Kaszuby. Keks z brokułami i pomidorkami

4 czerwca 2017

słony keks

Pierwszy w sezonie wyjazd do Domku o Zielonych Okiennicach (duża litera, bo to już w zasadzie nazwa własna) jest najmilszy, bo i ekscytacja największa. Poranna krzątanina, pośpieszne śniadanie i pakowanie. Mam żelazną listę przedmiotów do zabrania: środek przeciwko komarom i kleszczom (uroki kaszubskiej głuszy), kawiarkę, aparat fotograficzny i weekendowe wydanie Gazety Wyborczej. To niezbędniki, w zestawie nieobowiązkowym jest jakieś ciasto (najczęściej tarta z malinami, białą czekoladą i owsianką kruszonką – klik lub beza z sezonowymi owocami – klik).

Po spakowaniu ruszamy w drogę, z obowiązkowym przystankiem w Sulęczynie. Gdy docieramy na miejsce, zasysa nas drżący od ptasich treli i pulsujący zielenią las. Najczęściej wita też nas chmara stęsknionych komarów, więc zamiast rozgrzać kawiarkę, najpierw psikamy się środkiem na insekty. Dopiero później nastawiam kawę, rozkładamy pamiętające dzieciństwo Tomka, chybotliwe leżaki i zanurzamy się w lekturze gazety.

słony keks

Okej, to nie do końca prawda. Tak było zanim pojawił się Olutek. Teraz kawę sączy jedno z nas, a drugie biega za Olkiem. A potem zmiana. Gazetę czytamy w biegu, o ile w ogóle to się udaje, bo Olo ma dużo energii i potrafi biegać kilka godzin. Mam nadzieję, że z pojawieniem się obiecanej przez dziadka piaskownicy, zyskamy nieco spokoju.

Następnym punktem programu jest spacer nad Leśne Jeziorko i kilka minut (a obecnie sekund) kontemplacji ciszy unoszącej się nad gładką taflą wody. Ja marzę wtedy o kąpieli, a Tomek o powrocie do domku. Jeśli jest czerwiec, moje marzenia realizuję i pluskam się w wodzie. Gdy wychodzę z jeziora, moja skóra jest lekko czerwona, bo wody w jeziorze mają taką barwę, co odstrasza większość amatorów kąpieli, ale nie mnie. Uwielbiam pływać w Leśnym Jeziorze, to jak wejście w sam środek lasu, zanurzenie się po uszy w ciszy. Pływaniu towarzyszy pisk czapli, a mój oddech śpiewa w duecie w delikatnym szumem trzcin. Szczęście w czystej postaci.

Książka zapach truskawek rodzinne opowieści

W tym roku Kaszuby zainaugurowałam wytrawnym keksem z brokułami, pomidorkami koktajlowymi suszonymi pomidorami. Przepis na ten wypiek publikowałam w swej pierwszej książce, to receptura z której bardzo często korzystam (podobnie jak pozostałe z „Zapachu truskawek”).

Właśnie, moja książka! Ostatnimi czasy widywałam ją u Was na Instagramie, co mnie niezmiernie cieszy, bo trochę o niej zapomniałam, a ona ciągle żyje. Podpytujecie mnie, gdzie można ją kupić – wiem, że jest jeszcze tutaj.

słony keks

KEKS NA SŁONO

  • 3 jajka
  • około 150 g różyczek brokułów, ugotowanych na półtwardo
  • 10 pomidorków koktajlowych
  • 200 g mąki
  • 100 ml oleju
  • 100 ml mleka
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki płatków chilli
  • 1/3 szklanki startego sera żółtego (cheddar będzie dobry)

Jajka ubijam na puszystą masę. W drugiej misce mieszam mąkę, proszek do pieczenia, chili, sól i starty na grubej tarce ser.

Do jajek wlewam mleko i olej, lekko mieszam. Następnie wsypuję suche składniki i mieszam, aż wszystko się połączy, nie za długo i nie nazbyt dokładnie. Na koniec wrzucam podzielone na różyczki brokuły oraz pomidorki, mieszam i przekładam do keksówki. Piekę w 190°C przez trzydzieści pięć ? czterdzieści minut. Keks można jeść na ciepło i na zimno.

