Lapidaria wileńskie, cz. I

24 maja 2012
Lapidaria stanowią zbiór moich okruchów z podróży. Stanowią raczej zapis pierwszych wrażeń, aniżeli opis jakiejś wędrówki, garść szkiców zamiast pełnego obrazu. Pisałam tak o Toskanii, pisałam o Pradze i Berlinie. Dzisiaj lapidaria wileńskie.
***
Nasz sposób zwiedzania wykrystalizował się już kilka lat temu: wynajmujemy hostel w centrum miasta (czasem udaje się wynająć miejsce na polu namiotowym), wstajemy skoro świt i chodzimy, chodzimy, chodzimy. Pokonujemy miasto pieszo, odwiedzamy każdą boczną uliczkę, zaglądamy w każdy kąt, który znajduje się poza głównym szlakiem turystycznym. Oczywiście oglądamy też sztandarowe zabytki miasta, ale to nie stanowi nigdy głównego punktu wycieczki, bo nie chodzi nam o zaliczenie jak największej liczby zabytków, a o poczucie klimatu miasta. W odczuwaniu jego klimatu pomaga nam również jedzenie w knajpach dla swojaków i powolne spijanie latte na kawiarnianych tarasach, połączone z leniwą obserwacja przechodniów. Lubimy też odpoczywać na zielonej trawce – układamy się tam, gdzie siedzą autochtoni i obserwujemy. Niektóre z parkowych nasiadówek poprzedza wizyta w sklepie i zakup miejscowych wyrobów, więc później piknikujemy w parku, wygrzewając się w promieniach słońca, czasem ucinając sobie nawet drzemkę.
Nie inaczej było w Wilnie: hostel w centrum miasta, wygodne buty, mapa (przewodniki nie są nam potrzebne, bo wszystkie informacje można zawsze wyczytać z tabliczek znajdujących się przy zabytkach), okulary przeciwsłoneczne i przed siebie! 



STAROŚĆ MURÓW
Niejednokrotnie pisałam o mojej miłości do obdrapanego, kiedy więc znalazłam się w Wilnie, byłam w siódmym niebie, bo jest to miasto obdrapanych ścian. Jako że z II wojny światowej Wilno wyszło praktycznie bez uszczerbku, chodząc starówką, mijając Ostrą Bramę czy siedząc na dziedzińcu przed kamienicą, w której mieszkał Mickiewicz, możesz mieć pewność, że to, co oglądasz, jest prawdziwe. Może trochę bardziej obdrapane (co dla niektórych jest atutem ;), może pokiereszowane przez czas, ale właśnie takie, jak przed stu, dwustu, trzystu laty. 

ZAUŁKI 
Tajemnicze podwórka, ukryta w dziedzińcu cerkiew, porośnięte bluszczem balkony z żeliwnymi, fikuśnie powyginanymi balustradami, opuszczone mieszkania z okiennicami upiornie skrzypiącymi na wietrze – wszystko to sprawia, że w głowie powstają dziesiątki pytań, historii, które mogły się wydarzyć, szeptów, które można było usłyszeć, cieni znikających w przesmykach wąskich ulic… Takie miejsca uruchamiają wyobraźnię. Zastanawiam się zawsze, kto tu żył, co robił, ile tragedii i radości kryją kolejne warstwy farb… 
Wszystkie te opuszczone kamienice, świecące pustką dworki – do każdego nich chce się wejść, spojrzeć choćby przez szparę między deskami, wspiąć sie na kamień i przebić  wzrokiem płot.

PIKNIK
Szczególnie miło wspominam nasz piknik z widokiem na panoramę Wilna. Obok nas rozbiło się więcej piknikowiczów, siedziały tu złączone w uścisku pary, znajomi nieudolnie próbujący grać we freesbe, grupki studentów popijających piwo, przyjaciółki zajadające kupiony w podliskiej knajpie obiad, własciciele psów z pupilami… 
My wylądowaliśmy tu z czosnkowymi bułeczkami, plastrami jakiejś suszonej wędliny i serem. Do picia oczywiscie cydr – tylko to tutaj piłam, zachwycona ofertą litewskich marketów. Ach, jakież to przyjemne uczucie – leżeć na trawie w majowe, ciepłe popołudnie i – zagryzając czosnkową bułeczkę – spoglądać na miasto, które cicho szumi pod nami… 

