Dekonstrukcja* pomidorowej (sezonowa pomidorowa babci Ani)

20 lipca 2015
W dzieciństwie oddawałam się długim rozmyślaniom, jakie są moje ulubione owoce i warzywa. O podium walczyły zawsze truskawki i arbuzy oraz pomidory i ogórki (nietrudno dostrzec podobieństwo tych dwóch grup). Jeśli chodzi o warzywa, długo wygrywały chrupiące, małe ogórki o krokodylej skórze, z owocami miałam problem, choć raczej składałam się ku arbuzowi.
Dzisiaj bez wahania mogę powiedzieć, że ze wszystkich warzyw i owoców najbardziej kocham pomidory. Oddam za nie wszystkie arbuzy i ogórki świata, a nawet (choć z bólem) truskawki. Kocham pękate pomidory malinowe, obezwładniające zapachem, smakiem i kolorem bawole serca, słodkie różnokolorowe pomidorki koktajlowe… W sezonie moim najczęstszym śniadaniem jest pomidor skropiony oliwą, z odrobiną soli, pieprzu, octu balsamicznego i bazylii, czasem lubię zjeść go z pokrojonym w kostkę ogórkiem małosolnym i śmietaną (nie oszukujmy się, nie ma co dodawać jogurtu, nigdy nie zastąpi gęstej, kwaśnej śmietany, która jest w stanie udźwignąć smak ogórka i pomidora), jak za czasów dzieciństwa. Niekiedy daję się skusić na jajecznicę z pomidorami albo szakszukę lub grzankę z pokrojonymi w kosteczkę pomidorami o aromacie bazylii, oliwy i czosnku.
Dzień bez pomidorów to dzień stracony. A kiedy nadchodzi pomidorowa pełnia, podpiekam, suszę, miksuję, by delektować się szeregiem pomidorowych dań. Zupy, sosy, makarony, grzanki z suszonymi pomidorami, słodkie pieczone pomidorki koktajlowe… Kilka miesięcy temu obawiałam się, że ciąża odbierze mi ochotę na pomidory, na szczęście tak się nie stało, wręcz przeciwnie – wydaje mi się, że mój głód pomidorów wzrósł.
***
Dzisiaj chcę podzielić się niezwykle prostym przepisem. Zawsze, kiedy mam takowy opublikować, zastanawiam się, czy to ma sens – w gąszczu skomplikowanych receptur, nietypowych połączeń smakowych,  proste rzeczy śmierdzą banałem. Ale potem okazuje się, że to, co dla mnie banalne i oczywiste, dla innego jest wielkim odkryciem i wchodzi do stałego repertuaru. To dla mnie największy zaszczyt.
A więc dzisiaj zapraszam na pomidorówkę babci Ani, do zrobienia w sezonie pomidorowym, wyłącznie z najsłodszych, najdelikatniejszych, najpyszniejszych pomidorów, broń boże z zapuszkowanych, kupnych kwasów!
Pomidorowa w pełni sezonu nie potrzebuje wielu dodatków, wręcz przeciwnie, wg mnie ona traci, jeśli mocno zakłócimy smak. Dlatego nie polecam przygotowywać jej na wywarze warzywnym, a już na pewno nie mięsnym (ten smak drobiu w tle…). Wystarczy masło i młoda cebulka, nic więcej! Gotową zupę babcia zawsze doprawia śmietaną kremówką, która nadaje jej aksamitności i potęguje delikatność, ale dobrze sprawdza się tu również kwaśna śmietana. Ideałem jest podać to danie z lanymi kluseczkami, ale moje lenistwo sprawia, że podaję ją z grzankami albo nawet bez żadnych dodatków.
Ta pomidorówka może stanowić cudowną bazę do dalszych kombinacji smakowych. Najlepiej dorzucać do niej dodatki już na talerzu, po rozlaniu zupy. Ja lubię ją podawać z:
– kilkoma łyżeczkami bazyliowego pesto
– uprażonymi płatkami migdałowymi
– odrobiną pokruszonego sera feta (słodycz pomidorów kontra słoność fety – cudowne!)
– czarnymi oliwkami z kaparami i świeżą bazylią
– podsmażonymi z czosnkiem krewetkami.
Dopóki są pomidory, dopóty możemy szaleć!
SEZONOWA POMIDOROWA BABCI ANI
1 kg najlepszych, najsłodszych, miękkich, dojrzałych  pomidorów 
ok. 2 szklanki wody
1 młoda cebula
2 łyżki masła
ok. 100 ml kremówki lub kwaśnej śmietany
Cebulę kroję w piórka. W dużym garnku o grubym dnie roztapiam masło, dodaję cebulkę, solę ją i duszę, aż zmięknie.
W tym czasie pozbawiam skórki pomidory (w tym celu nacinam ich skórkę, umieszczam je w dużej misce, zalewam wrzątkiem i po minucie odcedzam, obieram ze skórki i pozbawiam szypułek). Pomidory kroję w mniejsze części i dodaję do cebuli, dusząc kilka minut. Następnie zalewam je wodą (powinna przykryć warstwę warzyw), solę i gotuję pod przykryciem do miękkości.
Zestawiam z ognia, miksuję na gładką masę, doprawiam odrobiną pieprzu (i soli, jeśli trzeba). Jeśli zupa jest za gęsta, można dodać do niej wody. Najpyszniejsza jest z lanymi kluseczkami.
Uwagi: 
1. Tę zupę rozłożyłam na czynniki pierwsze powyżej.
2. Inne pomidorówki, które zajadamy:
– zupa z pieczonych pomidorów z zielonym środkiem (klik)
– gazpacho (klik)
– Rodowa Czosnkowa (klik).
* to obecnie takie modne słowo, choć dla mnie w wydaniu restauracyjnym łączy się często również z pozbawieniem potrawy smaku;

