Kawiarniane życie Sherlocka H.

22 lutego 2009
Siedzę w kawiarnianej części cukierni (jeśli wiecie, co mam na myśli), w towarzystwie dwóch czekoladek i kawy w białej, prostej filiżance (chwilę później rozlega się cichy trzask ? czekoladowa skorupka pęka i mój język odkrywa niesamowity smak różanej czekoladki; kilka minut później sięgam po kolejną, tę o smaku Bayleys?a – też pyszna). Popijam kawę i oddaję się starej jak świat rozkoszy: obserwuję ludzi. Słucham, co zamawiają, z wyrazu ich twarzy staram się odczytać ich zawody, na podstawie ich ruchów i zachowań dopisuję im życiorysy? To ciekawsze niż książka, którą wyciągnęłam z torebki w naiwnym przekonaniu, że do niej zajrzę.

Jakoś nie mogę zmusić się do czytania, gdy puls świata jest tak dobrze wyczuwalny.

Przy stoliku obok para emerytów, nadzwyczaj zadowolonych z życia i swego towarzystwa, popija sok grejpfrutowy i spogląda na płynące ulicą auta. Trochę dalej siedzi pani, która ? nie ściągnąwszy nawet płaszcza ? przysiadła tu z lodem. Jest tak pochłonięta smakołykiem, że nie widzi świata poza czekoladową gałką i słodkim, chrupiącym wafelkiem. Przy trzecim stoliku dwóch mężczyzn w średnim wieku toczy dyskusję na temat instalacji hydraulicznej, popijając przy tym herbatę.
Przez cukiernię przewija się fala ludzi spragnionych słodkości. Jedni przychodzą tu z ułożonym zamówieniem, są szybcy i rzeczowi (np. ta elegancka kobieta w grafitowym płaszczu zamówiła tort bezowy, a stojąca za nią emerytka poprosiła o babkę drożdżową). Inni przyszli po coś słodkiego. I tu zaczynają się schody: po co słodkiego? Gimnazjalistka, która zaszła kupić słodką bułkę, ugrzęzła wzrokiem przy półce z wypiekami z francuskiego ciasta. Ostatecznie zdecydowała się na rożek z prażonymi jabłkami i cynamonem. Kobieta pracująca w sklepie obok przybiegła po kawałek sernika, jednak gdy padło pytanie: jaki serniczek? z wiśniami, z kratką czy tradycyjny ? z brzoskwiniami? poczuła, że oto stoi przed poważnym dylematem. Niestety, nie usłyszałam, co wybrała, ponieważ dzwonek telefonu zagłuszył jej odpowiedź.

***
Mam jeszcze podobną zabawę w marketach: uwielbiam wróżyć z produktów, jakie ludzie wykładają na taśmę. Widzę, kto jest na diecie, kto lubi gotować, a kto opycha się gotowymi potrawami i zapija to słodką jak ulepek Colą. Domyślam się, kto jest kawalerem (piwo plus krokiety z garmażerki), kto zamierza miło spędzić wieczór (nowy numer żeńskiego magazynu plus batonik), a kto niebawem spotka się wnukami (trzy czekolady plus trzy paczki cukierków). Gdy para studentów wykłada z koszyka bułgarskie wino, chipsy i paczkę ciastek, mogę iść o zakład, że wieczorem będą oglądać na komputerze film. No, chyba że zamiast wina na z koszyka wyłoni się wódka, a paluszki zajmą miejsce ciastek ? wtedy można się domyślać, że studenci idą na domówkę.

Kolejnym etapem zabawy jest wymyślanie, co powstanie z kupionych składników. Jeżeli widzę, że na taśmie ląduje zgrzewka piwa, pokrojone pieczywo i kiełbasa, zagadka nie jest trudna ? będzie grill. Łatwo jest też z ciastami, bo obecność margaryny, mąki i galaretki jasno wskazuje na to, że w domu rumianej pani w beżowym płaszczu niebawem pojawi się biszkopt z galaretką i brzoskwiniami. Jednak gdy pojawia się większa ilość składników, moja wyobraźnia nie ma szans, mogę co najwyżej zastanowić się, co sama bym zrobiła z wyłożonych produktów.
W wózku przede mną widzę mąkę kakao, mleko, czekoladę?

