Siwa dekadencja pana w czarnym płaszczu. Bawarska zupa dyniowa

5 października 2009

Lubię zapach mojego pokoju w P., gdy zaczynają grzać kaloryfery. Kojarzy mi się z łańcuszkiem wieczorów przy książce i kubku herbaty.

Lubię zimny oddech jesieni o poranku. Przypomina mi chłodne ranki, gdy zbierałam się do przedszkola. Wyskakiwałam z łóżka i przy pomocy maminych rąk wbijałam się w sztywne szarobure rajstopki, obowiązkowo naciągnięte po same pachy*. Dwie rzeczy sprawiały, że łatwiej opuszczałam ciepłe łóżko: ciekawość, jakie kanapki zaserwują dziś panie w przedszkolu i wizja gorącej bawarki, którą podawano nam na śniadanie.
Chciałabym znaleźć się znów w moim przedszkolu. Usiąść przy krześle z muchomorkiem, ułożyć kredki w swojej szafce i zastanawiać się, kto ukradł moją ulubioną temperówkę w kształcie telewizora.

Lubię przeglądać moje stare wiersze i z nieskładnych wersów wyłapywać zapomniane metafory. Odkurzać zapomniane zwroty, którymi niegdyś chętnie się bawiłam. Czasem jakiś drobiazg wywoła we mnie jesienny zalew nostalgii:

Jesienna miniatura

siwa dekadencja
pana w czarnym płaszczu

zalotne spojrzenie wróbla

owinięte tytoniową
wstęgą nieba

Lubię czuć w kieszeni płaszcza parę kasztanów. Przewracam je w dłoniach – tak, jak plażowe kamyki latem. Lubię lśniącą gładkość i nieskazitelny połysk kasztanów. Gdy byłam mała, rozłupywałam je i probówałam zjeść zielonkawy środek, łudząco podobny do pistacji. Zawsze strasznie mnie bolało, że tak śliczne i apetycznie wnętrze nie daje się skonsumować. I wtedy, mając kilka lat, dzięki kasztanom poznałam ważną prawdę o życiu: to, co ładne, nie zawsze jest zjadalne. I często rozczarowuje.

Lubię szare swetry o grubym ściegu, takie z dużymi golfami. Stanowią dla mnie kwintesencję jesieni.

Zupa dyniowa to też czysta jesień, ale jest w niej więcej słońca niż deszczu.

I więcej ciepła niż w szarym swetrze.

I dużo więcej smaku niż w lśniącym kasztanie.

BAWARSKA ZUPA DYNIOWA

(przepis pochodzi z nowego numeru Kuchni)

Składniki (na 4 porcje jako danie główne, na 8 jako pierwsze danie):

1 dynia (ok. dwukilogramowa)
1 srednia cebula
1 pietruszka
1 marchewka
1/3 selera
po 2 łyżki masła i oleju
1 łyzka świeżo startego imbiru
ok. 1 l bulionu
2 ząbki czosnku
4 kromki pszennego chleba
150 g wędzonego boczku

Dynię obieram, wydrążam i kroję w kostkę (nie musi być to drobna kostka). pozostałe warzywa obieram i kroję na drobne cząsteczki.
W dużym garnku topię olej i masło, wrzucam warzywa (bez dyni) i imbir, lekko je solę i podsmażam chwilę. Następnie dodaję dynię i smażę ok. 5 minut, mieszając co chwila mieszankę. Następnie zalewam warzywa bulionem którego winno być tyle, by przykrył warzywa.

Pozostawiam zupę na małym ogniu i gotuję ok. pół godziny (aż dynia będzie się rozpadać). W tym czasie robię grzanki, podsmażając kromki chleba na patelni. Gdy grzanki będą gotowe, ściągam je z patelni i nacieram czosnkiem. wówczas kroję je w kostkę (ale można je podac w całosci).

Boczek kroję w kostkę i smażę, aż uzyska pożądaną chrupkość (my lubimy twarde skwarki).

Gdy zupa bedzie gotowa, ściągam ją z gazu i miksuję na krem. Doprawiam solą i DUŻO pieprzę.
Podaję z boczkiem na wierzchu i z czosnkowymi grzankami.

