Niedzielny kopniak, czyli o klasyce obiadowej słów kilka

9 listopada 2009

Niedzielny obiad to schabowy z ziemniakami i mizerią.

Mielone z ziemniakami i buraczkami.

Pomidorowa z makaronem domowej roboty.

Zrazy z ogórkiem i kawałkiem boczku w środku, zanurzone w gęstym aromatycznym sosie, z kaszą oraz surówką z kiszonej kapusty i jabłka.

Pieczony kurczak, puree ziemniaczane i surówka z tartej marchewki.

Niedzielny obiad kojarzy mi się z mięsem. Naleśniki z powidłami, placuszki z twarogiem albo ryż zapiekany z jabłkami i cynamonem to potrawy na sobotę. Wtedy może być słodko, może być delikatnie, ale niedziela? Niedziela wymaga kopniaka, czegoś mocniejszego. Tego dnia jadam najbardziej klasycznie, przywołując w mojej kuchni obiady z przeszłości. Albo przynajmniej cień obiadów z przeszłości.

Tej niedzieli smażyłam kotlety*.
Co prawda nie podałam do nich ziemniaków ani mizerii, nie było nawet surówki z marchewki, ale i tak było w tym obiedzie coś – w moim mniemaniu – odświętnego: kotlet wylądował na stole. Obok niego spoczęła miska sałatki z dyni, orzechów włoskich i lazura oraz ryż, głównie dla Tomka.

A ciocia Bożka w niedzielę zrobiła mięso w prodiżu z kluseczkami śląskimi i buraczkami. Na deser była babka dyniowa podawana z gałką lodów śmietankowo-wiśniowych.

Mamcia zrobiła buchty drożdżowe z gulaszem, na deser zaś gofry z przepisu, który jej podesłałam**.

Informacji na temat obiadu babci nie posiadam, ale stawiam na pomidorową z zamkniętych w puszce słodkich pomidorów od wujka Jurka. Na deser było zapewne ciasteczko kupione u Kamili, czyli osiedlowej sprzedawczyni, którą znamy od wieków.

A co dobrego Wy jedliście w niedzielę?

SAŁATKA Z DYNI, LAZURA i ORZECHÓW WŁOSKICH

Składniki (na 2 osoby):

1/4 dużej dyni albo 1/2 małej
łyżeczka ziaren kuminu
1/2 opakowania niebieskiego sera pleśniowego (albo innego, który łatwo się kruszy)
3 łyżki posiekanych orzechów włoskich
2 łyżki oleju

Dynię kroję w dużą kostkę (bok = ok.2,5 cm).

W głębokiej patelni rozgrzewam olej. Wrzucam nań kumin, a gdy przyprawa zapachnie, dorzucam dynię, mieszając, by kostki pokryły się przyprawami i olejem. Smażę ok. 5 minut na dużym ogniu, następnie trochę zmniejszam gaz, przykrywam patelnię i duszę jakieś 10 minut, co jakiś czas delikatnie mieszając zawartością. W tym czasie na drugiej patelni podprażam orzechy włoskie.

Gdy dynia będzie miękka (a powinna być gotowa po kwadransie, jeśli nie, duszę ją dalej), przerzucam ją do miski. Mieszam z orzechami włoskimi i kruszę ser. Serwuję na ciepło, wtedy sałatka jest najlepsza.

PIERSI KURCZAKA W ORZECHOWEJ PANIERCE

Składniki (na 2 osoby):

1 filet z kurczaka
2 łyżki bułki tartej
garść (albo inaczej: ? szklanki) orzechów włoskich
3 łyżki mąki
1 jajko
sól i pieprz
olej do smazenia

Filet przekrawam na pół, tworząc dwa płaskie, mniejsze kawałki. Każdy filet solę i pieprzę. Orzechy tłukę w moździerzu ? powinny być dosyć drobne, ale gdzieniegdzie może zostać większy kawałek.

