A na ostatni posiłek zjadłabym… (Bliny mojego dziadka)

21 października 2009

Gdybym była dziennikarką, w zestawie moich pytań znalazłaby się jedna żelazna pozycja. Pytanie to zadawałabym bez względu na to, jaką funkcję pełni mój rozmówca ? postawiłabym je i Dodzie, i Władimirowi Putinowi, i Papieżowi, i Jackowi Dehnelowi. A brzmiałoby ono następująco: co chciałbyś zjeść na swój ostatni ziemski posiłek? Przed oczyma rozmówców przebiegałyby tysiące smakołyków, setki smaków i związanych z nimi miłych wspomnień, aż wreszcie wyłuskaliby to jedno, jedyne, godne ostatniej wieczerzy danie.

Pamiętam film, w którym więzień prosił, by przed egzekucją podać mu jagodowe pancakes z bitą śmietaną. Pamiętam, że w jednej z rozmów Nigella Lawson bez wahania odpowiadała, że na swój ostatni posiłek wybrałaby pieczonego kurczaka. Ja też odpowiedziałabym bez wahania: na ostatni ziemski posiłek zjadłabym bliny z boczkiem i jajkiem sadzonym oraz kluski śląskie ze skwarkami.
I tu powstaje problem: nie umiem wybrać między tymi dwoma daniami. Moje podniebienie darzy je bowiem identyczną miłością.

Miękkie, kształtne kluseczki z apetycznym dołkiem, okraszone malutkimi kawałkami chrupiącego boczku, rozgniatane na talerzu tak, by wchłonęły wszystkie krople tłuszczyku (którego za wiele być nie może, bo potrawa będzie nazbyt mdła)

czy

lekko wilgotne bliny, z plastrami słonego boczku i jajkiem sadzonym, które po przebiciu zalewa placek ciepłym żółtkiem?

Iście hamletowski dylemat?

Jedno jest pewne: to bliny były w naszej rodzinie od pokoleń.

Ostatnio, siedząc przy stole nad talerzem babcinych blinów, dziadek opowiedział mi historię tego dania w naszej rodzinie. A musicie wiedzieć, że nie ma potrawy bardziej związanej z rodem K. niż bliny. Nic w tym dziwnego, wszakże dziadek pochodzi z Kresów. A nie ma większego miłośnika blinów niż Kresowiak.

Robiła je babcia dziadka, robiła je jego mama.
Bliny, które wychodziły spod rąk moich prababek, różniły się od tych, które dziś lądują na naszym stole. Podstawowa różnica jest taka, że tamte bliny pieczono w wielkim kuchennym piecu, tym samym, w którym powstawały chleby i drożdżowe baby na Wielkanoc. Dziadek opowiadał, że kucharka wlewała ciasto na małe patelenki (było ich w domu kilka, bo przyśpieszało to proces pieczenia), które wędrowały do buchającego gorącem pieca. Po chwili przerzucała je na druga stronę. Niewiele później wychodziły z pieca sprężyste, rumiane bliny. Gdy wszystkie były już upieczone (a robiło się ich mnóstwo), wygłodniała rodzina zasiadała do stołu i rzucała się na stos parujących placków.
Jadło się je ze śmietaną, z topionym masłem albo ? w bardziej odświętnej wersji – właśnie z boczkiem i jajkiem sadzonym. Nigdy na słodko (dlatego tak bardzo dziwi mnie widok blinów z dżemem, dla mnie to kompletna pomyłka smakowa). Co ważne: nasze bliny od zawsze robiło się z pszennej mąki, te z mąki gryczanej były rzadkością.

Bliny jadał dziadek kilka razy w tygodniu. Po dziś dzień pojawiają się one na stole u naszej ciotecznej babki, która każdego niedzielnego poranka smaży dla swych dzieci i wnuków góry blinów.