Czyżby ktoś szykował…

…???

Budyń ma mocno kakaowy smak, wzmocniony obecnością kawałków czekolady.
Jego barwa jest również intensywna- przypomina mi smołę. Nie jest to może zbyt apetyczne skojarzenie, ale mi się podoba.

Budyń jest gęsty, lepki i ciężki.
(podobny robi Nigella, jednak jej wersja jest bardziej kaloryczna, bo zawiera śmietankę; tymczasem samo mleko w zupełności wystarczy!)

PODWÓJNIE CZEKOLADOWY BUDYŃ DOMOWY



Składniki:

200 ml tłustego mleka
2 pełne łyżki cukru
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
2 pełne łyżki kakao
1 żółtko
4 kostki gorzkiej czekolady (posiekanej)

Mleko podgrzewam w rondelku. W misce mieszam kakao, cukier, mąkę. Gdy mleko będzie gorące, wlewam do suchych składników 2 łyżki, dokładnie mieszam masę, po chwili dodaję żółtko i ucieram wszystko dokładnie.
Powoli mieszam masę z gorącym mlekiem, wstawiam na gaz i podgrzewam, cały czas mieszając, aż masa zgęstnieje.
Na dnie dwóch filiżanek do espresso kładę po ? czekolady. Wlewam budyń, na wierzch wtykam pozostałą czekoladę.

Zajadam czytając weekendowe wydanie ulubionej gazety.

20 komentarzy

  • 9 lat temu

    pięknie czarujesz słowami
    a ze wszystkich budyni
    czekoladowy jest moim ulubionym

  • 9 lat temu

    Ale miło mi się czytało!!! :-)))

  • 9 lat temu

    tez uwielbiam obserwować ludzi, tyle można wyczytać z ich zachowania, ruchów, tego co mają na sobie, co mówią, co robią…

    pięknie to opisałaś

  • 9 lat temu

    Aniu, budyniu nie potrafię docenić, bo nie lubię i nie jadam, ale chciałam powiedzieć, że czyta się „Ciebie” z niewymuszoną przyjemnością… 🙂

  • 9 lat temu

    Aniu jak pięknie opisałaś… niesamowicie to robisz, bardzo lubię czytać Twoje zapiski, wspomnienia 🙂 Super.
    Budyn jest cudny, mnie też się podoba porównanie do smoły, faktycznie tak wygląda,jak czarna,czekoladowa smoła 🙂
    Och, musi być pysznie czekoladowy!
    Pozdrawiam:)

  • 9 lat temu

    Aniu, jak szybko się skończył ten wpis… za szybko… tak miło się czytało. A wiesz, że mam podobnie w marketach? Zastanawiam sie co ludzie ugotują, jaką kuchnię preferują patrząc co wykładają na taśmę. Do tej pory robiłam to nieświadomie. Nie zdawałam sobie sprawy, że to robię, dopiero Ty mi to uzmysłowiłaś.
    Hehe, ciekawe jak wyglądałam robiąc to do tej pory. Może nahalnie się gapiłam i ludzie ukradkiem śmiali się ze mnie? Nie wiem…
    A budyń… zjadłabym taki:) Porównanie do smoły bardzo trafne:)

  • 9 lat temu

    Piękne te wróżby z supermarketu… I pomyśleć, ze mój mąż traci czas na układanie… mleczne do mleczne, puszki razem ze słoikami, proszek do prania z płynem do mycia naczyń…
    Co byś wtedy wywróżyła…? Że zaraz pobiegnie na drugi koniec taśmy żeby to wszystko ładnie poukładać w torbach…

    A tak całkiem szczerze. Zazdroszczę Ci. Tego zatrzymania się na chwilę, dostrzegania czegoś jeszcze poza tymi zwykłymi banalnymi czynnościami. Kiedyś też tak miałam, ale wyrosłam. Może kiedyś wróci.

