Lapidaria* podlaskie

20 sierpnia 2015

1. Archetyp wsi
Podlasie to drewniane chałupy z wymalowanymi okiennicami, okolone krzywymi płotkami. Przed każdym ławeczka i gąszcz wiejskich kwiatów. Nie wierzyłam, że uda mi się jeszcze znaleźć na wsi z moich wspomnień, że takie jeszcze istnieją – z malwami przed domem, dziadkiem na ławeczce,  pianiem koguta o poranku, jabłonią uginającą się od owoców…
Polecam wybrać się na Krainy Otwartych Okiennic (klik), ale tak naprawdę w każdej wiosce jest pełno cudeniek.
2. Tatarzy
Być na Podlasiu i nie zajechać do Kruszynian? Niemożliwe! Zwiedzamy wymuskany meczet (zajeżdżamy również do tego w sąsiednich Bohonikach), ale myślami jestem już Tatarskiej Jurcie (klik), u Dżanetty i próbuję osławionych na cały kraj tatarskich specjałów.
Jest 11:00, kuchnia dopiero otworzyła swe podwoje. I chociaż temperatura sięga 36 stopni, mamy ambitne plany kulinarne: oczywiście chcemy spróbować pierekaczewnika (ciasta makaronowego z dużą ilością masła, które odpowiada za cudowne rozwarstwienia i chrupkość ciasta na brzegach, przekładanego nadzieniem mięsnym i zapiekanego), ale i czebureka (smażonego pieroga z farszem mięsnym), kryszonkę (jednogarnkowej potrawy z wołowiną, ziemniakami i innymi warzywami) lub azu (też potrawa jednogarnkowa, ale z indykiem, podawana w glinianych naczyniach). Kelnerka informuje, że pierekaczewnika jeszcze nie ma. Dobrze, przyjedziemy zatem popołudniu, po wycieczce. Gdy o 17:00 zjeżdżamy do Tatarskiej Jurty, „nasza” kelnerka informuje, że „pierekaczewnika JUŻ nie ma”. Chce mi się płakać… Tymczasem po kilku minutach wraca obsługująca nas pani z solidnym kawałkiem specjału i informacją, że ta „niewielka porcyjka” to dla nas na spróbowanie, prezent od szefowej kuchni. Nadal chce mi się płakać, tym razem ze szczęścia.
Klik w foto i widać więcej;
Zamawiamy jeszcze czebureka i obłędną, aromatyczną, niemożliwie tłustą kryszonkę. Tatarska kuchnia pachnie czosnkiem, jest ciężka (dominują potrawy smażone i duszone, co ma swoje podłoże w historii tej narodowości), mięsna, pożywna i niesamowicie pyszna, przynajmniej w wydaniu pani Dżenetty z Tatarskiej Jurty.
Tatarska Jurta, Kruszyniany 58.
3. Współistnienie religii
Najbardziej widoczne jest tu prawosławie. Piękne drewniane cerkwie zdobią niemal każdą wieś. Grabarka (klik), święta góra prawosławnych, zachwyca lasem drewnianych krzyży intencyjnych i zaskakuje skromnością. A jednak można modlić się bez złota, przepychu i kiczu.
Dla porównania kilka zdjęć z okolicznego sanktuarium w Świętej Wodzie (nie lada to wyczyn odnaleźć źródełko i kapliczkę w tym kiczowatym pielgrzymkowym cielsku).
Krzyże intencyjne na Grabarce;
Po prawej: woda ze świętego źródełka na Grabarce;
Przemysł religijny, czyli Sanktuarium Święta Woda; po kliknięciu foto się powiększa – kto znajdzie kapliczkę? 🙂
Na Podlasiu naprawdę widać, jak różnorodna była kiedyś Polska, a religie współistniały obok siebie w pokoju. Prawosławne krzyże stoją obok katolickich, w jednej wsi meczet lub synagoga sąsiadowały z kościołem.
Meczety znajdziecie w Kruszynianach i Bohonikach (warto zapłacić 5 zł za wstęp i posłuchać o kulturze tatarskiej). Synagogi w Krynkach i Tykocinie. Cerkwie na każdym kroku.
 
