Książki kulinarne pod choinkę

22 listopada 2019

Od lat wyznaję zasadę, że nie ma nic lepszego na gwiazdkę, niż książki. Dzisiaj mam dla Was porcję książek kulinarnych idealnych pod choinkę, które z całego serca polecam, bo uważam je za wartościowe. Większość z nich ukazała się w tym roku, niektóre z nich otrzymałam bezpośrednio od autorów, wydawnictw, a niektóre kupiłam.

Zaczynam od czterech książek, które różnią się wizualne, ale łączy je jedno: autorki i autorzy wydali je własnym sumptem. Wydanie książki na własnych zasadach to wielkie przedsięwzięcie, jestem pełna podziwu dla twórców i ich dzieł.

“Polka przy garach” Mrs. Polki Dot vel Agnieszki Burskiej-Wojtkuńskiej doczekała się już dodruku (książki będą w grudniu – klik), ale zniecierpliwieni zawsze mogą kupić e-booka (tutaj- klik). To poręczna, kolorowa pozycja pełna fajnych pomysłów na codzienne gotowanie. Znajdziecie tu “sprytne patenty na zdrowe śniadania” (seksowne zdjęcia nocnej owsianki z masłem orzechowym i bananami śnią mi się po nocach), “obiady z jednego garnka”, “samorobiące się obiady” czy weekendowe wersje gotowania, nieco bardziej rozbudowane (“obiady na 4 palniki” czy “weekendowe śniadania mistrzów”). Bardzo podoba mi się szata graficzna książki, podział rozdziałów na kolory, spójny font i w ogóle pyszna całość, którą przyjemnie się wertuje w jesienne wieczory.

“Mamucie przysmaki” Violi Grzelki to druga self-publishingowa pozycja kulinarna i to z kolei książka, która przypomina album o sztuce. Przepięknie wydana, od szlachetnego papieru, przez czystą, elegancką szatę graficzną, po fotografie, w które autorka wplotła swoje obrazy! Jest pięknie. Jest sporo do czytania, bo to również ciepła opowieść kulinarna autorki. I jest pysznie, często nieskomplikowanie. Książkę podzielono na rozdziały “Dotyk jesieni”, “Boże Narodzenie”, “Karnawał”, “Przedwiośnie”, każdy z nich to kontemplacja czasu i miejsca, w jakim znajduje się autorka. Polskie dania i składniki przeplatają się z egzotycznymi dodatkami, bardzo podoba mi się ten mariaż. Spójrzcie np. na to: kasza gryczana z kapustą i grzybami shitake czy kimchi z czerwonej kapusty.  Książkę kupicie tutaj – klik.

“Lubię” i “Ameryka” Moniki Mądrej-Pawlak i Jana Pawlaka (wyd. Ryżowe Okulary) to kolejne tomiszcza wydane własnym nakładem przez twórców. To książki, które umiliły mi pierwsze tygodnie macierzyństwa, bo kupiłam je sobie w ramach prezentu. Obezwładniające fotografie, szczere, energetyzujące przepisy, niezwykły motyw przewodni. “Lubię” to ulubieńcy z kraju i ze świata (w tym na słynne śródeckie serniki), a “Ameryka” to fotograficzno-kulinarny zapis rocznej wyprawy rodziny Pawlaków, ich opowieści z tego czasu, smaki, ludzie, miejsca. Jest to cudo i słów mi brak, by to opisać. Nie wiem, gdzie te książki trzymać – na regale z kulinariami czy może na półce poświęconej fotografii, bo pasują tu i tu. Moje jedyne “ale” dotyczy fontu, którego rozmiar czasem męczył mi oczy (małe literki). Książki kupicie tutaj – klik. I wisienka na torcie: właśnie ruszyła przedsprzedaż trzeciej pawlakowej książki, “Chamskiego ryżu”!

“Szafran, mięta i kardamon” Samar Khanafer (wyd. Buchmann)  wyszła już rok temu, ale byłam wówczas w ciąży i odrzucało mnie od jakiejkolwiek książki kulinarnej, dlatego piszę o niej z takim opóźnieniem. Pierwszą książkę Samar (“Hummus, za’atar i granaty”) uwielbiam, zrobiłam z niej wiele potraw i zanosi się na to, że z “Szafranem…” będzie podobnie. Kluczem w tej pozycji jest podział dań wg przypraw i ziół, na jakich się opierają. Są takie z nutą różaną, są szafranowe czy kardamonowe, z reguły zahaczające o Bliski Wschód. Jest pysznie! Obecnie największą chętkę mam na kafty w sosie z daktyli i ciecierzycy oraz na tabbouleh z granatem i pistacjami.

