Powiew Italii (częsciowo wz)

30 września 2010
Moja koleżanka Ola jest zapaloną miłośniczką języka włoskiego, włoskiego jedzenia i w ogóle kultury Włoch. Namiętnie słucha włoskich przebojów i tłumaczy ich teksty (włoskie utwory to nie tylko disco italiano i nie Eros Rmazotti*), zapisała się na intensywny kurs języka włoskiego i trafiła na grupę takich zapaleńców, jak ona. Jeśli spotkacie w jakiejś włoskiej knajpce w Trójmieście grupkę Polaków zamawiających potrawy po włosku, możecie być pewni, że to Ola i jej koledzy. Jak widzicie, ich nauka nie kończy się na siedzeniu w szkolnej ławce – oni tropią każdy ślad włoskości w Trójmieście.

A śladów włoskości w Trójmieście jest całkiem sporo. Sama niedawno byłam na pysznej, supercienkiej pizzy z rukolą, szynką parmeńską i parmezanem we włoskiej knajpce we Wrzeszczu. Na deser zjadłam pokaźną porcję tiramisu (na spółkę z inną miłą koleżanką – Martą). Trochę wcześniej jadłam z Małgosią pizzę ze szpinakiem i gorgonzolą w gwarnej pizzerii w Sopocie, z disco italiano w tle i pogwizdującym Włochem za ladą. Nie wspomnę już o lodach marchewkowych, które zaserwował nam (mi i Małgosi) roześmiany Giuseppe!

Jak widzicie, nawet nad zimnym Bałtykiem można poczuć powiew Italii. Jeśli zaś nie macie możliwości wybrać się na lody do Giuseppe albo na pizzę do Sopotu, kupcie sobie przepiękną książkę „Jamie’s Italy” („Włoską wyprawę Jamiego”) i wypróbujcie proste, olśniewające w smaku specjały o włoskim rodowodzie, wyszperane i wypróbowane przez Jamiego Olivera. To dobry sposób na walkę z szarym początkiem października – dopóki na straganach mamy dojrzałe, pełne smaku warzywa, dopóty można korzystać z tej książki.

Ja niedawno zrobiłam pyszną, bogatą w aromaty minestrone. Miseczka, w której ją podałam to podarunek od Argilae, której ogromnie za niego dziękuję! Miseczka jest cudna, niestety moje zdjęcie nie oddało jej uroku.

MINESTRONE
(przepis na 4-6 porcji)
200 g fasolki szparagowej
1 mały listek laurowy
4 plasterki wędzonego boczku
2 małe cebule
2 marchewki, obrane i drobno posiekane
1/2 selera, obranego i drobno posiekanego
3 ząbki czosnku, zmiażdżone
oliwa
garść bazylii
2 puszki pomidorów pelati
2 małe cukinie, pokrojone wzdłuż na ćwiartki, a następnie na plasterki
200 g świeżego szpinaku
560 ml bulionu
50 g suchego makaronu
kawałek parmezanu
oliwa

W garnku rozgrzewam kilka łyżek oliwy, wrzucam nań cebulę, marchewkę, seler, czosnek i drobno posiekane pędy bazylii (listki odkładam na później) i podsmażam chwilę, po czym lekko solę, przykrywam i duszę aż będą dość miękkie, czyli ok 10 minut.

Fasolkę kroję na mniejsze kawałki. Boczek kroję w podłużne cząsteczki i podsmażam na patelni. Do duszonych warzyw wlewam bulion, dodaję szpinak, listek laurowy, fasolkę i gotuję ok. 10 minut. Wrzucam cukinię,boczek, makaron (ja dałam połamane spaghetti)i gotuję ok. 10 minut. Następnie wrzucam pomidory, pieprzę, ewent. solę zupę i gotuję jakieś 5 minut.

Podaję zupę obficie posypaną świeżą bazylią, skropioną oliwą i posypaną startym parmezanem.

Uwagi:

1. Jak już pisałam, przepis pochodzi z „Włoskiej wyprawy Jamiego”. Moje modyfikacje to m.in. zamiana białej fasoli (tzn, ziaren) na szparagową, rezygnacja z wina i kopru włoskiego.