MULTI-KULTI
Kiedy pierwszej nocy w Wilnie, w jedynym czynnym sklepie – malutkiej budce z alkoholami przy dworcu – kupowaliśmy w cydr (w ofercie była jedynie litrowa butelka cydru o wymownej nazwie Cider party i równie wymownej ilości promili – 6), sprzedawczyni rozmawiała z nami po rosyjsku. Kupując następnego dnia w barze cepeliny, próbowaliśmy dogadać się z posługującą się językiem litewskim kelnerką. Sprzedawczyni kibini w Trokach przeszła z nami na miękki, dźwięczny język polski.
W dalszym ciągu czuć tu wielokulturowość. Teraz wygląda to już nieco inaczej, niż przed wojną, kiedy to Wilno zamieszkiwali nie tylko Polacy, Litwini i Rosjanie, ale i Żydzi, Ukraińcy, Białorusini i Niemcy, jednak miasto nadal pozostaje miksem kultur, religii i narodowości. Cerkiew stoi tu obok kościoła, kopuła meczetu lśni w panoramie miasta, w sklepach można sie dogadać po polsku, rosyjsku i litewsku. Łuszczące się ze staroci tynki odkrywają hebrajskie napisy albo nagryzione zębem czasu freski, znajdujące się obok kościoła prawosławnego.

ZIELEŃ 
Dużo w Wilnie urokliwych miejsc obrośniętych zielenią i niemal każdym z nich jest wykorzystywany przez ludzi. Nie znajdziecie tu tabliczek z napisem ?nie deptać zieleni?, ?nie siadać na trawniku?. Zieleń służy tu mieszkańcom miasta i wcale na tym nie cierpi. Jest mniej lub bardziej zagospodarowana, jak zielony zakątek nad rzeką upstrzony jaskrawożółtymi mleczami albo zadbany skwer w centrum miasta, mieniący się rabatkami bratków, ale zawsze kojąca, pachnąca i pulsująca życiem.

NA STYKU
Ta cecha miasta wynika pewnie z jego pomieszania kulturowego. Nowe sąsiaduje tu ze starym, wschodnie, czasem lekko kiczowate, ze ?światowym? zachodnim. Z jednej strony znajdziemy w mieście lśniące wieżowce, nowoczesne mosty i przestrzeń, która momentami kojarzyła mi się z Berlinem (mosty), z drugiej malutkie drewniane chatki, wetknięte w miasto tuż za jego centrum. 
Spotkamy tu babulinki z głowami przewiązanymi chustami (w Polsce widok spotykany już raczej tylko na wsiach) i dziewczyny z grzywkami o kształcie rurek, pieczołowicie zawijanych lokówką, z drugiej strony mnóstwo modnie ubranych osób, mężczyznę o pooranej zmarszczkami twarzy, wiozącego w skrzynce na rowerze kurę, ale i hipsterów podążających na swych ładnych jednośladach do modnej knajpy.

ODDECH HISTORII
Wszystkie te urokliwe zakątki Wilna, jego obdrapane tynki, opuszczone kamienice, sprawiają, że czuć na każdym kroku czuję na karku oddech historii, ale najsilniej doświadczyłam tego chyba na Cmentarzu Na Rossie. To tu mieści się serce polskości – dosłownie (to tu pochowano serce marszałka Piłsudskiego) i w przenośni. Tak się złożyło, że oglądaliśmy cmentarz trzeciego maja, w dniu, w którym zbierają się na cmentarzu nasi rodacy mieszkający w Wilnie. Były więc pompatyczne przemówienia, byli goście z Polski, oficjele z przedstawicielstw dyplomatycznych, a ponad tym wszystkim dźwięczała polska mowa, zmiękczona litewskim akcentem. 
Może to zakrawa o szaleństwo, pokazywać nagrobki na blogu, którego główny nurt stanowią kulinaria, ale zaryzykuję, bo tak pięknych epitafiów (kilka z nich pokazuję poniżej), tak niesamowitych fotografii nagrobkowych i tak starych grobów (np. z 1876 r.) nigdy nie widziałam. Całości dopełniała zieleń, która bezczelnie wkradała się między płyty nagrobkowe, nie zważając na ludzkie sentymenty. Magiczne miejsce.

