29 stycznia 2011

/ Witam w kolejnej odsłonie Vintage Cooking, mojego cyklu poświęconego starym, starszym i najstarszym przepisom. Niewtajemniczonych zapraszam tutaj, zaś wtajemniczonych i zainteresowanych do lektury 🙂 /

Dawno, dawno temu, kiedy byłam małym dziewczęciem, styczeń pachniał pączkami. Lubiłam ten słodkawy, lekko waniliowy zapach rozgrzanego tłuszczu, podobnie jak aromat frytek na Dworcu Zachodnim w Warszawie. I choć dziś moje gusta zapachowe mocno ewoluowały, a woń spalonego oleju kojarzy mi się tylko z dworcowym brudem, to wspomnienie domowych pączków budzi we mnie tęsknotę za domem, mamcią i wiśniami w słoiku.
Przez lata mój udział w przygotowywaniu pączków ograniczał się do posypywania ich cukrem pudrem. Potem uważnie oglądałam każdą sztukę w nadziei, że uda mi się dostrzec, który pączek ma najwięcej nadzienia. A liczyło się tylko z kwaskowate nadzienie wiśniowe, marmolada mogłaby dla mnie nie istnieć. Najlepsze były mocno przyrumienione, lekko chrupiące pączki – koniecznie w ilościach hurtowych.

Jakiś czas po pączkach pojawiały się faworki. Talerz faworków, posypany obficie cukrem pudrem, potrafił zniknąć w kilka minut, a i tak ciągle było nam   m  a  ł  o .
A potem poszłam na studia i skończyły się słodkie lata. Mamcia co prawda mroziła mi porcję wiśniowych pączków, więc gdy przyjeżdżałam do domu, mogłam skubnąć trochę słodkości, ale to już nie było to, bo omijał mnie rytuał smażenia. 
W Sopocie odkryłam substytut domowego pączka. W małej cukierni na początku ulicy Monte Cassino, obok śmierdzącego baru, smażono kilka rodzajów pączków. Moim faworytem, ze względu na brak odpowiednio kwaśnego nadzienia w wiśniowych, stały się pączki z nadzieniem różanym, obtoczone w płatkach migdałów. Dobre były również te z adwokatem, ale one już miały bardziej fabryczny smak. Z czasem w pączkach było coraz mniej marmolady, a płatki migdałowe, które kiedyś otulały całe ciastko, nieudolnie okrywały jego czubek. Cukierenkę zamknięto i już myślałam, że to koniec, że czas rozpocząć kolejne poszukiwania Pączka Przyzwoitego (bo Idealny to tylko w domu!), gdy okazało się, że cukiernię poszerzono i wyremontowano. Z ciasnej klitki przeistoczyła się w ładne, stylowe wnętrze. I nadal sprzedają tam różane pączki.
Niestety z Wrzeszcza do Sopotu jest kawałek drogi, więc w sobotę rano nie da się wyskoczyć po pączki do kawy. A że nie mam jeszcze na tyle odwagi i chęci, by usmażyć własne pączki lub faworki, sięgam po kolejny substytut smażonych słodkości. Przypomniało mi się bowiem, że na fali rozmów o cyklu Vintage cooking, Tomasz wspomniał o przyrządzie do smażenia, który przywiózł sobie z Nowego Targu na pamiątkę pierwszych kolonii*.

Wydobyłam więc przyrząd z szuflady, rozgrzałam olej w rondelku i przystąpiłam do smażenia rozetek, bo o nich dziś mowa. Zrobiłam ciasto z polowy porcji podanej w przepisie na opakowaniu przyrządu, mimo to wyszła mi górka chrupiących gwiazdek. Górka bez trudu zniknęła, bo efekt mojego noworocznego smażenia był naprawdę pyszny. Rozetki są słodkie, chrupiące, a smakiem i strukturą przywodzą mi na myśl faworki, wafelki i zrumienione części gofrów.
Zatem prezentuję coś dla leniwców, którzy mają daleko do dobrej pączkarni, a kawałek sobotniego popołudnia chcieliby spędzić na smażeniu staroświeckich gwiazdek.