W komentarzach wiele z Was napisało, ze nie lubi dyni. W tym roku miałam pierwsze spotkanie z tym warzywem i wiem jedno: DYNIA WYMAGA WYRAZISTYCH DODATKÓW. Duzo pieprzu, slonego boczku czy aromatycznych przypraw (kmin, chili, harissa) – inaczej będzie mdława i nieciekawa. W planach mam pokazanie Wam jeszcze jednej, ostrzejszej zupy z dyni, moze któraś z Was przekona się do tego – sympatycznego skądinąd – warzywa!

Uwagi:

1. tak, zupa powstała z jednej z naszych dyń, które taszczyłam ze sobą do Gdańska. To moje drugie (po innej zupie) spotkanie z tym uroczym warzywem, z którego z resztą byłam b. zadowolona.**
Moje zmiany przepisu z Kuchni polegały na rezygnacji z dodatku białego wina, poza tym postępowałam mniej-wiecej zgodnie z recepturą.

2. Bawarska zupa dyniowa, mimo swej ciężkiej nazwy, okazała się delikatna w smaku. Dodatek imbiru dodał jej trochę ostrości, a chrupiący boczek i czosnkowe grzanki – charakteru.

3. Jak każda zupa-krem jest bardzo rozgrzewająca. Polecam ją na szare, zimne dni, gdy w domu chłód, a kaloryfery milczą.

* niestety, nawyk ten pozostał do dziś – w rajstopach czuję się dobrze jedynie, gdy sięgają mi niemal po pachy 🙂

** w P. zostało jeszcze kilkanaście dyń, w tym dwie ponad dziesięciokilogramowe. Niech no tylko tam zawitam, to się z nimi rozprawię!

44 komentarze

  • 8 lat temu

    Choć myśl o przedszkolu wywołuje we mnie traumatyczne wspomnienia, to możliwość oglądania zdjęć dołączonych do tego postu sprawia, że jestem skłonna uwierzyć, że może tam nie było tak źle… 🙂

  • 8 lat temu

    Fajne masz wspomnienia z przedszkola i fajne wiersze pisałaś 🙂 I ja mam swoje zeszyty z wierszami i jak to na mnie – Pannę Porządnicką – przystało zapisywałam sobie miejsce i czas ich napisania 🙂 Teraz, po latach mogłam przejść się po tych miejscach i wyobrazić jak zbuntowana nastolatka siedzi z zeszytem i długopisem, pisząc co jej w duszy gra 🙂

    Teraz za to poezję tworzę w garnkach, patelniach i foremkach – kocham te symfonie smaków i aromatów, jak np. w dyniowych zupach, które mogą być takim doskonałym płótnem malarskim czy też białą kartką do zapisania 🙂

    Ale mnie dziś melancholijnie sparło 🙂 Pozdrawiam znad kubków kawy i zielonej herbaty :***

  • 8 lat temu

    Wprawiłaś mnie z rana w dobry nastrój. Chyba każda z nas ma TAKIE wspomnienia przedszkolne ;)) … pięknie układasz w zdania fajnie się Ciebie czyta. Do tego cudne fotki aż żałuję że nie lubię dyni pozdrawiam serdecznie

  • 8 lat temu

    ja kiedyś byłam w moim przedszkolu po mojego bratanka i co tak się wzruszyłam tymi malutkimi krzesełkami które kiedyś były takie ogromne 🙂

  • 8 lat temu

    Ja wymyśliłam zupę identyczną, imaginujesz sobie Waćpanna?!

    Teraz muszę zrewidować przepis 😉

  • 8 lat temu

    A poezja… na szczęście moje próby nie wytrzymały próby… czasu i nie mam nic. Ale nie nadałyby się nawet we fragmentach 😉

  • 8 lat temu

    Lubie czytac Twoje wspomnienia.:)
    A zupkę chętnie bym zjadła zwłaszcza, ze w zeszłym roku dopiero sie z panią dynią poznałam i zupka bardzo mi smakowała.
    Koniecznie muszę wypróbować inny przepis 🙂
    Miłego dnia,pozdrawiam:)

  • 8 lat temu

    Kobieto! Jak Ty to robisz? Normalnie nie lubię dyni, ale przez Twoje zdjęcia zaczynam się ślinić! Mają w sobie jakiś urok, czar, magnetyzm. Masz dar.
    Pozdrawiam!

