Szaleniec z patelnią, czyli o urokach gotowania na dworze

6 kwietnia 2009

Szczęśliwie lub nie,

należę do tych osób, które na widok słońca nie mogą usiedzieć w miejscu. Każda chwila spędzona w czterech ścianach sprawia mi ból.
Dlatego nie posiadałam się z radości, gdy po piątkowej fali ciepła nadeszła skąpana w słońcu sobota.

Jako że Tomek wybył z domu czołgać się w lesie z karabinem nabitym kolorowymi kulkami, ja udałam się do zielonego ogrodu kilka ulic dalej. Wystawiłyśmy z siostrą trzy leżaki (dla mnie, dla niej i dla mamy) i odtąd nasze życie toczyło się na dworze.
To tutaj piłyśmy przedpołudniową kawę (tudzież soczek),
to tutaj czytałyśmy książki (ja ?How to be o domestic goddes?, Ewa ?Przypadki Robinsona Cruzoe?),
to tu powstawał nasz obiad.

Lubię, gdy zajęcia kuchenne wychodzą na dwór. Gdybym tylko mogła, zorganizowałabym sobie przenośną kuchnię i ? na wzór R. Makłowicza ? gotowała w dziwnych miejscach, wyłącznie na świeżym powietrzu.*

Moja weekendowa ?przenośna kuchnia? prezentowała się nader skromnie:
dwa stołki (jeden z nich pełnił funkcję blatu kuchennego),
deska do krojenia,
nóż i
miska.
Jednak to w niej powstały nasze dwa obiady: sałatka numer jeden i sałatka numer dwa.


Pierwsza z nich to rzecz spokojna i wyważona. Bo jak inaczej określić połączenie ogórków, rzodkiewki, makaronu sojowego, kurczaka i koperku?

Druga to aaabsolutnie zadziwiająca kompozycja smaków. Kilkakrotnie jadłam ją w barze sałatkowym, w końcu odważyłam się ją odtworzyć. Połączenie składników wydaje się być kompletnie karkołomne, ale działa! A więc? co powiecie na sałatkę, a właściwie surówkę z kalafiora i suszonych moreli, oblepionych koperkowo-czosnkowym sosem?

***

W planach miałam jeszcze pieczenie granoli, ale że do tego niezbędny jest piekarnik, a ten – jak wiadomo – znajduje się w kuchni, a ta z kolei mieści się w domu, to zamiar powyższy rozpuścił się w promieniach kwietniowego słońca? Brak granoli zrekompensowała nam przejażdżka rowerowa i pucharek czekoladowo-waniliowych lodów, oblanych musem truskawkowym z zeszłorocznych zapasów.

Granola nie zając, nie ucieknie.

Sałatkujemy:


SAŁATKA NR 1, TA SPOKOJNA

Składniki:

paczka makaronu sojowego
2 nieduże ogórki wężowe
4 rzodkiewki
pół piersi z kurczaka
pęczek koperku

na marynatę:
sok z ? cytryny
kilka chlustów sosu rybnego
dwie łyżki oleju

na sos:
opakowanie wodnistego jogurtu naturalnego**
sól i pieprz

Kurczaka kroję na niewielkie części, najlepiej w paseczki. Mieszam składniki marynaty, polewam nimi mięso, odstawiam na pół godziny.

W międzyczasie kroję ogórka i rzodkiewki (np. w słupki). Przygotowuję makaron sojowy.

Kurczaka smażę na silnym ogniu, najlepiej w woku, następnie studzę.

Mieszam z resztą składników. Dodaję sos.
Podaję domownikom, leniwie rozłożonym na leżakach w ogrodzie.


Sałatka jest lekka, ale bardzo sycąca. Orzeźwiająca dzięki świeżość ogórka i rzodkiewek. Aromatyczna dzięki koperkowi. Kolorowa i niesamowicie wiosenna.

SAŁATKA NR 2, TA KARKOŁOMNA***

Składniki:

mała główka kalafiora
2 opakowania suszonych moreli
duży pęczek koperku
ząbek czosnku
1 mały jogurt naturalny
2 łyżki majonezu
sól i pieprz

Kalafiora myję, dzielę ma malutkie cząsteczki (odcinając twarde części, ?głąby?). Wrzucam do zimnej wody, osolonej łyżką soli. Pozostawiam na pół godziny.

W tym czasie kroję morele na cienkie paseczki.
Siekam koperek. Mieszam jogurt z majonezem, dodaję koperek. Dodaję ząbek czosnku, utarty z dwoma szczyptami soli. Doprawiam pieprzem, ewent. dosalam.

