Wyznania kuchennego tresera

24 lutego 2009
Niespodziewanie dla wszystkich (a przynajmniej dla nieoglądających prognóz pogody) spadł śnieg. Nie liczyłam już na biel tej zimy, w głębi duszy byłam przygotowana na powolne rozmarzanie, szarzenie i pluchę. Miła to niespodzianka, mam ochotę
spacerować ile sił w nogach,
spoglądać w bezkresną, iskrzącą w słońcu biel i
wdychać zapach zimy.
Gdybym nadal pisała wiersze, w taką pogodę odczułabym pewnie (wraz z powiewem mroźnego powietrza) przypływ weny; być może zalałaby mnie fala lekkich jak płatki śniegu słów.

Ale wierszy już nie piszę, zaś moją głowę zaprzątają bardziej prozaiczne sprawy, takie jak na przykład przeprowadzka.

Co, co, co? Przeprowadzka?
Ano tak!

Uwielbiam przeprowadzki: całe to organizowanie na nowo życia, rozkładanie swoich drobiazgów, poznawanie okolicznych sklepików, odkrywanie kolejnego skrawka świata. Albo raczej światka, bo skrawek, w którym teraz żyję (żyjemy!), znajduje się bardzo blisko tego, w którym mieszkałam ostatnio.
To już czternaste miejsce, w którym przyszło mi żyć. I chociaż nie pachnie tu farbą (ani nawet świeżym drewnem?)*, to jest tu bardzo przytulnie. Gadżety kuchenne, w tym zestaw ulubionych miseczek (błękitna i różowa) są już na swoim miejscu. Długopisy i ołówki rozgościły się w puszkach. Garść książek leniwie opiera się o ściankę regału. Jest kanapa, która nie pasuje do foteli, jest lampa, która nie pasuje do kanapy, są dwa biurka, które nie pasują do lampy, jest ława, która nie pasuje do foteli. Nie ma natomiast piekarnika i ? o zgrozo ? lodówki! Chyba czas wrócić do lektury ?365 obiadów? Ćwierczakiewiczówny i zapoznać się z metodami przechowywania żywności. Na razie jednak funkcję lodówki pełni zmrożony balkon, ja zaś zaczynam doceniać ten (= bezlodówkowy) stan, bo dzięki niemu wszystkie zakupy skrojone są na miarę rzeczywistych potrzeb.

Z resztą, zawsze lubiłam oswajać obce kuchnie, cieszyły mnie wyzwania, jakie stawiało przede mną kolejne lokum. Zabrzmi to idiotycznie, ale raz na jakiś czas lubię być świadkiem niezwykłej przemiany wnętrza: wyszorować kuchnię na błysk i – zapełniajac ją rzeczami – uczynić ją MOJĄ. Radio, gumowe rękawice, wolny dzień i kilka środków czyszczących, oto moje narzędzia do tresury kuchni.
Kolejne wyzwanie to chroniczny brak sprzętów kuchennych, jaki dotyka mnie w związku z dosyć częstym przemieszczaniem. Moje Niezmiernie Ważne Przyrządy Kuchenne, takie jak np. zestaw malutkich miarek, zester czy wydrążarka do jabłek często lądują na dnie skrzyni, czekając, aż po nie przyjadę. Dlatego teraz, gdy w końcu miałam okazję wyładować wszystkie te dawno niewidziane przedmioty, czułam się jak dziecko, które zagląda do kartonu z zabawkami, przyniesionego ze strychu przez mamę*.

***
Jako że chwilowo jestem tu sama,
a pokoje, w których spędzę (spędzimy!) najbliższe miesiące, są już oswojone (czytaj: nic więcej nie da się posprzątać i poukładać),
zaś piekarnika jak nie było, tak nie ma (czytaj: nie mogę wypełnić wieczora zapachem wypieków),
nie pozostaje mi nic innego, jak osłodzić sobie żywot innymi środkami.

Przypomina mi się pewien przepis z forum Galeria Potraw, w którym to, co zwykle wymaga piekarnika, umieszcza się na patelni. Ten tajemniczy wypiek to…


Tuiles. Cieniutkie, kruche i chrupiące.
Wypełniam je jogurtem, posypuję cukrem i chrupię w ciszy. Dobre.
Ale bądźmy szczerzy, znam tysiąc ciekawszych deserów. Jednak od czasu do czasu mogę chrupnąć tuiles i czuję się spełniona.