To pierwsza część moich szkiców z podróży. W kolejnej części będę chciała napisać o tym, co misie lubią najbardziej, czyli o jedzeniu, jeśli zaś wystarczy mi zapału, jedną notkę poświęcę zbaczaniu z głównych ścieżek podczas wizyty w Trokach i efektach powyższego działania.

59 komentarzy

  • 5 lat temu

    A we Lwowie byliście?jeszcze bardziej klimatyczne i polskie, ale też bardziej hardcorowe…no a nasz pomysł na zwiedzanie jest taki sam, tylko jednak przewdodnik bierzemy, np. we Lwowie nas uratował przed nocegiem w okropnym mieszkaniu….

    • 5 lat temu

      Byłam, ale jeszcze bez aparatu, chociaż w głowie zopstało wiele wspomnień 🙂

  • 5 lat temu

    Piękna podróż! z przyjemnością przeczytałam i obejrzałam 🙂

  • 5 lat temu

    Robisz naprawdę piękne zdjęcia, bardzo przyjemnie się ogląda 😉 Też byłam w zeszłym roku na wycieczce na Kresach i od razu przypomniały mi się tamte klimaty, fantastycznie to uchwyciłaś

  • 5 lat temu

    ach, uwielbiam tutaj być, patrzeć, czytać i podziwiać :).

  • 5 lat temu

    Uwielbiam:) Postuluję o częstsze Wasze wyjazdy;) i a propos cmentarza…najniezwyklejszy widziałam na Chorwackiej wyspie Krk – cmentarz na szczycie góry wznoszącej się nad miastem – niesamowite miejsce – jakby duchy przodków czuwały nad mieszkańcami. Choć ten z Twoich zdjęć to zupełne przeniesienie się w czasie…czekam na kolejne lapidaria i wierzę, ze zapału jednak nie zabraknie:P

  • 5 lat temu

    Właśnie takie podróżowanie lubię a moje oko wychwytuje podobne szczegóły. Pisz, zwiedzaj, gotuj… fantastyczny blog!

  • 5 lat temu

    Aniu, chcę znów wrócić do mojego Wilna… Może tym razem sama… Może jesienią… W zeszłym roku zabrałam Mamę na jej urodziny. Było cudnie! Wracam do tego miasta jak do siebie, jest mi w nim niezwykle dobrze:). Może dzięki Twoim lapidariom i ja wspomnę choćby zeszły rok…

  • 5 lat temu

    Piękny wpis. Zatęskniłam.

  • 5 lat temu

    Piękna wycieczka Aniu, piękne zdjęcia.
    '11 i puł' – nie miałem pojęcia, że tak się pisało.
    Cydru gruszkowego nie piłem, mam za to tu, gdzie mieszkam ulubiony jabłkowy – o smaku pieczonego, słodkiego jabłka.
    Dzbanki na zdjęciach są 'wbudowane' w ściany?
    Cudowną lampę widzę na trzecim zdjęciu! Nie pogardziłbym.
    I… uwielbiam takie wpisy
    Pozdrowienia ślę!

    • 5 lat temu

      Mich, po pierwsze: bardzo się ciesze z Twego powrotu, z resztą odkryłam go dopiero w ten weekend! Ale już przeczytałam całe archiwum.
      Po drugie: dzbanki są wbudowane, to jakaś instalacja artystyczna – b. udana wg mnie 🙂 Mój ulubiony cydr to też ten jałbkowy, inne traktuję bardziej jak smakowe oranżady z promilami.

      11 i pul, zastanawiałam się, czy to błąd, czy rzeczywiscie kiedyś inaczej pisano…

      Pozdrawiam ciepło 🙂

  • 5 lat temu

    Piękne zdjęcia, uwielbiam i sama pielęgnuje zdjęcia drobnych szczegółów cechujących dane miejsca. Jednym słowem super

  • 5 lat temu

    Piekna wycieszka, piekne zdjecia.
    Cydr gruszkowy jest popularny rowniez na Wyspach, ale jednak wole jablkowy.
    A wasz sposob zwiedzania jest ludzaco podobny do naszego 🙂

  • 5 lat temu

    Wspaniałe te Twoje lapidaria Aniu!

