Opowieści działkowe (Soupe au pistou – zupa z pesto)

14 lipca 2012
Działka dziadków nie była wielka, ale jakimś cudem mieściło się w niej wszystko. Rosły na niej krzaki czerwonej i czarnej porzeczki, truskawki, maliny i jeżyny. Była i rozłożysta grusza oraz czereśnia – co rok przynoszące obfite plony, była i wiśnia, którą w okresie owocowania dziadek osłaniał przed żarłocznymi szpakami. Rosły krzaki aronii, poziomki, na które rzucałyśmy się z siostrą zaraz po przyjeździe. Kusiła nas również słodka borówka amerykańska.
W malutkiej szklarni pachniały pomidory, na grządkach rosły rzędy chrupiących marchewek, pięły się  bób, groszek i fasolka szparagowa. Cebula rozkwitała wielką fioletową kulą, czosnek zaplatało się w wieńce, a koper, którego zapach nieodłącznie kojarzyć mi się będzie z tamtym miejscem, w pachnące pęczki.
Były też i kwiaty ? nielubiane przeze mnie wówczas aksamitki (nie znosiłam ich zapachu), lilie, które z kolei oszałamiały mnie swym aromatem, wielobarwne róże, kosaćce i tulipany? 

Czasem babcia zaganiała mnie do zrywania fasolki, niekiedy łuskałam bób albo zbierałam kłujące ogórki. Jednak gdy nadchodziło niedzielne popołudnie, nie bacząc na obowiązki, kładłam się na starej wersalce zajmującej niemal połowę altanki i oczekiwałam jednej z milszych chwil tygodnia: ?Przygód Mikołajka? czytanych przez Irenę Kwiatkowską.  Niedługo po słuchowisku trzeba było zbierać książki, piłki, kredki, skakanki, tłuste kulki papieru śniadaniowego po kanapkach robionych przez babcię, trzepać koce, chować pasiaste leżaki i pakować się do białego Malucha.  O dziewiętnastej trzydzieści w mieszkaniu rozbrzmiewał charakterystyczny sygnał Dziennika Telewizyjnego, którego nie można było przegapić, a potem Dynastia z piękną i szlachetną Crystal,  symulacja mycia w łazience, siusiu, paciorek i spać.
Dzisiaj, kiedy w lipcowe popołudnie wracam do domu z torbą warzyw, tęsknię do tamtych czasów obfitości, beztroski i słońca.  Na pocieszenie mam paczkę bobu, groszek, cukinię i fasolkę szparagową.
Będzie zupa.

SOUPE AU PISTOU – zupa z pesto
 (na 3-4 miseczki)
1 szkl wyłuskanego bobu (łuskany przed gotowaniem)
1 szkl wyłuskanego zielonego groszku
1 mała cukinia
duża garść fasolki szparagowej
1 duży ząbek czosnku
2-3 łyżki oliwy / oleju do smażenia
ok. ? szkl drobnego makaronu
ok. 750 ml gorącego bulionu
na pesto:
ok. 2 duże garści świeżych liści bazylii (łodyżki też można wykorzystać)
ok. 2 łyżki oliwy z oliwek extra vergine
2 ząbki czosnku
kawałek parmezanu (ok. 30g), starty
pieprz do smaku
Składniki pesto miksuję. Makaron gotuję wg instrukcji na opakowaniu. Cukinię obieram ze skórki, pozostawiając zielone paski, po czym kroję w niewielkie kawałki. Czosnek przeciskam przez praskę. Fasolce odcinam ogonki i kroję ją na kawałki ok. 3cm długości.
Na rozgrzaną w garnku oliwę wrzucam cukinię  chwilę ją podsmażam na niewielkim ogniu.  Dodaję utarty czosnek, lekko podsmażam. Wlewam gorący bulion i zagotowuję. Do wrzącego bulionu wrzucam bób i zieloną fasolkę. Od ponownego zawrzenia płynu gotuję ok.10-15 minut. Dodaję wyłuskany zielony groszek i gotuję jeszcze minutę. Doprawiam do smaku pieprzem i dodaję ugotowany wcześniej makaron.
Zupę przelewam do miseczek. Do każdej porcji dodaję po 1-2 łyżeczki pesto, mieszam, ozdabiam listkami bazylii i podaję.

Uwagi:
1. Przed ugotowaniem zupy przeglądałam różne przepisy na soup au pistou, ale najbardziej spodobał mi się przepis Małgosi. Jej zupa była ładniejsza, bo w całkowicie zielonej kolorystyce, ja złamałam zieleń żółcią fasolki szparagowej, bo wolę ją od jej zielonej siostry.
2. Zupa jest delikatna, a zarazem niezwykle sycąca (warzywa strączkowe!). Pyszna, piękna, letnia. Gdyby tak jeszcze fasolka , groszek i bób pochodziły w własnej uprawy?