4. Synagogi i kirkuty
Najsmutniejszy los spotkał synagogi, których przed wojną było wiele, dzisiaj skończyły przerobione na magazyny lub rozebrane… Kirkuty – cmentarze żydowskie znajdują się na peryferiach wsi, często są w ogóle nieoznakowane. Powoli, nieuchronnie pochłania je przyroda. W Siemiatyczach ruiny cmentarza znaleźliśmy w środku lasu, w miejscu, gdzie kończy się droga (tylko dzięki pomocy miejscowych).
W niewielkich Krynkach istniały niegdyś aż trzy synagogi, dzisiaj zachowały się budynki dwóch (w jednej jest magazyn, w drugiej było kino, trzecią miejscowi rozebrali). Pięknie zachowaną synagogę odnaleźliśmy w Tykocinie (niezwykle urokliwa miejscowość), z restauracją żydowską nieopodal.
Od lewej: meczet w Kruszynianach, kirkut – cmentarz żydowski w Krynkach:
5. Przyroda
Ile tu bocianów! W każdej wsi po kilka, kilkanaście gniazd. Wszędzie długie, piękne łąki, mnóstwo lasów. Chcę tu wrócić, gdy nie będzie upałów, a moja kondycja pozwoli na długie spacery. Podlasie ma dla nas jeszcze wiele do odkrycia.

* lapidaria podróżne – mój cykl zwięzłych wspomnień z podróży, więcej tutaj.

16 komentarzy

  • 2 lata temu

    cudne miejsca pokazałaś muszę tam kiedys zawitac 🙂

  • 2 lata temu

    Piękne zdjęcia…

  • 2 lata temu

    Bardzo przyjemnie czyta się o "moich" stronach 🙂

  • 2 lata temu

    Przepiękne widoki 🙂

  • 2 lata temu

    Podlasie to moje rodzinne strony, choć już tam nie mieszkam niestety… i jakoś tym bardziej mi przykro że w tak niekorzystnym świetle przedstawiłas Świętą Wodę 🙁 Ja tam wracam co roku, po siłę, by złapać azymut i nigdy nie miałam problemu ze znalezieniem źródełka, kapliczki. A że na Twoim zdjęciu na pierwszym planie jest dom pielgrzyma, butelki na wodę, cóż… każdy widzi przede wszystkim to, co chce zobaczyć. Szkoda że ten sposób patrzenia wpisuje się w dominujący obecnie trend przedstawiania religii rzymskokatolickiej w naszym kraju, choć wierzę, że nie było to Twoim zamiarem. Pozdrawiam ciepło.

    • 2 lata temu

      Przyjechaliśmy do Świętej Wody i – nie znając miejsca (czyli będąc w większości odwiedzających) szukaliśmy kapliczki (pięknej) i źródełka. Przebijając się przez noclegownię z gipsową fontanną, las krzyży-gigantów, krzykliwe reklamy o loterii fantowej, wypożyczalni rowerów, ścianie krzyży za 2 do 100 złotych i po tym wszystkim udaje nam się dostrzec kaplicę. Niestety tak to właśnie wygląda, urokliwe miejsce osaczone jest jakąś wielką machiną marketingowo-pielgrzymkową. Nie dziwię się, że takie jest obecnie spojrzenie na kościół, bo smutna prawa jest taka, że to najbardziej rzuca się w oczy. Po Świętej Wodzie odwiedziliśmy Grabarkę – to dopiero jest szok, jeśli zestawi się te dwa miejsca!