“Świętujemy” Alicji Rokickiej vel Wegan Nerd (wyd. Marginesy) to kolejna wegańska pozycja na mojej półce. Tym razem Alicja bierze na warsztat świąteczne receptury, dokonując ich weganizacji. Bardzo lubię tę konwencję – rozdziały “Niemięso” czy “Przepisy bezrybne” podpowiadają, czego można się spodziewać. Alicja ma wielką fantazję i fajnie bawi się smakami, zachęciła mnie do przerobienia kilku swoich przepisów na wegańskie, łaszę się na przykład na boczniaki a’la śledzie. Ale wracając do książki – okraszona jest szalonymi fotografiami autorki, której styl bardzo lubię. Jedyne, co mnie drażni w książce to dziwnie rozstrzelone nazwy przepisów – nie rozumiem tego układu. Ale już przy liście składników można odetchnąć. Na co mam chętkę obecnie: kartacze a’la mięsne i gulasz bezmyślny.

“Sztuka gotowania”  Niki Segnit (wyd. Buchmann) to – po wspaniałym, pełnym wdzięku i humoru “Leksykonie smaków” kolejna książka, którą warto mieć na swej półce. Warto, jeśli lubi się czytać o gotowaniu, jeśli chce się poznawać mechanizmy sztuki kulinarnej, cały ten kuchenny ciąg przyczynowo-skutkowy. Autorka przekonuje, że wystarczy poznać kilka bazowych przepisów, by móc poszaleć w kuchni i za pomocą nieznacznych modyfikacji wyczarowywać kolejne potrawy. Częściowo ma rację, chociaż ja mam słabą pamięć i np. piekąc ciasta (poza kruchym, to znam na pamięć), muszę posiłkować się książkami. “Sztuka gotowania” to solidna pozycja dla wkręconych w gotowanie.

“Portugalia do zjedzenia” Bartka Kieżunia, znanego jako Krakowski Makaroniarz (wyd. Buchmann) to tomiszcze pełne portugalskich opowieści i oryginalnych przepisów. Dobra rzecz, gdy chce się zgłębić tę kuchnię, ale i smakowity kąsek do czytania w jesienne wieczory. Wolałabym, by jej format był nieco bardziej poręczny, bo dla mnie książka ma mieścić się w stojoaku na kuchennym parapecie, ale to już moje osobiste czepialstwo.

“Polowanie na grzyby” Zofii Leszczyńskiej-Niziołek (wyd. Buchmann) to piękny, ciekawy merytorycznie atlas poświęcony grzybowym oczywistościom i ciekawostkom. Grzybowych atlasów jest tyle, co kurek po deszczu na Kaszubach, ale o fajny trudno. Ten ma superdokładne zdjęcia i opisy, no i zawiera tyle ciekawostek, że trzeba go sobie dawkować porcjami. To tak jak z potrawką z grzybów – zjesz cały garnek i go nie strawisz, ale serwując sobie po miseczce, będzie akurat. Ja zaglądam doń na bieżąco: trafiłam na grzyby wyglądające jak marchewkowe strużynki i od razu szukałam ich w książce.

“Wykorzystuję, nie marnuję. 52 wyznania zero waste” Sylwii Majcher (wyd. Buchmann) to niewielka książka, która może zrobić wiele dobrego. Autorka podzieliła wyzwania na cztery pory roku, wzbogaciła je o wywiady z ekspertami z różnych dziedzin,  dorzuciła trochę przepisów i porad. To ciekawa pozycja zarówno dla raczkujących w temacie zero waste, jak i dla zaawansowanych. Podsunęła mi trochę pomysłów, rozjaśniła kilka kwestii i zmobilizowała do działań. Niektóre z nich to błahostki – na przykład rezygnacja z herbat w torebkach, inne nieco większe – na przykład nastawienie własnego octu ze skórek cytrusów. Ale jeśli po lekturze wcielicie w życie chociaż jedno wyzwanie zero waste, oznacza to, że warto było polecić tę książkę.

Na liście propozycji na prezenty kulinarne nie ma nowego Jamiego Olivera, który wydał książkę z bezmięsnymi przepisami – “Wege”, choć pewnie ta pozycja mi się spodoba. Ale jeszcze jej nie kupiłam. W trakcie pisania tego zestawienia przypomniałam sobie o “Prosto” Yotama Ottolenghiego, którą bardzo lubię. I  o “Nowej Jadłonomii” Marty Dymek, z której obecnie sporo gotuję. To są kolejne idealne książki kulinarne pod choinkę.

Nota bene: tak sobie spoglądam na to zestawienie i zauważyłam, że wydawnictwo Buchmann rozwaliło bank.

1 Komentarz

Zostaw komentarz