  • 8 lat temu

    Cudna ta zupa Aniu! I dla mnie dynie to kwintesencja jesieni i to wlasnie od tej slonecznej strony. I znow 'zazdrszcze' tych dyni z wlasnego ogrodka 😉
    Mam nadzieje, ze w takim razie przylaczysz sie tez do tegorocznego Festiwalu Dyni? 😉

    Pozdrawiam serdecznie!

  • 8 lat temu

    Uwielbiam dyniową zupę.
    POdoba mi się to wspomnienie przedszkola i rajstop (skąd ja to znam?:). Przez to teraz noszę rajstopy-biodrówki:)

  • 8 lat temu

    Oj, jak tu cieplutko u Ciebie!
    Ja z dyni nie robilam nigdy niczego. Ale tak apetycznie wygladaja niektore potrawy ze chyba sie w koncu pokusze.

  • 8 lat temu

    Ogrzałaś mnie Aniu piękną opowieścią i zupą o energizującym kolorze. Cieplutko u Ciebie mimo słoty na zewnątrz!

  • 8 lat temu

    Aniu, a byłaś podnoszona do góry za rajstopki? bo ja tak:)
    Przedszkole swoje wspominam bardzo, bardzo miło!
    Zupa wygląda tak jak polska złota jesień:) Słońce, słońce i słońce – tak jak dziś na dworze:)))

  • 8 lat temu

    Aniu, zazdroszczę Ci tej umiejętności ubierania myśli w ładne słowa. To dokładnie tak samo (ale jednak inaczej), gdy malarz tworzy swoje dzieło. Ja nie mam daru ani jednego, ani drugiego. Dużo lepiej wychodzi mi stawianie prostych, sztywnych kresek. I słowa też tak prosto i sztywno układam. Wielka szkoda. Tym bardziej z wielką chęcią zanurzam się w Twoich miękkich opisach. To jak leżeć na środku łąki i spoglądać na podniebną watę cukrową. 🙂

    A ta zupa też mnie zainteresowała, bo i u mnie nowy numer Kuchni w użyciu. 🙂 I zapewne spróbuję, bo jak nie spróbować, gdy dynia taka pyszna!
    Buziole Aniu. :*

  • 8 lat temu

    Moja dynia juz od tygodnia czeka na parapecie okna az zamienie ja w pyszna zupke. To bedzie dla mnie pierwszy raz bo jeszcze zupy dyniowej nie jadlam a tym bardziej nie robilam 🙂

    Twoja zupka jest taka pieknie sloneczna… Cieszy oczy i na pewno tez podniebienie 🙂

  • 8 lat temu

    Mnożą się te nastrojowe wpisy na blogach, mnożą. I dobrze się dzieje 🙂

  • 8 lat temu

    Aniu za kazdym razem gdy do Ciebie zagladam znajduje przepieknie napisany tekst. Masz wielki dar do pisania. Niedawno opowiadalam mojemu Mezowi, ze gdybys kiedys napisala ksiazke ja z pewnoscia ja zakupie 🙂 i kazda nastepna tez.
    Piekne wspomnienia z przedszkola jeszcze piekniej ubralas w slowa. Tez mam mase takich przedszkolnych wspomnien, ktore wygrzebuje z zakamarkow pamieci dzieki Tobie.

    A zupa jest cudna, bardzo sloneczna i ciepla. Wierze, ze smakowala wspaniale.
    Czekam na przepis.

    pozdrawiam cieplutko z mokrej i zimniej Fr.

  • 8 lat temu

    Zawsze kiedy czytam kolejny post, mam rosnące odczucie, że chciałabym Cię znać osobiście 🙂
    Wspomnienia, słowa i opisy- uwielbiam tą mieszankę, którą tu znajduję.

