Zielona trawka czy beżowy piasek?

16 sierpnia 2010

Słońce, piasek i tabuny plażowiczów wylewających się z skm-ki, oto lato w Trójmieście. Idziesz rano do pracy i na widok tłumu z pontonami, leżakami, lodami, w lekkich kwiecistych sukienkach, w luźnych szortach, w plaszczących japonkach i z iście nieprzyzwoitą opalenizną, serce ci krwawi, a nowa spódnica-bombka, którą rano z radością przyodziewałaś, nagle zaczyna uwierać i parzyć.
Nie pomaga nic, nawet odrażające wizualizacje sopockiej plaży – ten tłum, plastikowe butelki po piwie, pety w piasku, głośne dzieci, trzeszczące radioodbiorniki… I tak marzysz o zanurzeniu nóg w zaglonionej wodzie i ułożeniu się na sopockiej smażalni.

Zatem gdy nadchodzi weekend i tak się miło składa, że akurat nie ma załamania pogody, wybierasz się na plażę. Pierwsze wyjście to klasyczne smażenie połączone z kąpielą (mnie nie zrażają przybrzeżne glony, bo miłość do wody jest większa niż niechęć do zielonych roślin przy brzegu). Drugie wyjście z reguły zostaje wzbogacone o lekką lekturę. Przy trzecim, gdy głód morza jest już nieco zaspokojony, planuje się coś ekstra.

Taki na przykład piknik.

Wieczorem podsmażasz plasterki cukinii i umieszczasz je w czosnkowo-oliwnej zalewie – do sobotniego popołudnia smak czosnku i cukinii pieknie się przeniknie. Potem, z nadejściem nocnego ochłodzenia, zabierasz się za pieczenie nóżek kurczka – iście piknikowej potrawy. Rano przygotowujesz świeży sos bazyliowy, pocąc się nad moździerzem, bo stwierdziłaś, że nie uzyjesz malaksera. Kroisz w grube plastry dojrzałe pomidory i mozarellę, układasz arbuzowe kostki w plastikowym pojemniku i dłuuuugo wszystko chłodzisz. Jeszcze tylko trzeba wyskoczyć po świeże bagietki, spakować koc, serwetki i jakieś sztućce, przyodziać sukienkę w kwiaty i gdy upał zelżeje, wybrać się na popołudniowy piknik na plaży.

A tam, wśród zazdrosnych spojrzeń plażowiczów, którzy od rana smażą się na plaży,w kwiecistej sukience i miłym towarzystwie, chrupać bagietkę i delektować się miękkim, aromatycznym mięsem z kurczaka.

Pełnia szczęścia.

PIKNIKOWE MENU NA PLAŻĘ:

CZOSNKOWO-PAPRYKOWE NÓŻKI KURCZAKA

4 nóżki (albo podudzia) kurczaka
sól
pieprz
olej
3 łyżeczki soku z cytryny albo octu balsamicznego
2 ząbki czosnku, zmiażdżone
słodka papryka w proszku, ok. 3 łyżeczki

Dzień przed pieczeniem nacieram umyte kawałki kurczaka solą, pieprzem, słodką papryką i czosnkiem. Układam je na płaskim naczyniu, polewam sokiem z cytryny (albo octem) i olejem. Mięso nie ma pływać w oleju, ale powinno być go trochę, by choć część kurczaka mogła być przykryta olejowo-cytrynową mieszaniną. Kurczaka wkładam na noc do lodówki (w połowie czasu dobrze jest je przekręcić).

Następnego dnia układam mięso na blasze do pieczenia albo w prodiżu i piekę je ok. 1 godziny (jeżeli piekę kurczaka z podudziem) albo 45 minut (jeżeli piekę same nóżki). Nie używam termoobiegu, ponieważ on wysusza mięso. W trakcie pieczenia co najmniej raz polewam kurczaka sosem, który tworzy się podczas pieczenia – taki zabieg sprawi, że mięso bedzie wilgotne i delikatne, a skórka chrupiąca. Gotowego kurczaka układam na półmisku, aż ostygnie, a następnie pakuję do plastikowych pojemników.