  • 5 lat temu

    Umarłam:)))
    zdjęcia i tekst zachwycające i coś czuję,że świetnie by mi się z Tobą zwiedzało i poznawało nowe miejsca, zwłaszcza takie cudowne miasta z niesamowita historią:)))i kocham te warstwy kolorów na ścianach:)))

  • 5 lat temu

    Zachwyca mnie Twoją wyjątkowa umiejętność, ujmowania połączenia prawdy i piękna na fotografiach. Po mistrzowsku! 🙂

  • 5 lat temu

    Wilno jest w moich planach podróżnych, to rodzinne strony mojej, nieżyjącej już, babci. Jeszcze nie słyszałam żeby ktoś po wizycie w Wilnie narzekała, zawsze też słyszę o "dietetycznym" i pysznym jedzeniu z mnóstwem śmietany:)

  • 5 lat temu

    Jak zwykle cudownie! Wiesz, że nigdy nie byłam na wschodzie? A to tak niedaleko…Czekam na kulinarną relację z wyjazdu!

  • 5 lat temu

    Niesamowite! Piękna opowieść, gratuluję.

  • 5 lat temu

    Tam mnie jeszcze nie było, ale zachęcasz pięknie 🙂
    Czekam na kulinaria.
    Pozdrawiam 🙂

  • 5 lat temu

    przepięknie… te dzbanki wmurowane w ścianę mnie urzekły:)

  • 5 lat temu

    5 lat temu byłam na Litwie…po maturze…oczarowałam się wtedy tym miejscem i do dziś sobie obiecuję, że powrócę T.A.M. Lubię te urokliwości, choć wielokulturowość jest zdradliwa. Mam wrażenie , że do Polaków dość niechętnie podchodzono.
    Opisałaś to pięknie.
    Ania

  • Anonimowy
    5 lat temu

    dziękuję za cudowny wpis o Wilnie. to jedno z piękniejszych miejsc na ziemi:)

  • 5 lat temu

    Dziękuję za taki piękny wpis, odkrywający miasto, w którym jeszcze nigdy nie byłam, ale czuję jakbym już je znała i wchłonęła. Pomyślałam o książce Renaty Gorczyńskiej "Jestem z Wilna i inne adresy", być może już ją znasz, jeśli nie, myślę że mogłaby Cię zainteresować. Pozdrowienia z letniego Paryża!

    • 5 lat temu

      Dziekuję za cynk książkowy, poszukam! 🙂

  • 5 lat temu

    Piekne miasto, pieknie uchwycone Twoim obiektywem. A te dzbanki w scianie? Cudo!;)
    Pozdrowionka! 🙂

  • 5 lat temu

    Wejdź na mojego bloga i zobacz jak Cię otagowałam w zabawie "Wiem co jem".

  • 5 lat temu

    Prosi o pozdrowienie anielskie… przepiękne…
    Cudny wpis, piękny opis i zdjęcia (jak zwykle zresztą ;)).
    Również uwielbiam taki właśnie sposób "zwiedzania" miasta, czyli pobycia i pożycia w nim przez chwilę. Tylko wtedy można poczuć ten właściwy danemu miejscu,specyficzny klimat.
    Wilno nigdy na moim podróżnym szlaku się nie znalazło, ale dzięki Tobie po pierwsze:poczułam się przez chwilę jakbym tam była, a po drugie:nabrałam szalonej ochoty, by rzeczywiście tam jechać!
    Z niecierpliwością oczekuję dalszego ciągu!;)
    Serdeczne pozdrowienia,
    Ewelina

    • 5 lat temu

      Ewelino, dziękuję 🙂 Dalszy ciąg jest w trakcie tworzenia 😉

  • 5 lat temu

    Piękne, dziękuję.

  • 5 lat temu

    Aniu, dziękuję Ci bardzo, pięknie oddałaś klimat mojego miasta.

    Ściskam!

    • 5 lat temu

      Aprilwife, miałam tremę, keidy napisałaś, że to Twoje miasto i czekasz na wpis… Liczę na sprostowania w razie błędów!