Do pierwszej miseczki wsypuję bułkę mąkę. W kolejnej miseczce mieszam bułkę tartą i orzechy. W trzeciej roztrzepuję jajko. Filety maczam w jajku, obtaczam w mące, następnie znów w jajku i na koniec w orzechach i bułce tartej. Smażę na gorącym oleju, w dość dużej jego ilości (aby boki też były chrupkie). Następnie odsączam kotlety z namiaru tłuszczu na papierowym ręczniku.

Uwagi:

1. Obydwa przepisy są nie mają konkretnego źródła. Z orzechową panierką znamy się i lubimy juz od dawna, natomiast sałatka z dyni powstała wskutek inspiracji basiną zupą dyniową z orzechami i lazurem (swoją drogą zupę tez zrobiłam, była pyszna!).

2. Sałatka jest pyszna. Mamy tu słodkawą dynię (KaroLina przekonała mnie do jej smażenia), ostry ser i chrupkie orzechy, które idealnie komponują się ze smakiem sera i miękkością dyni. Jest tu także kumin, który nadaje wyrazistości dyni. Bo musicie wiedzieć, że dynia + kumin to moje kolejne połączenie idealne.

3. Kurczak też pyszny, bo chrupiący, bo soczysty w środku, bo delikatny i wyrazisty zarazem. Bardzo pasowałaby mi do niego mieszanka sałat z lekkim winegretem.

4. Oczywiście moje orzechowe wariacje wiążą się z Orzechowym Tygodniem, o którym ciągle myślę jako o Orzechowym Weekendzie, bo takim go ongiś zapamiętałam 🙂


*chyba lubię smażyć (choć nie robię tego zbyt często)? Bo gdy przejść niemiły etap panierowania, podczas którego ciasto i jajko tworzą na palcach grube warstwy, zaś kuchenny blat wygląda jak po przejściu tornada, to robi się całkiem miło. Tłuszcz przyjemnie skwierczy, a ja obserwuję, jak kotlet powoli zaczyna się złocić. Panierka staje się chrupiąca, a w środek zachowuje całą swą soczystość i delikatność, kotlet ląduje na talerzu;

** a o którym jeszcze pewnie wspomnę;

47 komentarzy

  • 8 lat temu

    o qurcze… faktycznie nie zastanawiałam się nad tym wcześniej ale i w moim rodzinnym domu jest tak że zawsze w sobotę są pierogi z owocami, ruskie, ze słodkim serem, kapustą… a w niedzielę obiad jest obiadem jak to fajnie określiłaś z kopniakiem :))

    ja byłam w ten weekend w domu więc mam czym się pochwalić co jadłam, bo gdybym została w Łodzi to nie było by to nic nadzwyczajnego 😉
    więc były kotlety drobiowe z serem żółtym, kaczka z jabłkami (ja zawsze jem tylko jabłko;)) potem ziemniaki dla Dziadziusia a dla nas kuleczki takie ziemniaczane smażone, przepyszne, mizeria, marchewka z jabłkiem i kalafior z bułką tarta 🙂 a na deser lody i galaretka 🙂

    ale mi smaka narobiłaś tymi kotlecikami w orzechowej panierce! ja do typowych mięsożerców nie nalezę jednak te kotleciki wyglądają przeapetycznie 🙂
    siem rozpisałam… ale mnie u Ciebie dawno nie było więc musiałam sobie trochę pogadać :)))
    pozdrawiam;*

  • 8 lat temu

    Uwielbiam orzechy. Wszystkie. I we wszystkich możliwych kombinacjach…

  • 8 lat temu

    W moim rodzinnym domu taki niedzielny obiad tez zawsze byl wyjatkowy, taki z kopniakiem jak piszesz.
    W mojej kuchni nieziele wygladaja roznie. Zazwyczaj robie to na co w tygodnu nie mam czasu, wiec tez jest inaczej i chyba zawsze z miesem.