SMAŻONE ROZETKI
pół szklanki mleka
1,5 łyżki cukru waniliowego
szczypta soli
3/4szklanki mąki
1 jajko
olej do smażenia
W misce mieszam mąkę, sól, cukier. Dodaję jajko, mleko i miksuję do połączenia składników. Ciasto pozostawiam na min. 30 minut.
W rondelku rozgrzewam olej. Gdy będzie gorący, zanurzam w nim na kilka sekund przyrząd do smażenia rozetek, następnie strząsam z niego olej i zanurzam go w cieście mniej-więcej do połowy formy. Ciasto nie może zalać górnej powierzchni przyrządu, bo potem się nie odklei. Zanurzam go w gorącym oleju i smażę na złoto. Trwa to 20-30 sekund. Usmażoną rozetkę układam na papierowym ręczniku. Czasem rozetka spada z formy podczas smażenia, czasem trzeba ją podważać widelcem, bo nie chce zsunąć się na talerz. Co jakiś czas podczas smażenia warto zanurzyć przyrząd w oleju, by ciasto ładnie odchodziło.
Rozetki posypuję cukrem pudrem i podaję od razu po przyrządzeniu.

Uwagi:
1. Przepis na rozetki pochodzi z opakowania rozetkowej foremki (krąży on też w internecie). Formę (żelazko) do rozetek kupowało się pewnie ?u ruskich? na bazarku, dziś można je znaleźć w Internecie.

Rozetki z przodu wyglądają jak „pełne” ciastka, zaś z drugiej strony są „puste” (bo ciasto oblepia foremkę, a potem od niej odchodzi – miejsce po żelazku zostaje puste). Brzmi to skomplikowanie, ale wystarczy jedno spojrzenie na ciastko od tyłu i wszystko staje się jasne 🙂
Szczegółowy sposób smażenia i zdjęcia rozetek od tyłu (ja zapomniałam je zrobić),  znajdziecie na blogu Pinch my salt.

Z podanej porcji wychodzą 2 talerzyki rozetek, jak ten ze zdjęcia powyżej. 

2. Wikipedia podaje, że rozetki pochodzą ze Skandynawii. Tradycyjnie smażono je na święta Bożego Narodzenia albo na Noc Walpurgii (skandynawskie święto o nordyckim rodowodzie, obchodzone w nocy z 30 maja na 1 czerwca).
3. Rozetki to w zasadzie smażone na złoto naleśnikowe ciasto w fantazyjnych formach. Są kruche, delikatne i całkiem fajnie zastępują faworki (a mniej z nimi pracy). Myślę, że ich smak można wzbogacić cynamonem, kardamonem czy skórką cytrynową. Kusząca wydaje się również wytrawna wersja rozetek ? bez cukru, za to z większą ilością soli i wyrazistymi przyprawami (kumin, czarnuszka, płatki chilli, zioła prowansalskie). Z sosem majonezowo-czosnkowym muszą być równie pyszne, co kaloryczne.

 

*swoją drogą, kosmiczne były te pamiątki z kolonii? Ja wróciłam kiedyś z torbą żelków i kamieniem, który wzięłam za diament;

42 komentarze

  • 7 lat temu

    śliczne te rozetki! chciałabym mieć taki przyrząd 🙂
    pewie gdybym zobaczyła go na jakimś targu staroci, nie wiedziałabym do czego służy 🙂

  • 7 lat temu

    hm, na początku Monte Cassino powiadasz? nie omieszkam spróbować

    a rozetki świetne!

  • Zapraszamy do przyłączenia się do powstającej listy POLSKICH blogów kulinarnych: http://polskieblogikulinarne.blogspot.com/

    Pozdrawiamy:)

  • 7 lat temu

    Nigdy wcześniej nie spotkałam się z rozetkami, choć na myśl przywodzą mi przysmak świętokrzyski, przynajmniej wyglądem. Bo ów przysmak kupuje się w wersji półproduktu w sklepie, smaży na tłuszczu, a potem zajada coś, co przypomina w smaku lepszą wersję chipsów. Myślę więc, że takie rozetki są o wiele, wiele smaczniejsze.

    Pamiątki z kolonii… Pamiętam, jak kiedyś przywiozłam znad morza buteleczkę, której dno wypełniały bursztyny. Podobno po zalaniu jej alkoholem miała powstać nalewka. Nigdy się o tym nie przekonałam. Buteleczka w identycznym jak po zakupie stanie stoi na półeczce u Dziadka. 🙂

    Pozdrawiam, Aniu!