32 komentarze

  • 5 lat temu

    Zupa wygląda pysznie, zwlaszcza że jestm fanką i bobu i pesto.

    Moji dziadkowie nadal mają ogród, ale nie ma już komu upraiwać grządek. Korzystają tylko z obradzających porzeczek, agrestu, śliw i jabłoni.
    Właśnie za owocami prosto z krzaka tęsknie najbradziej!

    Pozdrawiam z Cypru i zapraszam do mnie:)

  • 5 lat temu

    mam niemal dokładnie takie same wspomnienia:) szkoda, że już tak odlegle, a wciąż chce się tak żyć… jak oni… pozdrawiam

  • 5 lat temu

    Piękna ta Twoja opowieść Aniu 😉 I na pewno zupa przepyszna!

  • 5 lat temu

    rozmarzylam sie Aniu…. Tez takie wspomnienia ogrodowe warzywno-owocowe posiadam, co prawda nie z dzialki ale z ogromnego ogrodu. A ta zupke uwielbiam, Twoj przepis na pewno przygotuje!

  • 5 lat temu

    Cudowna zupa. Dzięki Tobie Aniu wróciły do mnie wspomnienia, do Babci i Dziadka musielismy jechać pociagiem 400 km . Ale potem to była bajka… jabłka prosto z drzewa, groszek wyłuskany lądował zaraz w buzi … i wiele innych pysznych owoców zrywanych z krzaka. Najbardziej "bałam" sie agrestu 🙂 bo wychodziłam z pomiędzy krzaków cała pokłuta :)) Pozdrawiam

    • 5 lat temu

      Rzeczywiscie, agrest kłuł strasznie…Ale lubiłam go bardzo 🙂

  • 5 lat temu

    Mam podobne wspomnienia:) Mój dziadek miał kiedyś działkę, na której teraz dumnie wznosi się nowy Wydział Biologii i Chemii. Pamiętam wyciągane wprost z ziemi młode marchewki, agrest, i czarną porzeczkę. To były czasy!:) Pozdrawiam

  • 5 lat temu

    cudowne wspomnienia, własnie taki ogródek chcę stworzyć dla swoich dziewczyn, w tym roku 2,5 letnie siała groszek a potem go pałaszowała namiętnie..teraz wchdozi do ogrodka rozżalona,że już go nie ma.. borówka amerykańska powoli zaczyna się rumienic, choć krzaczek ma dopiero z 20 cm ( ale zrobiła niespodziankę i jest z miseczka owoców:) będą też jeżyny..bo choć małe to oblepione zielonym gronami.. poziomki będą w przyszłym roku.. na wiosne siałam nasiona i pieknie wyrosły sadzonki.. jeszcze tylko zbudować skrzynie…. ech będzie ogródek i własne czereśnie, gruszki i wiśnie:) bo nie ma piekniejszych wposmnień niż te z dzieciństwa.. a jak patrze na ceny owoców to łapię się za głowę.. nie wszystkim dzieciom jest dane objadać się kilogramami owoców… bo rodziców po prostu nie stać..

    • 5 lat temu

      Prawda – w warzywniaku tracę zawsze najwięcej pieniedzy, starsznie to wszystko drogie, niestety…

  • 5 lat temu

    Dzięki za "kłujące ogórki". Mój chrzestny strasznie się ze mnie śmiał, kiedy jako dzieciak mówiłam, że zrywanie ogórków kłuje i do dzisiaj nie byłam pewna, czy to nie fanaberia miejskiej panienki. 🙂
    Marzy mi się własny ogródek, wysadziłabym poziomki i dużo ziół. Póki co wydaję majątek na rynku. Groszku nie było, do diaska, ale mam dwie paki bobu, jutro będzie duszony z czosnkiem wg. przepisu orangette, który znalazłam u ciebie w zeszłym roku. Nawet patafian, który za bobem nie przepada, tą wersją się jara.

    • 5 lat temu

      Ba, Zuzu, przecie to oczywiste, że kłują! 🙂 I cukinia z krzaka też! Te duszony bób jest bdb, ale mnie zawsze skórki denerwują.

  • 5 lat temu

    Wiesz co ja myślę Aniu? Powinnaś założyć taki ogródek! Zdecydowanie, to przecież Twój świat! A zupa boska pesto& bób, taki polsko-włoski mix 🙂

    • 5 lat temu

      NIe posiadam ogródka 😉 A poza tym, kurczę, nie wiem, czy by mi zapału wystarczyło… Na razie hoduję truskawy na tarasie i duuużo ziół 🙂

  • 5 lat temu

    fajne wspomnienia, ale nie raz się przekonałam Aniu, że Ty zawsze tak pięknie wspominasz!! :-))

  • 5 lat temu

    nie dalej jak dzisiaj zrywałam kłujące ogórki i wspinałam się na wiśnię właśnie na malutkiej działce dziadka 🙂 pamiętam jak byłam młodsza jeździłam tam i wyjadałam poziomki z nielicznych krzaczków, albo jak grałam w badmintona przez płot z dziećmi działkowej sąsiadki. Ach… teraz będę wspominać dzieciństwo przez ciebie ;p

  • 5 lat temu

    cudowna zupa!!!! ajjj wielka inspiracja!