CUKINIA MARYNOWANA W OLIWIE I CZOSNKU

4 nieduże cukinie
4 ząbki czosnku
sól
pieprz
oliwa
3 łyżeczki octu balsamicznego

Cukinię kroję na ok. 1/2 cm plastry, posypuję solą i podsmażam na niewielkiej ilości oliwy, aż zmiękną. W plastikowym pojemniczki mieszam ok. 1/2 szklanki oliwy, zmiażdżone ząbki czosnku, ocet balsamiczny, pieprz i odrobinę soli. Gdy cukinia będzie usmażona i lekko ostygnie, wrzucam ją do pojemniczka z sosem i delikatnie mieszam. Chowam do lodówki aby smaki się przegryzły, najlepiej na noc.

SAŁATKA CAPRESE Z SOSEM BAZYLIOWYM

2 kulki mozarelli
4 pomidory
garść świeżej bazylii
1/2 szklanki oliwy
sól
pieprz
1/2 ząbka czosnku (opcjonalnie)

Mozarellę kroję w cienkie, pomidory zaś w grubsze plastry. Układam je w plastikowym pojemniku (sałatkę przygotowuję w ostatniej chwili).

W malakserze umieszczam bazylię, czosnek, oliwę, sól i pieprz. Miksuję na gładką masę. Sos umieszczam w małym pojemniczku.

A na deser pokrojony w kostkę, schłodzony arbuz.

Uwagi:

1. Podane proporcje wystarczają na obiad dla 4-5 osób. W dniu, kiedy zaplanowałam piknik nie było piekielnie gorąco, wiec już o 15.00 mogliśmy zacząć ucztę, ale w porze upałów jedzenie przesunęłoby się na godz. 18.00.

2. Do piknikowych dań podałam świeżą bagietkę i wodę mineralną, choć w planach było schłodzone różowe wino.

3. Nietrudno zauważyć, że w moich przepisach króluje dodatek czosnku – jeżeli ktoś go nie lubi, polecam zastąpienie go jakimiś wyrazistymi ziołami (oregano, tymiankiem, rozmarynem).

4. Przyrządzony w powyższy sposób kurczak jest idealnie miękki, aromatyczny i ma chrupiącą skórkę. Kto posiada prodiż, radzę go wytrzeć z kurzu i w nim upiec mięso, ponieważ mięso pieczone w tym urządzeniu jest bardziej wilgotne niz to z piekarnika.

A przyrządzona w ten sposób cukinia to wg mnie najlepsza wersja tego warzywa, jaka może być. W cukinii można zmniejszyć ilość oliwy, ale prawda jest taka, że ta potrawa najlepiej smakuje właśnie gdy przejdzie czosnkowo-oliwnym aromatem.

Moja wersja caprese inspirowana była sałatką, jaką mama Oli zrobiła na firmowym grillu 🙂 Sos bazyliowy (to taka uproszczona wersja pesto -bez pinioli i parmezanu) zastępuje tu liście bazylii i stanowi ciekawą i pyszną odmianę tej kultowej sałatki.

42 komentarze

  • 7 lat temu

    szczerze? naprawdę nie pociąga mnie beżowy piasek, szum fal i krzyk mew. owszem, lubię nadmorski klimat, ale to właśnie te tłumy mnie odstraszają.
    uwielbiam… spokój, ciszę i łono natury. taki typowy urlop na zielonej trawce w otoczeniu przyrody – to cos dla mnie. najlepiej jeszcze gdzieś z dala od cywilizacji, na jakimś kompletnym odludziu; pustkowiu. by poczuc się wolną, wyzwoloną. by móc byc soba w pełni i nie obawiac się niczego.

    wspaniałe propozycje menu plażowego. te nóżki są baardzo kuszące… ;]

  • 7 lat temu

    pikniki to świetna sprawa. ale sama nie chciałabym piknikować na zatłoczonej plaży. w ogóle nie przepadam za morzem w sezonie. we wrześniu jest świetnie. zimą też fajnie (ale chyba tylko dla mnie, bo ja zimę uwielbiam :P).