  • 7 lat temu

    Pierwszy raz widzę takie rozetki. Swoją drogą chyba strasznie czasochłonne ich smażenie, ale efekt pewnie wynagradza wszystko.

  • 7 lat temu

    Pięknie opowiedziane Aniu. Jak zawsze 🙂

    A "maszynka" do rozetek fantastyczna. Podobna leży u mojej Mamy w szufladzie, ale nie rozetkowa…inna…nie pamiętam 🙂

    pozdrawiam ciepło
    M.

  • 7 lat temu

    No po prostu one piękne, i post klimatyczny jak zawsze:)

  • 7 lat temu

    szkoda, że jak mieszkałam we Wrzeszczu to nie wiedziałam, że w Sopocie są fajne pączki 🙂 a rozetki piękne

  • 7 lat temu

    Śliczne te rozetki, jeszcze czegoś takiego nie smażyłam.
    A propos wspomnień, to u nas w domu, po usmażeniu pokaźnej porcji pączków, przeglądało się je w poszukiwaniu najzgrabniejszego, najbardziej krągłego, bo jak to z domowymi pączkami bywa, czasem lubią odejść od "norm unijnych" 🙂
    Pozdrawiam,
    SWS

  • 7 lat temu

    Dawno nie jadłam pączków z tej cukierni ale z tego co pamiętam były dla mnie za tłuste :/ jedyne jadalne wg mnie paczki w 3miescie to są te od Sowy.
    przypomniała mi się natomiast inna, nieistniejąca już niestety cukierenka, mieszcząca się również w początkach Monciaka (w uliczce kolo domu handlowego Monte) cukierenka pt. Słodka Dziurka a dawali tam najpyszniejsze bezy świata, zwały się sokoły 🙂
    a pamiątki z kolonii, właśnie zostałam dziś obdarowana "pięknym" termometrem z Nemo, pamiątką z pobytu w Alpach ;D

  • 7 lat temu

    Przesliczne te gwiazdeczki, napatrzec sie nie moge.
    A co do powrotow z kolonii, pamietam jedne, kiedy moj syn przyjechal z workiem kamieni nazbieranych na plazy. Pozno juz przyjechali, wiec wracalismy do domu taksowka i kiedy juz prawie bylismy w srodku, torba z kamieniami sie rozdartla i kamienie sie rozsypaly na postoju. Oj co to byly za lzy nieziemskie, panu taksowkarzowi bylo ciezko zrozumiec z jakiego powodu…
    ;))

  • 7 lat temu

    cudowne te rozetki.. widzę je pierwszy raz, ale już się w nich zakochałam!! Aniu jestes niesamowita! I Twoje opowieści też:)

    a co do pączków – obowiązkowo z nadzieniem różanym i lukrem. Każde inne – odpada…nie wspominając nawet o pączkach z bitą śmietaną..blee

    miłęgo weekendu!

    i czekam na @ z namiarami na nadmorskie wakacje 🙂

  • 7 lat temu

    Nigdy nie jadłam takich rozetek. U mnie w domu obowiązkowo były pączki z nadzieniem różanym lub wiśniami. Uwielbialiśmy je, jeszcze takie ciepłe. W którym miejscu na Monte Cassino są te dobre różane pączki? Za dwa tygodnie jedziemy do Gdańska na tydzień ferii i będziemy mieszkać w okolicy. A mam w domu miłośnika pączków różanych, który jedzie z nami nad morze.

  • 7 lat temu

    ja z koloni przyjeżdżałam z 2 torbami luźnych ubrań bo za nic nie chciały się zmieścić w to co mi je mama przed wyjazdem zapakowała.

    Paczki są fe, tłuste, a przede wszystkim ta wszechogarniająca zgaga…

  • 7 lat temu

    Oj, no pierwszy raz słyszę o czymś takim. I tego urządenia też użyć bym nie umiała…. ma kształt tych gwiazdek wiec odcisk musi wyglądać inaczej… jak się tego używa?
    Ale chętnie się poczęstuję, nie mówię, że nie 😀

  • 7 lat temu

    Przypomniałaś mi, że niedawno od mamy dostałam jej przyrząd do rozetek, w kształcie różnej wielkości motylków. Znak to, że trzeba się zabrać za smażenie takich cudów jak u Ciebie! W karnawale wszystko smażone 🙂 Pozdrawiam!

