cytrynowe tiramisu

W instagramowym głosowaniu, którą potrawę opublikować jako pierwszą, cytrynowe tiramisu wygrało z moją radosną twórczością kulinarną w postaci guacamole z pokrzywami i zupą szczawiową z kluseczkami z kaszy gryczanej. Te dwa przepisy i tak tu się pojawią, ale zaczynam od pysznego deseru, którego bazę stanowił prosty krem podpatrzony u Yotama Ottolenghi. Mascarpone wymieszane z lemon curdem – brzmi tak prosto i naturalnie, że zachodzę w głowę, czemu sama na to wcześniej nie wpadłam.

Na szczęście Yotam podzielił się tą recepturą w książce „Słodko”, a dalej sprawy potoczyły się same. W zamrażarce miałam maliny, a w szafce biszkopty na tiramisu. Wymyśliłam, że przełożę je malinami i warstwami tego kremu na bazie mascarpone. I tak powstało cytrynowe tiramisu. Oczywiście ta nazwa stanowi uproszczenie, bo tiramisu jakie jest, każdy wie.

To, co dodałabym do deseru teraz, to jakiś element na wierzch – prażone migdały albo świeże maliny. Podczas sesji zdjęciowej deseru nie miałam żadnego z tych dodatków, więc tiramisu jest gołe, ale wesołe 😉 To orzeźwiający, lekki, pyszny deser.

tajska surówka z kapusty

W moim dzielnicowym warzywniaku można kupić dorodne pęki kolendry. Uwielbiam to! Już dawno odkryłam, że cięta kolendra wytrzymuje w kuchni zdecydowanie dłużej niż ta z doniczki. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, ale ta doniczkowa szybko więdnie, mimo normalnego podlewania. Za to grube niczym warkocze wiejskiej dziołchy pęki kolendry lubią chłodne wnętrze lodówki.  Zamykam je w woreczku próżniowym, zawinięte w lekko wilgotny ręcznik jednorazowy i mogą tak sobie leżeć tydzień, dwa.

Ostatni pęk kolendry trafił do mojego kulinarnego crusha: tajskiej surówki z kapusty z nowej książki Agnieszki Burskiej-Wojtkuńskiej „Rok w krainie garów” (książkę kupicie tutaj – klik). To była miłość od pierwszego wejrzenia: zobaczyłam ją i wiedziałam, że prędzej czy później ją zrobię Gdy tylko pojawiła się młoda kapusta, skompletowałam resztę i składników i zabrałam się za szatkowanie. Jest z nią trochę zachodu, bo sam sos składa się z kilku składników, ale warto postać w kuchni chwilę dłużej, by oddać się potem rozkoszy chrupania.

sałatka nigelli

Gnieciona sałatka Nigelli – klik – na stałe weszła do naszego menu. Dzisiaj przychodzę z kolejnym przepisem na sałatkę od Nigelli Lawson. Ta nie jest kolorowa, jak gnieciona, ale jej monochromatyczność też mi się podoba. Awokado, ogórek, kolendra, limonka, a więc gramy w zielone!

Aby ta sałatka z awokado wyszła naprawdę pyszna, trzeba pamiętać o tym, by użyć do niej naprawdę dobrego awokado. Ma być miękkie i maślane. Jeśli Wasze awokado jest twarde, nawet nie zabierajcie się za jej przygotowanie. Poczekajcie. Nie wiem, czy znacie ten trik na przyśpieszenie jego dojrzewania: należy owinąć je gazetą i pozostawić na dzień, dwa. Istotą tej sałatki jest kontrast: chrupiący ogórek i miękkie, rozpływające się w ustach awokado.

Sałatka z awokado świetnie smakuje z puree z pieczonych batatów, jako część śniadania albo lekka przekąska. Robi się ją ekspresowo i bezproblemowo, więc receptura dołącza do Waszego ulubionego cyklu Przepisów na jedną rękę. Wszystkie pozostałe przepisy z tego cyklu znajdziecie tutaj – klik.

Jeśli nie lubicie kolendry, można zastąpić ją dowolną zieleniną, która Wam pasuje, no ale to już nie będzie to. Świeża kolendra stanowi tu piękne zwieńczenie smaków, a w zasadzie – wespół z limonką – je rozkręca, ponieważ awokado i ogórek to ze swej natury delikatne składniki. Ale jestem w stanie wyobrazić sobie tę sałatkę ze szczypiorkiem. Albo z posiekanym czosnkiem niedźwiedzim, na który obecnie trwa sezon. Powinno być to coś dosyć wyraźnego w smaku.