U nas bliny pojawiają się wtedy, gdy zjawiają się dziadkowie.
Około południa babcia* przygotowuje ciasto, a parę godzin później roztapia na patelni kawałek słoniny** i przystępuje do smażenia. Wiem, że pierwszy blin – tak jak naleśnik – jest najgorszy, ale nigdy nie mogę się powstrzymać i zjadam go, parząc sobie palce. Potem jest już tylko lepiej, kolejne placki są coraz bardziej puszyste i delikatne. Ja jestem w stanie zjeść trzy, czasem cztery placki. Po trzech blinach ledwo się ruszam, po czterech umieram, powtarzając sobie w myślach już nigdy tyle nie zjem. Chociaż ostatnio nasz domowy rekord został pobity, bowiem Tomek zjadł sześć placków. A musicie wiedzieć, że bliny, które robi babcia nie są już rozmiarów patelenki, która lądowała w piecu, a wielkości dużej patelni?

Jakieś trzy lata temu postanowiłam sobie, że nauczę się je robić. Po pierwszej nieudanej próbie (jedyne, co wspólnego miało moje dzieło z prawdziwymi blinami, to zapach i tradycyjne dodatki) zrezygnowałam.
Kilka dni temu zrobiłam kolejny krok ku Blinom Moich Marzeń i choć nie wyszły idealne, to były już zadowalające. I dobre. Czuję, następny raz będzie jeszcze bardziej udany i nadejdzie dzień, w którym powiem babci: siadaj, ja usmażę; chcesz z jajkiem czy ze śmietaną?

NASZE BLINY

Składniki:

(na ok. 12 małych albo 6 dużych placków)

300 g pszennej mąki
20 g świeżych drożdży
szczypta cukru
1/2 łyżeczki soli
letnia woda
kawałek słoniny do natłuszczania patelni

Drożdże z cukrem i łyżką mąki rozpuszczam w 2 łyżkach letniej wody. Odstawiam do wyrośnięcia.
Po dwóch kwadransach dodaję do drożdży mąkę i tyle letniej wody, by ciasto miało konsystencję kwaśnej śmietany. Ciasto na bliny przypomina trochę ciasto naleśnikowe, jest dosyć gęste, ale musi łatwo wylewać się na patelnię.
Dodaję do ciasta sól i mieszam mikserem na średnich obrotach. Następnie przykrywam miskę ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce na min. 1 godz. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.

Po tym czasie rozgrzewam dwie patelnie i natłuszczam je nadzianą na widelec słoninką. Nakładam porcje ciasta i smażę. Gdy na powierzchni pojawią się dziurki, a brzegi placka się zetną, przywracam go na drugą stronę i smażę jeszcze chwilę. Gotowe bliny układam na talerzu, przykrywając je drugim, by nie wystygły.

Część blinów podaję z kwaśną śmietaną, a część z usmażonymi na chrupko plastrami boczku i jajkiem sadzonym (zrobionym na tłuszczu wytopionym z boczku).

Uwagi:

1.Ciasto można wzbogacić o starty surowy ziemniak, wówczas bliny będą bardziej wilgotne. Można też dodać jedno roztrzepane jajko ? wówczas będą bardziej ścisłe.
Jednak babcia najczęściej robi je bez tych dodatków.

2. Bliny wyszły mi zbyt ścisłe, ponieważ moje wyobrażenie konsystencji kwaśnej śmietany odbiegało trochę od oryginału. Dlatego też placuszki są mniejsze: nasze bliny są bardziej płaskie i łatwiej rozlewają się na patelni. Pamiętajcie: ciasto musi dosyć luźno wylewać się na patelnię, wtedy będzie idealne! Ja będę pamiętać o tym następnym razem…

3. O smaku blinów napisałam już chyba wszystko? Podam więc link do ciekawego artykułu P. Bikonta: oto i on.

*babcia, góralka z Sopotni Małej, nie znała blinów; początkowo robił je więc dziadek, ale gdy babcia opanowała zdolność przyrządzania tych placków, zajęcie to przeszło na nią;

**na słonince najlepsze!

42 komentarze

  • Anonimowy
    8 lat temu

    Ja skormnie powiem, że na swoj ostatni posilek zjadlabym kluski na parze z jagodowym sosem 🙂
    Pozdrawiam Kuchareczka
    http://www.kucharzytrzech.blog.onet.pl

  • Pycha. A ja…sama nie wiem. Ale w sumie można by zamówić mnóstwo. I nie bać się przejedzenia 😉

  • 8 lat temu

    hm… ciekawe… i pytanie, i odpowiedż :))

  • 8 lat temu

    Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, przynajmniej w tej chwili,musiałabym pomyślec…dłłuugo 😉

    A TWoje bliny bardzo mi się podobają i głodna się zrobiłam.