    Podobaja mi sie Twoje dzisiejsze propozycje. Kurczaka w orzechowej panierce uwielbiam i dawno nie robilam wiec dzieki za przypomnienie 🙂

    pozdrawiam

  • 8 lat temu

    Aniu, ale pysznosci serwujesz 🙂 Te piersi z kurczaka w orzechach, salatka z dyni…mniam! Pysznosci 🙂

    U mnie w domu tez zawsze tak bylo, ze w sobote jedlismy np. nalesniki za to w niedziele byla prawdziwa uczta: wlasnie schabowe z mizeria, mielone z buraczkami czy rosol z wlasnej roboty makaronem. A w ta niedziele upieklam kaczke po poznansku, ktora podalam pozniej z knedlami i modra kapusta :))

  • 8 lat temu

    U mnie w niedzielę też zawsze jest mięso. Tej niedzieli moja najbliższa rodzina (czyli 5 zespołów:)) jedli wszyscy to samo! Bo byli u nas na obiedzie:))) Wyprawialiśmy Krzyśkowe urodzinki i jedliśmy Stroganowa, kurczaka z przyprawą gyros, gotowane kalarepki z koperkiem i surówkę ze wszystkiego co miałam w lodówce. A na deser był obłędny tort Asi z Kwestii Smaku – gruszkowy z musem czekoladowym i białym kremem.
    Twoje kotlety wygladają superancko – wyobrażam sobie jak smakują te przyrumienione orzeszki:)

  • 8 lat temu

    Piekne Twoje niedzielno-obiadowe propozycje Aniu! I klimatyczne zdjecia, jak zwykle 🙂
    A u nas byl… placek ziemniaczamy z gorgonzola 🙂 Nie wiem dlaczego, ale jesienia regularnie sie u nas pojawia w niedziele wlasnie. Nie w kazda rzecz jasna 😉 A w sobote jest zwykle cos szybkiego, bo zakupy, bo pranie, bo milion innych rzeczy na ktore nigdy nie ma czasu :/

    Pozdrawiam serdecznie!

    PS. Ciesze sie, ze moje towarzyskie nieszczescia Ci sie spodobaly ;))

  • 8 lat temu

    Aniu, wspaniale przepisy – oba dla mnie, uwielbiam orzechy wloskie, ta panierka do kotletow to cos co mnie powalilo, ze tez ten moj L. nie moze orzechow (tak naprawde, gdy mu nie mowie, ze to wloskie to zje i nawet go nie dusi,ale gdy wie, to mowi ze ma alregie 🙂

    Powiem Ci szczerze Anulka, kazda babka smazaca schabowego w niedziele i lepiaca ruskie w sobote moglaby zastapic mnie Lukaszowi, ale na szczescie sa inne dni tygodnia w ktore jedzeniowo mam nadzieje wygrywac 😀

    Ty to super zauwazylas, malo kto chyba je mieso w sobote. Wiec oczywiscie wczoraj Lukasz mial schabowego z salatka ziemniaczana (taka czeska kombinaca), a ja smazona watrobke, to juz pod mieso nie podpada, nie?

    Na koniec jedynie musze dodac, ze oczywiscie ta dynia ktorej mialam odrobinke okazala sie byc lykowata i bez smaku i musialam wyrzucic, a kolejnej nie udalo mi sie kupic, ostrze sobiejednak pazurki na nast. weekend w Polsce.

    Caluski duze :***

  • 8 lat temu

    U mnie w niedzielę obowiązkowo rosół, sporadycznie barszczyk lub pomidorowa – wtedy z makaronem. I przeważnie kotlety lub zrazy, odświętnie – indyk lub karkówka ze śliwkami. A kluski i makarony w piątek, w sobotę spaghetti lub potrawy z tartych ziemniaków, bo mąż w domu a on obsługuje sokowirówkę do przecierania ziemniaków. Ostatnio miałam placki ziemniaczane… A surówka i warzywa na ciepło – np. groszek z marchewką, fasolka. Niedzielny obiad to u nas rytuał…

  • 8 lat temu

    u mnie w niedziele byla butelka Aglianico del Vulture i kurczak w pomidorach z oliwkami. To Aglianico bedzie mi sie snilo 🙂