  • 8 lat temu

    Temperówka w kształcie telewizora ;)? Ale bajer!
    "Tytoniowa wstęga nieba" – rewelacja. Pięknie piszesz :).
    I zdjęcia też robisz cudne.

  • 8 lat temu

    ha! mialam wlasnie taki szary sweter golf z grubym sciegiem warkoczem. wlasnie na jesienne wieczory. zwlaszcza z kubkiem goracego kakao i dobra ksiazka… ech kiedy to bylo… szukam fjanego pzrepisu na krem z dyni, wiec czekam na Twoj zalegly. pozdrawiam! 🙂

  • 8 lat temu

    Zimny oddech jesieni o poranku : mniam :))

    Z dyń przekonują mnie jedynie pestki.
    Może nie jadłam jeszcze odpowiedniej zupy..

  • 8 lat temu

    Aniu, przepiękne zdjęcia!.
    Kocham szare swetry. W ogóle kocham wszystko, co szare. Czarne też. Zgadnij jaki kolor ma moja garderoba 😀

    Ściskam

  • 8 lat temu

    uwielbiam cię czytać, tak pięknie piszesz, troche sentymentalnie, trochę radośnie, tak nastrojowo
    a dynię kocham, i dziś miałam z nią pierwszy w tym roku kontakt 🙂

  • 8 lat temu

    Widziałam tę zupę w kuchni i tylko mnie zastanawiało, czy rezygnacja z wina jej nie szkodzi. Teraz wiem, że nie, ale, intryguje mnie jeszcze jedna rzecz – czy naprawdę 2,5 kg dyni to tylko 4 porcje?

    Że jesienią lubię podobne rzeczy, to już chyba wiesz 🙂

    A zdjęcia jak zwykle przepiękne. A ja jutro zaczynam kurs fotografii, więc jestem dobrej myśli.

  • 8 lat temu

    Dynie bardzo lubimy i jesienia zawsze w domku lezy w misie gotowa na nastepna i nastepna zupke,nie ukrywam,ze preferuje Hokkaido,ale chyba z lenistwa,bo jedyna ,ktorej obierac nie potrzeba,choc jest rowniez bardzo smaczna 🙂
    Ta Twoja bawarska zupka bardzo mi sie podoba,kto wie,czy nie padnie na nia wyliczanka 🙂 🙂

    Pozdrawiam 🙂

  • 8 lat temu

    Ja też noszę kasztany w kieszeni. A z braku kieszeni – w torbie 🙂 I lubię je zbierać – garściami 🙂

    Nastrojowy wiersz, apetyczne zdjęcia, sentymentalizm – uwielbiam to u Ciebie. Ale pewnie to wiesz 🙂

    ściskam!

  • 8 lat temu

    Nosiłam do szkoły własne kanapki, bo uważałam, że te stołówkowe są niejadalne. A poza tym wszystko się zgadza 😉

    PS. Jeśli ta zupa smakuje choć w połowie tak dobrze jak wygląda, to jest szansa, że dam dyni drugą szansę.

  • 8 lat temu

    Piękna zupa!
    I ja kocham szary, ołówkowy, siwy, asfaltowy, grafit. Wszystkie odcienie szarego.
    Zakładanie rajstop po pachy miło wspominam, Mama podnosiła mnie w nich aż nogi dyndały:) I również źle się czuję w "spadających" i przykrótkich rajstopach, koszmar.

    Pozdrawiam bardzo!

  • 8 lat temu

    A ja uwielbiam dynię – za jej tak intensywny kolor i jednocześnie tak delikatny smak… ale zgadzam się, że bez wyrazistych dodatków jest mdła 🙂

    A wiesz, ja też zawsze noszę kasztany w kieszeni kurtki 🙂 mam wrażenie, że są zawsze ciepłe…

    pozdrawiam i zapraszam na swojego, niedojrzałego jeszcze, bloga 🙂

  • 8 lat temu

    I to jest ta jedna dynia – ladnie 😀
    Anulka, dzieki Tobie to czlowiak az chce polubic jesien i wrocic do przedszkola, no!
    Swietna ta zupa, ale Cie dobije, przepraszam, ale chwilowo za mna lazi taka z cytryna i bez czosnku, oj wiem ze wydziwiam! A na Twoje podsumowanie "bawarskosci" zupy niezle sie usmailam!
    :*
    PS. Ladnie to ujelas, ze to co ladnie nie zawsze jest zjadalne – takie swieze pigwy np? 🙂

