Wiarygodność kulinarna a promocja gastrośmieci, czyli dzisiaj nieco poważniej

7 listopada 2014

W kuchni pachnie duszoną cebulą. Muszę powstrzymywać się, by nie podjadać jej ciągle z patelni, bo zabraknie mi nadzienia do placka. Kilka minut później pissaladiere ląduje w piekarniku, a ja mam nieco czasu na lekturę. 

W listopadowych magazynach odnajduję dwa smaczki: artykuł o Nigelli Lawson w „Wysokich Obcasach Ekstra” i wywiad z Yotamem Ottolenghi w „Kuchni”. W tekście o Nigelli wychwytuję soczystego newsa: niebawem możemy wyczekiwać nowej książki pani Lawson! Rozmowa z Yotamem wciąga, pod koniec lektury mam wrażenie, że znam go trochę lepiej. Imponuje mi sposób, w jaki podchodzi do tworzenia nowych potraw, precyzja w doborze smaków i dbałość o szczegół. 
Nasycona wywiadem przewijam kolejne kartki magazynu i nagle łapie mnie niestrawność – spaghetti carbonara z proszku, naprawdę?! 
Przypominam sobie, że to samo było w poprzednim numerze, jakieś proszki, torebki, świństwo, jakiego nie tknąłby żaden człowiek mający jakiekolwiek pojęcie o gotowaniu. Ja rozumiem, że to płatny materiał, ale czy warto podważać całą filozofię pisma, psuć smak całości przez tego rodzaju reklamę? Taka „niespodzianka” w fajnym, ciekawym magazynie jest dla mnie jak garnek pysznej, domowej zupy, do którego ktoś wrzucił kiepskiej jakości kostkę rosołową – praca włożona w gotowanie idzie na marne, bo kostka psuje i zagłusza cały smak.
I tak się zastanawiam… Czy można wiarygodnie pisać o dobrym jedzeniu i jednocześnie umieszczać reklamy dań w proszku?  
Na marginesie dodam, że z powodu takich właśnie reklam moja koleżanka zrezygnowała z kupowania „Kuchni”. W zasadzie też powinnam tak zrobić, ale ciągle mam nadzieję, że to jest jakiś jednorazowy wybryk, no i daję się skusić – to pięknymi zdjęciami znajomej, to wywiadem z Y. Ottolenghi (swoją drogą: gdyby Yotam wiedział…).
Wracam do mojego placka. Zrobiony od podstaw, bez żadnych „Pomysłów na…” i innych cudów. Mąka, drożdże, woda, cebula, anchovies, oliwki, trochę przypraw. Tylko tyle i aż tyle, bez ściemy.
Przepis w następnym poście, bo tu za smutno się zrobiło.

30 komentarzy

  • 3 lata temu

    Jak Twoja koleżanka przestałam kupować Kuchnię – nie tylko przez reklamy chemii, bo w pewnym momencie Kuchnia przechodziła taki kryzys, że nie było nic w niej ciekawego, przepisy były niedopracowane, zilustrowane zdjęciami innych potraw. Podobno Kuchnia wyszła na prostą, ale ostatnio zajrzałam i pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to reklama chyba gotowego sosu do makaronu…
    Na szczęście mamy Kukbuka, Smak, Usta – oby ich ominęły reklamy śmieciowego jedzenia, bo inne, których jest coraz więcej drażnią mnie mniej. Bo najważniejsze, żeby nie przeczyć sobie, a Kuchnia właśnie to robi.

  • 3 lata temu

    Też się ostatnio nad tym zastanawiałam, ale wydaje mi się, że Kuchnia jest na tyle uniwersalnym magazynem kulinarnym – tzn. dla kuchennych fanatyków, ale też dla osób mniej zainteresowanych tematem, że stąd ta reklama. Tzn. przynajmniej część grupy docelowej Kuchni gotuje z tego typu półproduktów, chemii, ściemniaczy, itd. – też wolałabym, żeby tego typu produkty nie miały swojej reklamy w magazynie kulinarnym, ale to raczej temat na większą dyskusję o prawach marketingu i polskim rynku reklamy oraz świadomości konsumentów.

    • 3 lata temu

      Myślisz? To ciekawe spostrzeżenie, nie pomyślałam o takich czytelnikach.