  • 8 lat temu

    U mnie w niedziele mieso bylo koniecznoscia. Najpierw rosol. Potem kurczak, kotlety schabowe albo pieczen. Nic innego. A teraz sobie folgujemy i czasem zamawiamy pizze, jemy cos w kfc albo posilamy sie pierogami. Nie ma to jak na swoim 😀

  • 8 lat temu

    Alez pyszności Aniu prezentujesz :))
    Mniam:)
    A ja jadłam w niedzielę gołąbki u Mamusi :))
    Pozdrawiam!:)

  • Anonimowy
    8 lat temu

    A na Slasku (Gornym) rosol z domowym makaronem ("nie pojdziesz z domu na swoje, zanim sie nie nauczyc robic domowych nudli"), a na drugie kluski slaskie (ktore "kula sie" przez pol dnia), rolada wolowa (czasem pieczen albo jakis drob poddany takowej obrobce cieplnej) i "modro" (=czerwona) kapusta na cieplo.

    Pomidorowa w niedziele na Slasku bylaby chyba swietokradztwem! 😀

    Zatesknilam za domem, bo na swoim zadowalam sie w niedziele np. omletem ze szpinakiem (jak wczoraj)…

    J.

  • 8 lat temu

    hmn a u mnie byly mielone z zasmazana kapusta i zieminaczki :))

  • 8 lat temu

    Swój makaron.
    Pamiętam jak Babcia robiła. Na niskim stoliku, nad którym musiała się schylać bardzo. I cieniuteńko kroiła, na paski.

    A nasze niedzielne obiady są… wyzwolone. Wstyd.

    I pozdrowienia.

  • 8 lat temu

    U mnie łazanki były 🙂

  • 8 lat temu

    A ja na niedzielny obiad rzadko mam wpływ – przeważnie jesteśmy u jednej lub drugiej Mamy. No i rzeczywiście mięso wtedy rządzi 🙂

    Ale w tę niedzielę było inaczej i trochę się do obiadu dołożyłam. Była zupa pomidorowa (to moja Mama), indyjskie curry z ciecierzycą (to ja), a na deser drożdżówki-serca z orzechowym nadzieniem Dorotus (też ja) i brownie (od Mamy B.). Dobry to był obiad…

  • 8 lat temu

    Jako wegetarianka jestem stanowczo przeciwna tradycyjnym niedzielnym daniom. Ale mała modyfikacja może zdziałać cuda, a więc kotlety z chleba lub kalafiora- jak najbardziej :)))

  • 8 lat temu

    Moje niedzielne obiady?

    Koniecznie rosół. Albo pomidorówka. Z makaronem własnej roboty lub też kupny. Na drugie musi być;) jakieś mięso, albo indycze albo wołowe. Plus warzywko albo surówka.. To podstawa, a dodam, że na śniadanie ZAWSZE są jajka;)))

    Wiesz, na pierwszy rzut oka sałatka z dyni wyglądała mi na sałatkę z pomarańczy;))) Takie soczyste kolory. Mniam!

  • 8 lat temu

    Pyszny post!
    A w niedzielę na obiad był oczywiście rosół, na drugie zaś farsz mięsny do buritos ale zamiast placków był ryż…
    Ale przed obiadem był pyszny tort urodzinowy czekoladowo-wiśniowy i obiad nie cieszył się już takim powodzeniem 🙁

  • 8 lat temu

    Ta sałatka wygląda obłędnie.
    A moje niedzielne obiady chyba nie różnią się od innych. Chyba że jestem u teściów, to wtedy różnią się zdecydowanie:)
    I często jem w weekend poza domem.

