A w grudniu lubię…

14 grudnia 2011

1. Książkę kucharską Anny Applebaum-Sikorskiej ?Przepisy z mojego ogrodu?.
Może jest wydana na nienajlepszym papierze, może nie ma wielu zdjęć, może czasem wydaje się być kierowana do półgłówków (bo czy uwagi w stylu: jeśli chcesz zrobić większą porcję dania, pomnóż składniki przepisu razy dwa, są komukolwiek potrzebne?), ale jest pełna świetnych przepisów o polskim rodowodzie, ale lekkich, świeżych i momentami zaskakujących. A do tego nadaje się do czytania, a to jedna z moich ulubionych cech, jeśli chodzi o książki kulinarne.
Po lekturze książki szczególnej ochoty nabrałam na pierogi z pomarańczami, imbirem i cointrenau, pierogi ruskie z truflami i podrumienionym masełkiem, sałatkę śledziową z limonką i malinami, zupę musztardową i pasztet z selera. Może w grudniu zawita na Truskawki coś z w/w książki. Jeśli nie w grudniu, to w 2012 roku na pewno.
2. Wystawę ?Notowania nudy? Marka Okrassy w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie. Wystawa trwa tylko do 1 stycznia 2012 r., więc warto się pośpieszyć. Kto lubi Edwarda Hoppera, chyba się nie zawiedzie ? mi niektóre prace M. Okrassy kojarzyły się właśnie z dziełami Hoppera.
3. Czarno-białe fotografie Edwarda Steichena. Moja ulubiona to: 
Edward Steichen, Torso

4. Animację „Droga na drugą stronę” (reż. Anca Damian). 

Nie jestem fanką animacji – kojarzą mi się z bajkami i komiksami, a ja wierzę w głębszą formę przekazu. Ale ta naprawdę mnie wciągnęła i poruszyła. Rzecz jest o niesłusznie posądzonym o kradzież Rumunie Claudio Crulicu, który umiera w polskim areszcie po kilkumiesięcznej głodówce będącej formą protestu, próbą zwrócenia na siebie uwagi bezdusznego aparatu urzędniczego. To wciągająca animacja wzmocniona chłodną narracją głównego bohatera, (któremu w polskiej wersji głosu udzielił Maciej Stuhr) i fantastyczną muzyką Piotra Dziubka. 

Polecam w grudniu, na przekór świątecznemu mainstreamowi z polskimi kopiami angielskich klasyków (do których nic nie mam, ale do kina na nie nie pójdę)!

5. Korzenne klimaty, jak to na grudzień przystało. Piekę, podobnie jak rok temu, (przepis TU) piernikowe brownies . Dzięki nim w domu tworzy się namiastka świątecznej atmosfery.

6. A na koniec, pozostając przy korzennych tematach, zapraszam Was do lektury nowego numeru Czasu Wina, w którym ukazał się mój artykuł pt. ?Korzenne opowieści? (w skrócie rzecz jest o historii piernika). Cały artykuł znajdziecie tutaj.
Czas Wina, nr 6 – pierwsza strona artykułu

14 komentarzy

  • 6 lat temu

    Edward Steichen to magik! Cudowne światło umie wydobyć z modeli…
    I pachnie piernikiem!

  • Anonimowy
    6 lat temu

    A ja uwielbiam ten cykl 🙂

    Grudzień jest magiczny, tak wiele w nim do lubienia 🙂 Najwięcej zapachów 🙂
    Agnieszka

  • 6 lat temu

    myślę,że jesteś troszkę niesprawiedliwa dla animacji : Dumała, Szczechura, Wilczyński, Rybczyński, Starewicz, Larkin, Reinger…mogłabym jeszcze długo wymieniać. i daleko im od kreskówek dla dzieci

    pozdrawiam!

  • 6 lat temu

    jak nigdy nie lubiłam żadnych tworów piernikopodobnych, tak te wyglądają na tyle smakowicie, że mam ochotę spróbować!

  • 6 lat temu

    mmm pycha! gratuluję artykułu:)

  • 6 lat temu

    fantastyczny pomysł na zdjęcie i podzielenie się z Nami Twoimi sentymentami grudniowymi 🙂
    Mam ochotę odgapić, uzględniając Twój wpis na swoim blogu oczywiście 🙂
    Ciepło pozdrawiam i zapraszam do mnie!