    • 3 lata temu

      Ja myślę, że właśnie takich czytelników warto edukować. Bo potem widząc w gazecie reklamę takich sosów w proszku utwierdzają się w "słuszności" ich stosowania.

  • 3 lata temu

    Brawo! Ja od dawna przez takie reklamy przestałam kupować pewne kulinarne gazety.

  • 3 lata temu

    Ja mimo wszystko jeszcze kupuję Kuchnię, aczkolwiek w stu procentach się z Tobą zgadzam! Wszystkie przepisy zrobione pod produkty albo reklamy ohydnyh proszków to przesada!! Niestety, pozostają jedynie ekskluzywne magazyny kulinarne, których na rynku jest kilka 😉 do kupienia w dobrych księgarniach (czasem kukbuk w kioskach)

  • 3 lata temu

    Ja akurat te gazetę kupuję, lubię ich cykle, szate graficzną itp i jest na moją kieszeń 🙂 ale faktycznie sa u nich rzeczy rażące, dziwią reklamy gotowców jak ten powyżej a kiedyś nawet do nich pisałam ponieważ były nieścisłości w nazewnictwie, chodziło o kasztany jadalne, a oni pisali kasztany i odwoływali się do tych zbieranych jesienią… dostałam odpowiedz ze dziękują za czujność ale to był materiał reklamowy jakiejś firmy wiec nie maja na niego wpływu… i tu ręce mi opadły 🙁

  • 3 lata temu

    Masz rację, reklamy gotowców w piśmie o tematyce kulinarnej są jednak nieco irytujące. Bo po coś są tam przepisy, wskazówki, piękne zdjęcia, żeby z nich korzystać i robić coś, co będzie nie tylko smaczne, ale i zdrowe.
    Poza "Kuchnią", prenumerowałam kiedyś "Zwierciadło". Z tego drugiego zrezygnowałam z powodu ilości reklam, która zalała pismo…
    Mam jednak archiwalne numery obu pism i chętnie do nich wracam. Czasem zaś, podobnie jak Ty, zachęcona jakimś tematem, ulegam pokusie i kupuję nowy numer.

  • 3 lata temu

    A mnie przyszła do głowy też myśl z drugiej perspektywy. Kto w firmie "winiary" ma takie genialne pomysły, żeby w magazynach dla ludzi, którzy bądź co bądź interesują się kulinariami, reklamować proszki? Przecież to kompletna strata pieniędzy! Niech się reklamują w Playboyu albo Cosmo – myślę, że tam mają większe szanse na skuteczność, bo i klientela jest bardziej "randomowa", co nie?

  • Anonimowy
    3 lata temu

    jaka jest różnica między reklamami a materiałami sponsorowanymi? kto jest bez winy, niech rzuci pierwszy kamieniem

    • 3 lata temu

      Ja nie mowię o każdej reklamie, ale o takiej, która przeczy idei pisma/blogu/programu/jakiegokolwiek medium, w jakim sie pojawia.

  • 3 lata temu

    Az przjerze BBC Good Food i Donne Hay, ale wydaje mi sie, ze tam maja bardziej dobrane produkty. Ale bardzo ciekawa obserwacja.

  • 3 lata temu

    Nie podchodzę do tematu ,torebkowego jedzenia' tak ortodoksyjnie,bo nikt nie jest święty.
    Choć nie ma ich w mojej kuchni,to wiem,ile tego proszku używa się w restauracjach.
    Kazdy to je trafiając w to czy inne modne lub nie, miejsce.
    Kuchnia ma trafić do różnego czytelnika.
    Magazyny kulinarne,które wychwalacie też mają swoje wady .
    Zabaczcie ile w nich na przykład reklam.
    Jednym słowem nikt nie jest idealny.
    Ja wybieram to co mi wydaje się potrzebne.

    • 3 lata temu

      Ej, ja też nie podchodze do tego tak ortodoksyjnie, podobnie jak do kostek rosołowych, itepe 🙂 Ale są granice 'pomocy' w kuchni – dobrej jakości kostka rosołowa to nie jest przecież żaden grzech, ale propagowanie gotowania z proszku (ta carbonata to znakomity przykład: samą pastę na normalnych składnikach robisz tyle samo czasu co potrawe na bazie tego czegoś, proszku) to jest przegięcie, jeśli dzieje się na łamach pisma kulinarnego. Jedno przeczy drugiemu. Wiadomo, nikt nie jest bez wad, ale mnie takie sprzeczności bardzo rażą.
      A reklama jest plagą naszych czasów, niestety.

