Świąteczny piernik
Piernik świąteczny

Kilka dni temu moja siostra Ewa podesłała zdjęcie świątecznej listy (wiadomo, lista jest najważniejsza, czym poczytacie tutaj). Zdziwiłam się, że to JUŻ i jednocześnie poczułam ukłucie zazdrości, że one robią to beze mnie, że układają spis świątecznych potraw przed moim przyjazdem. Ale pozbierałam się po tym ciosie i zabrałam się za testowanie przepisów na piernik. Postanowiłam sobie, że w tym roku poszukam innej receptury niż ta, z której korzystamy od lat.

Od niedawna miałam na oku przepis Maliki Juchnowicz z książki „Przyprawy” (pisałam o niej tutaj), więc nie traciłam czasu na poszukiwania receptury, tylko zabrałam się za pieczenie. W domu zapachniało przyprawą korzenną i miodem, zrobiło mi się ciepło i nie była to wyłącznie zasługa nagrzewającego się piekarnika. Pomyślałam o świętach, o spotkaniu z rodziną, wizycie w rodzinnym domu, w którym nie byłam od kilku miesięcy… Niestety ciepły zapach miodowych korzeni szybko przeistoczył się w swąd spalenizny, więc przerwałam dumania i podbiegłam do piekarnika. Pierwsze, co pomyślałam, to że papier do pieczenia zetknął się z grzałką i się zapalił, bo ciężko było mi sobie wyobrazić, że oto w 160 st. C. pali się piernik.
W grudniowej odsłonie cyklu Lubię to postanowiłam podsunąć kilka pomysłów na okołokulinarne prezenty. Niektóre rzeczy już tu się pojawiały, ale tutaj pasują, no i niezmiennie je polecam.

1. Przezroczyste bombki. 

Pakuję do nich własnoręcznie upieczone ciasteczka lub trufle (np. te najłatwiejsze). Pomysł podpatrzyłam kiedyś świątecznym felietonie Marty Gessler w Wysokich Obcasach, więc gdy zobaczyłam te bombki w sklepie Tiger, od razu je kupiłam.