  • 7 lat temu

    Zazdroszcze pieknej pogody. U mnie pada juz od kilku dni. A piknik na plazy? Owszem ale wyludnionej 🙂 Zdecydowanie jednak wolalabym jakas polanke w srodku lasu niz wszechobecny piasek (na kocu, w jedzeniu itp.). Propozycje piknikowe pyszne. A wiesz, ze ja wlasnie wczoraj przegladalam przepis na marynowana cukinie wlasnie? Tylko tam byla z dodatkiem oliwek 🙂

  • 7 lat temu

    Kocham morze, o każdej porze roku i nie wyobrażam sobie bez niego życia. Nawet tłumy na plaży nie są w stanie mnie odstraszyć, choć też wolę i najczęściej wybieram te mało uczęszczane kąpieliska.
    Trawkę też lubię, w ogóle zieleń 🙂
    Jeśli chodzi o jedzenie, to biorę wszystko, z wyjatkiem arbuza, bo za nim nie przepadam. Za to melony…hmmm 🙂
    Pozdrawiam.

  • 7 lat temu

    Piknik wygląda cudnie.
    Ale po tym co zobaczyłam w weekend nad Bałtykiem, uciekłabym z tym jedzeniem gdzieś daleko;)

  • Ja to na piasku, pod chmurnym niebem i obowiązkowo po sezonie. Wybieram się w ten weekend, choć pewnie skończy się na trawce pod orzechem w tajemniczym ogrodzie.

  • 7 lat temu

    Aniu, a kurczaka można zrobić nawet w prodiżu, wspaniale! [bo ja mam]

    menu super, takie letnie i sto razy lepsze niż w okolicznych fast-food barach.

    Jakiś czas temu pojechałam na całodniową wycieczkę rowerową, połączoną z wypoczynkiem nad jeziorem [70-80km km], wzięłam prowiant, ale niewystarczająco… I po tym jak "musiałam" zjeść bezsmakowego schabowego, tłuste frytki i na-pewno-nie-domowej-roboty-surówkę-nie-wiadomo-z-czym [musiałam, bo byłam już bardzo głodna, a nic innego nie było], następnym razem, mądrzejsza o tamto doświadczenie,wzięłam swój obiad do pojemniczka 🙂

    nie rozumiem dlaczego w miejscach publicznych, a raczej publicznego gromadzenia się rzeszy ludzi, plażowiczów i kąpiących, jedynym dostępnym jedzeniem jest fast food – nawet w ofercie obiadowej! gdzie kuchnia polska, się pytam? czy wszystko musi być przemysłowo przygotowane?

    może czas zacząć kampanię jak Jamie Olivier.

  • 7 lat temu

    pikniki to fajna rzecz. to mi przypomniało jak kiedyś zabrałam zwykłe, zapieczone tosty z serem na śniadanie na trawie. dosłownie, bo była to trawa wokół jeziora, a jezioro w centrum miasta. w dodatku to była niedziela, więc spacerujących mało, bo jeszcze w kościele siedzieli 🙂 Ehhhhhh, przyjemne wspomnienia.

  • 7 lat temu

    To ja też z tych komentujących dla których polski Bałtyk w sezonie, jeśli tzw. ładna pogoda – nie, dziękuję, m.in. ze względu na kłębiący się tłum (no i poza tym ja się nie opalam, a Bałyk jest, jakby nie było, albo zimny, albo bardzo zimny). Poza sezonem lub jeśli wieje/pada/temp. spada do 18 st. lub poniżej: się da, ale najlepiej imho i tak taki piknik uprawiać w przymorskim lasku :), a na plażę pójść na spacer.

  • 7 lat temu

    Zamienię pobliskie góry na bardzo bliskie morze… Może? Na pewno! :):):):):):)

  • 7 lat temu

    eh posiedzieć tak nad morzem w piknikowym nastroju 😉 objadać się i słuchać jego szumu, krzyku mew… to tak odpręża 🙂

  • 7 lat temu

    Och, dlaczegóż ja mam tak daleko do morza? Dlaczego, no?! Jak sobie poczytałam o Twoim pysznym pikniku, od razu zatęskniłam za plażą i szumem fal. Tyle tylko, że ja postarałabym się wybrać w jak najbardziej ustronne miejsce – wszak towarzystwo trzeszczących odbiorników i śmieci walających się dookoła zdecydowanie mnie nie przekonuje.

