Poza kuchnią: bunt dwulatka

28 grudnia 2017

Dzień dobry po świętach! Choinka jeszcze świeci, chociaż z ostatnim dniem Bożego Narodzenia uleciało z niej trzy czwarte magii, podobnie stało się ze smakiem sałatki warzywnej i ciasta mandarynkowego. To, co jeszcze wczoraj było odświętnym smakołykiem, dzisiaj jest resztką, którą dojada się na śniadanie przez rozsądek. Taka kolej losu! Temat, o którym dzisiaj piszę, jest bardzo nieświąteczny i – o zgrozo – niekulinarny. Chciałam poruszyć go przed Wigilią, ale ostatecznie się wstrzymałam. Dzisiaj, kiedy przetrawiliśmy już większość bożonarodzeniowej atmosfery, mam dla Was bombę zegarową pt. „bunt dwulatka”.

Tematy związane z macierzyństwem to taka specyficzna sprawa – wiadomo, że nie interesują bezdzietnych, a i dzietnych tylko wtedy, gdy sami mają określony problem do rozwiązania. Powinnam więc zachować zdrowy rozsądek i pozostawić tę kwestię dla siebie, ale z doświadczenia wiem, że czasem taki tekst dobrze robi, zarówno piszącemu, jak i czytającemu, który akurat ma podobny problem. Truskawki to głównie blog kulinarny, ale pojawiają się tu niekiedy inne wątki związane z moim życiem. Pisałam tu już o macierzyństwie,  (o jego początkach – klik,  nieprzespanych nocach  innych trudach – klik , o karmieniu niemowlaka – klik i klik – część II i ksiązkach o żywieniu niemowląt – klik), ale to chyba najcięższa rzecz, jaką mam do powiedzenia.

Za mną koszmarny listopad, który spędziłam dosłownie na granicy szaleństwa. W październiku Oluś skończył dwa lata. I to jest taki czas, kiedy rodzic jest już oswojony z faktem, że dziecko to indywidualna jednostka, która ma swoje zdanie. Szanuje, że dziecko, które dotychczas wsuwało wszystko, co dostało na talerzu, nie ma ochoty na marchewkę, nie toleruje ciepłej herbaty, itp. Że lubi czytać  Kicię Kocię, ale nudzi go pingwinek, chętnie słucha piosenki o policjantach, ale z jakichś powodów nie toleruje Kosmicznej żabki. Okej, to łatwo zaakceptować. Gorzej, gdy nagle zwala się na rodzica nawałnica histerii połączona z obsesyjną potrzebą uwagi. I jeśli to trwa nie dzień, dwa, nie tydzień, a niemal miesiąc, to przeistacza się torturę.

Będąc młodą mamą, o niejednokrotnie słyszałam o słynnym „buncie dwulatka”. Słowa poczekaj, aż będzie miał bunt dwulatka przypominały mi straszenie dzieci Babą Jagą. Nie budziły wielkiego lęku, bo ciężko było sobie to wyobrazić – aha, dziecko się buntuje, płacze i kładzie na podłodze. Ale dopiero przeżycie tego na własnej skórze uświadomiło mi, jak to może być wyniszczające. Bo jeśli dziecko ma za dnia kilka, a nawet kilkanaście takich wybuchów, to naprawdę ciężko zachować spokój. Z każdym atakiem płaczu człowiek czuje, że jego wnętrze jest z zrobione z kruchego szkła, które przy każdym ryku rozpada się drobny mak i drży przez kolejne godziny. To nerwowe rozedrganie towarzyszyło mi całe dnie, przenosiło się na dłonie, oddech i serce, które cały czas biło szybciej. Niedługo potem przyszły łzy, drażliwość i niechęć do jakichkolwiek działań. Po jakimś czasie płakałam kilka razy dziennie, z całej tej bezsilności i nie miałam siły i chęci zwlekać się codziennie z łóżka. Jakby mnie ktoś wyprał z energii i uczuć.

