PS W kwestii jeżyn: dzisiaj upiekłam tartę z jeżynami i mascarpone 
Kwaskowata, kremowa i delikatna. Pyszna!

Przepis wzięłam z Galerii Potraw, o tu. Jak w przypadku babeczek z postu poniżej, i tu zamiast jeżyn dobrze się sprawdzą również maliny.

TARTA Z JEŻYNAMI I MASCARPONE

(Przepis cytuję za Dziuunią. Kruche zrobiłam z mojego przepisu.)

porcja kruchego ciasta z tego przepisu 

„Nadzienie: -250 g mascarpone -3 jajka -2 płaskie łyżeczki cukru

Dodatkowo jeżyny ok.30 dkg.

Spód podpiec na ślepo ok.15 minut w 200 stopniach.Na podpieczony spód wyłożyć jeżyny i zalać zmiksowanym z jajkami i cukrem mascarpone.Piec w 180 stopniach ok.20-30 minut aż masa się zetnie i zarumieni,a nóż włożony w środek masy będzie po wyjęciu czysty.”
     1.  „O Północy w Paryżu” W. Allena.

    Film jest zabawny, lekko melancholijny i oh so french 😉 Owen Wilson bardzo dobrze sprawdził się w roli neurotycznego następcy Allena. Jego sylwetka, sposób mówienia, fobie i lęki są bardzo allenowskie, co dla niektórych oczywiście może stanowić ułomność filmu, ale dla mnie jest jego zaletą. Na film warto pójść choćby ze względu na lekko przerysowane, zabawnie przedstawione postaci Ernesta Hemigway?a, Zeldy Fitzgerald czy Salvadora Daliego. Smakowity kąsek!

    2. Niejako w związku z filmem Allena, we wrześniu lubię też książkę kucharską autorstwa postaci pojawiającej się przelotnie w scenie, w której główny bohater, Gil, po raz pierwszy odwiedza dom Gertrudy Stein. Autorka książki, o której tu piszę, otwiera bohaterowi drzwi. Alicja Toklas, bo o niej mowa (w filmie pada tylko jej imię) napisała jedną z bardziej smakowitych książek kucharskich, jakie czytałam- ?Książka kucharska Alicji B. Toklas?. Urok książki wynika z faktu, iż nie jest ona zbiorem suchych przepisów, a opowieścią, w którą wpleciono przepisy. A opowieść to barwna, bo musicie pamiętać, że na obiadach wydawanych przez G. Stein i Alicję Toklas pojawiała się śmietanka artystyczna początku XX wieku ? Picasso, Hemigway czy Thorton Wilder.
    Książka kojarzy mi się trochę z naszą rodzimą „Kuchnią Neli”, bo jest gawędą o gotowaniu i jego miejscu w życiu człowieka, stanowi kopalnię inspiracji kulinarnych i widać w niej poczucie humoru i zadziorność autorki. Spójrzcie np. na taki fragmencik o pewnym kucharzu: Fryderyk opowiedział, że urodził się w samej wsi co Hitler, a tam wszyscy są tacy sami, to znaczy trochę dziwni. Był rok 1936 i my tez nie miałyśmy wątpliwości, że Hitler jest naprawdę dziwny.
    Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Książkowego Twój Styl w 2007 r.
    3. Przejście do kolejnego punktu również będzie płynne: we wrześniu lubię też bibliotekę miejską

    Zapisaliśmy się do niej tydzień temu ? pięć minut na wypełnianie formularza, złotówka za kartę biblioteczną, a w zamian pokaźny księgozbiór do naszej dyspozycji i dużo zniżek w instytucjach kulturalnych miasta. To się opłaca! Nie mogę się doczekać, kiedy wyjdę z biblioteki ze stosikiem smakowitych kąsków (na razie uniemożliwiają mi to inne obowiązki), jak za starych, dobrych czasów?

    4. Jeżyny

   Łapię je w ostatniej chwili, bo sezon na nie powoli dobiega końca (ale w naszym sklepiku wczoraj była ich dostawa – na Pomorzu wszystko co sezonowe jest jakby dłużej dostępne). Łączę je z białą czekoladą i zanurzam w cieście czekoladowym ? podwójnie rozpustnie.