  • Anonimowy
    6 lat temu

    jestes wspaniala…uwielbiam wszystko co wybralas

  • 6 lat temu

    ?

  • 6 lat temu

    Zupa musztardowa brzmi ciekawie, chętnie zapoznałabym się przepisem 😉

    I gratuluję artykułu. Ale zdjęcie gałki, to chyba Poldka, co? 🙂

  • 6 lat temu

    Aniu, miałam Ci to napisać już wcześniej, ale przez moje obecne zabieganie mi umknęło… Artykuł oczywiście czytałam (gratulacje!) i tak sobie myślę, że gdyby chochlik drukarski ukrył autora – to i tak obstawiałbym Twoją osobę. 🙂 Fajnie się czytało. 🙂

  • Anonimowy
    6 lat temu

    Dokładnie jak napisała mimi – jesteś niesprawiedliwa wobec animacji i komiksów. To, niestety, powszechna przypadłość, przynajmniej w Polsce. Najłatwiej wytłumaczyć to tak: tak samo jak są książki czy filmy dla dzieci i dla dorosłych, zabawne i poważne, głębokie i płytkie, dobre i złe – tak samo są też różnorodne komiksy i animacje. To tylko środek przekazu. Od artysty zależy jak go wykorzysta. Animacje mimi już polecała, więc jak napiszę tylko, że obok masowo produkowanych Kaczorów Donaldów, są doskonałe komiksy dla dzieci (jak polski "Tytus, Romek i A'Tomek" czy surrealistyczne komiksy Baranowskiego), piękne komiksy obyczajowe (jak na przykład "Niebieskie Pigułki"), komiksy z silnym przekazem politycznym (spłycone poważnie w ekranizacji "V for Vendetta")… Nawet zwykle traktowane po macoszemu komiksy o superbohaterach mają swoje perełki (jest kilka naprawdę doskonałych komiksów o Batmanie, które naprawdę nie mają nic wspólnego z biciem po głowie facetów w trykotach, ale poruszają problematykę moralności, prawa, oraz – co ciekawe – zdrowa psychicznego i szaleństwa).
    Mogłabym pisać długo na ten temat, ale na razie wystarczy – ulżyłam sobie;) Pozostaje przypomnieć sobie, że kiedyś powieść to byłą płytka forma przekazu, a potem z filmem było to samo – trzeba mieć nadzieję, że ludzie nauczą się rozumieć, że animacja czy komiks to tylko forma techniczna a piękno kryje się w treści.
    [Plus, obie te formy, jeśli dobrze zrobione, cieszą również oko…]

  • 6 lat temu

    Zafrapowalas mnei tymi korzennymi opowiesciami, historia piernika ciekawi mnei od dawna, strasznie jestem ciekawa do czego (poza XIIIw) dotarlas 🙂 A jesli chodzi o animacje, to polecam "Walc z Bashirem" jesli nei widzialas! :* Aniu

  • 6 lat temu

    Jak milo, ze to Ty napisalas artykul o przyprawach! Mialam (znow ;)) wyrzuty sumienia, ale na szczescie niepotrzebie 😉

    Usciski Aniu!

  • 6 lat temu

    Mimi, Anonimie, dziękuję Wam za te komentarze! Przyznam, że po cichu właśnie na takie liczyłam… 🙂 Na to, że ktoś mnie zjedzie za taką opinę i wskaże drogę – poda nazwiska, tytuły, itp. Dziękuję! Jednak – jak już pisałam – moje uczucie wobec animacji i komiksów jest takie a nie inne, może dlatego, że bardziej ufam czystemu słowu. Ale b. dobrze to porównałaś, Anonimko, do postrzegania filmu i powieści niegdyś (jako drugorzędnej rozrywki). Myslę,że dorośniemy (my, niedowiarki) do uznania takich form za sztukę równą tej bardziej "klasycznej". Ale to chyba długa droga.

    Basiu, dziękuję za polecenie! Co do korzennych opowieści, to może dowiesz się ode mnie niebawem ciut więcej 🙂

    Dziękuję Wam za komentarze i pozdrawiam ciepło.

Zostaw komentarz