  • 5 lat temu

    z chęcią rozczytuję się w "cudzych" wpisach na temat szeroko pojętej ogrodowo-warzywnej pasji,a już ze szczególnym uwzględnieniem rodzinnej tradycji.
    porywam tę wykwintno- sielską zupę;)

  • 5 lat temu

    Aniu, nie znam drugiej osoby, któa TAK pisze. O wszystkim.
    Smaki, które przeplatasz słońcem, doprawiasz wspomniniami, łączysz z podróżami, dosypujesz marzeń, dekorujesz ludźmi, miejscami, mieszasz z ciepłem, dodajesz prawdę, wyrafinowanego gustu…

  • 5 lat temu

    zupa niesamowita, z moimi ulubionymi warzywkami, moi dziadkowie też mieli ogród, ale ogromny, zawsze mnie przerażał, ale młodą marchewkę, groszek prosto z "krzaczka" czy maliny zawsze z chęcią jadłam 🙂

    • 5 lat temu

      Aga, młoda marchewkę też wsuwałam nie raz – uwielbiam!

  • 5 lat temu

    Weekendy na działce to połowa mojego dzieciństwa. Najbardziej pamiętam krzaki czerwonej porzeczki, drzewka z mnogością wiśni, wielki krzak lubczyku i piwonie rosnące pod zieloną altanką. Mama zawsze cięła bukiet do domowego wazonu 🙂

    • 5 lat temu

      Moi dziadkowie dopiero teraz 'dorobili' się lubczyku,wczesniej go nie mieli, wiec nie mogłam go docenić… Ale teraz sama mam go 2 doniczki na tarasie 🙂

  • 5 lat temu

    Aniu, jak zawsze miło czyta się Twoje wspomnienia… 🙂 Dzięki nim, trochę cofnęłam się wstecz, gdy i ja jako dziecko jeździłam wraz ze swoją babcią na działkę. Była duża i dla odmiany nie miała żadnej altanki, w której można by odpocząć. 😀 A ze wszystkich marchewek, bobów i innych – najbardziej pamiętam groszek cukrowy, którym co roku objadałam się aż do upadłego. 🙂 Ale to tak dalekie dzieje… i dzisiaj działki już dawno nie ma…
    Co do zupy, wersję z żółtą fasolką też robiłam. I była tak samo dobra, jak z zieloną (choć ja dla odmiany, właśnie zieloną preferuję :)).
    O rany! Jak ja uwielbiam zupę z pesto! Nooo, teraz to mi smaka narobiłaś… 🙂

    • 5 lat temu

      Małgoś, ja groszkiem tez się objadałam, do bólu brzucha! 🙂 Ja tę zupę znów będę robić, ale z zieloną fasolką dla odmiany 😉

  • 5 lat temu

    Taką zupę zrobiłabym sobie podczas wizyty u rodziców – po wszystkie składniki wystarczyłoby wybrać się za płot na nasze poletko. Też nie jest za duże, ale są na nim borówki, kilka krzaków malin, agrestu, porzeczek, cały zagon bobu, fasolki szparagowej, buraczków, marchewek, kabaczków, cukinii i szpinaku… Aż zatęskniłam jeszcze bardziej za nim 🙂

    • 5 lat temu

      MOja mamcia tez ma trochę rzeczy w ogrodzie, ale najbardziej zazdroszczę im papierówek…

  • 5 lat temu

    Aniu, mam podobnie. Ja się cieszę niezmiernie, że udało mi się wyhodować pomidora. jest już zielony krągły, rośnie…Jeszcze dwa kwiaty mam więc może też zaowocują.
    Też chętnie zagram w zielone. Mam duużo cukinii. I szukam pomysłu.
    Pozdrawiam
    Anuszka

    • 5 lat temu

      Ja za pomidory wezmę się chyba w przyszłym roku 🙂

  • 5 lat temu

    I tak jak nie lubię gotować, tak lubię czytać jak Ty o gotowaniu piszesz 🙂

    • 5 lat temu

      Jak ładnie powiedziane :))) To duży komplement – dziękuję.

  • 5 lat temu

    To były czasy! Ja z takich wakacji wspominam jeszcze płyn do kąpieli dolewany przez babcię do wanny o zapachu zielonego jabłuszka i wołanie mnie co 10 min by sprawdzić czy jeszcze się moczę w wannie;]

Zostaw komentarz