  • 8 lat temu

    Panierce mówimy nie (co ja poradzę, że żadnej nie lubię), ale sałatce: tak, tak, tak!
    A u nas w niedzielę był łosoś i duszona brukselka 🙂

  • 8 lat temu

    U nas był (i często bywa) tradycyjny Sunday Roast, choć w skromnej wersji, bez gravy i Yorkshire pudding, za to ze stuffing zrobionym od podstaw, nie z torebki:-)

  • 8 lat temu

    Moja mama nie należy do tradycjonalistek. Raczej nie przyrządza ?klasycznych? kotletów, zrazów, poza tym raz na parę dobrych lat zmienia styl gotowania. Od kilku miesięcy próbuje wyeliminować (ściągnęła po mnie) produkty z wysokim indeksem glikemicznym, także w moim rodzinnym domu w Elblągu nie pojawią się ani ziemniaki, ani biały ryż. Podobnie u mnie ? w Krakowie. W sobotę byliśmy w Almie na zakupach, więc po powrocie chciałam zrobić coś na szybko. Przygotowałam więc ryż na modłę risotto (w weekend sobie folgujemy), a także duużą miskę kapusty pekińskiej z oliwą i czubrycą. Bezmięsnie. W niedzielę zaś wybraliśmy się (bo Szkoci chcieli coś polskiego) do Polskiego Jadła? Byłam tam po raz pierwszy w życiu ? powitał nas chleb ze smalcem; ja zgrzeszyłam ? zjadłam pierogi ruskie, wypiłam miód pitny i kwaśne mleko z koprem i szczypiorkiem. Za to w niedzielę wieczór przygotowałam roladę z indyka z marynowanym czosnkiem wewnątrz. Na poniedziałek.

  • 8 lat temu

    Jej zjadło mi taki długi komentarz 🙁 a muszę bie do chorej Karolci.
    Aniu Kochana, piękne obrazki.
    Cudnie było zajrzeć do kuchni Twojej Mamy, Cioci, cukierni babci…
    Jedzonko fajne, bardzo w naszym stylu – domowe, tradycyjne, pyszne ale z "tym czymś" – dynia + kmin :)))
    U mnie też Jakub chciałby ryż. A wiesz, że on nawet do zupy po chleb sięga?!
    Buziaki, biegnę do małego smarkatka
    M.

  • 8 lat temu

    Jej zjadło mi taki długi komentarz 🙁 a muszę bie do chorej Karolci.
    Aniu Kochana, piękne obrazki.
    Cudnie było zajrzeć do kuchni Twojej Mamy, Cioci, cukierni babci…
    Jedzonko fajne, bardzo w naszym stylu – domowe, tradycyjne, pyszne ale z "tym czymś" – dynia + kmin :)))
    U mnie też Jakub chciałby ryż. A wiesz, że on nawet do zupy po chleb sięga?!
    Buziaki, biegnę do małego smarkatka
    M.

  • 8 lat temu

    Oj dobrze mi znane zestawy…u mnie często był rosół, kotlety jak u Ciebie i surówka z czerwonej kapusty, na deser szarlotka (mamy w ogrodzie jabłek bez liku)…a orzechowe propozycje bardzo fajne…pozdrawiam!

  • 8 lat temu

    Dawno mnie tu nie było, Aniu. Przede wszystkim gratuluję nowej pracy i mam nadzieję, że świetnie sie w niej odnajdujesz.
    U mnie na niedzielny obiad był oczywiście rosół, a do tego coś nowego, co niedługo zawita na moim blogu 🙂 Pozdrawiam serdecznie – muffingirl

  • 8 lat temu

    W ostatnią niedzielę MUSIAŁAM zrobić kluseczki ("aksamitki" u nas zwane). Inaczej obiad byłby nieważny. Nieniedzielny. Słuszne spostrzeżenie 🙂

  • 8 lat temu

    Ja jem ostatnio tylko salatki bo musze wyszczuplic policzki 🙂 hihihhhi
    A tak na serio to marzy mi sie pieczony w majeranku kurczak nadziany watrobk, bulka tarta i jablkiem a do tego ziemniaki z wody i salata ze smietana… hmhmhmhmh
    Kurcze tak czesto piszesz nowe posty ze nie nadazam i polowe przegapiam 😛
    Buziak Anulka :*
    PS
    Dziekuje za list Spiskowcu :*

  • 8 lat temu

    Był kurczak. Ale nie kotlety, ani nawet pieczony, ale Agusiowy po marokańsku. Czyli cynamon, goździki i sumak. 🙂
    Ania, a Ty niesamowita jesteś… Znasz menu całej swojej rodziny? 🙂