Coraz głębiej zanurzałam się w czarnej, lepkiej dziurze i nie wiedziałam, jak można się z niej wydostać. Nie miałam na siebie i całą tę sytuację siły i pomysłu. Histerie to jedno, druga sprawa to uporczywe „robienie na złość” (używam tu cudzysłowu, bo zgodnie z tym, co potem wyczytałam dwuletnie dziecko nie robi specjalnie na złość, ale bada granice wytrzymałości rodziców i tego, co może). I tak kiedy mały troll gasi ci światło dwadzieścia razy z rzędu i żadne prośby, groźby, krzyki nie pomagają, człowiek naprawdę traci cierpliwość. I jeśli ta sytuacja powtarza się kilka razy dziennie, a do tego dochodzi kilkanaście podobnych, to całość tych nic nie znaczących okruchów przybiera kształt tortury psychicznej. I jeszcze jedna sprawa: od tego „oprawcy” nie można się uwolnić, bo wymaga stuprocentowej uwagi przez cały czas. Z miłego, ciepłego dziecka, które lubi się pobawić w kącie, zamienia się w pana i władcę, który traktuje matkę jak niewolnicę.

Po dwóch tygodniach takich  „jazd” byłam kłębkiem nerwów. Płaczliwa, wymordowana, czułam się strasznie z moimi myślami i odczuciami. Miałam za sobą dużo rozmów z mamą, z Tomkiem, ale wszystkie rady i przemyślenia były dla mnie bezużyteczne, bo to ja byłam zamknięta z Olkiem w czterech ścianach (bunt dwulatka to jedno, drugie to czas lekkich chorób, a więc przymusowego aresztu domowego). Pewnego dnia siostra podpowiedziała mi, by poczytać jakąś książkę o wychowaniu dzieci – że też o tym wcześniej nie pomyślałam! Zaczęłam od internetu i bardzo szybko trafiłam na e-booka Mały buntownik. Krótki poradnik na trudne chwile (klik) autorstwa Małgorzaty Musiał z blogu Dobra Relacja (klik). Nota bene: później odkryłam, że Małgorzata Musiał wydała również książkę Dobra relacja. Skrzynka z narzędziami współczesnej rodziny, z pewnością ją kupię.

Wracając do poradnika: ta niewielka książeczka ocaliła mnie psychicznie i pozwoliła przebrnąć przez bunt dwulatka. Po pierwsze, uświadomił mi, że nie jestem osamotniona ze skalą tych problemów. Że to, jak ja przeżywam całą tę sytuację, jest normalne – tak bywa. Bunt dwulatka dotyka w różny sposób zarówno rodziców, jak i dzieci. Że moje straszne samopoczucie po każdej akcji Olka wynika z faktu, że biorę na siebie również jego emocje, co może prowadzić mnie do załamania nerwowego. Po drugie, pozwolił mi trochę zrozumieć, co siedzi w tej niewielkiej, zbuntowanej głowie, jakie problemy targają małym mózgiem na tym szczególnym etapie. Po trzecie, podpowiedział, jak sobie z tym radzić i – co najważniejsze – że czasem NIC nie można na to poradzić i nie oznacza to osobistej nieudolności rodzica.

Mimo mojej alergii na poradniki, zamówiłam dwie książki na ten temat (tonący brzytwy się chwyta): Najszczęśliwsze dziecko w okolicy (aut. Harvey Karp)  i Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły (aut. Faber Adele, Mazlish Elaine). Jestem po lekturze pierwszej i z czystym sumieniem mogę ją polecić, pomogła mi opanować część ataków i ułatwiła sposób komunikacji z Olutkiem. Trzeba tylko przymknąć oko na irytujący poradnikowy styl narracji i zapamiętać metody autora. Druga książka przede mną.

Ta historia ma happy end, bo bunt dwulatka zdecydowanie zelżał (to chyba kwestia czasu i przeżycia tego okresu), a ja zaczęłam pracę nad sobą. Gdy zrozumiałam część procesów, jakie zachodzą w głowie Olka, łatwiej było mi je zaakceptować i odpowiednio do nich podejść. Mama mówiła mi, że nie pamięta, by kiedyś dzieci sprawiały „takie problemy”. Myślę, że problemy się nie zmieniły, tylko ewoluowało podejście rodziców. „Krnąbrne”, „niegrzeczne” dziecko dostawało kiedyś klapsa, lądowało w kącie i „robiło się” grzeczne. Dzisiaj nie używamy przemocy, próbujemy negocjować, rozmawiać, prosić, ale nasze pokojowe próby nie przynoszą spodziewanych rezultatów. To rodzi poczucie porażki i wiąże się z narastającą frustracją. Sytuacja się nie poprawia, w rodzicu rośnie stres i niemoc, co z kolei bardziej nakręca dziecko i tak wpadamy w błędne koło. A że otaczają nas przeważnie pozytywne przekazy związane z rodzicielstwem, więcej tu blasków niż cieni, można odnieść wrażenie, że człowiek jest jedynym nieporadnym rodzicem na świecie. I że tylko jego dopadają kryzysy.