PODWÓJNIE CZEKOLADOWE BABECZKI Z JEŻYNAMI (MALINAMI)
(składniki na 12 babeczek)
100 g gorzkiej/mlecznej czekolady
80 g białej czekolady
80 g masła
90 g cukru
3 jajka
80 g mąki
szczypta soli
1 szklanka jeżyn (albo malin)
Masło i gorzką czekoladę topię w rondelku. Do miski wbijam jajka i cukier. Ubijam, aż powstanie dość puszysta masa.
Do masy jajecznej wlewam przestudzone masło z płynną czekoladą, delikatnie mieszam. Dodaję mąkę (zostawiając 1 łyżkę) i delikatnie mieszam całość. Na koniec wrzucam posiekaną białą czekoladę i jeżyny, wymieszane uprzednio z łyżką mąki (zapobiegnie opadaniu owoców na spód ciasta).
Napełniam ciastem nasmarowaną tłuszczem formę do muffinów. Piekę w 190 st. C (bez termo obiegu) przez ok. 20 minut, aż patyczek włożony w ciasto będzie suchy.
Uwagi:
1. Przepis na babeczki pochodzi z mojego starego segregatora ? podobne pokazywałam kiedyś na GP. Przepis na ciasto pochodzi z jakiejś gazety, niestety nie mogę wskazać jej tytułu, bo  go nie zapisałam. Dodatki to mój pomysł ? myślę, że biała czekolada i jeżyny tworzą świetną, słodko-kwaśną parę.
2. Jeżyny można oczywiście zastąpić malinami, które również bardzo się lubią z białą czekoladą. Babeczki są mocno czekoladowe, słodkie, a zarazem kwaskowate (to zasługa jeżyn) ? najbardziej lubię właśnie takie połączenia. Zamroziłam pół blaszki na czarną godzinę…
Za oknem nabrzmiewa granatowa chmura, a wiatr roztrzaskał jedną glinianych doniczek i przewrócił tę ze słonecznikami…
***
Jednak zanim rozchulał się wiatr, a pogoda zmusiła do powrotu do cieplejszych ubrań,  zdążyliśmy nacieszyć się ciepłym, złotawym końcem sierpnia.
W sobotę dotarliśmy do ostatniego przystanku na Mierzei Wiślanej ? miejscowości Piaski. Piaski, w odróżnieniu od ich sąsiadów ? tłocznej Stegny czy oblanej kiczem Krynicy Morskiej ? są dosyć ciche i senne. W centrum miejscowości pachnie smażoną flądrą i dorszem, stanowiącymi główne punkty w menu trzech czy czterech smażalni, które tu się znajdują. Obok smażalni można kupić mdławe lody z automatu albo oblepione osami jagodzianki. Gdzieniegdzie przemknie blady plażowicz, który właśnie rozpoczął sezon albo rodzina obładowana pontonami. Właściciel pensjonatu, stojącego na skraju ślepej uliczki (tam dalej, za lasami jest już granica rosyjska), maluje płot. Tuż przy głównej drodze prowadzącej do Piasków (zbudowanej z betonowych płyt) hasają dziki, co nikogo nie dziwi.
Jest sennie i ciepło, jak przystało na wczesne sierpniowe popołudnie. Popijamy zimną Colę (ojej, jak niezdrowo!) i suniemy zakurzonymi chodnikami Piasków. Na piknik jest za wcześnie, za gorąco – zrobimy go na pustej plaży między Piaskami a Krynicą Morską. Teraz kąpiel w morzu, które jest tu bardziej słone i przejrzyste.
Kilka godzin później z piknikowego kosza wyłaniają się same klasyki. Pomidory, małe ogórki z działki cioci Tomka, czosnkowe nóżki kurczaka, jajka na twardo (!!!) i bułki ? brakuje tylko soli zawiniętej w serwetkę i jabłek na deser. Sól jest w solniczce, a zamiast jabłek mamy nugat z orzechami ziemnymi, przywieziony z Hiszpanii przez moją siostrę. Aha, jest i cukinia, ale inna niż w piknikowym menu, które pokazywałam rok temu. Ta jest z sosem z tahiny.

 