17 komentarzy

  • 2 lata temu

    Tomatoes from Poland by nie brzmiało 🙂 Hm… już wiem, co będzie dzisiaj na obiad… 🙂 A przepis na lane kluski od Babci gdzieś znajdę? 😀

    • 2 lata temu

      Lanych jeszcze sama nie robiłam, więc przepisu nie ma :/ Muszę się podjąć wyzwania, bo to baza również do mojej ulubionej zupy grzybowej 🙂

    • 2 lata temu

      Ja robię kluski lane tak : w kubeczku rozbijam jajko, dodaję szczyptę soli i mąki tyle by dało się lać przez lejek 🙂
      A pomidorową gotuję bardzo podobnie tylko z obowiązkowym ząbkiem czosnku.

  • 2 lata temu

    Dobrze, że na targu jeszcze można dostać pyszne, dorodne, niemal pękające w dłoni od nadmiaru soku pomidory. W "zwykłych" spożywczakach w Berlinie tylko takie bezsmakowe wydmuszki, nawet w środku sezonu…

  • 2 lata temu

    Jak ja tęsknię za naprawdę dobrymi pomidorami… Od razu przypomniały mi się te z Dziadkowej działki, czerwone, cudownie dojrzałe w słońcu, najlepsze po prostu 🙂

  • 2 lata temu

    Ale mi narobilas apetytu, na pomidorowa i na… kwasna smietane. Ta druga niestety jeszcze troche poczeka, pewnie przynajmniej z pol roku albo dluzej, jak juz pomidorow nie bedzie 🙁 Oby Twojemu maluszkowi nie przyplatala sie alergia na bialko mleka, bo to jest dopiero katorga!

  • 2 lata temu

    O Boziu, lane kluski w zupie pomidorowej = trauma dzieciństwa. Zwłaszcza, że w wydaniu mojej Mamy to były kluchy, a nawet kluchoły! Do tej pory pamiętam, jak ze smutkiem patrzyłam w talerz, a naprawdę jadłam prawie wszystko, co mi zostało do dziś ;).
    PS. Dobra dekonstrukcja nie jest zła, jeśli składniki są naprawdę dobre ;).

    • 2 lata temu

      No coś Ty, a u mnie to rozkosz dzieciństwa 🙂

  • 2 lata temu

    "Broń boże z zapuszkowanych, kupnych kwasów!"
    A "zasłoikowane" własnoręcznie słodkie, ogrodowe pomidory – mogą być? Bo taką pomidorówkę chętnie jadłabym nie tylko latem. A nasze pomidory są naprawdę słodkie i pyszne, nawet zamknięte w słoikach. Od lat nie kupuję pomidorowych puszek, czasem tylko odrobinę koncentratu…

    Dzięki za przepis, zawsze przyrządzałam pomidorową na bulionie warzywnym, sama nie wpadłabym na pomysł gotowania bez warzywnego wywaru! A ta zupka wygląda nader pysznie!!!

  • 2 lata temu

    Taką pomidorówkę lubię najbardziej 🙂

  • 2 lata temu

    mmmm pomidorowa…

  • 2 lata temu

    "ch*olera, jakie to dobre" krzyknął mój mąż po zjedzeniu pierwszej łyżki 🙂 dziękujemy za inspirację!

  • 2 lata temu

    Uwielbiam pomidorową zupkę, a najlepszą robi moja babcia 🙂 🙂

  • 1 rok temu

    dlugo omijałam ten przepis, myśląc – co za banał… żadne odkrycie, co to może być za zaskoczenie dla podniebienia. Ale gdy pewnego razu, mając pustki w lodówce, zdecydowałam się machnąć tę zupę z miękkich i dojrzałych jak złoto "byczych serc" z własnego ogrodu, to odleciałam :)) wracam do tego przepisu już chyba 6 czy 7 raz. Jest uwielbiana przez każdego, komu ją podałam. Zawsze z lanymi kluskami. B A J K A, ot co !!

    • 1 rok temu

      Baaaaardzo mnie cieszą takie słowa! <3 To jest jeden z tych przepisów, ktore są banalnie proste, ale cudownie pyszne tylko pod warunkiem użycia najlepszych składników pod słońcem.

Zostaw komentarz