W tym miejscu muszę Wam zwrócić uwagę na sam proces powstawania patelnianych tuiles, bowiem sama pojęłam go dopiero po ?usmażeniu? połowy rożków (pierwsza część wylądowała tam, gdzie jej miejsce, czyli w śmietniku). Otóż: placuszki muszą być super, ba, ultracieniutkie! Inaczej będą po prostu gumowate i nici z ich kuszącej chrupkości. Ponadto, patelnia nie może być b. gorąca, bo inaczej ciasto się spali, zanim jego powierzchnia się zetnie. I tyle!

TUILES Z PATELNI

Składniki:
100g mąki pszennej
100 g cukru pudru
jajko
? szkl mleka
przyprawa korzenna
jogurt naturalny do wypełnienia
Mieszam cukier z jajkiem. Dodaję mąkę i mleko, przyprawę, dokładnie mieszam. Odstawiam na jakiś czas. Na nienatłuszczoną patelnię wylewam malutkie warstwy ciasta, tak, by utworzyły cieniutką warstewkę. Mają się zezłościć na brzegach. Wtedy ściągam je z patelni i szybko zawijam w rożek.
Zjadam z jogurtem, posypane cukrem.


* te zapachy kojarzą mi się z nowym miejscem, z kolejną przeprowadzką; ubóstwiam je!

** moja mama miała genialny patent na odnawianie zabawek; co pół roku ładowała do pudła te, którymi się zdążyłam znudzić i wyciągała pudło sprzed pół roku, ja zaś ? trzymając w dłoniach dawno zapomniane klocki czy lalkę ? czułam się, jakbym bawiła się nimi po raz pierwszy w życiu;

22 komentarze

  • 9 lat temu

    Wygladaja smakowicie:) wiadomo, ze jest 1000 bardziej skomplikowanych, wymyslnych deserow, ale w koncu w prostocie sila, czyz nie?:-)

    pozdrawiam serdecznie!

  • 9 lat temu

    Uff,tyle przeprowadzek? Jasię ich boję….

    A ciasteczka wyglądają na pyszne

  • 9 lat temu

    Smaczniutko u Ciebie :))
    Ło matko, tyle przeprowadzek, ale jak mówisz,ze je lubisz to dobrze :))
    Pozdrawiam cieplutko:)

  • 9 lat temu

    Aniu, oby dobrze Ci się tam w nowym miejscu mieszkało. 🙂 Tylko ten brak piekarnika jakiś taki niefajny. 😉 Chociaż z drugiej strony może to i nie takie złe, bo pokus mniej. 😉

  • 9 lat temu

    Jakiś czas obserwuję Twój blog, ale dopiero informacja o przeprowadzce skłoniła mnie do komentarza – ja też kilka dni temu się przeprowadziłam! To już 8x w W-wie, mam nadzieję, że tym razem na dłużej. Mój Ktoś wyjeżdża dziś na kilka dni, więc będę miała czas, by posiedzieć w każdym kącie, posłuchać skrzypiącego parkietu, nacieszyć się swoją Nową Kuchnią…

  • 9 lat temu

    Uch, a ja nie znoszę przeprowadzek 🙁
    Aniu, śliczne zdjęcia na niebieskim tle…
    PS. Nie wiem, czy wiesz, ale mamy wspólną znajomą z miejscowości P. 😉 Świat jest mały 😉

  • 9 lat temu

    Aniu chyba mamy podobne upodobania bo i ja uwielbiam sie przeprowadzac! 🙂
    Pakowac, przenosci, rozpakowywac, ukladac… Moglabym tak w kolko! 🙂
    Sliczne zdjecia platkow sniegu! A u mnie za oknem slonce i wiosna i zonkile zaczynaja sie pojawiac! Niedlugo bedzie pieknie zolto i wiosennie 😀

  • 9 lat temu

    Olu, to prawda, w prostocie siła,powtarzamy to jak mantrę, w którą z resztą wierzę 🙂

    Margot,część przeprowadzek była,gdy dziecięciem jeszcze byłam, więc nie wszystkich byłąm świadoma. TO chyba dlatego tak je (przepr.) lubię-mam to we krwi 🙂

    Majano, no lubię :DDD

    Małgosiu, dziękuję! Już mi się dobrze mieszka 🙂 wiesz, b. odczuwam brak lodówki anizeli brak piekarnika…