To jest bardzo trudne. Nikt nas nie uczy, jak być dobrym rodzicem, a każdy od nas tego wymaga.

I każdy z nas musi znaleźć swój sposób na dziecko.

35 komentarzy

  • zozo
    5 miesięcy temu

    najlepsze, jak mama mówi: „wy takie nie byłyście” (w sensie o mnie i o siostrze) albo „nie przypominam sobie żebyście robiły to czy to”. Oczywiście Ona sobie nie przypomina. Tego, jak mnie (mającą ok. 5-6 lat) straszyła poprawczakiem (sic! :D) albo jak mi tato wlał na gołe dupsko za kompletnie niezawinioną drobnostkę. Pamięć wyłączona, wszystko wyparte do zera 😉 Żeby nie było – mam super rodziców i dobre relacje, a klapsów i innych afer nie wspominam z jakąś mega traumą, bardziej ze śmiechem, bo dziecinstwo ogólnie było boskie :] Ale irytujące jest, że mnie pouczają , ganią, dają milion rad (niestety zwykle w nieżyczliwym tonie pretensji) , a samym daleeeko było do ideału.

    • Ania Włodarczyk
      5 miesięcy temu

      Oj, to tak działa niestety… Łatwo zapomnieć. A ja słyszę to samo 😉 Tylko ile w tym prawdy, nie wie już nikt.

  • Lucy
    5 miesięcy temu

    Dziekuję za ten tekst. Ja dopiero jestem przed buntem i chętnie zapoznam się z polecanymi przez Ciebie książkami.
    A w Nowym Roku życzę dużo sił, cierpliwości i wielu powodów do radości. I zdrówka!

    Pozdrowienia

    • Ania Włodarczyk
      5 miesięcy temu

      Dziękuję! I nawzajem 🙂

  • Monika
    5 miesięcy temu

    Aniu trzymaj się ciepło. Ja również jestem mamą bardzo wymagającego Aleksandra, który wszystkie skoki rozwojowe mocno przeżywał. Mnie również ratowały poradniki. Polecam dodatkowo: Rozwój psychiczny dziecka 0-10 oraz Dzikie stwory. Sztuka wychowania chłopców.
    Pozdrawiam serdecznie
    Monika

    • Ania Włodarczyk
      5 miesięcy temu

      Dziękuję bardzo! Nie wiedziałam, że jest oddzielna ksiązka „na” chłopców – fajnie!

  • Asia
    5 miesięcy temu

    A mnie bardzo interesują tego typu refleksje- pewnie dlatego, że od roku także towarzyszy nam synek. Rodzicielstwo nie jest słodkie jak sernik 🙂 Trzymajcie się, ja wciąż się łudzę, że po skończeniu 3 będzie z górki (proszę mnie nie wyprowadzać z błędu).

    • Ania Włodarczyk
      5 miesięcy temu

      Ha ha, te bunty trwają do osiemnastki, a potem to już kryzysy 😛

  • 5 miesięcy temu

    Pamietam, jak siedziałam na podłodze i podkładałam poduszkę pod głowę Młodego gdy rzucał sie i krzyczał z jemu tylko znanego powodu, siedziałam i powtarzałam, ze jesli chce sie przytulic to ja tu jestem. Przypominam sobie jak za rękę odciągałam go ze środka alejki w centrum handlowym, siedziałam pod ścianą i czekałam aż przestanie. Wtedy zniknął we mnie wstyd. Tak samo siedział z otwartymi ramionami B. Sposób zadziałal, dość szybko Młodemu sie znudziło…udało sieę. Ale wtedy pojawiła sie Młoda, mały człowiek nr dwa i sie zaczęło. Nasze dziecko przestało słyszeć , nie to ze nie słuchało sie, nie słyszało, odcinało od tego co do niego mówiliśmy. Pojawilo sie noce moczenie, autoagresja, hiperaktywność 🙁 a do tego swiat zasad do rodzącej sie samodzielności, młodsza siostra i infekcje przez prawie pol roku. Ja nie płakałam ja krzyczałam i syczałam na mojego małego chłopca. Ilośc obowiązków, rozdarcie pomiędzy dwójka, psem, domem, związkiem… Dostałam ogromne wsparcie ale i tak otarłam sie o pomoc psychologa. Dzis nadal sa momenty gdy krzyczę i syczą, przepraszam za to za każdym razem i tłumacze, ze rodzic nawet zły nie powinien tak sie zachowywać. Mały Chłopiec zdaje sie rozumieć, ale mnie wyrzuty sumienia nie opuszczają. Pracuje nad soba, a raczej z B pracujemy nad nami jako rodzicami i nami jako rodzina. A najśmieszniejsze jest to, ze jak juz uda nam sie cos ?ogarnąć? to wtedy następuje jakas zmiana, która zmusza nas do szukania nowego sposobu 😉
    DZiskuje za ten wpis, spokojny, wysadzony i szczery. Powodzenia 🙂