      Pozdrowienia 🙂

  • 2 lata temu

    A widzisz, ja patrzę na to trochę inaczej – gdy my byliśmy tam pierwszy raz (kilka lat temu), owszem, zarejestrowałam obecność dużego domu pielgrzyma i parkingu, ale z uwagi na to, że jest to miejsce licznych pielgrzymek i wiedząc jaka jest baza noclegowa na Podlasiu, wcale mnie to nie zdziwiło. Mój wzrok jednak niemal natychmiast skierował się na Górę Krzyży (doczytałam potem ideę tego miejsca – pielgrzymi mogą tam zostawić swoje symboliczne krzyże, ze swoimi intencjami) i znajdującą się tuż obok, na wzniesieniu, a więc górującą nad całą okolicą, kapliczką, jako centralnym punktem tego miejsca. Tam też skierowalismy nasze kroki. Za kapliczką znajduje się źródełko, a dalej las pokuty z drewnianymi konfesjonałami i kaplica radości dla dzieci. Od czasu gdy byliśmy tam pierwszy raz (jeszcze bez dzieci), dużo się nie zmieniło, a teraz, jeżdżąc z dziećmi, doceniamy fakt, że infrastruktura pozwala na to, by zatrzymać się tam z dziećmi na dłużej, a nie tylko przejazdem. A kiedy następnym razem będziesz odwiedzać Podlasie, bardzo polecam Ci zobaczyc cudowny, nostalgiczny Cmentarz w Wasilkowie (jakieś 5 km od Świętej Wody), Kolegiatę w Sokółce (miejsce Cudu Eucharystycznego; po drodze ze Świętej Wody do Bohonik), Suchowolę i Okopy czy Różanystok – może wtedy szok w zestawieniu z Grabarką będzie mniejszy 🙂

    • 2 lata temu

      Dziękuję za polecenia 🙂 Pewnie jeszcze wrócimy na Podlasie, na wiosnę! Z katolickich perełek – mnie ujął kosciół w Tykocinie. Piękny.

  • 2 lata temu

    Ja jutro ruszam na Podlasie, niestety tylko na jeden dzień. Za to będzie wyjątkowy bowiem spędzony na Festiwalu Łuczniczym w Czemiernikach 🙂
    Piękne migawki Aniu!

  • 2 lata temu

    Piękne miejsca, ale najpiękniejszy jest Twój brzuch!:)

  • 2 lata temu

    Moje regiony! 🙂 Jeśli chodzi o urokliwe miasteczka, to polecam Supraśl k. Białegostoku, jest tam przepiękne muzeum ikon, monaster, pałacyk Buchholtzów, w którym znajduje się teraz liceum plastyczne, domy tkaczy i rzeka Supraśl, nad którą można się rozłożyć na kocyku i piknikować 😉 mi najbardziej podobają się dzikie zakątki Podlasia, świetną sprawą są spacery np. po puszczy Knyszyńskiej.

  • 2 lata temu

    hmmm…ale mi si sentymentalnie zrobiło…odwiedziłam wszystkie miejsca, które pokazałaś kilka lat temu dodatkowo z dłuższym pobytem w Białowieży. i też miałam wrażenie, że prawdziwą wieś z drewnianą zabudową mozna zobaczyć tylko na Podlasiu. z Kruszynian do Białowieży jechalismy rowerami wzdłuż wzdłuż granicy przez wsie, do których obwoźny sklep witał raz w tygodniu…a u p. Dżanetty spaliśmy w jurcie, bo w pensjonacie nie bylo miejsca – wyjątkowe doświadczenie! ehhhh… miło było powrócić do tych wspomnień…dzięki!

  • 2 lata temu

    Co za klimat! Fajnie jest się przenieść chociaż na chwilę w tak odmienne miejsce… Uwielbiam Twoje lapidaria! <3

  • 2 lata temu

    Aż chce się tam jechać 🙂 Cudny wpis!

  • 2 lata temu

    ech, moje rodzinne strony …. w tym roku też spędzone częściowo pod namiotem …

  • 2 lata temu

    Tu się wychowalam i tutaj mieszkam, nie zamierzam stad nigdzie wyjezdzac 🙂 kocham bliskosc z natura, spokoj, wolniejszy tryb zycia, dzieki ktoremu udaje nam sie pamietac o tym, co w zyciu najwazniejsze 🙂 czuc tu cos magicznego w powietrzu, latwiej nam spojrzec wglab siebie 🙂 bohoniki, krynki, bialystok – moje okolice 🙂

Zostaw komentarz