  • 7 lat temu

    Pysznie wygladaja Twoje gwiazadki 🙂
    Aniu, dawno temu (jakies 10-12 lat) we Wrzeszczu byly dobre paczki w cukierni obok restauracji Newskiej, ale podejrzewam, ze ani jedno ani drugie juz nie istnieje…natomiast najlepsze moim zdaniem w 3miescie byly na hali targowej kolo dworca Gdynia glowna, ale tego tez pewnie juz niema…musze sprawdzic jak bede 😉 taki mam plan na kwiecien 😉

  • 7 lat temu

    Ania, ładne te rozetki! I jaki przyrząd fantazyjny, nie widziałam nigdy czegoś takiego..
    Dla mnie pączki tylko z różą i chyba jednak z cukrem pudrem, choć lukrem nie pogardzę, najlepsze oczywiście domowe, ale świetne były też we Wrzeszczu właśnie, blisko dworca, byłej galerii centrum, taki maleńki sklepik, tylko te pączki tam były, ale wielkie, zawsze ciepłe, pycha – kojarzysz?

    A na koloniach nigdy nie byłam..

    Uściski ślę 🙂

  • 7 lat temu

    Wow, Aniu,one są takie piękne! Nigdy nie jadłam czegoś podobnego.
    Fantastyczne!

    Ja na kolonii byłam jeden raz w zyciu,więcej nie pojechałam,bo płakałam;)

    Pozdrowienia:)

  • 7 lat temu

    na strychu moich rodziców takie cudo stoi. nigdy z niego nie korzystałam. teraz mam motywację 🙂

    ja z wakacji przywoziłam różne pamiątki. zazwyczaj kamienie, muszelki i szkiełka.
    🙂

  • 7 lat temu

    o kurcze! takiego przyrządu to nie widziałam:)) piękne te gwiazdki! idę go szukać!
    miłego weekendu!
    J.

  • 7 lat temu

    Aniu pod jaką nazwą poszukiwać Przyrządu Rozetkowego w internecie?

    Co do pączków na Monte Casino… Pamiętam je z czasów, gdy na pierwszym roku moich studiów Wydział Prawa UG mieścił się jeszcze na ul. Armii Krajowej i po kolokwium albo "na okienkach" chodziliśmy własnie tam na Najlepsze Kupne Pączki Świata. A póżniej z pączkiem w garści szło się na piwo do "Łajby" 😉 Mix doskonały" różany pączek + piwo w "Łajbie" + radość z zaliczonej historii Polski państwa i prawa. Tęsknię za Trojmiastem, tęsknie tak bardzo, że czasem aż boli. ALE w piątek mój patron wysyła mnie na substytucję procesową do Gdyni!!! TAK!!! Przejadę się SKM-ką, pójdę do mojego ulubionego antykwariatu we Wrzeszczu, pójdę na gdyński bulwar nadmorski i…zjem pączka z "Monciaka". Dziękuję Ci Aniu za to, ze mi o nich przypomniałaś.
    I dziękuję Ci, że jesteś. Uwielbiam czytac Twoje trójmiejskie wpisy, gdy siedzę w zimnej, pozytywistycznej Warszawie i tęsknię za nadmorskim Rajem Utraconym 😉

    Pozdrawiam ciepło.

  • 7 lat temu

    Jak cudnie wyglądają te rozetki, szkoda byłoby mi ich jeść. Ślicznotki! Nie kojarzę tej cukierni w sopocie, za to pamiętam taką połowie monciaku, gdzie sprzedawali donaty na ciepło mmm… W chwili obecnej ulubioną pączkarnią jest w Gdyni przed skwerem kościuszki! Zajrzyj kiedyś tam, pyszności serwują! Np. czekoladowo wiśniowe nadzienie czy chałwowe 🙂
    pozdrawiam