    • Ania Włodarczyk
      5 miesięcy temu

      Marta, bardzo dziękuję Ci za ten wpis. Wyrzuty sumienia po krzykach/złości są wielkie. Nie wiem, czy da się to w stu procentach zlikwidować, trzeba być chyba zaawansowanym buddysta, by zachować pełen spokój. Gdy mi się nie uda, podobnie jak Ty, zawsze rozmawiam o tym z Olkiem, przepaszam go za to, że krzyczałam i nie podeszłam do niego ze spokojem.

      A z tymi zmianami – oj, jakie to prawdziwe 🙂 Zawsze po „ułożeniu” w nowym porządku znów coś się zmienia.

      Życzę dużo dobrego Waszej rodzince.

  • Kasia T
    5 miesięcy temu

    Czesc Aniu, ja osobiście polecam „Jak mówić, żeby dzieci nas sluchaly…” U mnie jak na razie sprawdzaja sie podpowiedzi autorek. Jestem mama 5 letniego Kuby. Tez miewalismy z synem gorsze dni. Z perspektywy czasu wiem, ze wazna jest konsekwencja, np. jesli jeszcze raz zachowasz sie w taki sposób, to …. (dobieramy takie konsekwencje, ktore jestesmi w stanie wyegzekwować :-). Pozdrawiam serdecznie Aniu.

    • Ania Włodarczyk
      5 miesięcy temu

      Dziękuję za rady. „Jak mówić…” będę czytać już w 2018. Jestem dobrej myśli.

  • Ania
    5 miesięcy temu

    Oj jakby żywcem przeniesione od nas

    • Ania Włodarczyk
      5 miesięcy temu

      Jest nas więcej! 😉

  • Dominika
    5 miesięcy temu

    Mama blizniakow dwulatkow. Moja corka w ostatnich trzech tygodniach to Dr. Jekyll and Mr. Hyde. Ja wspieram sie Janet Lansbury. No Bad Kids: Toddler Discipline Without Shame to moja biblia.
    Brain Rules for Baby. How to Raise a Smart and Happy Child from Zero to Five (John Medina). Duzo cierpliwosci!

    • Ania Włodarczyk
      5 miesięcy temu

      Dziękuję i nawzajem z tą cieprliwością. Ja odkrywam świat poradników dot. wychowania, to nie takie głupie, jak mi się wydawało.

  • Joanna
    5 miesięcy temu

    U nas bunt czterolatka w pełni, do tego bobas na pokładzie, ząbkujący… Masz tę moc, prawda ;)?

    • Ania Włodarczyk
      5 miesięcy temu

      Łączę się w bólu!

  • Kamila
    5 miesięcy temu

    Nie martw się wszystko mija nawet najdluzsza zmija:) mam dzieci w wieku 7 i 8 lat i juz nie pamietam jak bylo ciezko gdy byly male, teraz lapie sie na tym ze tesknie za tymi slodziakami sprzed lat zapominajac ze nie byly z nich wcale takie znow slodziaki::)) dzieki za przypomnienie. Jasper Juul ma dobre recenzje jesli chodzi o poradniki dla rodziców.

