych pomarańczowych – nie wiem jak nazywa się odmiana, ale są wspaniałe.

  • 8 lat temu

    Uwielbiam pomidory 🙂
    Mogłabym jeść i jeść …

    chyba zaraz do kuchni pobiegnę

  • 8 lat temu

    Nie ma nic lepszego niż zapach prawdziwych pomidorów,smak to już wogóle mistrzostwo świata.
    Jak to dobrze,że za domem jest ogród i tunel ,a w nim pomidorki!:D

  • 7 lat temu

    Fajnie, ze dokopałam sie do tego posta – mam koszyk pięknych pomidorów i smak na coś lekkiego i pysznego. A'propos "perfum" kiedyś w Yves Rocher była seria kosmetyków do kąpieli, które uwielbiałam – "Tomato&Basil" Spędzałam godziiiny pod prysznicem lub w wannie z pomidorowo0bazyliową pianką. Ekstra! Żałuję, ze już tę linię wycofali…
    Zasyłam serdeczności 🙂

  • 7 lat temu

    :))) Nigdy nie slyszałam o takiej serii, brzmi genialnie!Wobrazam sobie taką zimową kurację pomidorowo-bazyliową…

  • 7 lat temu

    bo i pachniało świetnie! – jeszcze mi został pusty dozownik po mydle do rąk, w którym mam coś innego. ale od razu się uśmiechnęłam jak napisałaś o pomidorowo-bazyliowych perfumach 🙂
    Twoje zdjęcie ładniejsze niż u JO 🙂

  • pewna
    7 lat temu

    ooo, pamiętam tę linię YR! cudna była!
    a papryki właśnie oczekują na opalenie w piekarniku 🙂

  • 6 lat temu

    Wczoraj ją przyrządziłam – faktycznie przepis tylko w sezonie letnim, kiedy są pyszne pomidory!

    Śmiać mi się chce z samej siebie, bowiem przed rozpoczęciem działań kulinarnych – poszłam na targ. Tam zakupiłam m. in. świeżą dorodną bazylię, której… zapomniałam dodać do sałatki.

    Pozwolę sobie zacyt. słowa Autorki:
    "Kluczem do sukcesu są słodkie, delikatne pomidory i świeżutka bazylia."
    Ot – uśmiech losu.

  • 5 lat temu

    pyszne, aż ślinka cieknie – będzie dziś gościć na moim stole jako dodatek do obiadu:)

  • Anonimowy
    4 lata temu

    Jamie chyba dodawał nie anchois, a coś jak polędwica z tuńczyka ( fillets tuna loin).
    http://www.jamieoliver.com/magazine/recipes-view.php?title=panzanella

    Ale przepis bez ryby też bardzo smaczny.

    • 4 lata temu

      To inna wersja Jamiego, ja brałam przepis z "Jamie's Italy" i tam bankowo były anchovies 🙂

  • 2 lata temu

    mm, jestem glodna jak czytam przepisy

Zostaw komentarz