
Wzrok ślizga się po ziemi, jest! A nie, to żółty listek brzozy, mały kawalarz, który udaje kurkę. Szukam dalej… Jest! Serce bije mocniej, palce odgarniają wilgotną ziemię, spod której wyłania się dorodna kurka. Ktoś, kto wymyślił ironiczne „emocje jak na grzybobraniu”, chyba nigdy nie szukał kurek w kaszubskim lesie. Emocje sięgają tu zenitu, zwłaszcza gdy trafi się na kurkową polankę i odkrywa wyrośnięte okazy.
W tym roku zbieranie grzybów idzie mi wyjątkowo dobrze, nie odcinam się od tej czynności, tylko w skupieniu lustruję mchy i brzozowe zagajniki. Podczas tygodnia na Kaszubach pogoda nas nie rozpieszczała, a ja złapałam się na myśli, że całkiem fajnie, że padał deszcz, bo będzie więcej kurek. To chyba oznacza, że wkręciłam się w temat?

Sezon kurkowy zaczynamy od jajecznicy z kurkami, ona po prostu musi być. Jajka bierzemy od zaprzyjaźnionej gospodyni. Na drugi rzut idzie makaron z kurkami, najprościej jak się da – oliwa, parmezan, duszone kurki. W jednej z makaronowych wersji przygotowałam grzyby z duszonym na maśle porem, pyszne to było!
Po pastach czas na zupę i tarty. Dzisiaj wstawiam do piekarnika tę – klik, chociaż ekspresowa na cieście francuskim też jest przyjemna – klik. Dwa dni temu ugotowałam zupę kurkową z ziemniakami oraz dodatkiem fasolki szparagowej i na tym daniu dzisiaj się skupię.