
Lu skończyła już pół roku i zaczynam wprowadzać do jej menu nowe smaki. Mam w tym więcej luzu i zdecydowanie mniej strachu niż z Olkiem, bo wtedy wszystko było nowe i nieznane. Niemniej jednak, z dużym zainteresowaniem przeczytałam swoje teksty poświęcone karmieniu dziecka po szóstym miesiącu życia, momentami mając wrażenie, że zapoznaję się z nimi po raz pierwszy.
Pomyślałam, że warto je znów podlinkować:
Po zachwycie Olka nad wszystkim, co jadalne, przyszedł okres wybrzydzania, choć to zdecydowanie za dużo powiedziane, jeśli chodzi o Olutka. Po prostu mój syn w pewnym momencie zaczął mówić „nie” i dokonywać wyborów na talerzu. O tym oraz o karmieniu dziecka powyżej roku pisałam tutaj – klik.
Ale zanim doszło do karmienia, miałam kilka przemyśleń związanych z trudami macierzyństwa – klik i pisałam o naszych nieprzespanych nocach, pięknych i gorzkich początkach macierzyństwa – klik. Gdy to teraz czytam, sama się wzruszam… 🙂 Wszystkie wpisy poświęcone tej tematyce znajdziecie pod hasłem MACIERZYŃSTWO – klik.
Karmienie okazało się jednak dość łatwym zadaniem w porównaniu z burzą, jaką przeżyłam w związku z buntem dwulatka, o którym pisałam tutaj – klik i tutaj – klik. Dopiero niedawno sprzedałam poradniki, które kupiłam na fali desperacji związanej z wychowaniem dziecka. Oznacza to chyba, że dojrzałam jako matka, ha ha. Jedno jest pewne: swoje już przeszłam, zdecydowanie lepiej umiem panować nad własną złością (a to podstawa przy atakach zbuntowanego kilkulatka), nie wstydzę się już takich akcji w terenie (co ludzie powiedzą? co robić?) i w ogóle mam dla siebie więcej zrozumienia.