    • Anonimowy
      3 lata temu

      Oj nie w każdej restauracji nie w każdej , ale jest jeszcze wiele, takich które prowadzone są przez osoby które z czasów PRLu jeszcze się nie wygramoliły .
      Wiekszość nie stosuje świństw w postaci proszków ,gotowych zup znanych firm z wiadra ,sosow , przypraw typu vegeta jarzynka srażynka itd Szanują siebie i swoich klientów ,chcą by klient wrócił .

  • Anonimowy
    3 lata temu

    Hmmm teraz wszyscy sie sprzedaja….blogerki kulinarne np. co chwile 'pisza' sponsorowane artykuly czy 'organizuja' konkursy na czekolady, przyprawy i inne rzeczy. Trzeba z czegos zyc zakladam…

    • 3 lata temu

      Niżej napisała to, co myślę. Jak ma się reklamowanie przypraw do reklamowania dań w proszku? Nijak, Anonimie. Z czekoladą podobnie.

  • Anonimowy
    3 lata temu

    No wlasnie…ktos moglby sie klocic, ze blogerka reklamuje okropna czekolade. Zamiast 80% cocoa eko produkt…ehhh…jak ktos wyzej napisal….nie rzuca sie kamieniem jak samym nie jest sie swietym

    • 3 lata temu

      Anonimie, przyrównanie wpisu reklamowego dot. czekolady Wedel do reklamy sosu carbonara w proszku świadczy o tym, że nie rozumiesz tego, o czym piszę. Ale oczywiście jak każdy masz prawo do swego zdania, również tutaj, choć fajnie byłoby, gdybyś się podpisał.

      "Cocoa eko" to podstawa, to fakt.

    • Anonimowy
      3 lata temu

      Ej tam, nawet jak pisze cos milego (w wiekszosci) to sie nie podpisuje, ale wtedy nie masz z tym problemu. Dlaczego? Ja jednak nie widze roznicy pomiedzy reklamowaniem sztucznej czekolady, robionej z 'oblesnych' skladnikow a reklama jakiegos tam sosu w proszku. Czekolada powinna byc wg mnie byc robiona z jak najbardziej naturalnych skladnikow tak samo jak sos. Nigella w wielu przepisach uzywa 'skrotow' – np. pomidorow w puszkach etc – moze wiec reklama sosu w proszku kolo jej artykulu nie jest taka straszna? Leszek Peszek heheh

    • 3 lata temu

      No tak, miłe anonimy mniej zapadają w pamięć, a te stojące w opozycji kłują, bo wydaje mi się, że wchodzi ktoś, kto rzuca kilka słów w kontrze i nawet nie raczy się podpisać. Skrót a wyrugowanie gotowania z kuchni to wg mnie duża różnica. Kupny bulion bio ;), bez syfów a proszek wsypywany do makaronu celem uzyskania carbonary – to też różnica. No i ta nieszczęsna czekolada w zestawieniu z sosem w proszku: sos mogę zrobić samodzielnie i zajmie mi to tyle czasu, co przygotowanie tego proszku, do tego zrobienie sosu w domu nie wymaga prawie żadnych umiejętności kulinarnych. Czekolady w domu nie zrobię, więc posiłkowanie się nią w kuchni to nic zdrożnego. Kwestia, czy sądzisz, że czeko Wedla ma kiepską jakość, to już odnoga dyskusji. Ale każdy ma swoje granice – nie uwazam, że prawo do krytykowania takich zachowań w pismach ma tylko ten, kto sam uprawia owoce i warzywa bez chemii czy zaopatruje się w najwyższej jakości produkty. I fakt, że jem tę nieszczęsną czekoladę Wedla nie czyni mnie zakłamaną, bo istnieje duża przepaść między korzystaniem z produktów instant w kuchni, a noamrlnym gotowaniem na bazie produktów, które nie każdy uważa za towar odpowiedniej jakości