2. Zupa jest sycąca, aromatyczna i po prostu pyszna! Można skropić ją odrobiną octu balsamicznego. Mmmm…

***

Wczoraj Ola mnie ubiegła, bo wybrała się na włoski film, na który ja chciałam ją wyciągnąć. Mowa o „Jestem miłością” z Tildą Swinton w roli głównej. To film, o którym pewnie już słyszeliście, bo zarówno u Poli, jak i u Kuchareczki pojawiły się konkursy związane z „Lo sono l’amore”. Mimo że bez Oli, na film na pewno się wybiorę, bo:

– gra w nim Tilda Swinton, którą strasznie lubię
– akcja filmu toczy się we Włoszech, a w zimny jesienny dzień chcę choć przez chwilę, choćby przez ekran, poczuć ciepło Włoch
– obok Tildy w filmie „gra” również jedzenie, a to , jak wiadomo temat, który żywo mnie interesuje
– widziałam już zwiastun filmu, który wygląda niesamowicie obiecująco.

Zwiastun filmu można obejrzeć na stronie Gutek film. A Gutek Film – co stwierdzam bez krzty lizusostwa – jest dla mnie gwarantem dobrego kina. Kiedy idę „na gutka” wiem, że obok mnie będą siedzieć ludzie, których interesuje to, co jest na ekranie, a nie to, co mają w kartonie i papierowym kubku, zaś na ekranie będzie coś, co mnie porwie/wzruszy/zaciekawi.
Gdy dostałam propozycję zorganizowania konkursu dotyczącego filmu, który „wyszedł” od Gutka, nie wahałam się, by to zrobić.

Przejdźmy do rzeczy: do wygrania są 3 zestawy filmów Gutka: „Karmel”, „Angel” i „Once”. Kto nie miał szczęścia w konkursie u Poli i Kuchareczki, może spróbować go u mnie. Kto przegapił terminy konkursów u dziewczyn, również może spróbować swych sił tutaj. Kogo natchnęło dopiero dziś, może teraz przystąpić do zabawy konkursowej.

Konkurs będzie grą wskojarzenia.

Zadanie konkursowe jest następujące: poniżej przedstawiam dwa zdjęcia Tildy Swinton, głównej bohaterki „Jestem miłością”. Napiszcie proszę (w komentarzu pod postem lub na mail wlodarczyk.ania@gmail.com), z jaką potrawą kojarzy się Wam Tilda Swinton i uzasadnijcie swój wybór. Wybiorę 3 najciekawsze propozycje i dnia 10 października ogłoszę zwycięzców.

Wasze skojarzenia mogą opierać się na urodzie Tildy, na jej roli w „Jestem miłością”, na jej poprzednich rolach (ileż ich było!), wszystko zależy od Waszej fantazji. Ciekawe, czy ktoś będzie miał identyczne skojarzenie, co ja 🙂

Zatem zapraszam Was do konkursu, a potem do kin.
Ja się wybieram, bez dwóch zdań.

* dziękuję Wam za pomoc! :))

45 komentarzy

  • 7 lat temu

    Włoską wyprawę Jamiego udało mi się swego czasu kupić w Biedronce :)Byłam w szoku jak ją zobaczyłam na półce.

  • 7 lat temu

    No cóż… do "kina kobiet" nie będę się wpychał :))) ale ten film pewnie obejrzę…

  • 7 lat temu

    Tilda Swinton mnie kojarzy się z … lodami (najbardziej bowiem kojarzę ją z roli Królowej Śniegu z filmu "Lew czarownica i stara szafa").

    Pozdrowionka ciepłe :))

    Ps. Aniu,ale Garou nie jest przecież Włochem 😉

  • 7 lat temu

    może to wydac się dziwne, ale Tilda kojarzy mi się z chlebem. A dlaczego? Bo przypomina mi Liskę, a Liska jak wiadomo to mistrzyni w pieczeniu 🙂

  • 7 lat temu

    kojarzy mi sie z kremem brulee,Na początku skorupka dająca wrażenie twardości,Natomiast jak się ja przebije wyłania sie całe piękno i smak.Z Tilda dla mnie jest tak samo.NA pierwszy rzut oka wręcz brzydka…a potem nie można oderwać oczu od porcelanowej,wręcz białej skóry,długiej szyi i wyrazistych oczu.Lubię ją w Tajne przez poufne i Benjaminie Buttonie, a to dopiero przedsmak do jej większych ról.