  • 5 lat temu

    Ależ oczywiście, że możesz umieszczać zdjęcia nagrobków i czego tylko chcesz. Twój blog jest kulinarno-fotograficzno-podróżniczy. Moi dziadkowie pochodzą z Wilna, mi się nigdy tam jeszcze nie udało się dotrzeć, a jeszcze bardziej mnie ciekawi jak to było za ich czasów

  • 5 lat temu

    Pięknie…

  • Dziękuję za te piekne zdjecia ….byłam kiedyś w Wilnie ….tylko jeden dzień,a le wiem, ze tam wrócę …dla Jego klimatu i ludzi:)

  • 5 lat temu

    Piękne to Wilno, kto wie może i mi któregoś dnia będzie dane je zobaczyć…dziękuję za wizytę u mnie. Goszczę u Ciebie często, ale najczęściej tylko podczytuję;)
    pozdrawiam

  • 5 lat temu

    Byłam w Wilnie i wywiozłam stamtąd podobne odczucia. bardzo urokliwe zaułki. najbardziej zafascynowały mnie te fotografie na nagrobkach! są takie enigmatyczne.
    a styl zwiedzenia ten sam. jest najlepszy i najbardziej radosny. bez parcia na obcowanie z przewodnikami. (:

  • 5 lat temu

    Dziękuję Wam za wszystkie komentarze!

  • Adriana
    5 lat temu

    A oto autorzy plakatu Venery, moi przyjaciele: http://www.facebook.com/pages/UPPERSTUDIO/116752985014298
    Miałam okazję towarzyszyć im podczas "akcji naklejania".
    Sama spędziłam w Wilnie pół roku (Erasmus)- zakochałam się na zawsze.
    Gratuluję pięknych zdjęć! Pozdrawiam

    • 5 lat temu

      JEJ, dziękuję za link, Adriana 🙂 Uwielbiam komentarze pod moimi postami, zawsze dowiaduję się z nich czegoś ciekawego. Ten 'news' jest super 🙂

  • 5 lat temu

    Aniu pięknie poprowadziłaś nas przez Wilno, tak spokojnie i po urokliwych zakątkach. Musiała to być wyjątkowa podróż…
    🙂
    M.

    • 5 lat temu

      Tylko króciutka… Brakuje mi pełnego odcięcia się od tu i teraz. Ale na wszystko przyjdzie czas :)***

  • Pięknie to Pani napisała. Mieszkam w Grajewie do Wilna mam bliżej niż do Warszawy i ciągle nie mogę się Tam wybrać. Ale teraz to już na pewno zabieram rodzinę i w drogę.Jeszcze raz dziękuję.
    Bogdan Galazka

    • 5 lat temu

      Baaardzo się cieszę, że mój post miał taki pozytywny oddźwięk :))) Pozdrawiam!

  • Anonimowy
    5 lat temu

    Aniu
    Niesamowicie wzruszylam sie czytajac Twoja opowiesc o Wilnie. Stamtad pochodzi moja rodzina, moja babcia, moj pradziadek spoczywa Na Rossie. Nie dane mi bylo sie tam wybrac jeszcze, ale ciagle czuje smak potraw robionych przez Babcie. Chlodnik, ktory opisalas, Babcia robila w taki dokladnie sposob (zawsze ze szczypiorkiem:-). Kiszka ziemniaczana, cepeliny, kołduny z baranina, karp po żydowsku, bliny z pomaczajka! Nigdzie nie moge znalezc przepisu na pomaczajke.. Moze Ty gdzies masz? Podpowiedz prosze. Piekne zdjecia, piekne opowiesci, bajeczne potrawy! Dziekuje!
    ps. polecam Estonie!
    https://picasaweb.google.com/115091132735311533293/EstoniaKwiecienMaj2012#

    • 5 lat temu

      Dziękuję bardzo za komentarz, Macku 🙂 I za estońskie zdjęcia – obejrzałam i czuję się zachęcona niezmiernie! Bliny z pomaczajką gdzieś mi się obiły o uszy, być może w książce o Wilnie, którą czytałam – sprawdzę i dam znać 🙂 Pozdrawiam ciepło!