    • Ania Włodarczyk
      5 miesięcy temu

      Zawsze się tęskni… 🙂 Oj, ja tęsknię za małym przytulasem, a już nie pamietam, że „dzięki” niemu chodziłam nieprzytomna przez ponad pół roku 🙂

  • Ola
    5 miesięcy temu

    Ogromnie ujęła mnie szczerość Twojego wpisu. W dobie mam idealnych: zawsze uśmiechniętych, radzących sobie ze wszystkim, wysportowanych, zadbanych, itd., pisanie o tych trudniejszych stronach macierzyństwa nie zdarza się często. Jestem mamą trójki dzieci w wielu lat 18, 14 i 5. Przeszłam i przechodzę z nimi przez różne bunty i kryzysy, na moje szczęście nie pamiętam żadnego tak silnego, jak ten o którym pisałaś. Tylko raz sięgnęłam do poradnika, który się w ogóle nie sprawdził, prawdopodobnie trafiłam na niewłaściwy. Słuchałam intuicji, szukałam rozwiązań metodą prób i błędów. To co najgorzej wspominam, to przede wszystkim własne wyrzuty sumienia. Czasami związane z tym, że zabrakło mi cierpliwości i niepotrzebnie krzyczałam albo uciekałam do pokoju przed problemem. Największe jednak były związane z tym, że jako mama po prostu nie mogę sobie poradzić, nie wiem co robić, a przecież powinnam…
    Dziękuję za ten tekst, za szczerość, za prawdziwość, za pokazanie życia „bez lukru”. Im jestem starsza, tym na większy margines błędu sobie pozwalam. Wiem, że nie ma mam idealnych. Jeśli przeszarżuję z moją reakcją, po prostu przepraszam dzieci. One już też wiedzą, że mam idealnych nie ma 😉

    • Ania Włodarczyk
      5 miesięcy temu

      Bardzo mądry komentarz doświadczonej mamy, dziękuję! To prawda, bezsilność jest najcięższa. Powoli się uczę tego uczucia, bo ono jest częścią wychowania. A co do tego lukrowania macierzyństwa, to czasem mam tego szczerze dosyć. Nie lubię jednostronnego przekazu.

  • Barbara Danuta
    5 miesięcy temu

    Jestem szczęśliwą babcią dwóch cudownych dziewczyn. Bunty dwulatków mam dawno za sobą.Pamiętam jednak ,że ten okres to czas próby – czas ogromnej cierpliwości ale bez ulegania szantażom, czas mądrej stanowczości ,zrozumienia. Nie ma rodziców doskonałych,każdy popełnia jakies błędy,przeciez nie ma szkół kształcących do rodzicielstwa. A bunt dwulatka mija,potem moze być gorzej,bo bunt nastolatka to prawdziwy czas burzy i naporu. Pozdrawiam,życzę cierpliwości i optymizmu>

    • Ania Włodarczyk
      5 miesięcy temu

      Dziękuję bardzo za komentarz 🙂 Mądra stanowczość i zrozumienie – to brzmi bardzo mądrze. Tylko czasem ciężko się opanować, ale walczę!

  • Izabela
    5 miesięcy temu

    Bardzo, ale to bardzo polecam książkę Pani Małgorzaty Musiał ” Dobra relacja. Skrzynka z narzędziami dla współczesnej rodziny”. Przeczytałam wiele książek o tej tematyce, ale ta jest zdecydowanie najlepsza. Nauczyła mnie tyle cierpliwości do moich Dzieci, że teraz nasze życie to prawie sielanka 😉 Zamierzam przeczytać ją po raz kolejny!

  • Maja
    5 miesięcy temu

    Hej weszłam przypadkiem na Twój blog – bo polubiłaś moje zdjęcie na insta. Obejrzałam zdjęcia – Twoje – swietny klimat, trafiłam tu i na ten wpis. Książki na jakie trafiłaś mi bardzo pomogły. Ta ” jak mówić i jak słuchać” jest wg mnie jedną z lepszych na jakie ja trafiłam i dodam jeszcze jedno : poczekaj na bunt nastolatka :)))))). Pozdrawiam i chyba zostanę. Ładnie piszesz.

    • Ania Włodarczyk
      5 miesięcy temu

      Dziękuję za komentarz 🙂 Nawet nie wspominaj o buncie nastolatka, aaaa!