  • Anonimowy
    7 lat temu

    Aniu, a mogłabyś podać namiary na włoską knajpkę we Wrzeszczu 🙂

    Pozdrowienia,
    Meg

  • 7 lat temu

    Aniu,a może chodzi Ci o Erosa Ramazzotti albo Tiziano Ferro?
    Al Banno? Drupi?

  • 7 lat temu

    Ja mam dość dziwne skojarzenia. Mi się skojarzyła ze śledziami, nie takimi przaśnymi, ale wręcz przeciwnie. Taki smak dla konesera, tradycyjny ale wyrafinowany, prosty ale wykwintny.
    Skąd skojarzenie? Jej oczy mnie tak natchnęły!

  • Witaj Aniu. A ja potem tropię w Trójmieście te twoje smaki 😉
    No to pierwsze skojarzenie, bo na tym polega kojarzenie. Mały klik i już:
    Tilda kojarzy mi się z panna cotta na pozór delikatna jak pianka, a to przecież porządna dawka śmietany i dobrego aktorstwa. Na pierwszy rzut oka niepozorna rozkwita z dodatkami.Przyjmie każdy smak i szatę. Na slodko i na słono (tak tak są panna cotty na słono), dobrze jej nawet w męskim stroju. Dla mnie niezapomniana w Orlando. Nigdy nie mam jej dość. poproszę dokładkę.

  • 7 lat temu

    Tak się zastanawiam nad pierwszym akapitem posta. Gdyby nie Trójmiasto, to z pewnością tekst byłby/jest o mnie 🙂
    Tilda kojarzy mi się ze szparagami!
    Ma taką wąską żuchwę i na pewno je w dystyngowany sposób proste i klasyczne potrawy. Tak to sobie wyobrażam.
    Czyli delikatne, szlachetne szparagi z odrobiną masła klarowanego i migdałów.

  • 7 lat temu

    A ja przekornie powiem, że Tilda to… gefilte fisz. Wszystko przez blond włosy i niebieskie oczy. Czasami zaskakuje nas życie, często – sami siebie.

  • 7 lat temu

    Proszę, Proszę 🙂 jak się Panna rozkonkursowała :)Otworzyłam galerię google ze zdjęciami Tildy- och i jeszcze nie wiem z jaką potrawą mi się kojarzy- ale pomyślę… Pozdrawiam serdecznie!

  • 7 lat temu

    Bardzo smakowity powiew,bo minestrone to pyszny włoski klasyk.
    Film widziałam. POLECAM!

  • 7 lat temu

    Boże, Tilda Swinton to dla mnie ikona. Czego się nie tknie, wychodzi złoto, jej filmy, projekty artystyczne, performance, jej wpływ na modę a ostatnio nawet perfumy. Ten film to pozycja obowiązkowa, na pewno trafi do mojej '10-tki', ze wszystkich powodów, które Ania wymieniła. Też idę na film, a potem na tradycyjną włoską pizzę do łódzkiego Da Antonio

  • 7 lat temu

    aniu, trzymam kciuki za konkurs, niech Ci się go dobrze prowadzi! 🙂

  • 7 lat temu

    Moje pierwsze skojarzenie to niewysoki, bialy i pozbawiony ozdob tort bezowy, w srodku miedzy dwoma bezowymi blatami wypelniony kawowym kremem, koniecznie wyczuwalną nutą szklachetnego alkoholu.

  • 7 lat temu

    Przełamując widelczykiem kruchą bezę, sięgamy po delikatny krem o wyrazistym posmaku kawy, który pozostawia po sobie na długo subtelny likierowy akcent.

  • 7 lat temu

    Aniu,
    Garou pochodzi z Kanady, i chyba nigdy nie slyszalam, jak spiewa po wlosku. Po wlosku to spiewal Albano i Romina albo Drupi, ale kto ich pamieta ;))
    A Tilda to mi sie kojarzy z taka rozowa langustynka, uwieziona w porcelanowym rawioli, plywajaca niczym malutki stateczek w jakims delikatnym bazyliowym sosie. Moze do 10 pazdziernika zdaze zrobic taka Tilde… – Bardzo pomyslowy konkurs.
    A minestrone przepieknie wyszlo, takie krzepiace na poczatek jesieni, nie mowie, ze mam ochote sprobowac, ale chetnie bym sobie dlonie ogrzala od tej miseczki ;))

  • izabela
    7 lat temu

    A mi Tilda kojarzy się z gorzką czekoladą z chilli. jej nietypowa uroda jest jednak szlachetna jak czarna czekolada i jest w niej coś intrygującego jak dodatek chilli

  • 7 lat temu

    Oh, biała czekolada na ciepło! Ciąg skojarzeń jest dość długi… ale do rzeczy ze względu na swoją urodę kojarzy mi się z wczesną, mroźną wiosną -a ta pora roku bezwzględnie wymaga kubka gorącej białej czekolady. Poza tym jest w niej coś aromatycznego i efemerycznego, a to kolejne rzeczy, które kojarzą mi się z białą czekoladą.

