bukiet bzu

Właśnie trwa najpiękniejszy czas, jaki można sobie wyobrazić. Kwitnie bez, pojawiają się konwalie, zaraz wybuchną krzaki jaśminu. Chodzę odurzona zapachem i szczęściem, w domu pachną kolejne bukiety bzu. Niestety jest to bardzo nietrwały kwiat i w zasadzie następnego dnia już opada. Ale od roku znam sposób na przedłużenie żywotności bukietu bzu (albo lilaka) – „sprzedała” go mi najpiękniejsza i najmądrzejsza ogrodniczka w sieci, Marta Potoczek z blogu Leniwa Niedziela – klik. Ta sprawdzona metoda pozwala cieszyć się bzem przez około 3 dni.

skórka po cytrynie

Dzisiaj post z serii z poradnika domowego. Lubię ten cykl (klik), bo wiem, że wcielacie w życie moje patenty, np. sposób na ściąganie etykiet (klik) niejednej z Was ułatwił życie i ocalił od zagłady sporo słoików.

Ten odcinek jest w duchu zero waste, a na tapecie mam skórkę po cytrynie, która może zdziałać cuda.

Nie wiem, czy wiecie, że skórka po cytrynie doskonale nadaje się do:

Zastanawiałam się, czy warto pisać ten tekst, bo nie będzie miło. Ale pomyślałam, że dobrze byłoby w końcu wprost to powiedzieć: nie potrzebuję czytelników, którzy obrażają się na mnie widząc, że zareklamowałam jakiś produkt i czują silną potrzebę oznajmienia mi tego. Droga wolna, Strawberries from Poland to nie lektura obowiązkowa!

Chodzi o głosy, które pojawiają się za każdym razem, gdy na blogu publikuję wpis związany ze współpracą z jakąś marką (zawsze oznaczam go jako współpracę komercyjną, zarówno na blogu, jak na social mediach). Często po takim wpisie otrzymuję komentarze w stylu: „czytałam Twój blog tyle lat, a tu reklama X, do widzenia!” albo „ostatnio u Ciebie same reklamy, żegnam!”. A ja sobie wtedy myślę: jeśli przez dziesięć lat korzystałaś bezpłatnie z mojej pracy, to reklama, która zdarza się raz na jakiś czas, nie powinna Cię w żaden sposób zrażać, obrażać, urażać. Jeśli jesteś czytelnikiem, który mnie zna, zagląda tu i korzysta z mojej pracy (zapraszam do kuchni, wymyślenia dania, zrobienia zdjęć i napisania sensownego tekstu – ze stoperem w dłoni), wypadałoby zachować nieco empatii i potraktować ten wpis jako należne mi wynagrodzenie. O tyle fajne, że płacone przez kogoś innego, a nie przez Ciebie.