    Pozdrawiam:)

  • 8 lat temu

    Tak – pytanie ciekawe. odpowiedż, też, rodzinna. 🙂 Ja? Odpowiedziałabym, ze korzenną tartę z dyni, choć ma ona początek w czasach tych teraz – my i nasze dzieci. Oglądajac sie do tyłu – za dużo tego i żadne danie nie stało się na długi czas kultowe. Jedno danie. 😉

  • 8 lat temu

    Wahałabym się pomiędzy plackami ziemniaczanymi a makaronem z sosem pomidorowym….

  • 8 lat temu

    Bliny! Aniu! To nasza rodzinna potrawa od strony ojca. najpierw robiła prababcia, potem babcia, a teraz jej synowa, czyli moja mama. My robimy z ziemniakami i to nie są małe placki, ale duże naleśniki. Najlepiej jak mają dużo dziur. A do tego maczałka, mniam! Właśnie były niedawno.

    I wiesz co? chyba też bym je zjadła jako ostatnie danie 🙂

  • 8 lat temu

    No masz…teraz siedzę i myślę co by to było, naleśniki, placki ziemniaczane a może makaron ?? Najlepiej żeby był to posiłek wielodaniowy.
    Twoje rodzinne bliny bardzo mi się spodobały, są taką pochwałą prostoty, żadnych zbędnych dodatków. Muszę kiedyś wypróbować.

  • 8 lat temu

    a wiec jednak… bliny??!!!
    a ja jeszcze nie wymyslilam!…. hmmmm…

  • 8 lat temu

    A dla mnie to pytanie wcale nie jest takie proste. To znaczy pytanie latwe, ale odpowiedz trudna. Pewnie wybralabym kilka rzeczy, moglabym nawet umrzec z przejedzenia skoro to i tak ostatni posilek 😉

    W moim domu blinow sie nie robilo nigdy. Zeby je zjesc trzeba sei wiec udac do odpowiedniej knajpki.

    pozdrawiam

  • 8 lat temu

    A ja bez wahania wybrałabym gołąbki mojej Mamy:-))) Są najlepsze na świecie. Bez żadnego sosu, i najlepiej odsmażone na maśle następnego dnia. Po prostu ekstaza!

  • 8 lat temu

    To teraz dopiero mam o czym myśleć… ciasto czekoladowo-czekoladowe… Albo nie! Golonkę, tak stanowczo dobrze zrobioną golonke z grilla!
    Bliny robiła moja babcia, ale ja nigdy… Muszę spróbować 🙂

  • 8 lat temu

    Trochę pesymistyczne pytanie, aczkolwiek nie od rzeczy. Kojarzę tę scenę z pancakesami, widzę tego aktora siedzącego na pryczy więziennej, ale nie potrafię sobie przypomnieć filmu. Choć świta mi jakie było zakończenie hehehehe…
    A blin, przyznam się bez bicia, chyba nigdy nie jadłam. Nie mam kresowej rodziny, więc może dlatego. Ale może najwyższy czas spróbować. W końcu jestem fanem naleśników.
    Obaczymy…

  • 8 lat temu

    …kromkę kwaśnego chleba z pomidorem i grubą solą.
    Uwielbiam Aniu Twoje pytania.
    Są pomiędzy Tobą a mną.

    Bliny są dla mnie takie…arystokratyczne.
    Serio. Jadłam raz, potem doczytałam, że z blinami nic wspólnego nie miały.
    Kojarzą mi się z tradycjami, których nie ma, zapomnianymi smakami i kulturą dawnych lat.