  • 8 lat temu

    Właściwie masz rację – niedziela od zawsze kojarzy mi się z daniami mięsnymi i bardziej odświętnymi. Właściwie to jedyny dzień w tygodniu, w którym zasiadamy razem do obiadu.
    W tym tygodniu u mnie na stole zagościła zupa ogórkowa i kotlet z serem i ananasem. Pychota! 😉

    Pozdrawiam,
    Zay

  • 8 lat temu

    Andziolu,
    w niedzielę mam najwięcej wolnego czasu. Zazwyczaj właśnie wtedy na stole ląduję efekt "kopniaka" 😉
    ostatnio tęskno mi za moją śląską kuchnią. Ostatnia niedziela zaowocowała żurkiem. Takim prawdziwym. Śląskim. Z tradycją.

    gdy byłam mniejsza i mieszkałam z rodzicami to niedzielne obiady były do siebie podobne pod jednym względem. Musiał być kurczak. Największa atrakcja całego obiadu. Razem z siostrą gapiłyśmy się na niego, jak opalał się w piekarniku. W [moich ukochanych] Czechach Rodzice kupili sprzęt, który nazywał się "grilowaci". Opalony kurczak smakował nieziemsko, zaś ja pewnie do końca życia będę pamiętała "nadzianego" na ten sprzęt kurczaczka 🙂

    czy wolna środa może chociaż przez chwilę być niedzielą?

  • 8 lat temu

    a nie wiem co lepsze czy ta sałątka czy ten kotlet, przepisy zapisuje!
    a co jadłam w niedzielę na obiad? nie pytaj…szybki food 😉

  • 8 lat temu

    Tradycyjnie – zachwytem mnie wypełniłaś 🙂
    orzechową panierkę i dynię z lazurem wypróbuję z pewnością, bo smakowicie wyglądają…
    a obiady niedzielne – w moim rodzinnym domu – dokładnie tak jak pisałaś – mięso, ziemniaki, mizeria albo surówka z kiszonej… w moim nowym domu – eksperymenty zwykle, czyli nigdy nic nie wiadomo 😉 choć ostatnio zagościły ziemniaki wg Jamiego [przepis, który i Ty znasz :)], więc trochę tradycyjnie było…

    A jak Pchli Pałac? ciekawy?

  • 8 lat temu

    Aniu, lubię wtulić się w twoje przepisy, pomyśleć, pozachwycać się, pomarzyć … naprawdę dobrze mi u Ciebie i smacznie i pięknie 🙂
    Buziak cieplutki :*

  • Anonimowy
    8 lat temu

    Spróbowałam kotlecika w panierce orzechowej, pycha. Jutro może pokuszę sie na sałatke z dyni Buzia
    Kasia T.

  • 8 lat temu

    Viridianko, jak miło się czyta takie długaaaaśne komentarze! 🙂 Wow, niedzielny obiad rzeczywiscie mieliście wypasiony 🙂 Tez nie jestem mięsożercą – mięso jem sporadycznie.Ale raz na jakiś czas lubię 🙂

    Nivejko, ja też 🙂

    Karolko, u mnie tez obiady mają coraz mniejszego miesnego kopa 😉

    Majko, pyszne było, fakt 🙂

    Kasiu, toż Ty całe wojsko wykarmiłaś! Rispekt 😀

    Beo, dziekuję 🙂 Placek ziemniaczany z gorgonzolą brzmi intrygująco!

    Basiu,wypróbuj koniecznie tę panierkę, bo jest super, serio 🙂 Szkoda, ze z dynią nie wypaliło… Wiesz, nie spotkałam się niegdy z łykowatą dynią! No, ale to może dlatego, ze niewiele dyniek w życiu zdjadłam 🙂

    Grazyno, rosół w niedzielę to jest to! 🙂

    Maya, brzmi świetnie, choć w pewnych momentach musiałam posiłkować się internetem, by rozsupłać całe Twe menu 🙂

    Ewo, pizza u nas też bywa, jak w każdym porządnym domu 😛

    Majano, a ja gołąbki we środę z kolei jadłam 🙂 Uwielbiam!

