16 czerwca 2019

 

kawa mrożona

Nie jest lekko, tyle Wam powiem. Ponad trzydziestostopniowe upały na finiszu ciąży to tortura. Mam cały wachlarz schładzających pozycji, kluczową rolę gra tu nowy w rodzinie – wiatrak, zimne okłady i takież napoje. Robię dzbany lemoniady, spijam litry wody z cytryną, moczę nogi w misce zimną wodą i leżę, czekając, aż skończy się kolejny dzień z piekła rodem.

Zawsze w upał mam ochotę na mrożoną kawę – zwykle robiłam ją na bazie schłodzonej porcji kawy z kawiarki. Do tego syrop klonowy, kostki lodu i zimne mleko. Ale mocna kawa teraz się u mnie nie pojawia, nie mam na nią ochoty. Dlatego z wielką przyjemnością sięgam po kawę zbożową Inka, która daje mi delikatny kawowy smak, ale bez kofeiny. Do wykorzystania mojego ostatniego mrożonego wcielenia kawy wykorzystałam kawę Inka Klasyczna, uzyskaną z naturalnej esencji jęczmienia, żyta i cykorii.

Do zrobienia tych smakowych kostek lodu zainspirowała mnie rzecz, której niedawno spróbowałam: pasta tahini z daktylami zmiksowana na gładki krem. Boziu, jakie to było dobre! Pomyślałam, że wymieszam tahinę z syropem klonowym i śmietanką, po czym zamrożę to i w formie kostek będę podawać z kawą z mlekiem. Pomysł się sprawdził, wyszło pysznie, kawa smakuje trochę jak chałwa w płynie (tylko jest lżejsza).

Gorrrąco polecam, tzn. polecam na gorrrrące dni!

CHAŁWOWA MROŻONA KAWA INKA

(na 1 porcję)

na chałwowe kostki lodu:

  • 1/3 szklanki słodkiej śmietanki lub mleka
  • 2 łyżeczki tahiny
  • 1-2 łyżeczki syropu klonowego

Mieszam wszystkie składniki i przelewam do pojemnika na lód, zamrażam.

na kawę:

  • 2 łyżeczki kawy Inka Klasyczna
  • 1/3 szklanki ciepłej wody
  • 1/3 (lub więcej) szklanki ulubionego mleka

Kawę Inka Klasyczna zalewam wodą, mieszam do rozpuszczenia, przelewam do dużej szklanki i chłodzę w lodówce. Gdy kostki chałwowe będą gotowe, wrzucam je do kawy, zalewam zimnym mlekiem i podaję.

1 Komentarz

  • zozo
    1 miesiąc temu

    znam ten ból 😀 lato 2012. ciąża, upały, deszcze i burze, co przy mojej alergii na grzyby i pleśnie było czymś niewyobrazalnym. A rodziłam dopiero w sierpniu… byłam spuchnięta , ze stopami jak Grycanka (a jestem raczej szczupła!) , swędziało mnie całe ciało, uszy to do krwi miałam wydrapane szydełkiem 😛 leków żadnych praktycznie, bo wiadmo. Także tak mi w kość dały te ostatnie 2 miesiące, jak mało co. Do tej pory odrzucam myśl o drugim razie 😀 samo rozwiązanie też było koszmarem (nieplanowana cesarka), take Tobie życzę bajecznego 🙂 !

Zostaw komentarz