    Miłego wieczoru
    Aniu
    M.
    🙂

  • 8 lat temu

    Aniu, tym wpisem zrobiłaś mi takiego smaka, że ach! A wiesz, to co u Ciebie nazywane jest blinami – ja znam pod czeską / słowacką nazwą 'langosz'. 🙂 I muszę powiedzieć, że uwielbiam je. 🙂 Kilka razy robiłam samodzielnie, ale i tak najbardziej smakowały mi, gdy siedziałam u naszych sąsiadów w jakiejś górskiej knajpce. 🙂

  • 8 lat temu

    Jadlam takie na Wegrzech. Mniam 😀
    Moim ostatnim posilkiem moglyby byc maliny 🙂
    Ale to tak na chwile obecna.

  • 8 lat temu

    Mmmm… to chyba jednak obowiązkowo muszę te bliny jednak w ramach kuchni rosyjskiej zrobić.

    A pytanie o ostatni posiłek budzi moje zakłopotanie i konsternację, bo albo nie umiem znaleźć odpowiedzi, albo dochodzę do wniosku, że jest ona dla mnie kompromitująca (w szczególnie złe dni, najlepiej pociesza mnie kupiona w centrum handlowym pizza na kawałkai i lody z MCDonald'sa, więc chyba to właśnie byłoby to?).

  • Anonimowy
    8 lat temu

    witaj Aniu

    a ja nie mam wątpliwości co do odpowiedzi

    piernik!!!
    ale taki "surowy"-bez polewy, bez przełożenia
    za to z nieprzyzwoitą wręcz ilością korzennej przyprawy

    mimi z Pierniowa;)

  • 8 lat temu

    Jaka ładna historia i jak ładnie opowiedziana. Uwielbiam takie rodzinne tradycje i potrawy. W sobotę na śniadanie zrobię bliny z twojego przepisu. Tak dawno ich nie jadłam. Co do Twojego pytania o ostatni posiłek, to nie wiem. W dużej mierze zależy to od nastroju danego dnia, od chwili. Jednego dnia byłaby to zupa pomidorowa mojej mamy, innego placki ziemniaczane, a innego np. mus z gorzkiej czekolady z wiśniami z likieru. Muszę jeszcze o tym pomyśleć.

  • 8 lat temu

    Jeszcze nigdy nie udało mi się usmażyć blinów moich marzeń. Te, które robię są niezłe, ale nie idealne. Wciąż się uczę.
    Na ostatni posiłek wybrałabym naleśniki z jabłkami albo kartacze pokrojone w plastry i odsmażone na patelni – i choć mimo że teraz nie jem mielonego mięsa, to na ten ostatni raz, nie odmówiłabym sobie takich kluch.

  • 8 lat temu

    Jeszcze nigdy nie udało mi się usmażyć blinów moich marzeń. Te, które robię są niezłe, ale nie idealne. Wciąż się uczę.
    Na ostatni posiłek wybrałabym naleśniki z jabłkami albo kartacze pokrojone w plastry i odsmażone na patelni – i choć mimo że teraz nie jem mielonego mięsa, to na ten ostatni raz, nie odmówiłabym sobie takich kluch.

  • 8 lat temu

    A ja bym zjadła ciasto marchewkowe!
    Jeszcze nigdy nie jadłam blinów i co za tym idzie ich nie robiłam. Nic to, trzeba spróbować. Też pamiętam ten film, gdzie więzień prosił o jagodowe pancakes ze śmietaną:)

  • 8 lat temu

    Nie jadlam blinow , teraz musze koniecznie sprobowac , moze one wlasnie byly by moim ostatnim posilkiem 🙂

  • 8 lat temu

    hmm. rzeczywiście potworne pytanie.. a jaki dylemat! Ja zjadłabym chyba poznańskie szare kluchy ze skwarami i zasmażana kapusta do tego 🙂 Oj tak.. to zdecydowanie by mnie zadowoliło:) Do odebrania wyróżnienie dla ciebie u mnie ! Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • 8 lat temu

    Oooo, a ja nie wiem co bym zjadła na ostatni posiłek … hmmmm jest tak wiele smaków, które głęboko zapadły mi w pamięć … hmmmm