Odsączam kalafiora, mieszam z morelami. Dodaję sos. Podaję w kolorowych miseczkach i zajadam z domownikami, nieświadomymi faktu, jak wywrotową rzecz jedzą!


Ta surówka jest o niesamowita! Strrrrrrrasznie chrrrrrrupka – to dzięki surowemu kalafiorowi. Łagodna – dzięki słodyczy moreli i kalafiora (surowy ma w sobie wiele słodyczy, która przyrównałabym do smaku młodej kalarepki), ale i ostrrrrra ? dzięki ząbkowi czosnku.

Jednym słowem p-y-sz-n-a.

* więc jeśli kiedyś zobaczycie szaleńca z przenośnym palnikiem, smażącego omlety na parkowej ławce, możecie być pewni, że to ja 😉

** w innych okolicznościach zrobiłabym do tej sałatki sos z orientalną nutą, ale że obiad miała zjeść i Ewa, musiałam przystopować i zrobić coś bardziej classic;

***wybaczcie: te dwa zdjęcia winny być opatrzone napisem jak należy nie robić zdjęć; a nie należy robić ich w pośpiechu i w pełnym słońcu, tak jak to czyniłam ja; jednak akurat TEJ surówki nie mogę nie pokazać, bo nie uwierzycie, że ją zrobiłam!

21 komentarzy

  • 9 lat temu

    obie sałatki kuszą, ale ta druga bardziej! muszę ją spróbować!

  • 9 lat temu

    czyżbyś także miała tę przyjemność próbować zrozumieć kwintesencję tarzania się w błocie i wrzucania w siebie kulkami. a może już jesteś etap dalej i rozumiesz frajdę chłopięcych zabaw 🙂 w każdym razie – lasów tu u nas w bród 🙂
    a rzodkiewki też dziś kupiłam, megawielkie. Truskawki też są, ogromne, ale wiadomo, nie takie, na które się czeka całą zimę 🙂

    pozdrawiamy ciepło 🙂

  • 9 lat temu

    Glosuje na te pierwsza :))) A to dlatego, ze surowego kalafiora nie jadlam i nie umiem sobie wyobrazic jak smakuje :))) Zazdroszcze ogrodu, lezakow, zielonej trawy…Bardzo zazdroszcze!
    Calusy! 🙂

  • 9 lat temu

    Choć zazdrość to brzydka cech, naprawdę zazdroszczę tak spędzonego dnia!!! 🙂

  • 9 lat temu

    Obydwie sałatki wyglądają przepysznie! :))
    Jak będziesz gotowac na dworze, chętnie zostanę Twoją wierną fanka – publiką 🙂 Uwielbiam programy Makłowicza !:)
    Pozdrawiam ciepłO 🙂

  • 9 lat temu

    Aniu, dołączam do fali zazdrości, bo i ja nie umiem usiedzieć w domu jak słońce przypieka, a najchętniej miałabym dom z ogródkiem i w nim taki piec jak to ma Jamie w programie „Jamie w domu” 🙂

    Pozdrawiam 🙂

  • 9 lat temu

    tez bym chciala cos na powietrzu pogotowac albo chociaz pogrillowac…kiedy mieszkalam w berlinie, chodzilismy po parkach i grillowalismy. robilo to jednoczesnie mnostwo ludzi, wiec bylo zabawnie i towarzysko. w moim aktualnym miescie jest zakaz grillowania w parkach, wiec troche szkoda…
    pozdrawiam serdecznie:)

  • 9 lat temu

    Aniu, mój mąż również tarza się w błocie w okolicznych lasach, z karabinem:) Przywykłam do tego i niezbyt nawet mi to przeszkadza:)
    Sałatki wyglądają obłędnie, szczagólnie tą ze światłowodowym makaronem i rzodkiewkami bym zjadła natychmiast:)

  • 9 lat temu

    Jestem za wersja nr 2 🙂
    Ach mężczyźni to często duże dzieci … 😉

    Pozdrawiam!

  • 9 lat temu

    U mnie też gorąco, w bluzce z długimi rękawami nie ma co z domu wychodzić, bo się ugotować można. Ale to dobrze, niech już tak będzie :).
    Sałatki pyszne :). Ciekawa ta druga, fajne połączenie smaków :).

  • 9 lat temu

    Aga-aa, probuj koniecznie!