  • 7 lat temu

    Dziękuję za podesłanie tej książki! Zdecydowałam się na nią i już powinna lecieć do mnie ze Stanów :).
    Rozetki cudowne. Ja przedwczoraj przygotowałam lekkie francuskie pączki(które właściwie powinny zwać się oponkami) i również zniknęły w zastraszającym tempie. Szybko i smacznie. Pozdrawiam 🙂

  • 7 lat temu

    Mniam! Uwielbiam karnawałowe przysmaki, w swojej kuchni jednak nie smażę bo mam nędzną wentylacje…

  • 7 lat temu

    Aniu dziękuję za odwiedziny!
    I muszę też od siebie coś skrobnąć, bo uświadomiłaś mi, że tylko niemo wzdychałam do Twoich nowych postów 😉
    Zatem przede wszystkim gratuluję cudownego darczyńcy, który wiedział jaki prezent Ci zrobić! Książka musi być obłędna, a już mieć ją i trzymać w dłoniach, i wciąż móc do niej wracać i przeglądać- bezcenne!
    Uwielbiam nie od dziś Twój styl fotografowania, Twoje opowieści… Gdybym mogła to zobrazować, to jest to nagła, błoga cisza, jedynie ze śpiewem ptaków w tle, z promieniami słońca na ciele, pośród cudownych woni kwiatów- podczas niezwykle gwarnego, uciążliwego miasto, przez, które trzeba się przebić. Twój blog, to prawdziwa odskocznia 🙂

  • 7 lat temu

    Lubie takie chrupaczki do kawy! 🙂 A pączki… nie ma jak u BABCI 🙂
    Uściski!

  • 7 lat temu

    w życiu nie widziałam [a tym bardziej nie jadłam] rozetek. Wow, jakie fajne

  • 7 lat temu

    Też widziałam taki przyrząd, teraz już wiem, do czego służy:) Piękny pomysł z cyklem vintage cooking – nieraz tak intensywnie poszukujemy nowych, ekscytujących smaków, że zapominamy o tych najbardziej swojskich, lecz równie (o ile nie bardziej!) pysznych.

  • 7 lat temu

    Chyba wiem, o którą cukiernię chodzi i też miło wspominam czasy, gdy po zdanym egzaminie szliśmy w drodze na skmkę na gorące pączki! 🙂 dawno już tam nie byłam, ale cieszy mnie informacja, że cukiernia się rozrosła. Kiedyś dwie osoby w środku wystarczyły i już było ciasno. Drożdżówki też mieli dobre 😉
    A Twoje rozetki wyglądają przepysznie!

  • 7 lat temu

    Witam!
    Dziękuję, że przypomniałaś mi smakołyk z dzieciństwa 🙂

    Właśnie znalazłam takie gwiazdki na Allegro (jedna już jest moja):
    http://allegro.pl/show_item.php?item=1438787565

  • 7 lat temu

    Aniu,
    myslalam o tej foremce niedawno, nie wiem skad sie wziela w naszym domu, ale wiem, ze uzywalam jej zawziecie. Straszliwie lubilam te gwiazdeczki a teraz nie sadzilam, ze mozna je jeszcze gdzies kupic…Poszukam zatem w sieci i zrobie dzieciaczkom niespodzianke, ciekawe czy im takze posmakuja…
    Usciski serdeczne
    Anna

  • 7 lat temu

    Aniu, chciałabym wyróżnić Ciebie i Twojego bloga, który pobudza nie tylko kubki smakowe, ale i pamięć 🙂
    Dziękuję Ci za to i zapraszam po odbiór:
    http://vitaeessentiaestamor.blogspot.com/2011/01/podsumowanie-tygodnia.html

    Pozdrawiam
    Ewelina

  • 7 lat temu

    Anula, u Ciebie jak zawsze magicznie, a do tego smakowity karnawał nam robisz w stylu retro 🙂 Wspaniały jest ten Twój cykl 🙂
    Pozdrawiam cieplutko :*

  • 7 lat temu

    zabójczo piszesz! Czytam po parę razy.
    Zresztą już Ci to chyba mówiłam.
    Często tu wracam. Nie tylko po przepisy.