    Aniu, znów skłoniłaś mnie do przemyśleń 🙂

    Za to na te bliny to już ostrzę sobie ząbki – szykuj się na smażenie w styczniu :***
    Boczek i jajka też będą :)))
    Ściskam Cię cieplutko :***

  • 8 lat temu

    Ach legendarne bliny! Jadłam je tylko raz, w dodatku z knajpce, dlatego sama pewnie domyslasz sie jakie wrażenie zrobila na mnie ta rodzinna opowiesc. Takie rodzinne tradycje nadaja sens – rzeczom, daniom, rytualom…

    Ps. najbardziej wzruszylo mnie jak Dziadek Kresowiak przekazał tajemną wiedzę o Blinach Babci Nie-kresowiaczce.

    Pozdrawiam!

  • 8 lat temu

    No i zapomniałabym! Drożdże Lubelskie! 🙂

  • 8 lat temu

    wiesz co, ja nie wiem co bym zjadła na ostatni posiłek, naprawdę
    jest tyle rzeczy któe ubóstwiam, że nie wiem
    myślę, że bliny znajdują się w czołówce, ale to chyba nie one, moze placki ziemniaczane, może babcine pierogi ruskie albo krokiety
    ale na bliny mi narobiłas wielką ochotę, ogromną! takie maczane w jajku sadzonym z płynnym żółtkiem

  • 8 lat temu

    Moja mama tylko raz w życiu zrobiła bliny, były inne niż Twoje, jakieś takie ciemne i płaskie i w zasadzie to nam nie smakowały… i nigdy później ich nie jadłam 🙂 Twoje wyglądają zupełnie inaczej niż tamte, więc może i w smaku bardziej by nam podeszły? 😉 może kiedyś się odważę je zrobić 🙂 jednak na dzień dzisiejszy z dwojga propozycji wybrałabym kluski śląskie 😉

  • 8 lat temu

    Co na ostatni posiłek?…hmmm…mam problem, lubię dużo, oj dużo pysznych dań…ale chyba wtedy zjadłabym pierogi z kapustą (koniecznie kwaszoną) i grzybami (leśnymi) okraszone słoninką z cebulką….albo odsmażone mmmm…pycha!
    A co do blin, to u nas są racuszki…i nie wiem czy to ma coś wspólnego z blinami, ale tak mi się kojarzą. Twoje wygladają wybornie!

  • 8 lat temu

    ja chyba wybrałabym pampuchy z jagodami, a może po prostu strawberries from Poland? ;D pozdrawiam 🙂

  • 8 lat temu

    Trochę się zagapiłam i nie zdązyłam na bieżąco odpowiadać na Wasze komentarze…Dlatego odpowiem prawie zbiorczo, wybaczcie mi 🙂

    PO PIERWSZE, witam tych, którzy po raz pierwszy się tu odezwali. To bardzo miła rzecz, widzieć nowe twarze 😀

    PO DRUGIE, dziękuję Wam za wszystkie odpowiedzi na moje pytanie 😉 Wszystkie dania, jakie podawaliście, są mi znane i niezmiernie lubiane, wiec bardzo dobrze Was rozumiem.

    PO TRZECIE, u niektórych z Was pisałam na blogach o różnicach między blinem a langoszem (które znam i strrrrrasznie lubię!) albo racuchem. Nie weźcie tego za wymądrzanie się, ale potraktujcie jak nieszkodliwy fanatyzm 😉

    I jeszcze dodam, że gdybym orgaznizowała konkurs na najciekawszą odpowiedź na w/w temat, to zwycięzyłabym Luisafoodie 😛 ze swymi niepowtarzalnymi Drożdżami Lubelskimi!

    Pozdrawiam Was ciepło i przepraszam za masóweczkę.

  • 8 lat temu

    🙂 Dziękuję za wyróżnienie 🙂 oczywiście nie jadłabym drożdży (choć odkrywam ostatnio wiele, także niekulinarnych zastosowań). Jestem po prostu niepoprawną lokalną patriotką 🙂

    Przy okazji: zainspirowana tym postem pociągnęłam wczoraj Babcię za język w sprawie blinów (urodzona w Wilnie). Rozmowa zaczęła się mniej więcej tak: Babciu, skoro urodziłaś się na wileńszczyźnie, dlaczego nigdy nie jadłam u Ciebie blinów?