    J., ale ciekawych rzeczy się od Ciebie dowiedziałam! KLUSKI ŚLĄSKIE uwielbiam! I niebawem tu się objawią 😉

    Marg99, też pycha 🙂 Zasmażana kapusta jest super.

    Lisiczko, a my swój makaron taki gruby preferujemy. Nierówny, ale grubszy, by było co gryźć. MOja babcia robiła genialny…Wyzwolone obiady to żaden wstyd. A jak fajnie brzmi! 🙂

    Isadora, pycha 🙂

    Anczito, pisałam już u Ciebie, ze menu powalające!

    Raincloud,jako umiarkowany mięsożerca lubię takie niedzielne obiady 🙂

    Goś, rzeczywiscie, dynia miała ładną barwę. DObra na szarosć za oknem 🙂

    Enchocolatte, tort to najlepsze, c mogę wydumać na niedzielny obiad :))) Z wiśniami… JEJ!

    Delie, sałatka jest b. dobra, polecam 🙂 Moje niedzielne obiady są bardziej pracochłonne – to je odróżnia od innych.

    Ptasia, ojej, ja tam panierki uwielbiam 🙂 Ta orzechowa jest fajna, inna. no ale jak nie lubisz…:)

    Anna Maria, i tego się trzymajmy, stuffing od podstaw! ;)))

    Marto, dziękuję Ci za wszystkie komentarze. Ogromnie mnie cieszy fakt, ze przepisy, które wypróbowujesz, nie zawodzą Cię. A powiedz, czubricę kupiłaś w Polsce? bo mi się moje zapasy z Bułgarii skończyły i zastanawiam się, gdzie je uzupełnić.

    Moniko, przyznam Ci po cichutku, ze ja też lubię chleb do zupy…:) Więc dobrze rozumiem Twego Jakuba 🙂 Lubię maczać chleb w zupie, lubię jak lekko nasiąka…

    Kass, jabłka jeszcze macie? Zazdroszczę, u nas już tylko w słoikach…

    Muffingoril, dziękuję za te słowa :))) Ciekawam, co obok rosołu podałaś!

    Tilo, kluseczki to jest to! 🙂

    Polko, jakoś tak mi się ostatnio te noty trzepią… Ale to dlatego, ze chcę zdążyć na kilka festiwali – dyniowy, orzechowy, gotowanie po polsku. I zadyszki dostaję! 😉 Ufff,cieszę się, ze list doszedł, bo Peggy miała kłopoty. Całusy wielkie!

    Małgoś, no tak się jakoś złożyło, że znam menu rodziny 😛 Ciocia się chwaliła babką, więc spytałam o resztę obiadu.A z mamcią zawsze sobie opowiadamy, co jemy 🙂

    Zaytoon, ja bym sobie ogórkowej zjadła 🙂

    Peggy, pisałam CI już, że strasznie lubię kuchnię śląską. Kluseczki zwłaszcza 🙂 Hi hi, ja w tę srodę ciągle miałam wrażenie, ze niedziela! Tym większa radość, ze dziś nie poniedziałek, a czwartek…;)

    Aga-aa, zapisuj i do dzieła! 🙂

    Amarantko, dziękuję…:) A "Pchli pałac" czytam w autobusie do pracy i taka to autobusowa proza. Dość lekka, ale wciągająca, napisana ładnym językiem, z ciekawymi spostrzażeniami (kilka razy załowałam, ze nie mam ze sobą ołówka). Warta przeczytania, choć nie należy spodziewać się jakiś strasznych uniesień językowych 🙂

    Tiliiiii…. Dziękuję 🙂 Marz, ile wlezie, na zdrowie! :)**

    Kasiula, bardzo się cieszę! ALe ostatnio szalejesz z gotowaniem! 🙂

    Pozdrawiam Was CIEPŁO!

