/ Witam w kolejnej odsłonie Vintage Cooking, mojego cyklu poświęconego starym, starszym i najstarszym przepisom. Niewtajemniczonych zapraszam tutaj, zaś wtajemniczonych i zainteresowanych do lektury 🙂 /

Truskawki, rabarbar, szparagi ? to trio, które w maju i czerwcu przyprawia mnie o zawrót głowy i błysk szaleństwa w oku. Truskawki zjadam najczęściej na surowo, rabarbar najbardziej lubię na kruchym cieście (choć jest kilka szlachetnych wyjątków), a szparagi dotychczas dusiłam i podawałam na ciepło (głównie zielone, bo te bardziej lubię).

W tym roku sezon szparagowy rozpoczęłam jednak od pieczonych szparagów. W towarzystwie młodej marchewki i takichże ziemniaczków prezentowały się fantastycznie, zarówno od strony wizualnej, jak i smakowej. Dodatek czosnkowo-pietruszkowego masła podkreślił smak warzyw i nadał ostatni szlif potrawie. Zachęcona odmienioną wersją szparagów, również w drugim podejściu porzuciłam ich klasyczną wersję (u mnie to gotowane na parze szparagi z jajkiem sadzonym, czasem z dodatkiem boczku) i skusiłam się na podanie ich na zimno. A wszystko zaczęło się od wieczornej lektury fragmentów ?Uniwersalnej książki kucharskiej? Marii Monatowej, która w swej pozycji poświęciła szparagom pół kartki.

Oto co autorka pisze o szparagach (co prawda o białych, bo ? zgodnie z ?Iskier przewodnikiem sztuki kulinarnej? M. Lemnis i H. Vitry ? zielonych niegdyś w Polsce nie uprawiano, ale poniższy test, jak i przepisy można rozciągnąć i na szparagi zielone):

Jessto (sic!) jedna z najdelikatniejszych jarzyn, która pojawia się w kwietniu i trwa tylko do końca czerwca. Później mamy już tylko szparagi w słojach, konserwach, które dziś jednak przyrządzają umiejętnie, że w niczem nie ustępują świeżym. Szparagi im są świeższe tem smaczniejsze.; poznać je można po końcach, które powinny być nieprzyschnięte, a łupa odciągnięta u dołu placami powinna się łatwo ściągać, a nie kruszyć. Łebki powinny być białe, niewyrośnięte. Każdy szparag należy ostrożnie od góry oskrobać, a niżej ostrugać trzymając nóż plasko, dokąd nie zejdzie zupełnie włóknista powłoka, poczem wrzucać je do zimnej wody, aby nie zczerniały. (?)

Obok szparagów z parmezanem w sosie rakowym, szparagów po holendersku czy po włosku, pani Monatowa przedstawia przepis na szparagi po francusku na zimno, z którego postanowiłam skorzystać (zmieniając białe szparagi na zielone).

SZPARAGI PO FRANCUSKU NA ZIMNO

Ugotować szparagi podanym powyżej sposobem i wystudzić. Łyżkę musztardy francuskiej utrzeć z czterema łyżkami oliwy i jedną łyżką octu, solą i białym pieprzem; wlać do sosjerki i podać co szparagów. Można podać także do zimnych szparagów sos tatarski, lub ?Remoulade?.

Przepis w zasadzie nie wymaga tłumaczenia na dzisiejszy język. Moje zmiany: zamiast gotować szparagi, przyrządziłam je na parze. W tym miejscu dodam tylko, że zielonych szparagów nie trzeba obierać ze skórki, wystarczy tylko oderwać zdrewniała końcówkę. Na zdjeciu szparagi przed polaniem sosem,wybaczcie.

***

I jeszcze podam przepis na ekspresowe szparagi pieczone, o których wspomniałam na początku notki.