  • 7 lat temu

    Jeżeli chodzi o kojarzenie Tildy z jedzeniem to dla mnie wybór jest prosty: to rachatłukum i kakao 🙂

  • 7 lat temu

    Tilda, idąc za tropem "Opowieści z Narnii" kojarzy mi się z ptasim mleczkiem. Ale w konkursie udziału nie biorę. Ot, tak luźno sobie skojarzyłam i się podzieliłam. 🙂

    Książkę "Włoska wyprawa Jamiego" mam i bardzo się z tego cieszę. Dotychczas wypróbowałam kilka przepisów i każdy był strzałem w dziesiątkę. Minestrone wciąż czeka w kolejce, ale wierzę, że mnie nie zawiedzie.

    Miseczka jest przepiękna!

    Pozdrawiam! 🙂

  • 7 lat temu

    Ja też wybieram się na film, chociaż muszę przyznać, że Tilda kojarzy mi się głównie ze złą królową z "Opowieści w Narnii" (i mam w związku z tym kulinarne skojarzenie, ale tym razem nie biorę udziału w konkursie, bo chcę je jeszcze kiedyś wykorzystać). Sama może nie jestem aż taką miłośniczką włoskości, ale niedługo zacznę przerwaną naukę włoskiego i strasznie mnie to cieszy.

  • 7 lat temu

    Od niedawna też jestem szczęśliwą posiadaczką "Włoskiej wyprawy" i potwierdzam, że po otwarciu od razu uderza tamtejszy klimat i atmosfera. Twoja Ola mogłaby się jeszcze dogadać z moją Siostrą- także zakochaną we Włoszech 😉
    A co do Tildy, to kojarzy mi się tak samo jak wyżej piszącym; z kremem brulee, tortem bezowym… Jednak to nie wszystko. Patrząc na nią widzę niepozornego filigranowego i eleganckiego loda w długim, cieniutkim wafelku. Już tłumaczę dlaczego 😉
    Kruchy i niepozorny z kwintesencją wartości u samej góry. Zimny z pozoru, lecz po wnikliwszym smakowaniu delikatny i aksamitny. Jak Tilda.
    Chuda wręcz twarz, jest jak wafelek. Gdy tylko promiennie się uśmiechnie, ukazuje nam swoją kobiecość i niepowtarzalność- tak jak każdy smak zimnego deseru. A kolor włosów dodaje charakterystycznej pikanterii i szczelnie zapisuje się w pamięci 🙂

  • 7 lat temu

    Aniu, gdzie we Wrzeszczu? Podziel się dobrym namiarem. 🙂
    Nasze spotkanie w Sopocie wspominam cały czas z nutką tęsknoty. Fajnie było. I smacznie. 🙂
    Fajnie, że przypominasz książkę J. Oliviera. To całkiem dobra kulinarna pozycja. Na początku, zaglądałam do niej niezwykle często, potem trochę poszła w zapomnienie. Ale i ja ją w końcu odkurzę. 🙂 Tak czy siak, mam z niej dwa takie przepisy, które dość często powtarzam. Takie pewniaki, które robię jak mam chwilowo pustą głowę. 😉
    Miłego weekendu Aniu! :*

  • 7 lat temu

    Na początek napiszę, że również kocham wszystko co z Włochami związane.
    W przyszłości wiążę z nimi przyszłość, ale nie zapeszając nie zdradzę nic więcej.
    Jeśli chodzi o miseczkę to już weszłam na stronę autorki i wyraziłam swój podziw dla jej prac.
    A odnośnie konkursu jeszcze dziś napiszę na maila.