  • Magdalena
    5 miesięcy temu

    Przeraziłaś mnie. Bo ja jestem w totalnej rozsypce po 9 miesiącach- pełnych kryzysów, skoków rozwojowych, czy jak tam zwał. A tu jeszcze czeka mnie kolejne tąpnięcie 🙁
    Mam pytanie odnośnie książki (trzeba się chyba zawczasu zaopatrzyć w odpowiednie lektury, choć jakoś nie wierzę, żeby to przeniosło się na poprawę w praktyce…) „Najszczęśliwsze dziecko” doktora Karpa. Mianowicie wydawało mi się, że opisane przez niego metody dotyczą niemowląt, głównie usypiania? Jednak wspominasz o niej przy okazji tematu dwulatka, więc czy są tam także „sposoby” na te starsze dzieci?

    „Jak mówić żeby dzieci nas słuchały(…)” to podobno obowiązkowa pozycja, więc już od dawna mam ją w planach (tak jak wspomniałam, mam 9-miesięczniaka, więc jescze trochę czasu do możliwości wykorzystania takich lektur). Natomiast niedawno dowiedziałam się, że z tej serii jest jeszcze część dla rodziców młodszych dzieci: „Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały”, więc polecam Ci, bo pewnie będzie nawet bardziej odpowiednia dla buntu dwulatka.

    • Ania Włodarczyk
      5 miesięcy temu

      Niestety trzeba się przygotować na różne wzloty i upadki 😉 A co do Karpa- pierwsza książka jest o niemowlętach (4 trymestr itp.), a druga o dwulatkach, to własnie ten tytuł, który podałam. O tej „jak słuchać…” tez już wiem od czytelników, że jest wersja dla maluchów, ale na razie wystarcza mi Karp. Korci mnie b. ta książka „Dobra relacja”. A co do Karpa, to te metody działają, serio. Tylko trzeba mieć morze cierpliwości.

  • Paula
    5 miesięcy temu

    Moj starszy syn ma dzisiaj 2 lata i 7 miesiecy, trzy miesiące temu urodził się moj młodszy syn. Oj działo się, bunt dwulatka: cudowne dziecko , które jadło samo zdrowie od kaszy jaglanej po brokuły przestało jeść, dziecko, które pięknie chodziło za rączkę, zaczęło kłaść się na chodniku lub pozwalało przemieszczać się na rękach( ja zaawansowana ciąża, lato, upał)itd.,a jak doszedł malutki to już była jazda bez trzymanki, płakałam co 20 min, nawet nie wiedziałam,że tak potrafię krzyknąć z bezradności na moje dziecko, które miało ataki histerii i on wtedy płakał a ja płakałam i go przepraszałem. Mogłabym tak długo wymieniać sytuacje.Dzisiaj jest znacznie lepiej,ale jeszcze trwa, bunt dwulatka połączony z nową sytuacja w jakiej sie znalazło (zazdrość o nowe rodzeństwo),ale cóż kocham ich bardzo i przeżyję,a jak potrzebuje to płaczę

  • ella-5
    5 miesięcy temu

    Bo to trochę o to chodzi, żebyś wzięła na siebie jego emocje, bo on sobie z nimi nie może poradzić. Bo są one właśnie takie wielkie jak czujesz, że się rozpadasz… Piszę tak, bo często mam w gabinecie (jestem psychoterapeutą) dorosłych, których emocji (gdy byli dziećmi), nikt nie brał na siebie, nie tłumaczył, nie próbował zrozumieć dlaczego one są. Sił życzę.:)

  • Maria
    4 miesiące temu

    Nie mam jeszcze dzieci i szczerze mówiąc po takich wpisach ogarnia mnie panika. I to pytanie czy ja chcę się z czymś takim mierzyć…

  • Basia
    4 miesiące temu

    Dzięki

  • Małgorzata
    2 miesiące temu

    Dziś z moją 10 letnią córką darłyśmy się na siebie jak opętane. Bo siedziała w komórce pod schodami z latarką zabarykadowana walizkami a ja nie mogłam się tam dostać do półki z butami. Więc ona się darła z pod schodów a ja stojąc przed schodami – odgrodzone na szczęście barierą bo inaczej by chyba doszło do rękoczynów. Po uspokojeniu się pogadałyśmy i przytuliłyśmy ale przed tym było naprawdę hardkorowo…Przy tym moja dwuletnia druga córka to pikuś. Najgorsze jak obydwie córki się na siebie wydzierają…Wtedy rzeczywiście czuję się jakbym miała wnętrze z kruchego szkła…

    • Ania Włodarczyk
      2 miesiące temu

      Wspólczuję 🙁 I rozumiem… Mamy nie mają lekko…

Zostaw komentarz