    Polko, teraz to i sama sobie zazdroszczę… Już jestem odcięta od ogrodu :/

    Zwegowani, tarzanie się w błocie tudzież pyle z karabinem mnie nie pociaga, myslę, że to po prostu wbrew mej kobiecej naturze 🙂

    Agato, witaj 🙂

    Majano, to będę wiedziała, ze gdy będę smażyć omlety w parku, to osobą, która będzie mi kibicowała, bedziesz Ty :DDD

    Tli, Jamie tez mi się podobał w gotowaniu na powietrzu! Np. jak smazył omlety (ha ha) na targu!

    Strony smaku: musisz kiedyś opisac to społeczne grillowanie 🙂 B. ciekawie to brzmi!

    Kasiu, to może nawet się mijali, tam w nadmorskich lasach 😛 Fajnie okresliłaś makaron, rzeczywiscie tak się prezentuje.

    Notme, popieram 🙂

    Olalala, tu tak goraco nie jest :/ Ale jest ciepło, z czego się cieszę.

    Pozdrowienia słoneczne, dziewczyny :))

  • 9 lat temu

    Sałatkę z surowego kalafiora znam, bo podobną (ale bez moreli i z kalafiorem startym na tarce) robi moja siostra. Będę jej musiała podsunąć Twój pomysł z morelami, bo bardzo mi się podoba 😉

    Zazdroszczę tej pięknej pogody i gotowania na dworze. U mnie wciąż jeszcze zimno i śnieg 🙁

  • 9 lat temu

    To Ty wyjdź to parku z przenośnym palnikiem i będziesz smażyć omlety. Ja wytrzasnę jeszcze nie wiem skąd kuchenkę i będę warzyć zupochy. A razem będziemy się gapić na gapiów, którzy będa się gapić na nas. Ale byłaby zabawa haha! ;))

  • 9 lat temu

    Karolciu, też czasem robię sałatkę z tartego kalafiora, jest superprosta i superpyszna 🙂

    Zemfiroczko, Majana obiecała, ze bedzie robiła za fankę, więc jednego gapia mamy załatwionego 😛

  • 9 lat temu

    No i git! 😉

  • 9 lat temu

    Ale ja nie odnosiłam tego do sobie, tylko do czegoś, co trzeba zrozumieć u chłopców 😉

    pozdrawiam, Ally/ Zwegowani team

  • 9 lat temu

    Zajrzałam, bo nigdy wcześniej u Ciebie byłam i podoba mi się bardzo przede wszystkim Twój styl pisania. Będę tu stałym gościem 🙂

    Pozdrawiam

  • 9 lat temu

    E! no jasne, że granola nie zając – nie ucieknie! Za to słońce i owszem, więc Aniu, w pełni popieram Twoje „zewnętrzne” poczynania. 🙂 Sama nie moge usiedzieć w domu i ciągle gdzieś mnie niesie. Wszystko jedno gdzie, byle tylko dalej od czterech kątów własnego mieszkania. 😉 Oczywiście skutkuje to tym, że na wszystko inne brakuje mi czasu. I o ile jakiś obiad dla rodziny ugotować się przynajmniej staram, o tyle już przy kompie spędzam dużo mniej czasu niż jeszcze niedawno (no cóż, w związku z tym zaniedbuję życie blogowe, zarówno swoje, jak i cudze ;-)).
    A co do karkołomnej sałatki… noooo… przyznaję… trzeba mieć odwagę ;-), albo przynajmniej wypróbować w barze sałatkowym ;-, bo wtedy jakoś tak łatwiej uwierzyć, że takie połączenia są jadalne. 😉 No ale, skoro jadasz i sama też robisz – to chyba jednak jadalne… 😉

  • 9 lat temu

    Aniu, Ja tez zycze Ci wesolych, spokojnych i slonecznych Świąt:)

  • 9 lat temu

    Zwegowani: ahaaaaaa! 🙂

    Lenko, witam Cię! 🙂

    Małgosiu, widze, ze mniej CIę w blogosferze, ale w pełni to rozumiem: zal siedzieć w domu! Sałatka jest naprawdę pyszna, jestem pewna, że by CI posmakowała 🙂 Buziaki przesyłam!

    Olu, dziękuję 🙂

  • 8 lat temu

    sałatka z kalafiora jest boska! nigdy wcześniej nie jadłam kalafiora na surowo, teraz wiem, ile straciłam. sos koperkowy fantastyczny! W najbliższym czasie zabiorę się za sałatkę z kurczakiem, pokładam w niej wielkie nadzieje! Dziękuję za przepis, wklejam do mojego notesu:) pozdrawiam

Zostaw komentarz