kremowy sos pomidorowy

Jeśli życie (przyjaciele) daje ci fajny makaron, ale niezbyt wiele czasu (dwójka brykających dzieci), zrób pyszny, ekspresowy, ultrakremowy sos pomidorowy. Rzecz jest bardzo prosta – do klasycznego sosu pomidorowego dodaję gęstej kremówki, która podkreśla słodycz pomidorów i sprawia, że sos mistrzowsko oblepia makaron. Pomysł podpatrzyłam u Gino D’Acampo, uśmiechniętego Włocha z solidną porcją żelu na włosach. Jego książka, „Włoskie dania makaronowe” to pozycja, do której zaglądam gdy szukam pomysłu na szybki makaron, jego przepisy są niezawodne.

żurawina kaszuby

Ta wizyta na Kaszubach pachniała tartą tatin ze śliwkami. Upiekłam ją wieczorem, by przed południem umiliła nam kawę na tarasie.

W tym roku byłam na Kaszubach tylko dwa razy, czuję wielki niedosyt i mam ambitne plany na przyszły rok. W tym roku nie wykąpałam się w Leśnym Jeziorku, nie wypiłam kawy o poranku (to jeden z moich ulubionych rytuałów – gdy wszyscy śpią, wymykam się na ganek i otulona kocem budzę oglądam świat), nie zrobiłam porządnego spaceru po lesie… Trudno się mówi, nadrobię w kolejnym roku.

Ta wizyta była o tyle wyjątkowa, że po raz pierwszy do Zielonego Domku przyjechała nasza Lu – gdy byłam tu ostatni raz, na początku czerwca, siedziała jeszcze w brzuchu. Teraz spoglądała na korony drzew i na ogień, trzaskający w kominku, a za rok może będzie już chodzić po lesie!

W gotowaniu najbardziej lubię sytuacje,jak z Master Chefa – otrzymuję zestaw składników i muszę coś z nich wykombinować. W praktyce to momenty, gdy czyszczę lodówkę przed wyjazdem, zamawiam przypadkowo 6 kg cukinii zamiast 600 gramów (samo życie!) czy zostaję obdarowana jakimś produktem. Niedawno wróciłam z Przasnysza z pokaźną porcją plonów z ogrodu ojca. Wśród darów losu był ponad kilogram pięknych jeżyn, trzy kilogramy ciemnych winogron, mnóstwo botwiny, marchewki, cebule, pory, fasola, selery, gruszki, kwaskowate pomidorki koktajlowe…

Jeśli życie daje ci kwaskowate pomidorki koktajlowe, po prostu je upiecz, najlepiej według tego przepisu – klik. Tak też uczyniłam, dzięki czemu kwaskowate kulki nabrały słodyczy. Potem przyszedł czas na pozostałe warzywa. Ugotowałam z nich wielki garnek barszczu ukraińskiego, a w zasadzie mojej wariacji na temat tej zupy. Zupa była bezmięsna, jak wszystkie poza rosołem u mnie. Palącą kwestią były jeżyny, które drugiego dnia zaczynały się niecierpliwić i powoli puszczały sok. Chciałam z części upiec krajankę z owoców leśnych, o tę – klik, ale nie miałam na to czasu. Usmażyłam więc pyszny dżem.

No i winogrona.