  • 8 lat temu

    Zatraciłam się czytając i przywołując własne wspomnienia … Rajstopki…moja połówka wyglądała bardzo sexi w niebieściutkich rajtkach 🙂 Do tej pory skrzętnie chowa swoje zdjęcia z dzieciństwa, po tym jak pół dnia się śmiałam , że go ubierali jak dziewczynkę 😀 Kremowe zupy uwielbiam i jak tylko przyturlam swoją upatrzoną dynię, to na pewno coś z niej sobie zrobię 🙂

  • 8 lat temu

    Poswix, a ja,wyobraź sobie, mam niemal same miłe wspomnienia zwiazane z przedszkolem 🙂

    Tili, ja tez najwięcej tworzyłam w okresie buntu 😉 Ładnie to ujęłaś: 'poezja w garnkach' 🙂

    13ka, myślę, że w odpowiedniej oprawie da się dynię polubić! Tylko na ostro, jak juz mówiłam.

    Miętowko, doskonale Cie rozumiem. te krzeselka tez mnie wzruszaja 🙂

    An-no, a ja zaluję, że Twa poezja nie wytrzmała próbu czasu, bo zawsze to jest jakies wspomnienie! Wiesz, ja tych zup-kremów z dyni to juz kilka sztuk stworzyłam, najpierw zgodnie z przepisem, potem z dodatkami, które wg mnie najfajniej pasują.

    Majano, wyobraź sobie, ze ja dopiero w tym roku poznałam smak dyni 🙂

    Decomarta, DZIĘKUJĘ! Wiesz, moja droga, myslę, że odpowiednio doprawioną zupkę z dyni byś polubiła…

    Beo, czy Ty wiesz, że mamy kilkanascie dyń w ogrodzie?! Do festiwalu sie przyłączę, a jak!

    Delie, jejciu, oswieciłaś mnie… Nie wiedziałam, ze istnieją rajstopy biodrówki!

    Ewo droga, pokuś, pokuś się! 😉

    Lloka, prawda, ze fajy koorek ma ta zupa?:)

    Kasiu, oczywiscie, ze tak, bylam podnoszona za rajstopki, inaczej nie lezaly, jak trzeba! :))))

    Małgoś, juz Ci to napisałam na Twym blogu, ale powtórzę się: dziękuję Ci za ten komentarz, czytałam go – o ja próżna! – kilka razy..:)

    Majko, ja tez mialam w tym roku pierwszy raz z dynią, więc o nic się nie bój 🙂

    Karolko, ale Ty jestes fajna:) Normalnie się zaczerwieniłam czytając Twój komentarz! Strasznie miłe. I budujące. i w ogole dziękje :)))

    Raincloud :)))

    Olalala, fajnie, ze spytałaś o te temperówkę, bom była z niej dumna niemożebnie! Była zielona, a na ekranie było nawet cos narysowane. Uwielbialam ją…

    Cudawianko, wlasnie o to mi chodzilo, a gruby warkocz 🙂

    Zeruya, cieszę się, ze wyłapałas to zdanie…
    A wiesz, dynia w ostrej oprawie naprawdę fajnie smakuje. trzeba tylko o nia zadbac, doprawić ja odpowiednio.

  • 8 lat temu

    Anoushko, dziękuję! komplement dotyczący zdjeć z Twoich ust jest dla mnie bardzo cenny.

    Aga-aa, kurcze, a ja uwielbiam czytac takie komentarze… To musi być próżnośc, ale cóż poradzę? Strasznie mnie ciesza i podbudowują takie słowa.