    Niestety Babcia pochodzi z cokolwiek "mobilnej" rodziny, w której wpływy kulinarne nie miały czasu zagrzać miejsca. No ale to chyba temat na osobną opowieść 🙂

    Pozdrawiam!

  • 8 lat temu

    aż ślinka cieknie – dodaję bloga do ulubionych, czując, ze będę korzystała z Twoich przepisów nie raz 🙂 Pozdrawiam serdecznie. K.

  • 8 lat temu

    Ja to chyba wybrałabym placki ziemniaczane i sernik na deser 🙂 Albo któreś z pierogów. Moja babcia też z kresów 😉

  • 8 lat temu

    smakowicie bardzo 🙂

    To co najchętniej zjadłabym na ostatni posiłek wciąż pozostaje dla mnie zbyt truudnym pytaniem.

    Jedzenie jest takie dobre … !

  • 8 lat temu

    A ja może wybrałabym ciepły domowy chleb z masłem?

    Bliny to dla mnie nadal temat niejasny – te rosyjskie smakują jak nasze naleśniki, litewskie są z mąką gryczaną, gdzieniegdzie zaś blinami nazywa się placki ziemniaczane…U nas blinów nie było, choć placków różnych było pod dostatkiem 😉

    Piękny wpis, Aniu!

  • 8 lat temu

    Uwielbiam takie przepisy z historią:)Zresztą takie robione od lat sa najlepsze:) Chętnie kiedys spróbuję twoich blin.
    A na ostatni posiłek, to chyba zabrała bym cos orzechowego 😀

  • 8 lat temu

    Luisafoodie, wiesz, co do jedzeni drożdzy, zdania są podzielone – znam osoby, które piją je rozpuszczone w letnim mleku. Ponoć to dobre, a zdrowe na pewno. Ja czasem zjem kawałek ukruszonych drożdzy, taki tyci…
    Zagoń babcię do blinów ;)))

    Kamilciu, witaj! Jak miło, że się odezwałaś 🙂

    Komarko, pierogi też mnie kręcą, są tuż za podium.

    Zeruya, zgadzam się z Tobą w pełni!! 🙂

    An-no, dziękuję 🙂 A wies,z jak nigdy nie słyszalam, by ktoś nazywał blinami placki ziemniaczane! A to cuda…

    Atino, ja tez lubię, gdy za przepisem kryje się historia. Wtedy gotowanie ma większą moc…

    POZDROWIENIA CIEPLUTKIE!

  • 8 lat temu

    Kurcze Aniu, jedno jest pewne: zabilas mi klina 🙂 ostatni posilek – doskonale pytanie, ze tez nie jestes dziennikarka, straznie chcialabym uslyszec co odpowiadaja… Ty masz obledne pomysly!

    Blinow nigdy nie jadlam, upss juz zaluje! Czy tak od zera i pierwszy raz nigdy ich nie jedzac ma sens probowac zrobic, co mysisz?

    Usciski Anulko, odpoczywaj tam dobrze :*

  • 8 lat temu

    Początki zawsze są trudne:)
    Na pewno przyjdzie kiedyś taki dzień..

    Bliny na słodko ja preferuję,wybacz;P
    A.. na ostatni ziemski posiłek zjadłabym albo:
    kluski śląskie,albo kopytka serowe,albo naleśniki z serkiem białym podsmażone na chrupko- na masełku.
    Miłego wieczoru:*

  • 7 lat temu

    Hej Anulka, juz wiem jak smakuja Twoje bliny! Smakuja swietnie, myslalam wczesniej ze maja cos wspolnego z racuchami, ale nic bardziej mylnego, bliny to bliny teraz wiem 🙂
    Chyba najbardziej smakuja mi z smietna albo tylko z maslem, wersja kawiorowa tez niekiepska, ale wole te ubozsze.
    Znow pomyslalam o ostatnim posilku, nadal nie wiem…

    Usciski!

    PS. Druga czesc robilam z mlekiem i jajkiem, tez niezle 🙂

Zostaw komentarz