    Pozdrawiam.

  • 9 lat temu

    Mam podobną „zabawę”. W moim ulubionym wegetariańskim barze siadam zawsze na piętrze skąd bezkarnie mogę obserwowac ludzi napełniającyh swoje talerze. Próby odgadnięcia tego kto i co wybierze sprawiają mi zawsze niebywałą frajdę 😉

    A budyń czekoladowy…to smak mojego dzieciństwa, moja babcia podawała go zawsze po obiedzie z gruszkami z kompotu…

  • 9 lat temu

    Przeczytałam z przyjemnością, zdjęcia oglądnęłam z przyjemnością i budyń bym zjadła z przyjemnością :). Wygląda rzeczywiście jak smoła i to jest trafne porównanie – to właśnie smoła tak fajnie się ciągnie i ma tak zbitą konsystencję. A czekoladowy budyń jest moim ulubionym :)…

  • 9 lat temu

    Czy mogę prosić o miseczkę takiego budyniu?
    http://www.waniliowachmurka.blox.pl
    🙂

  • 9 lat temu

    Dziękuję Wam za miłe słowa 🙂
    I cieszę się, że smoła Was nie odstraszyła 😛

  • 9 lat temu

    Przepiękna filiżanka i talerzyk. Szczegolnie, ze brązy dobrze komponuują się z takim delikatnym różem… 🙂 Mam nadzieję, ze niedługo stanę się posidaczką tak przeslicznego kompletu. 🙂

  • 9 lat temu

    Fiu Fiu 🙂 Ja jestem za leniwa na zrobienie budyniu … i na 200% mialabym budyn z grudkami 😀

  • 9 lat temu

    Podobnie jak Ty, Aniu, „odgaduję” ludzi w czasie moich codziennych podroży pociągiem. Takie zajęcie jest czasem bardziej wciągające, niż dobry kryminał 🙂

    Cale wieki nie jadłam budyniu czekoladowego!

  • 9 lat temu

    Poswix, mam podobne odczucia co do takiej kompozycji kolorystycznej 🙂

    Polko, przyznam szczerze, że strasznie lubię grudki w budyniu czekoladowym…:) Ale akurat ten wyszedł bez grudek. Da się zjesc 😛

    Anoushko,ja w pociach tez To robię 😉 I często cieżko mi zmusić się do czytania, sluchania muzyki, czegokolwiek…

  • 9 lat temu

    Ach…budyniowcy! 😀 Na blogu Wiewióreczki już zdążyłam narobić sobie smaka a tu jeszcze Ty Aniu…
    W taką pogodę oglądanie czekoladowych pyszności to tortura…dobrze, ze mam w zapasie gorzką czekoladę, to trochę się pocieszę ;P

  • 9 lat temu

    Nie dość, ze dodał się podwójny wpis, to na dodatek myślałam, ze wpis o Sherlocku jest osobno :DDD
    Więc wybacz, ze dopisuję się po raz trzeci ale przemiło się czytało Twoją kulinarną opowieść detektywistyczną!! 😀
    Uwielbiam takie uważne przyglądanie się światu! 🙂

  • 9 lat temu

    Nie ma co przepraszać, Porcelanko, wszystko juz posprzątane :))
    Mi tez już tylko czekolada pozostala…I tez gorzka 🙂

  • 8 lat temu

    Aniu, przejrzyj proszę profil laciatej w serwisie Moje Gotowanie

    Ukradła Ci ten przepis ze zdjęciem, może coś jeszcze znajdziesz

    http://www.mojegotowanie.pl/przepisy/desery/podwojnie_czekoladowy_budyn_domowy

  • 8 lat temu

    Oczko, dzięki! DOPIERO zobaczyłam ten komentarz…

Zostaw komentarz