    Pozdrawiam! 🙂

  • 7 lat temu

    oj, nie, nie, plazom mowimy nie 🙂 jak dla mnie zbyt meczace. odpoczywam jedynie wsrod zieleni, lasy, dzikie tereny, gory, najlepiej aktywnie, ewentulnie na zwiedzaniu starych miast lub ciekawych miejsc. lacznie z liznieciem historii i kultury 😉 zadnych zatloczonych kurortow 😉

  • 7 lat temu

    Poszłabym sobie na piknik :))) Szczególnie na taki smakowity piknik :))

  • 7 lat temu

    piknik – świetna myśl
    chociaż ja chyba wolę na trawie. Piasek zupełnie niefajnie chrzęści w zębach
    A może i plaża są najfajniejsze wczesną wiosną, kiedy trzeba się jeszcze naprawdę opatulić, wiatr dmie, a morze jest takie niespokojne.

  • 7 lat temu

    jakie smakołyki. Pewnie Ci wszyscy tak zazdrościli, że ho ho 😀

  • 7 lat temu

    Ja z tych kochających morze ponad wszystko i wracających kiedy tylko się da. Owszem chętniej na puste i monochromatyczne plaże ale jak się nie da, to nawet kolorowy tłum mi nie straszny.
    Propozycje piknikowe są świetne, prawie czuję się tak jakbym tam z Tobą była i podkradała Ci taką kurczakową nóżkę 🙂

  • 7 lat temu

    Jaki pyszny piknik. 🙂 A zdjęcia jeszcze pyszniejsze. Nóżki kurczaka to coś dla mnie. Uwielbiam ostre i dobrze wypieczone.
    A marynowana cukinia godna uwagi. Dziękuję za przepis na nią.
    Pozdrawiam
    Ania

  • 7 lat temu

    Z takim menu to ja moge nawet na kamieniach siedziec. 😉 Bardzo, bardzo lubie morze, a jeszcze bardziej pikniki nad morzem, o czym tez mozna bylo u mnie przeczytac. :))) Baltyk – zdecydowanie po sezonie, bylam jakos w styczniu i swietnie bylo. Pozdrawiam!

  • 7 lat temu

    wszystko wygląda smakowicie !

  • 7 lat temu

    Kocham morze miłością wielką? poza sezonem. W sezonie jest to chyba najgorsze i najbrzydsze miejsce na świecie. Natomiast NIE dla mnie leżenie plackiem na pisku. Nawet czytanie na plaży mnie nudzi. Wytrzymuję około 15 minut. Potem mnie nosi 🙂
    A piknik smakowity! Bardzo!

  • 7 lat temu

    Na następny piknik ja też chcę!

  • 7 lat temu

    ja zdecydowanie wybieram ten piknik na plaży ;P cudownie

  • 7 lat temu

    Również wybieram plażę 🙂 Próbuję tam dotrzeć od początku wakacji, a czasu jak zwykle brak.

  • 7 lat temu

    Zielona trawka – zdecydowanie, najlepiej zielona trawka nad wodą 🙂 Podobnie jak Anoushka plażowaniu mówię nie, bo się szybko nudzę, chociaż piknik na plaży połączony ze spacerem to już "insza inszość" 🙂 Ale i tak zielona trawka rlz 😉
    Z taką cukinią to już w ogóle!
    A lato w Trójmieście wspominam identycznie – słońce i ludzie z akcesoriami plażowymi 😉
    :)))

  • 7 lat temu

    Wszystko mogę mieć – i cukinię, i arbuza, i kurczaka, i pomidory z mozarellą… ale tego morza to bardzo bardzo Ci zazdroszczę. Ślę serdeczności!

  • 7 lat temu

    I chyba dlatego już dawno temu nie było mnie w środku lata nad polskim morzem… najzwyczajniej w świecie się boję, tego co mogłabym zobaczyć, a co teraz słyszę tylko w opowieściach…

    Choć dla pikniku takiego cudnego gotowa złamać się jestem i wsiąść zaraz do pociągu i pokonać te setki kilometrów…

    a z pomysłu na sos do caprese zamiast listków skorzystam na pewno 🙂

  • 7 lat temu

    Aniu, nawet nie masz pojecia, jak bliski jest mi Twoj blog. Po pierwsze dlatego, ze pieknie piszesz, a ja kocham czytac. Po drugie dlatego, ze ciekawie fotografujesz, a ja kocham fotografie. Po trzecie, bo jestes z Trojmiasta i raz na jakis czas przyciagasz je do mnie, bo chodze Twoimi sladami po miejscach, ktore kocham. Dziekuje i zapraszam do siebie. lotta7.blox.pl. Moja coreczka skonczyla miesiac. Ma na imie Anna 🙂

  • 7 lat temu

    aniu, jaki cudowny mieliscie piknik! Ja uwielbiam takie wypady. Przygotowywanie, potem pakowanie, wreszcie rozkladanie wszystkiego na trawie. Mm, oj uwielbiam.

