1.Książkę „Wszyscy jesteśmy cyborgami” Michała R. Wiśniewskiego

Dowiedziałam się z niej, co to znaczy incel, poznałam cenzopapy i cenzodudy, a także wiele mechanizmów kierujących naszymi cyberścieżkami. Bardzo to ciekawa lektura.

2. Pozostając w temacie książek, w tym miesiącu lubię „Banany z cukru pudru”

To pięknie wydana książkę-album poświęcony dziecięcym wspomnieniom z okresu okołowojennego. Dużo w nim starych fotografii, dziecięcych rysunków, fragmentów pamiętnika i przede wszystkim historii z tego niełatwego okresu. Książkę kupiłam w Muzeum Miasta Sopotu.

pieczone bataty kuchnia z zielonego wzgórza

Ania Shirley w nowej, netflixowej odsłonie jest taka kompletna! Szalona, zabawna, roztrzepana, waleczna, niekiedy nieco irytująca w swojej przesadnej egzaltacji… Bardzo ją lubię i nie mogę się doczekać, gdy obejrzę trzeci sezon serialu „Ania nie Anna”. I dzisiaj będzie trochę o Ani właśnie. Spójrzcie na kadr powyżej – czy Ania zachwyca się tu wiosennym kwieciem, zapachem oceanu, a może loczkiem Gilberta Blythe’a? Nie, na pewno nie! Ania Shirley niechybnie marzy tu o…  pieczonych słodkich ziemniakach, których słodycz tak przyjemnie kontrastuje z pokaźną szczyptą soli, a masło podkreśla proste piękno tych dwóch smaków.

Skąd to wiem? Wyczytałam to w książce kucharskiej „Kuchnia z Zielonego Wzgórza” z przepisami Lucy Maud Montgomery zebranymi i opisanymi przez Elaine i Kelly Crawford.

pieczone bataty kuchnia z zielonego wzgórza

Lu skończyła już pół roku i zaczynam wprowadzać do jej menu nowe smaki. Mam w tym więcej luzu i zdecydowanie mniej strachu niż z Olkiem, bo wtedy wszystko było nowe i nieznane. Niemniej jednak, z dużym zainteresowaniem przeczytałam swoje teksty poświęcone karmieniu dziecka po szóstym miesiącu życia, momentami mając wrażenie, że zapoznaję się z nimi po raz pierwszy.

Pomyślałam, że warto je znów podlinkować:

Po zachwycie Olka nad wszystkim, co jadalne, przyszedł okres wybrzydzania, choć to zdecydowanie za dużo powiedziane, jeśli chodzi o Olutka. Po prostu mój syn w pewnym momencie zaczął mówić „nie” i dokonywać wyborów na talerzu. O tym oraz o karmieniu dziecka powyżej roku pisałam tutaj – klik.

Ale zanim doszło do karmienia, miałam kilka przemyśleń związanych z trudami macierzyństwa – klik i pisałam o naszych nieprzespanych nocach, pięknych i gorzkich początkach macierzyństwa – klik. Gdy to teraz czytam, sama się wzruszam… 🙂 Wszystkie wpisy poświęcone tej tematyce znajdziecie pod hasłem MACIERZYŃSTWO – klik.

Karmienie okazało się jednak dość łatwym zadaniem w porównaniu z burzą, jaką przeżyłam w związku z buntem dwulatka, o którym pisałam tutaj – klik i tutaj – klik. Dopiero niedawno sprzedałam poradniki, które kupiłam na fali desperacji związanej z wychowaniem dziecka. Oznacza to chyba, że dojrzałam jako matka, ha ha. Jedno jest pewne: swoje już przeszłam, zdecydowanie lepiej umiem panować nad własną złością (a to podstawa przy atakach zbuntowanego kilkulatka), nie wstydzę się już takich akcji w terenie (co ludzie powiedzą? co robić?) i w ogóle mam dla siebie więcej zrozumienia.