Ambitniejsze menu było na pikniku, który zrobiłam na początku sierpnia. Dzięki pomocy Oli i mojej najmłodszej siostry, Ewy, na plaży zajadaliśmy się tartą cukiniową, paczuszkami z ciasta francuskiego nadziewanymi pieczarkami z gorgonzolą i koperkiem, popijając to orzeźwiającym, lekko kołyszącym szprycerem z białego wina, wody i dziadkowego soku malinowego.
Całości miały dopełnić maślane ciasteczka bretońskie (o których pewnie napiszę), ale nie zdążyłyśmy z dziewczynami upiec ich przed wyjściem na plażę? Na deser były więc lody z jelitkowskiej budki.
***
Zaczynamy od szprycera.
SZPRYCER MALINOWY
1/2 l białego bądź różowego wina (wytrawnego bądź półwytrawnego)
1/2 l gazowanej wody mineralnej
4-5 łyżek soku malinowego
Do dużej butelki wlewamy sok malinowy, a następnie wino i wodę. Chłodzimy w lodówce albo wkładamy na krócej do zamrażarki. Przed rozlaniem do szklaneczek delikatnie mieszamy butelką, by składniki się połączyły.
PASZTECIKI Z CIASTA FRANCUSKIEGO Z PIECZARKAMI, LAZUREM I KOPERKIEM
1 płat ciasta francuskiego
ok. 8 dużych pieczarek albo 16 małych
2 łyżki masła
2 łyżki posiekanego koperku
1/2 małego opakowania sera pleśniowego typu lazur
sól i pieprz
białko do posmarowania ciasta
Umyte pieczarki kroję w plasterki. Na patelni rozgrzewam masło, wrzucam nań pieczarki, solę je i duszę ok. kwadransa. W misce kruszę ser, wrzucam lekko ochłodzone pieczarki, dodaję koperek i świeżo zmielony pieprz, a w razie potrzeby nieco dosalam farsz.
Ciasto francuskie kroję na kwadraty (powinny być dosyć duże, bo będziemy je składać na pół). Na połówkę każdego z nich kładę odpowiednią ilość farszu, przykrywam drugą częścią i zaklejam brzegi widelcem. Nakłuwam widelcem wierzch każdej z nich, poczym smaruję je rozbełtanym białkiem jajka. Piekę w piekarniku nagrzanym do 220 st. C (bez termoobiegu) aż nabiorą złotej barwy, co trwa około 15 minut.
CUKINIA Z SOSEM Z TAHINY
2 małe cukinie
1 ząbek czosnku, zmiażdżony
3 łyżki soku z cytryny
3 łyżki tahini (niesłodzona pasta z mielonego sezamu i oleju, dostępna w większości sklepów)
2 łyżki wody
2 łyżki oliwy (+ ewent. kolejne, gdy sos będzie zbyt gęsty)
Cukinię kroję na plastry, lekko solę i smażę na niewielkiej ilości oleju, aż zmięknie (jeszcze lepiej byłoby ją przyrządzić na patelni grillowej, a już najfajniej na grillu).
W słoiczku mieszam składniki sosu, dodając więcej oliwy, jeżeli jest zbyt gęsty.
Przed podaniem cukinię polewam sosem. Najlepiej, gdy jest jeszcze ciepła, ale na zimno też smakuje b. dobrze.

 

Uwagi:
1. Od pewnego wyjazdu do Włoch, podczas którego do obiadów dostawaliśmy zawsze dwie karafki ? jedną z winem, drugą z wodą ? jestem wielką fanką szprycerów. Szprycer to idealne towarzystwo dla letnich posiłków: jest lekki, orzeźwiający i delikatny w smaku. Dodatek soku malinowego to tylko jedna z możliwych wariacji.
2. Paczuszki z ciasta francuskiego są fajnym patentem na piknik. Nie brudzą, a do ich zjedzenia wystarczy dłoń uzbrojona w serwetkę. Oczywiście nie muszę Wam pisać, że można je faszerować czym dusza zapragnie ? największy klasyk to chyba szpinak z fetą, wersja pieczarkowa też nie szokuje innowacyjnością 😉
3. Cukinia na pikniku to u mnie chyba obowiązkowa pozycja. Aby uniknąć zupełnej monotonii, zrezygnowałam z mojej klasycznej cukinii z oliwą i czosnkiem, podając ją w towarzystwie sosu z tahiny, który znalazłam u Molly (z blogu Orangette).
Tahina to pasta sezamowa, która stanowi popularny składnik wielu bliskowschodnich potraw (np. hummusu czy pysznej pasty z pieczonego bakłażana – baba ganoush). Robi się ją podobnie do masła orzechowego, przez zmiksowanie ziaren sezamu (uprażonych) z olejem, można ją też kupić w większości marketów. Pokażę Wam kiedyś moją taninę, bo słoiczek tej domowej stoi u mnie w lodówce.
Tak czy siak, sos prezentowany przez Molly też należy do bliskowschodnich klasyków, widywałam go już wcześniej. Bardzo dobrze sprawdza się jako uzupełnienie przygotowywanych na parze, gotowanych czy grillowanych warzyw.
4. A tu znajdują się moje zeszłoroczne piknikowe propozycje.