  • 8 lat temu

    Ten Twój kotlet to Ci powiem się nie liczy, kurczak i orzechowa panierka???? No nie.

    Ja na weekendy często jeżdżę do domu, ale kiedy zdarzy mi się tam dłużej nie zawitać, to też gotuję w niedzielę klasycznie. Kotlet, yyy… jednak z kurczaka, ale panierka klasyczna, ziemniaczane puree i marchewka z jabłkiem czy coś w tym rodzaju. Jakie to jest wtedy pyszne.

    Cieszę się, że okazałam się inspirująca w sprawie dyni 🙂

  • 8 lat temu

    Aniu – czubrycę zdobyłam w krakowskiej Almie – chyba nie ma tej sieci na płn. Może w sieciówce "Paweł i Gaweł" – nie wiem. Moja, elbląska, mama kupuje ją, także istnieje (i mama, i czubryca).

    Dziś będę piekła tę tartę, bo wczoraj nie miałam składników. Zrobię jednak z lazurem, bo tylko ten ser mam. Może być :)?

  • Sałatka bardzo mnie zaciekawiła 😀 Nigdy nie wiedziałam, jak się do dyni zabrać (inna sprawa, że na moim małym targu niełatwo ją upolować). A tu w towarzystwie serka pleśniowego, przyprawy i orzechów jawi się apetycznie :))) Piękna pomarańczowa kompozycja zdjęć, Aniu. Urzekły mnie zwłaszcza zamknięte dzióbki kwiatuszków – cudne 🙂 Co to za kwiaty? Zawsze zapominam ich nazwę, potrafią przetrwać nawet śniegi 🙂

  • 8 lat temu

    KaroLino, ciekawa sprawa z tą dynią 🙂 Bo rzeczywiscie na patelni sprawowała się lepiej niż w piekarniku, nie rozwaliła się.
    Puree ziemniczane… Mam na nie ochotę.

    Marto, Alma to chyba ogolnopolska sieć, w Trójmieście są chyba dwie 🙂 Uśmiałam się czytając o "Piotrze i Gawle", bo to "Piotr i Paweł"! 🙂 Urocze przejęzyczenie 🙂

    Porcelanko, a wiesz, ja dynię dopiero po raz pierwszy w tym roku jadłam. Polubiłąm to warzywo, a sałatka, którą pokazałam to – obok ostrej zupy dyniowej – moje ulubione danie. Spróbuj 🙂
    Kurczę, ja też zawsze zapominam nazwę tych kwiatków! One tak dziwnie (ale wg mnie przyjemnie) pachną… Jak one się nazywają… AKSAMITKI?

  • 8 lat temu

    Ania – wiesz, czemu się pomyliłam? Bo po raz kolejny zaczytałam się "Pestką", a tam same Gawły. Rozumiesz…

  • 8 lat temu

    Marta, Ty też jesteś pestkowa? Cudnie!!!

  • 8 lat temu

    Tak, bo my "znamy się" przez Ewę.

  • 7 lat temu

    O , kurczak w orzechowej panierce świetnie musi smakować:)
    Obiad niedzielny musi być inny,odświętny.Lekko nostalgiczny.Gdy jest inaczej czuje się dziwnie,coś mi nie pasuje.

    Pozdrawiam.

  • 7 lat temu

    Marto, muszę zrobić wywiad u Ewy 😉 A wiesz, od "Pestki" zaczęła się moja przyjaźń z Ewą. W połowie ogólniaka, podczas pewnej rozmowy, wyszło, ze obydwie niedawno poznałyśmy "Pestkę". I obydwie się w niej zakochałyśmy. Potem poszło nam z górki…

    PS Patrząc na Twego avatarka myślalam, ze przedstawia Cię nadmuchującą czerwony balonik 🙂 Dopiero gdy się wpatrzyłam, ujrzałam karmelowe jabłuszko 🙂

    Olu, w rzeczy samej, smakuje świetnie 🙂

  • 7 lat temu

    A ja dziś zrobiłam bogracz…

Zostaw komentarz