  • 7 lat temu

    Wierz mi lub nie, ale nigdy, przenigdy nie jadlam takich rozetek. W mojej rodzinie i wsrod znajomych nikt ich nie smazyl. A ja bardzo lubie tego typu ciastka. No i rozumiem to przywiazanie do rytualu smazenia, ja mam podobnie z niektorymi potrawami, ktore zwyczajnie zrobione wspolnie z Mama smakuja lepiej. 🙂 Pozdrawiam!

  • 7 lat temu

    przesmaczny blog !

  • 7 lat temu

    Jak o koloni mowa, to ja nigdy na takowej nei bylam, ale wakacje u Babci na Wisla mi wiele koloni czuje wynagrodzily :))

    Rozetek nie znam… Wapadaj Ania na chrust (tak, tak w krakowskim na faworki mowimy chrust:). Usciski!

  • 7 lat temu

    Nie byłam na koloniach i ja bo Mama się bała nas tam wysyłać i coś czuję, że jestem biedniejsza o wspomnienia 🙂
    Rozetki…
    Boże pamiętam ten smak do dziś.
    Sama chciałabym mieć taką foremkę. W ogóle chciałabym mieć stare foremki po Babci czy Mamie.
    Ech.

    Aniu miłego wiesz czego :* Będzie dobrze!!

  • 7 lat temu

    Czyli tak: cukiernia na Monte Cassino przy pierwszym przejsciu podziemnym 🙂 Wiele osób ją zna, jak się okazało 🙂 Fakt, drożdżówki mają boskie! Wg mnie najlepsze z kupnych – kupuję je już tylko tutaj. A dziś zjadłam od nich pączka z róża i migdałami i się nie zawiodłam, pyszny był!

    Leloop, ja o Słodkiej Dziurce słyszałam, ale nie widziałam, gdzie ona jest, nie podejrzewałam SOpotu 🙂 Hi hi, termometr musi być miodzio:)

    Rozetki:

    Zaytoon, wiem, o jakim przysmaku mówisz, jadłam to w dzieciństwie 🙂 Ale to zupełnie nie to, te rozetki są słodkie, delikatne i z tyłu jak wydmuszki, puste. Pokazane są pod linkiem załączonym do postu.

    Smażenie ich rzeczywiscie trochę czasu zajmowało, dlatego nie polecam wielkich porcji 😉

    Moniko, tych foremek jest sporo – motylki, śniezynki, rozetki… Ale ja te ciasteczka znam jako rozetki własnie, więc może to jest podstawowy wzór.

    Ewo, podlinkowałam na blogu instryukcję obsługi tego przyrządu 🙂

    Arku, miałam przyjemność być w Newskiej 4 razy, mieli super barszcz z kołdunami 🙂 Wyboraź sobie, ze oni ja zlikwidowali jakieś 2 miesiące temu, do tego czasu wystrój był ciagle ten sam! Ale żałuję, ze nie zdązyłam zrobić zdjęć… A w tych okolicach pamiętam mały sklepik z pączkami, ale już oczywiscie go nie ma…

    MOnika, ja tez bym wolała cukier puder na paczkach z róża, ale nie ma takiej opcji, no i migdałów by nie było… Sklepiku nie kojarzę, kurcze. Tylko pamiętam, że na miejscu GP był Fazer 🙂

    Squidy, nie masz pojęcia, jak mnie ucieszył Twój komentarz… To dziś byłąs/jesteś w Gdańsku! W którym sądzie?:) W Łajbie miałam na studiach półmetek, hi hi.

    Duś, ja to w ogóle musze do Gdyni zajrzeć, bo byłam dosłownie kilka razy (no, nie licząc miesiąca mieszkania na Leszczynkach:).

    Pakuome, mam nadzieję, że ksiązka Ci się spodoba, rozumiem, że jak USA, to Molly!

    Patrycjo, wiesz, ja też zaglądam do Ciebie częsciej niż komentuję… I kurczę, dziekuję za te słowa, jak miło, ciepło!

    Pola, a ja przed tym smażeniem rozetek nie jadłam. Tylko dzięki Tomkowi odkryłam 🙂

    Dziękuję Wam za komentarze!

  • Anonimowy
    7 lat temu

    Bardzo wykwintne danie. Podobne jest na makecookingeasier.pl. Widziliście?

  • Anonimowy
    7 lat temu

    na stronie rosettesirons.com/pl
    znalazłem film jak się smaży rozetki.

Zostaw komentarz