Uwagi:

  1. Zamiast brokułów można do keksa wrzucić kalafiora albo pokrojone w kilkucentymetrowe kawałki zielone szparagi.
  2. Zamiast cheddara, cudownie sprawdza się tu lazur. Można też dorzucić ziarna słonecznika, migdały albo ulubione orzechy. Doskonale pasują tu oliwki i kapary.
  3. Keks to świetny pomysł na piknikowe jedzenie, ale na ciepło, prosto z piekarnika też fajnie smakuje.

Książka zapach truskawek rodzinne opowieści

21 komentarzy

  • 6 miesięcy temu

    Cudowny keks i magiczne zdjęcia 🙂

    • Ania Włodarczyk
      6 miesięcy temu

      Dziękuję bardzo 🙂

  • Justyna
    6 miesięcy temu

    Właśnie czytam, bardzo mi się podoba!?

    • Ania Włodarczyk
      6 miesięcy temu

      bardzo się cieszę! 🙂

  • Justyna
    6 miesięcy temu

    Hmm, telefon robi figle…

  • Avrea
    6 miesięcy temu

    aż chiałabym się znaleźć w Twojej głuszy 🙂

    a ksiażękę Twą posiadam i piekę z niej kesky 🙂

    • Ania Włodarczyk
      6 miesięcy temu

      Super! Ja dawno nie piekłam tego keksu i z przyjemnością do niego wróciłam.

  • Zosia
    6 miesięcy temu

    No dobra, to kiedy druga książka 🙂 ?

    • Ania Włodarczyk
      6 miesięcy temu

      Pod koniec roku 🙂 Ale już bardziej kulinarna, z tym że czytania też bedzie sporo. Chyba nie umiem zrobić tak, żeby nie było nic do czytania 😉

  • Ewaaa_ka
    6 miesięcy temu

    Uwielbiam „Zapach truskawet”. Wracam do niej kilka razy w roku, tak jak w czasach dzieciństwa do „Dzieci z Bullerbyn”. Czytam sobie fragmentami. A Twoje opowieści o Kaszubach przenoszą mnie do świata wspomnień. Często wtedy wzdycham z rozrzewnieniem. Pisz dalej, nie przestawaj:) pozdrawiam – Ewa

    • Ania Włodarczyk
      6 miesięcy temu

      Ewa, dziękuję Ci bardzo za ten komentarz. Jestem bardzo szczęśliwa czytając takie rzeczy… To jest niezwykle budujące i mobilizujące.

  • Kamila
    6 miesięcy temu

    A w takim jeziorku nie ma pijawek? Ja bym sie bala ale mam od zawsze lekka ichtiofobie i wchodze tylko do bardzo przejrzystej wody.

    • Ania Włodarczyk
      6 miesięcy temu

      Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale tez nigdy pijawek nie spotkałam 😉 W żadnym jeziorze. Najbardziej lubię pływac w jeziorach, mimo że często woda jest mętna, ale ja z kolei nie mam takich oporów 🙂

  • basia
    6 miesięcy temu

    Keks spektakularnie wyrósł i równie spektakularnie opadł – ale to najsmaczniejszy zakalec, jaki udało mi się upiec 🙂

    • Ania Włodarczyk
      6 miesięcy temu

      O, zakalec? W sumie ten keks jest trochę zakalcowaty, zbity w środku. Mi jakoś szalenie nie rósł, ale moze to kwestia ubicia jajek 🙂

  • Anna
    6 miesięcy temu

    Dziękuję za podpowiedź z księgarnią. Właśnie kupiłam książkę i już nie mogę się doczekać aż wypróbuję jakiś przepis 🙂

    • Ania Włodarczyk
      6 miesięcy temu

      🙂 Życzę inspirującej lektury!

  • Lucy
    6 miesięcy temu

    Czy pomidorki dodajemy w całości? Bo widzę, że na zdjęciu są połówki.
    Jutro piknik więc będzie keks 🙂

    Pozdrawiam serdecznie!

    • Ania Włodarczyk
      6 miesięcy temu

      Dodawałam połówki, bo miałam mniej pomidorków niż w przepisie 🙂 Na wierzch mozna spokojnie połówki, w środku lepiej sprawdzają się całe. No i zyczę udanego pikniku! 😀

  • Lucy
    6 miesięcy temu

    Bardzo dziękuję! Jak na razie pogoda dopisuje 🙂
    Miłego weekendu!

Zostaw komentarz