    Aleksandro, miło, że sie ujawniłaś 🙂 Tez się dużo przemieszczasz! Więc doskonale mnie rozumiesz 🙂 Ja zazdroszczę Ci porządnej kuchni, bo z tego,co zrozumiałam, to Nowa Kuchnia, a nie kolejna kuchnia 🙂

    Ptasiu, nosiłam się długo z pewnym zamiarem, ale go w końcu zrealizuję, bo to, co mi napisałaś o wspólnej znajomej uznałam za znak. Brzmi tajemniczo, ale tajemnicze nie jest, odezwę się jutro. Cholercia, kto to może być??? :)A swoją drogą, to naprawdę niezwykła niespodzianka!

    POlko, ja też już chcę żółto i wiosennie! A tu teraz ciapa, chlapa i w ogóle BLE. Cieszę się, ze Ci się płątki podobają, ja się strasznie ucieszyłąm, gdy udało mi się je „złąpać”.
    DObrze wiem, co masz na myśli-rozpakowywanie, układanie… NIe wiem, co w tym jest, ale jest to po prostu miłe zajęcie (no nie licząc transportowania mebli – masakra)
    🙂

  • 9 lat temu

    Aniu, napiszę Ci może @: odbierasz gazetę, mam nadzieję?

  • ziemianinwkuchni.blox.pl
    9 lat temu

    przeprowadzać od pewnego czasu już się nie znoszę, tym bardziej, że chyba znalazłem swoje miejsce na ziemi, natomiast przepis potwierdz moją regułę- im coś prostsze a dobrze wykonane tym pyszniejsze.Pozdrawiam

  • 9 lat temu

    Ptasiu, przed chwilą wysłąłąm właśnie maila do Ciebie, a dopiero później tu zajrzałąm 🙂
    Z gazety nie korzystam, z reszta już masz mojego codziennego maila 🙂

    Ziemianinie, to prawda, wiekszosć moich ulubionych potraw to proste rzeczy… 🙂

  • 9 lat temu

    Aniu, wysłałam @ w odp 😉

  • Anonimowy
    9 lat temu

    Ja nie lubię przeprowadzek 🙁 Przeprowadzałam się też osiem razy i teraz chciałabym się przeprowadzić do własnego domu już 🙂
    Może ta pogoda za oknem, szaroburość, chlapa przedwiośnia tak mnie nastraja…że kiedy wracam do siebie, to cieszę się, że jest ciepło, ze wszystko jest urządzone tak, jak chcę, stoi tam, gdzie lubię…i wcale nie chcę niczego przestawiać 🙂 Ale pewnie z wiosną, z zielenią zacznę mieć odśrodkową siłę „ulepszeniową” 😀

    Pozdrawiam i życzę szybkiego zjawienia się piekarnika i lodówki! :)) I mnóstwa smakołyków przy tym 🙂
    Naleśnik 😛 ;P wygląda pysznie…

  • 9 lat temu

    heh…i kliknęłam niechcący i wysłało anonimowo…to powyżej to ja 😉

  • 9 lat temu

    Też lubię zmiany i niebawem czeka mnie podobna sytuacja do Twojej, tak jak Ty lubię układać i zaczynać wszystko od nowa. 🙂
    No cóż piekarnika nie ma, ale i bez niego można sobie jakoś poradzić. 🙂 Pamiętam kiedyś jak wynajomowałam mieszkanie gdzie też owego urządzenia nie było, robiłam tzw. „niby pizzę” na patelni! Szybko się robi ją i też dobrze smakuje, 🙂 ech zatęskniłam właśnie za nią. 🙂

    Pozdrawiam serdecznie!

  • 9 lat temu

    o tak- tez lubie przeprowadzki i ukladanie wszystkiego na nowo, poznawanie okolicy, szukanie ulubionych miejsc, sklepu z ulubionym pieczywem, kawiarni… do czasu kiedy te obok kolejnego nowego miejsca stana sie ulubionymi. Przyjemnego weekendu w nowej przestrzeni

  • 9 lat temu

    Jakie fajne ciasteczka :). Uwielbiam takie chrrrupiące słodkości, a z jogurtem musiały być dopiero pyszne. Piękne zdjęcia :).
    Osobiście za przeprowadzkami nie przepadam, ze względu na to sprzątanie, które mnie nudzi i męczy, i w ogóle :)… A zapach świeżego drewna też uwielbiam, podobnie jak zapach dymu z komina (pod warunkiem, że nie ma w nim gumy i tego typu rzeczy).
    Pozdrawiam 🙂

