podpłomyki z sosem
podpłomyki z sosem

Jeśli miałabym wskazać produkt spożywczy, który najszybciej nam schodzi w domu, byłby to bez wątpienia ser żółty. To rzecz, która znajduje się na każdej liście zakupowej i bez względu na to, ile go kupimy, znika najszybciej. Zaczynamy od kanapek z żółtym serem. W nieco rozwiniętej wersji to dwie pszenne tortille przełożone plastrami żółtego sera, podgrzane z dwóch stron na patelni i pokrojone w trójkąty. Oczywiście zjadamy też tosty (moje odkrycie: tosty z serem żółtym i kimchi), a wersji de luxe zapiekam ser na połówkach ziemniaków.

Dzisiejsze danie – podpłomyki z sosem pomidorowym, serem żółtym Hochland Sielski Klasyczny i ekspresową marynowaną cebulką – to nieco ambitniejsza wersja tortilli, o której pisałam w pierwszym wersie. Przygotowałam je w ramach współpracy z marką Hochland, która zaprosiła mnie do gotowania z użyciem swojego nowego produktu – sera Hochland Sielski. Naprawdę, nie ma lepszego miejsca na promocję sera żółtego niż nasz dom, w którym każdy dzień odmierza się jego plastrami.

Inspiracją do dania, które Wam prezentuję, były podpłomyki z musem z dyni i burakami, które znalazłam na stronie Hochland – tu oryginalny przepis, klik. Obok podpłomyków na stronie można znaleźć inne receptury inspirowane kuchnią z regionu Zielonych Płuc Polski, gdzie produkowany jest Ser Sielski. Na ambitnych czekają np. zaguby podlaskie, kartacze czy pierogi z ciasta ziemniaczanego faszerowane soczewicą.

kandyzowane fiołki

W tym roku fiołki pachną mi zdecydowanie słabiej, nie wiem, czy to kwestia samych kwiatów czy mojego nosa i przebytych chorób. Ale to własnie teraz postanowiłam, po latach planowania, przenieść te cudeńka do kuchni i zrobić słoiczek godny spiżarni Lucyny Ćwierczakiewiczowej (jeśli myślę o idealnej spiżarni, to właśnie ta pani Lucyny przychodzi mi na myśl, a to za sprawą książki Jedyne praktyczne przepisy konfiturróżnych marynatwędlinwódeklikierówwin owocowychmiodów oraz ciast).

Miałam już wybrany przepis, który znalazłam w cudownej autobiografii Beaty Tyszkiewicz „Nie wszystko na sprzedaż”. Jako że był dosyć krótki, wydał się całkiem łatwy. Okazało się, że jest zupełnie odwrotnie i dopiero wcielenie go w życie pokazało mi, jaka to skomplikowana zabawa.

Przepis brzmi następująco:

fiołki mają w sobie coś z poezji, niezwykły kolor, zapach, frywolny kształt i smak. Ich przyrządzenie nie jest trudne, ale… najpierw wiosną trzeba wybrać się do lasu, znaleźć fiołki, zerwać się i nacieszyć się ich wonią, a potem bezlitośnie wsadzić je do zamrażalnika. Zrobić nie bardzo ciężki syrop (nie może być gorący, tylko letni), smarować fiołki pojedynczo syropem i na natłuszczonym pergaminie rozłożyć do wysuszenia. Obsypać cukrem pudrem, zamknąć szczelnie w słoiczku i chrupać.

Tak na marginesie, to cała książka „Nie wszystko na sprzedaż” jest tak rozkoszna, jak powyższy fragment.

Mając w głowie te romantyczne wersy, pewnego ciepłego wiosennego poranka pobiegłam na bosaka, odziana tylko w bawełnianą halkę, zbierać świeże fiołki. Ok, z ciepłym porankiem, brakiem butów i halką żartowałam, ale czy nie brzmi to lepiej niż zbieranie fiołków w kolejny zimny, brzydki jak g… dzień kwietnia,  w żółtych kaloszach i dresach?

Dawno nie było moich polecajek, prawda? Mój cykl „lubisiów”, czyli poleceń ze świata kuchni, kultury, momentów tak modnej teraz uważności i w ogóle drobnych przyjemności dnia codziennego prowadzę z mniejszym lub większym natężeniem już od dekady. Poprzednie lubisie znajdziecie tutaj – klik.

A teraz przechodzę do wiosennych polecajek. Nie ma tu reklam, tylko moje gusta i guściki, choć bywa, że zachwalam rzecz, którą od kogoś otrzymałam, a nie kupiłam, ale zawsze to zaznaczam.

Zatem w marcu lubię:

1.książkę Ewy Stusińskiej, mojej przyjaciółki (no chyba nie zakładaliście, że po raz setny nie przypomnę, że Ewa to moja przyjaciółka?!)„Miła robótka” , wyd. Czarne. To reportaż, który nazywam pornoduchologią, bo traktuje o zachłyśnięciu się przez rodaków tą tematyką w latach 90-tych i smutnym końcu tego boomu. O książce więcej napisałam tutaj – klik.

wyd czarne miła robótka

2. słuchowisko Abelarda Gizy i Wojtka Tremiszewskiego „Mucha Lena”. Mucha Lena pochodzi z Ciechanowa i to powinno być dla wszystkich wystarczającą zachętą, by odsłuchać to cacuszko. A jeśli jeszcze nie czujecie się przekonani, to dodam, że występuje tu gnębiony przez głupkowate komary (zapewne z wygolonymi łbami) motyl piszący opowiadania fantasy. I uroczo staroświecki i elegancki żuczek gnojarek. I walnięty pająk. I chamski giez. I wiele innych, a wszystkim głosu użyczyli wyłącznie ci dwaj panowie z pierwszego wersu. Słuchowisko nie jest dla dzieci. Polecam szczególne scenę międzygatunkowego seksu 😀 „Lenę” znajdziecie na stronie Abelarda – klik, a z tego co wiem, jest też już na Spotify.