    Pozdrawiam:)

  • Anonimowy
    7 lat temu

    Aniu, piszac Garou mialas chyba na mysli Ramazotti, bo Garou jest Kanadyjczykiem i spiewa po francusku 🙂

  • 7 lat temu

    Ania, nie gadaj, jest we Wrzeszczu włoska knajpka? Czyżby znów coś fajnego powstało jak ja się już stamtąd wyprowadziłam?

    A odnośnie całego wpisu – włoską kuchnię uwielbiam i na film pójdę 🙂 Miseczka cudna!

    Pozdrowień moc 🙂

  • 7 lat temu

    Zdecydowanie Tilda kojarzy mi się z bardzo ostrym zielonym curry z krewetek. Mieszanina ostrej jak cholera pasty curry z łagodnym mleczkiem kokosowym i specyficznym sosem rybnym pasuje do bohaterek granych przez tę brytyjską aktorkę. A krewetki to wypisz wymaluj afrodyzjak, a Tilda potrafi zamieniać się z chłopca w boginię!

  • Anonimowy
    7 lat temu

    Czyżby chodziło o Da Mario? Byłam tam tylko raz, na razi, i zjadłam sama(!) pyszną pizza!

  • 7 lat temu

    Tilda Swinton przywodzi mi na myśl turecką, bardzo słodką "galaretkę" – "rachatłukum" (występującą również pod nazwą ratluk). Wszystko z powodu filmu "Opowieści z Narnii", w którym Tilda jako Królowa Śniegu poczęstowała małego Edwarda wspomnianym smakołykiem. I tu spostrzeżenie translatorsko-kulinarne 🙂 W moim starym wydaniu "Opowieści z Narnii", Królowa Śniegu kusiła właśnie "rachatłukum", natomiast we współczesnym tłumaczeniu zastąpiło już je popularne ptasie mleczko. Niemniej jednak to z egzotycznym przysmakiem kojarzyć mi się będzie zawsze Tilda.

  • 7 lat temu

    'Włoską wyprawę Jamiego' również posiadam i nie mogę się od niej oderwać 🙂 teraz szykuję się na jego następną książkę. Aniu, minestrone wygląda pysznie!

  • 7 lat temu

    Twoje zdjęcie zupy już mnie rozgrzało! Wyprawę posiadam od niedawna i cały czas kartkowałąm i kartkowałam, coraz bardziej głodna – kilka dni temu spakowałam ją i odpoczywa zanim zamęczę ją;)

  • 7 lat temu

    Tilda jest bardzo różna. Postanowiłam, że "daniowej" oceny Tildy dokonam na podstawie zdjęcia, które zamieściłaś. Czyli będzie to Babeczka z truskawkami i bitą śmietaną.Babeczka- bo to inaczej kobitka, truskawki przez kolor ust, śmietana to cera. Takie danie, babeczki, nadają się na różne okazje,tak samo Tilda sprawdza się w różnych rolach jakie kreuje.Choć też należy dodać, że na niektórych zdjęciach wygląda ona jak marchewka z groszkiem! Pozdrawiam!

  • 7 lat temu

    Też bardzo lubię tę aktorkę. Mam nadzieję, że uda mi się zobaczyć ten film, mimo dwumiesięcznego maluszka w domu; trzeba będzie to jakoś zaaranżować. Długo myślałam nad zadaniem konkursowym. Wybrałam skojarzenie na podstawie wyglądu i doszłam do wniosku, że Tilda kojarzy mi się z… marcepanem, a nawet z nieskazitelnym tortem weselnym ozdobionym białym marcepanem. Jest taka doskonała, chłodna, piękna w taki wyniosły i niecodzienny sposób, i bez skazy… I nie każdemu ten typ urody się podoba, tak jak nie każdy lubi marcepan:)

    Pozdrawiam,
    Magda

    hopik@gazeta.pl

  • 7 lat temu

    Zjadłabym teraz takie rozgrzewające minestrone.

    A włoska wyprawa J.O. marzy mi się – kiedyś zakupię, o!

    W filmie najlepsza jest scena z krewetkami. Z Lipką byłyśmy zauroczone 🙂

    buziak Truskawka

  • 7 lat temu

    Wyobraź sobie duże, jędrne i soczyste krewetki, bez skorupek wrzucone na jeszcze niezbyt gorącą patelnię z topiącym się masłem. W miarę podnoszenia się temperatury krewetki zaczynają się prężyć, drżeć i zwijać z gorąca. Podlewasz je białym winem i przykrywasz na chwilę pokrywkę. Po chwili odkrywasz patelnię i w nozdrza bucha winno-maślano-krewetkowy aromat. Jeszcze kilka kropli soku cytrynowego, może ząbek czosnku, odrobina chilli – a to wszystko zamieszane ze sprężystym włoskim czarnym tagliatelle.