  • 9 lat temu

    I ja już nie mogę doczekać się mojej przeprowadzki za pół roku (z haczkiem pewnie), a tymczasem gdy tylko zdrowie i czas pozwala uwielbiam robić mini przeprowadzki, przesunięcia, albo tylko wyrzucenie wszystkie i powkładanie na nowo w te same miejsca z poczuciem, że tak wiele zmieniłam, a jednocześnie mam wciąż ten sam układ :))) Gdy dziś patrze za okno to ani widu ani słychu po śniegu, a słoneczko pięknie świeci i też spacerki mi się marzą, a po nich może i takie sprytne Tuiles 🙂

    Miłej przeprowadzki, poznawania i wtapiania się w nowy skrawek własnego świata 🙂
    Buziaki :*

  • 9 lat temu

    pieknie udało ci się uchwycić płatki śniegu, ujęcie jest tym bardziej wyjątkowe, że podobne nie ma dwóch takich samych śnieżynek 🙂 uwieczniłaś więc coś niepowtarzalnego 🙂

  • 9 lat temu

    Ziemianinw kuchni,mysle, ze gdy znajdę moje miejsce na swiecie, tez już nie bedę potrzebowałą przeprowdzek 🙂

    POrcelanko, u mnie tez własnie wiosną pojawia się ta siła ulepszeniowa :)) TO chyba czer tej pory roku, gdy wszystko dokola się zmienia, odradza, człowiek chce odrodzic się chocby w swoim mikrokosmosie. Przestawic meble, zmienić fryzurę, cokolwiek..:)

    Notme, zaciekawiła mnie ta niby-pizza! 🙂 w mojej sytuacji przepis na takie cudo b. by mi się przydał.

    Mich, a dziękuję 🙂 Nowa przestrzen już coraz bardziej oswajana… wlasciwie zapomnialam ze byla nowa!

    Olalala, dzikuję za miłe słowa 🙂 A wiesz, na zapach dymu z komina uwagi nie zwracałam!

    Tili, ja tez lubię miniprzeprowadzki, to chyba kobieca domena-przestawianie wszystkiego i taka radość, gdy mebel znajdzie nowe,fajne miejsce. Albo chociaz olówki z kubka znajdą się w puszce :PP Oj, to nam się przeprowadzek sporo szykuje, NOtme, Ty, niedawno j 🙂 Będzie zamieszanie! BUziak!

    Kuchnia Monsai, ładnie to ujełąś :)Teraz jednak snieg mam juz tylko na zdjeciach, nie licząc smętnych resztek w rowach…

  • 9 lat temu

    „Niby-pizza” jak tylko znajdę na nią przepis to Ci podeślę albo może dodam ten przepis na stronę, hmmm, nie obiecuję, wiec jakby co to Ci prześlę. 🙂 Ta pizza nie ma nic wspólnego z drożdżami, jest ekspresowa. 🙂 Przepisu na ciasto teraz nie pamiętam, ale wyglądało coś jak naleśnikowe, które należało usmażyć z kawałkami mięsa, jak ktoś mięsko (kiełbasę) je. 🙂 Trzeba usmażyć jedną stronę tego ciasta, dość grube ma być jak u (włoskiej)pizzy, potem zmniejszyć ogień i w trakcie smażenia drugiej strony nałożyć na ta usmażoną składniki (pieczarki, cebulę, paprykę, ser czy co tam chcemy), ale należy pamiętać, aby te składniki były wcześniej usmażone czy podgotowane, bo patelnia ma w zasadzie tylko upiec spód i podgrzać całość oraz rozpuścić ser.
    Tak mniej więcej to wygląda. 🙂
    Nie jest to smak typowiej pizzy, ale jak sama nazwa mówi to niby-pizza jest. 🙂
    Jeśli jesteś nadal zainteresowana tym przepisem, to wyszukam ten przepis albo sama coś pokombinuję i podeślę. 🙂

    Pozdrawiam!

  • 9 lat temu

    Notme, dziekuję Ci za odpowiedź! Oczywiscie, ze ejstem zainteresowana przepisem 🙂 Więc jesli tylko znajdziesz chwilkę, to poproszę.

    🙂

Zostaw komentarz