  • 3 lata temu

    Można się zastanawiać, jaki marketingowiec pakuje reklamę proszku do pisma z ambicjami kulinarnymi i zapytać też, jak sytuacja ma się zagranicą. To, jakie jest pismo, w Polsce nie zawsze zależy od czytelnika a od grona niedouczonych panien w wielkich okularach, które nie mają nic przeciw chemii w kuchni, bo co tam ich interesuje czytelni? Nie chce – niech nie kupuje. No i nie kupuje 🙂

    • 3 lata temu

      Już ktoś o tym wyżej wspomniał, to jest słuszne spostrzezenie! Ja kupuję i jęczę… 😉

  • 3 lata temu

    Podzielam Twoja filozofię gotowania, wyrzekam się proszków, instantów i polepszaczy. Ale ja chyba umiem gotować. Albo umiem zdrowo gotować. Albo mi się chce.
    I naprawdę przeżyłam szok kiedy moja współlokatorka przyznała, że ona nie umie nic innego poza ugotowaniem makaronu i zrobieniem owego sosu z proszku. Ostatecznie przekonał mnie jej widok czyszczącej i krojącej kurczaka… 20 minut poźniej z piersi zostało 60 % które usmażyła. Chyba nie można zapominać, że nie każdy jest kulinarnym opętańcem i np spędza piątkowy wieczór na obieraniu owoców bzu w ilościach hurtowych 🙂

  • 3 lata temu

    Szczytem absurdu w takich produktach jest sos pomidorowy w proszku… przecież zamiast proszku można wziąć puszkę pomidorów i w ciągu tych samych kilku minut przygotować prawdziwy sos do makaronu. Albo ciasta w proszku, czyli mąka z dodatkiem proszku do pieczenia i cukru 😉

  • Anonimowy
    3 lata temu

    Hmm, a w Kukbuku, do którego Pani pisuje i który kosztuje niemało jest np. reklama chipsów. Moim zdaniem średnio pasuje to do potraw i filozofii jedzenia, jakie się na łamach pisma prezentuje.

  • Anonimowy
    3 lata temu

    "smieciozarcie" jest szybkie i tanie przede wszystkim. do carbonary musisz miec dobry boczek, dobre jaja (trojki w smaku zalatuja paszą) no i pewnosc ze jaja są wolne od salmonelli..proszek nie jest zdrowy, czy smaczny – to juz kwestia przyzwyczajenia, ale jest bezpieczny, szybki no i tani. co dla ludzi ktorzy maja rownie malo czasu co pieniedzy, jest bardzo ważne. podam przyklad mojej kolezanki ktora codziennie do pracy dojezdza 3 godziny. wychodzi z domu przed szosta rano, wraca po szostej wieczorem. i mowi ze uzywa tych wszystkich dan w proszku (glownie do zapiekanek makaronowych) bo jest tak zmeczona ze stanie przy kuchni, gotowanie, zmywanie jest dla niej udreka, a nie przyjemnoscia. jezeli gotuje, to duze ilosci i na zapas, ale takie jedno posiedzenie zajmuje jej kilka godzin.

  • Anonimowy
    3 lata temu

    Gratuluję odwagi poruszenia ważnego tematu. Niektórzy ludzie niestety nie są w najmniejszym stopniu świadomi tego, jaką szkodę wyrządzają sobie żywiąc się chemią, a sos z paczki to jej najczystsza postać. Rozumiem, że nie wszystkich stać na żywność ekologiczną, ale dokonywanie zdrowych, a przynajmniej dużo zdrowszych wyborów naprawdę nie jest uzależnione od zasobności portfela. "Promocja gastrośmieci" (świetnie określenie) to skandal i trzeba o tym mówić. Może tak wywołany temat skłoni kogoś do szerszej akcji uświadamiającej problem. Istnieje bowiem powszechne przekonanie, że skoro coś jest dopuszczone do sprzedaży i jeszcze reklamowane w pismach kulinarnych to złe i szkodliwe być nie może, bo ktoś (czyt. Państwo) troszczy się przecież o swoich drogich Obywateli – a tak niestety wcale nie jest …

  • 3 lata temu

    dzięki za kolejny ciekawy wpis 🙂 masz zupełną rację w tej kwestii… ale jednak chodzi o duże pieniądze i marketing… z tym się w dzisiejszych czasach nie wygra

Zostaw komentarz