SZPARAGI PIECZONE Z MŁODĄ MARCHEWKĄ I ZIEMNIACZKAMI POD PACHNĄCĄ SKORUPKĄ

1 pęczek zielonych szparagów (umytych i z oderwanymi zdrewniałymi końcówkami) 1 pęczek młodej marchewki 6 młodych, małych ziemniaczków 1/2pęczku natki pietruszki (posiekanej) 1 ząbek czosnku 3 łyżki masła (w temp. pokojowej) 3 łyżki startego parmezanu lub sera dziugas 2 łyżki oliwy Sól i pieprz

Oskrobane marchewki przekrawam na pół. Oskrobane ziemniaczki kroję na cztery części (cząstki nie mogą być duże). W misce mieszam szparagi wraz z pozostałymi warzywami i oliwą. Układam na blasze, posypuję solą i pieprzem, po czym wkładam do piekarnika rozgrzanego do 250 st. C., piekę ok. 10 minut, potrząsając co jakiś czas blachą, by warzywa nie przywarły.

W tym czasie przygotowuję składniki na skorupkę: w blenderze umieszczam masło, ser i czosnek. Miksuję na gładką masę, po czym dodaję posiekaną grubo pietruszkę i mieszam.

Masło rozkładam na wyciągniętych z piekarnika warzywach. Warzywa zapiekam jeszcze 5 minut. Podaję ciepłe, tuż po wyciągnięciu z piekarnika.

Uwagi:

1. Przepis na pieczone szparagi pochodzi od A. Kręglickiej. Nie spodziewałam się, że szparagi pieką się tak szybko! Pieczenie uwypukla słodkość i delikatność szparagów oraz marchewki i sprawia, że ziemniaczki, oprócz pięknej barwy, nabierają również chrupkości. Maślano-czosnkowo- pietruszkowe zwieńczenie dopełnia smak potrawy: czosnek jest tą ostrzejszą nutą, masło i ser podkreślają kremowość potrawy, a pietruszka odświeża całość. Wiosenne cudo.

2. Szparagi na zimno również okazały się pyszne. Z klasycznym winegretem stanowią elegancką i prostą sałatkę, dopełnienie obiadu. Od siebie dorzuciłabym jeszcze ząbek czosnku do sosu, ale rozumiem zamiar autorki, która tego nie zrobiła, by nie tłumić pięknego, naturalnego smaku szparagów.

Teksty z książki Marii Monatowej przytoczyłam w oryginalnym brzmieniu, zachowując oryginalną pisownię ? czyż nie jest urocza? 🙂

3. A to inne szparagowe pyszności, które chcę Wam polecić:

– szparagowy hash (krajanka) – makaron ze szparagami (zielonymi) – kremowy makaron ze szparagami (białymi) – szparagi z boczkiem i jajkiem sadzonym – szparagi w sosie bazyliowym – szparagi z pesto bazylikowo-migdałowym – tarta szparagowo-pomidorowa – zupa z białych szparagów i fety

 

A w maju lubię:

1. Blog Clary. Obejrzałam już całe archiwum i jestem pod wrażeniem jej metamorfoz i tego, jak na pozór brzydkie przedmioty przeistacza w vintage’owe cudeńka.
2. Piesze wędrówki po okolicy. Dziesięć minut jazdy samochodem od naszego osiedla jest rezerwat przyrody i sieć szlaków turystycznych – zaczynam je przemierzać (również na dwóch kółkach). To niesamowite, że wystarczy mniej niż kwadrans, by znaleźć się w zupełnie innym świecie, w krainie pulsującej zielenią, pachnącej ziemią i drżącej od śpiewu ptaków…

 

3. Przywozić z wycieczek rowerowych smaczne, tudzież wonne kąski – bukiety bzu, pęk niezapominajek czy naręcze łubinu (oczywiście nie zrywam tego w rezerwacie przyrody!).
4. Młode pokrzywy, z których przygotuję zieloną zupę.

5. Festiwal Kultury Żydowskiej SIMCHA we Wrocławiu, na którym niestety nie mogę się zjawić, bo jest za daleko. Wspieram jednak go na odległość, m. in. poprzez przygotowanie żydowskiej potrawy, która dołączona zostanie do galerii na stronie festiwalu.
A więc dziś prezentuję Wam szakszukę – potrawę, którą po raz pierwszy jadłam u Basi, mimo że sam jej smak był mi znajomy. Bo szakszuka to kuzynka jajecznicy z pomidorami…

 

SZAKSZUKA (SHAKSHOUKA)