  • 7 lat temu

    Super piknik 🙂
    Kocham morze a moim marzeniem jest mały domek niedaleko plaży.. ach.. 🙂
    Jednak jak piknik to na trawce, w spokoju..chociaż zabrałabym na niego szum fal i skrzek mew..oj ciężko się zdecydować 😉

  • 7 lat temu

    A wiesz, że w Szwecji (i cóż, że w Szwecji, że sparafrazuję) nie ma takich plaż i takiego piasku? Nic nie przebije plaż Helu albo Łeby! No, może plaże po niemieckiej stronie są równie szerokie i piękne. I puste. A piasek równie drobny i jasny. No i na Bornholmie w okolicach Dueodde jest tak drobny piasek, że wykorzystuje się go do klepsydr.

  • 7 lat temu

    Piknik na plaży świetna rzecz, a ponieważ na razie nie w moim zasięgu, zaplanowałam zrobienie jutro caprese do pracy (zapomniałam kupić pomidory, ale da się nadrobić po drodze). A mnie od kąpieli w morzu nie odstraszają glony, bo w tym roku po raz pierwszy odkryłam, że jakoś ich dużo, ale temperatura wody, zazwyczaj moczenie nóg mi wystarcza.

  • 7 lat temu

    Aniu a ja i tak zazdroszczę tego, że chociaż w weekend możesz pospacerować po plaży. Kocham może, piasek i troszkę mi szkoda, że w tym roku urlop był zupełnie gdzie indziej i że następne spotkanie z morzem najwcześniej za rok. A taki piknik to cudna rzecz, oj cudna. I jeśli jesteś wczasowiczem niestety nie masz go jak przygotować.

  • 7 lat temu

    Tylko w takich warunkach ogarnia mnie zupełna błogość. Wiele bym dała, żeby znaleźć się obok Ciebie na tym kocyku i znowu poczuć wiatr…

    pozdrowienia i spokojnej nocki
    M.

  • 7 lat temu

    A ja w tym roku na plaży byłam tylko dwa – trzy razy. Jakoś nie po drodze mi było, choś plażę uwielbiam! I marzy mi się taki piknik…

  • 7 lat temu

    Aniu, plażowicze Wam na kocyk się nie dosiadali? 😀 Bo coś mi się wydaje, że zapachy jakie się wokół Was roznosiły – mogły być nie do zniesienia. 😀 Pozytywnie rzecz jasna. 🙂

  • 7 lat temu

    będzie mi miło, jeśli zechcesz odpowiedzieć na ten zgoła niekulinarny TAG:) http://mojakosmetykomania.blogspot.com/2010/08/tag-tag-tag.html

  • 7 lat temu

    zabierz mnie na tak pyszny piknik :)mu

  • 7 lat temu

    Coz Ci Aniu powiedziec "na taki moze piknik" – szok w trampkach, to jest dopiero cos, to jest chyba lepsze niz kapiel w morzu, no dobrze wtedy gdy w cieniu 22 stopnie 🙂

    Juz nawet nie musze myslec o potrzwach ktore proponujesz, sam wstep i opis wypelnia pustke!

    Buziak :*

  • 7 lat temu

    Jej, czemu mam tak daleko do morza? :o(
    Wczoraj zrobiłam caprese z sosem bazyliowym. Dodałam kilka kropel cytryny i było pycha. :o)

  • 7 lat temu

    Plażowe pikniki to coś co uwielbiam i doprowadzam do perfekcji. To jedna z przyjemniejszych chwil nad morzem. Popołudnie, inne swiatło, ludzi coraz mniej i te niespieszne chwile nad smakołykami.

  • 7 lat temu

    Pyszne plażowe menu!:)
    Ja prawie nigdy nie zabieram nic ze sobą na plażę,ale pomysł kupuję:)

    Pozdrawiam.

Zostaw komentarz