Zamiast wybrać się na zakupy odzieżowe i skorzystać z przecen, powiększyłam o kilka pozycji swą kolekcję książkową. Chodzę więc w starych ciuchach, za to wertuję nowe książki i całkiem mi z tym dobrze. Nie obyło się bez rozczarowań, więc i o tym dzisiaj będzie, ale najpierw zacznę od książek, z których jestem zadowolona.

Siarczysty mróz to jest to, co lubię. Ubieram się wtedy najcieplej jak mogę, nakładam na twarz warstwę tłustego kremu (czego szczerze nie cierpię), ładuję do plecaka termos z herbatą, tabliczkę czekolady i ruszam do lasu. Uwielbiam spacery pośród białej ciszy, podglądanie śladów sarenek na śniegu i przeprawy przez zamarznięte jeziorka.
Oczywiście przed wyjściem zjadam porządne śniadanie, które dostarczy mi porcję energii niezbędną do pokonywania zasp. Od lat w roli zimowego dopalacza najlepiej sprawdza się owsianka. Rozgrzewa i syci jak żadne inne śniadanie.
Pierwszy śnieg;
Jako że w mojej kuchni pachnie ciągle cytrusami, znalazło się dla nich miejsce również w owsiance. 
Wyobraźcie sobie ułożone na gorącej warstwie mlecznych płatków karmelizowane cząstki pomarańczy z dodatkiem prażonych płatków migdałowych… Całość smakuje tak pysznie, jak brzmi, oczywiście pod warunkiem, że należycie do grona miłośników owsianki. 
OWSIANKA Z KARMELIZOWANYMI POMARAŃCZAMI
1 porcja owsianki przygotowana wg tego przepisu
1 pomarańcza
1-2 łyżki brązowego cukru
1 łyżka płatków migdałowych, uprażonych na suchej patelni
Przygotowuję owsiankę (na 1 osobę z 1/4składników, przepis tutaj).
Na patelni rozgrzewam cukier, gdy zacznie się topić, dodaję wyfiletowane cząstki pomarańczy (pozbawione błonek i białych części). Mieszam, aż sok z pomarańczy połączy się z karmelem. Podgrzewam, mieszając delikatnie całość (najlepiej bez użycia łopatki, a tylko przechylając patelnię). Pomarańcze powinny zrobić się nieco szkliste, a sok z karmelem winny utworzyć gęsty syrop.
Gotową owsiankę przekładam do miseczki, na wierzchu układam gorące pomarańcze, całość posypuję płatkami migdałowymi.
Uwagi:
1. Takie pomarańcze świetnie smakują na grzankach z chałki (np. tej,pieczonej z przepisu Liski), gofrach albo naleśnikach.
2. Przepyszna jest również owsianka z marmoladą pomarańczową albo ta z bananem i cynamonem.

3. A inne cytrusowe przepisy znajdziecie TUTAJ.

     


Jak większość mężczyzn, dziadek Janek przeżył renesans kuchenny w późniejszym wieku. Zawsze robił pyszną tłustą jajecznicę na boczku, czasem usmażył kotleta schabowego i przygotowywał z babcią przetwory na zimę, ale po kuchni zaczął się krzątać na emeryturze.

Dzisiaj ma swoim repertuarze kilka żelaznych pozycji, które przygotowuje na nasz przyjazd. Jedną z nich jest babka dziadka (właśnie pod taką nazwą wypiek funkcjonuje w naszej rodzinie), czyli ucierane ciasto waniliowo-kakaowe. W któreś święta dziadek dostał w prezencie formę do muffinów i papilotki w kropeczki, w związku z czym babka czasem zmienia formę i przeistacza się w babeczki dziadka.




Niekiedy jesteśmy częstowani długo pieczoną, mocno czosnkową karkówką, czasem smażoną na klarowanym maśle rybą, ale od zawsze największym rarytasem, jaki wychodzi spod rąk dziadka są bliny. Jak na Kresowiaka przystało, przepis na bliny wyniósł ze swojego domu, gdzie wypiekała je jego mama, babka i zapewne prababka. 
Wilgotne, upstrzone siateczką dziurek placki tradycyjnie podaje z wysmażonymi plastrami boczku i jajkami sadzonymi. Jako dziecko najbardziej lubiłam maczać je w kwaśnej, gęstej śmietanie, dzisiaj bardziej smakuje mi opcja z jajkiem, co nie zmienia faktu, że drugiego blina jem ze śmietaną.
Nie pytajcie o kaloryczność tego dania, to nie wypada!

Przepis na bliny razem z naszą „blinową” historią już kiedyś publikowałam na blogu (o, tutaj), ale lojalnie uprzedzam, że nigdy nie wyszły mi takie, jak spod ręki dziadka.

A zdjęcia, które oglądacie, zrobiłam w tym samym czasie, co sesję kuchenną z babcią, która z kolei smażyła moje ukochane racuszki z twarogiem…