    KaroLino, gdy początkowo zabierałam się do zupy dyniowej, zastanawialam się, czy cos komuś się nie pomieszalo: jak zrobic zupe z CALEJ dynki? ale to bylo moje pierwsze zetkniecie z tym warzywem i juz wiem, ze połowa wnętrza to pestki z miąższem, który sie usuwa. Dyni zostaje połowa mniej. Pisząc, ze to porcja na 4 osoby, mam na mysli potraktowanie tej zupy jako jednyny posilek. dobrze, ze zwróciłas na touwage, poprawię przepis: należałoby wspomnieć, że jesli zupe raktujemy jako wstęp, to na 8 osób spokojnie starczy. A o wino sie nie martwiłam, często z niego rezygnuję w przepisach i prawde mówiąc nie czuję różnicy… widocznie mam niedelikatne podniebienie…;)

    Gosiu, swiatowcu, a ja o dyni Hokkaido nawet nie slyszalam 🙂 Obieranie to marna robota, więc tez bym uzywała takiej dyni, co Ty.

    Oczko, w torbie tez mi sie poniewierają kasztany 🙂 Muszę je właśnie wymienić na świeżą, lśniącą porcję! Aha, i DZIĘKUJĘ :)))

    I,nna, no coś Ty! Uwielbialam przedszkolne kanapki (w szkole nam nie dawali)! Zawsze mnie zaskakiwły 😛

    Patrycjo, gdzie się podziewasz? Wypatruję nowej notki na blogu, a tu ciągle nic… hi hi, miałam tak samo: mama podnosiła mnie w górę, aż rajstopki znalazly się pod pachami.

    Mirabelko, witaj w blogosferze! Oby CI sie tu dobrze żyło 🙂

    Basiula, ja o powrocie do przedszkola to ustawicznie marzę… 😉 A przynajmniej o powrocie do przedzkolnej kuchni: uwielbialam tamto jedzenie!
    Jesli zrobisz tą zupę z cytryną, koniecznie daj mi znać, bom ciekawa teg cudaka :PPP Wiesz, babcia mi mówiła, ze na slodko zupę dyniowa przyrządzała (w o nietrudno uwierzyć, wszakze ciasto dyniowe sama chcę zrobić), ale mnie to jakoś nie przekonuje.
    hi hi, i znów zdanie o pieknie wyłuskałaś! Pigwa też jest dobrym przykładem, ale kasztany zawsze najsilniej na mnie działały, to żółtawo-zielone wnętrze zawsze na mnie działało! iedyś nawet je próbowałam 🙂 zawczasu powiem Ci, że gorzkie, bys sama kasztanów w Pradze nie wyjadała 😛

    Szarlotku, a ja jeszcze co najmniej jedną zupkę dyniowa zaprezentuje, taka ostrzejszą 🙂 Więc turlaj dynię!;)))

    POZDROWIENIA ŚLĘ!

  • 8 lat temu

    Tak lubię oglądać obrazki z przeszłości, temperówka, krzesełko, rajstopki, zagubiony wiersz…
    Takie chwile bardzo mnie wyciszają bez względu na to, na jakim etapie dnia i zajęć jestem.
    Teraz w pracy, w wirze materiałów, wpadam do Ciebie i zawieszam się na chwilkę. Znowu jest tak domowo, tak troszkę intymnie – sam na sam z myślami.
    Bardzo to lubię Aniu… 🙂

    Zupka zapowiada się pysznie.
    Chyba w tym roku będziemy miały okazję przetestować ich kilka. Ja też od mamy Jakuba dostałam nowy przepis…Ostro się zapowiada 🙂

    Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za tych kilka zatrzymanych chwil.
    M.

  • 8 lat temu

    Aniu nie ma za co dziekowac, ja tak wlasnie mysle. Dla mnie czytanie Twoich wpisow na blogu to prawdziwa przyjemnosc.
    pozdrawiam

  • 8 lat temu

    Boooskie zdjęcia…i przepisy też 🙂 cieplutko pozdrawiam

  • 8 lat temu

    Jej, dziękuję za odwiedziny na moim blogu i taki miły komentarz. 🙂
    A ta zupka z dyni… Mmm… Zjadłoby się ją. 🙂
    Pozdrawiam serdecznie.