  • 1 litrowy słoik pomidorów albo 2 puszki pomidorów pelati
  • 4 jajka
  • 1 średnia cebula, posiekana
  • pół pęczku pietruszki
  • sól i pieprz
  • 1/2 łyżeczki zmielonego kuminu
  • opcjonalnie: kozi twarożek/feta/biały ser bułgarski do posypania
  • opcjonalnie: 1 łyżeczka cukru
  • 2 łyżki oleju
Na patelni rozgrzewam dwie łyżki oleju i wrzucam na nią cebulę. Gdy cebula się zeszkli, dodaję pomidory, sól, pieprz i kumin. Jeśli pomidory są kwaskowate, dodaję również łyżeczkę cukru. Pomidory duszę ok. 10 minut, aż zmniejszą objętość i lekko się rozpadną (jeżeli się nie rozpadają, pomagam im, rozdrabniając je drewnianą łyżką).
W masie pomidorowej robię 4 wgłębienia i do każdego delikatnie wbijam jajko. Jeżeli dodaję ser, posypuję potrawę jego połową. Przykrywam patelnię i duszę do ścięcia białka (żółtko nie powinno się ściąć). Gdy jajka są gotowe, płaską łyżką (najlepsza jest chyba cedzakowa) przekładam jajka wraz z pomidorami do miseczek, posypuję je resztą sera i posiekaną natką pietruszki. Podaję ze świeżym pieczywem.
Uwagi:
1. Przepis na szakszukę wzięłam od Basi, (Basiu, czy masz ją gdzieś na blogu? nie mogę znaleźć…).
2. Podany przepis wystarcza na 4 porcje śniadaniowe lub 2 obiadowe.
3. Szakszukę można wzbogacać o inne dodatki – pokrojoną w paski paprykę, bakłażana, różne rodzaje serów… Danie jest superłatwe w wykonaniu, a prze-pysz-ne. W tym tygodniu przyrządzałam ją trzykrotnie i jeszcze nie mamy jej dosyć!
Przez miasto przetoczyła się ulewa.
Wiatr przewrócił różowe pelargonie, potargał liście młodym rzodkiewkom i przewrócił  stojak z praniem, który nieopatrznie zostawiłam na tarasie. I jeszcze leżak – gdy wróciłam z pracy , leżał nieprzyzwoicie rozkraczony na posadzce.
Ale to nic, bo miałam przed sobą miskę truskawek, a na niebie zakwitła olśniewająca tęcza.
TRUSKAWKOWO-ANANASOWA SAŁATKA Z MIODEM I KARDAMONEM
2 garście truskawek
1/2 świeżego ananasa
duża szczypta sproszkowanego kardamonu
2 łyżki miodu
1 łyżka wody (nie może być gorąca)
1 łyżeczka soku z cytryny
1 łyżeczka listków świeżej mięty
Umyte truskawki pozbawiam szypułek i kroję (na 4 części większe sztuki, na 2 mniejsze).  Połówkę ananasa przekrawam na pół (wzdłuż) i wycinam twardy rdzeń. Następnie każdą z części dzielę na pół i kroję w cząstki podobnej wielkości, co truskawki.
W miseczce mieszam miód, wodę i sok z cytryny. Najlepiej odstawić taką miksturę na noc, by wszystkie składniki miodu się aktywizowały, ale w przypadku braku czasu można sobie to darować albo odstawić miód z wodą na pół godziny. Przed podaniem mieszam miodową zalewę z kardamonem. Polewam nią wymieszane w miseczce truskawki i ananasa. Posypuję miętą. Podaję.
Uwagi:
1. Sałatka aż się prosi o świeżą miętę, której niestety nie miałam pod ręką. Jako że ten składnik wydaje mi sie b. istotny, zamieściłam go w przepisie. Sałatka bez mięty również jest pyszna 😉
2. Sałatka jest słodkawa, odświeżająca i baaaardzo zdrowa. Jeśli pokusicie się o aktywizację miodu, jej wartości zdrowotne wzrosną (ja zawsze zalewam porcję miodu odrobiną letniej – nigdy wrzącej – wody i zostawiam na noc, by następnego dnia mieć świeżą dawkę wartościowego miodu).
3. Wskazane proporcje wystarczą dla 2 osób.