    A ja widziałam już film – od chwili, gdy zobaczyłam namiętną scenę między Tildą a Kucharzem rozgrywającą się w upalny letni dzień na łące, tak właśnie kojarzy mi się Tilda – krewetki wijące się w spazmach gorącego masła i wina, przyduszane na chwilę parą pod pokrywką, by chwile później nasiąkać aromatem chilli, czosnku i cytryny. No a jak rzucimy te krewetki na czarny włoski makaron… ujęcie z filmu gotowe 😉
    Niezwykłe prowadzenie kamery, niespotykane wcześniej w kinie ujęcia w przesyconej erotyką scenie. I jeszcze kilka krótkich ujęć wcześniej, w których nie wiesz, czy to Twoja czy bohaterów wyobraźnia płata namiętne figle…

  • 7 lat temu

    Tilda to szlachetny, pełen różnych struktur i konsystencji TORT PAVLOVEJ.jako że w tym filmie gra Rosjankę i jak dla mnie ma w sobie powiew słowiańskiej urody. Rosja też nieodmiennie kojarzy mi się z mistrzami baletu, a Tilda wygląda niczym płynąca po scenie solistka Teatru Bolszoj w Jeziorze Łabędzim. Stąd deser ku czci tej rosyjskiej baletnicy wprost idealnie ją opisuje.Dystyngowany, o wielu strukturach, z wierzchu chropowaty, niedostępny, odsłania wewnątrz całe pokłady miłosnej słodyczy, delikatności i zmysłowości. Malinowy sos jest zwieńczeniem dzieła i osoby, niczym pocałunek.

  • 7 lat temu

    p.s. szkoda że nagroda nie ejst podwojne zaproszenie do kina na ten film…jak, mozesz, podaj prosze namairy na te wloskie klimaty we wrzeszczu;)

  • 7 lat temu

    Ania, wiesz zazdroszcze ludziom pasji, zdolnosci jezykowych – zamawianie wloskich potrwa po wlosku brzmi jak dobra zabawa :))

    A miseczka rzeczywiscie urolkiwa… Rany i kolejna ksiazka do kupienia? 😀

  • 7 lat temu

    Dziękuję Wam za fajne skojarzenia! 🙂

    I szybko Wam odpowiadam: restauracyjka we Wrzeszczu to Da MArio, jak ktoś zgadł 🙂 Nie przypuszczałam, że Was to zaiteresuje – może z tej okazji pokuszę się na malutką recenzję?

    Pozdrawiam ciepło!

  • 7 lat temu

    Mnie natomiast Tilda kojarzy się z kawą, czarną jak noc, gorącą jak piekło i słodką jak grzech :]
    Skojarzenie pojawiło się od razu kiedy pomyślałam o jej roli Elizabeth Abbott w Ciekawym przypadku Benjamina Buttona. Spotkania w środku nocy przy kawie, długie rozmowy, a w tle uczucie, trudne i piekące od środka, bo niespełnione :]

  • 5 lat temu

    Nie wiem jakim cudem przeoczyłam ten post. ;o)
    Zobaczyłam go dzisiaj, szukając u Ciebie pomysłu na obiad i zrobiło mi się bardzo miło. I nie mogłam się powstrzymać i się pochwaliłam: http://argillae.blogspot.com/2013/05/chwale-sie-troche-i-chwale-innych-tez-op.html Mam nadzieje, że się nie gniewasz. :o)

    P.S. Mi Tilda (którą uwielbiam jako aktorkę oraz uwielbiam jej styl ubierania się) kojarzy się z pavlovą. Idę poszukać Twojego skojarzenia. ;o)

    • 5 lat temu

      Mogłam Ci to podlinkować, Argillae – przepraszam! 🙂
      MI Tilda kojarzy się z rachatłukum, ale to właśnie przez skojarzenia z Królową Śniegu, która kusiła tym przysmakiem.

      POzdrowienia! 🙂

  • 5 lat temu

    Nie znalazłam. Z jakim daniem kojarzy się Tilda Tobie?

Zostaw komentarz