  • 8 lat temu

    Nie wiem czy lubię dynię. Nie wiem czy lubię zupę z dyni. Nic to jednak. Właśnie podjęłam mocne postanowienie przekonania się jak taka zupa smakuje…
    Smak to nie tylko kwestia podniebienia, ale również oczu … Piękne zdjęcia 🙂

  • 8 lat temu

    Aniu, rajstopki oczywiście nosiłam, mama podnosiła mnie chwytając za nie żeby te wypchane kolana zniknęły :))), wiersze pisałam, ajakże, ale moim największym 'osiągnięciem literackim' była powieśc…z dialogami, wielowątkowa :)))zeszyt 100-kartkowy nie starczył na zakończenie i było w 16-kartkowym…więc była dwutomowa:D

    Dynia jest mdła, ale dodatki sprawiają że smak ożywa, Twoja wersja podoba mi się…a mnie dynia podoba się wizualnie, smakowo mniej, pozdrawiam.

  • 8 lat temu

    Anulka, no wlasnie z tym przedszkolem to przedziwna sprawa, wiekszos moich znajomych pamieta jakies przypalone mleko, a ja odczsow przedszkola uwielbiam mleczne zupy 🙂

    Zupe z cytryna musze zrobic, straszne mam "tyly" w kuchni,a le obiecuje dac znac jak tylko, ona jest kwasna troche, ale wydaje mi sie swietnym polaczeniam, ciekaw jestem czy przypadlaby Ci do gustu… A Ty ciasto, no prosze!

    "i znów zdanie o pieknie wyłuskałaś!" nie wiem jak to robie, naprawde czasem to tak wyglada jakby takie zdanie bylo do mnie 😀 pigwa mnie zaskakuje, ciekawe czy ja w tym roku zdobede, niestety zwykle nie ma w sklepach, a kasztany, dobrze, poloze na parapecie 😀

    caluski :***

  • 8 lat temu

    Moniko, dziękuję Ci! Nie masz pojęcia, jak miła jest swiadomość, ze za moją sprawą ktoś może czuć się choć odrobinę lepiej, że moim pisaniem jestem w stanie rozjaśnić kilka minut w zyciu innej osoby. Trochę to patetycznie zabrzmiało, ale mam nadzieję, ze wiesz, o co mi chodzi…

    Karolko, a wlasnie że jest, jest za co dziekować! 🙂

    MarTuś, witaj! dziękuję za te słowa 🙂

    Enthia, komentarz był jak najzupełniej szczery, a odwiedziny na blogu miłe 🙂

    Nivejko, dzięki! może przekonasz się do takiej zupy?

    Kass, hi hi , ja sobie zyczyłam podnoszenia w rajstopkach po to, by mi sięgały pod pachy i by zniknęła ich okropna sztywność.

    Basiu, ja też UWIELBIAM mleczne zupy! najlepsze były w podstawówce, nikt ich nie chciał jesc, a ja wsuwałam po dwa talerze. Nie wiem, jak je robiono, ale smak pozostał mi w pamięci…A my mamy trochę pigwy w ogrodzie (tzn. mamcia ma;), więc moze jakąś nalewkę z niej wykombinuje. Ta pigwowa to wg mnie najlepsza nalewka swiata, lekko kwaskowata, wyrazista, a przy tym zachowująca nalewkową słodycz. Poezja! 🙂

    Pozdrowienia, dzieczyny!

  • Anonimowy
    8 lat temu

    Hej Aniu:-) A ja wycinałam dyni oczy i uśmiech i do środka wsadzałam świeczuszke. Witam serdecznie, to mój pierwszy wpis. Buziaki, Kasia T.

  • 8 lat temu

    Cześć Kasiula!Fajnie, ze się odezwałaś!

    :))))

  • Witaj,

    Ugotowałam zupę według Twojego przepisu, dziękuję za inspirację. Niestety musiałam zrezygnować z dwóch składników, ale i tak było pysznie. Wszytskiego dobrego i smacznego, pozdrawiam
    http://justynapokrzywnicka.blogspot.com/2012/10/dynia-smak-jesieni.html

Zostaw komentarz