    • Anonimowy
      5 lat temu

      Aniu, tego nie pisal Maciek (to moj małzonek;-), a ja- Agata Żyto, przepraszam, ze sie nie przedstawilam, nieczesto umieszczam komentarze na blogach i jakos tak wyszlo. Twoj blog niezmiennie mnie zachwyca i inspiruje. W najblizszy domowy weekend na pewno zrobie szakuszke! Boskie zdjecia, Aniu, Twoj blog jest taki apetyczny i taki.. klimatyczny, te wszystkie filizanki, lniane sciereczki, te kolory, Aniu sa nieprawdopodobne! Niesamowicie oddajesz atmosfere! Czekam z niecierpliwoscia na kolejne wpisy, a pierwszy raz o Twoim blogu przeczytalam w Wysokich Obcasach. Pozdrawiam kulinarnie i czekan na przepis na bliny z pomaczajka, Agata

    • 5 lat temu

      :)))) Sugerowałam się autorem w Picasa, Agato 🙂 Przepraszam! Dziękuję Ci raz jeszcze za wszystkie miłe słowa, lada moment poszukam tego przepisu w mojej ksiązce o kuchni litewskiej. Może się uda znaleźć coś podobnego! POzdrawiam 🙂

  • 5 lat temu

    Wilno to piękne miasto, również miałam okazje Tam pobyć rok temu.Twoje Wilno bardzo mi odpowiada, czekam na ciąg dalszy..

  • 5 lat temu

    Aniu, piekne zdjecia! Tylko prosze nei trzymaj mnie w niepewnosci i powiedz czemu sluza te imbryki wmurowane w sciane? Mysle od kilku dni i nei ejstem w stanie sobie przypomniec czegos podobnego (z zadnego miejsca jakie znam, za wschodnia granica nigdy nei bylam) i takowoz ich przeznaczenia?? Ten cydr pomimo napisow na puzce rozumiem ze lokalnym jest produktem? Zazdroszcze 🙂 i sciskam :*

    • 5 lat temu

      Basiu, te czajniki to instalacja artystyczna, że tak to ujmę 🙂 Było ich więcej, ale słonce ostre, więc nie robiłam już zdjęć. Ładnie to wyglądało 🙂 Te cydr chyba z Litwy, nie sprawdzałam nawet…

  • 5 lat temu

    Ania, jak pięknie! Te czajniczki i zdjęcia z nagrobków zwłaszcza, uwielbiam takie detale, no i rząd niebieskich skrzynek.. Bardzo piękne zdjęcia, ja w Wilnie nie wiedzieć czemu nie robiłam zdjęć i żałuję, ech..

    :-))))

    • 5 lat temu

      A zastanawiałam się nad nagrobkowymi zdjęciami, czy je dawać na blogu kulinarnym, jak by nie było 🙂

    • 5 lat temu

      Mnie sie az Aniu na Twe slowa o grobach zachcialo cytowac wieszcza… Bo przeciez, te groby to tez czesc naszego zycia, jakkolwiek w kulinarnym temacie to brzmi niecodziennie…

    • 5 lat temu

      Prawda! 🙂

  • Marta
    5 lat temu

    Cześć Ania,
    to mój debiut jako komentującej, choć zaczytuję się w Twoim blogu od jakiegoś czasu.
    Dziś nie wytrzymałam, bo wpisy wileńskie niesamowicie mnie wzruszyły… Przypomniałaś mi moją podróż Litwa-Łotwa-Estonia. Wtedy byłam w ciąży i przemierzałam sentymentalnie Wilno – miasto mojego nieżyjącego dziadka – we wzruszeniu szukając miejsc, gdzie dorastał. Twoje opisy przypomniały mi tę podróż… Cmentarz na Rossie, uliczki i wewnętrzne podwórka, wmurowane czajniczki, język polski z litewskim akcentem, chleb, sery, potem Troki i kibiny…
    Dziękuję Ci za ponowną podróż na Litwę.
    Dziękuję też za ten blog 🙂
    Marta

  • Anonimowy
    5 lat temu

    Jeśli mogę ocenić, to napiszę…Relacja z tej wyprawy świadczy o niesamowicie istotnej i niezwykle interesującej ,,przenikliwej wrażliwości" Autorki, która pozwala jej wejrzeć w najgłębsze sfery duchowe arcyciekawego miasta. Lapidarium uzmysławia czytelnikowi ważne krajobrazy architektoniczne i kulinarne miasta. Jego Autorka ze swadą i wdziękiem przedstawia radość płynącą ze spędzania wolnych chwil na zielonych wzgórzach Wilna. Dziękuję za ten inspirujący reportaż. Wilno zasługuje z pewnością na ten typ zaciekawienia.

Zostaw komentarz