Jabłka w kuchni
Ostatnio dużo się u mnie dzieje, schyłek roku będzie czasem nowości i zmian. Nie mogę się doczekać, kiedy niektóre z nich ujrzą światło dzienne, jednak te, na które mam wpływ, jeszcze wstrzymuję, gdyż chcę dopracować szczegóły. Bardzo to nazbyt tajemniczo, to fakt, ale już niedługo wszystko się wyjaśni.
Tymczasem końca dobiega październik, który w tym roku był jak listopad, pełen szarości i wilgoci w szaliku. Nie nacieszyłam się jesienią w wersji glamour (złote liście, babie lato, ciepłe dni i te sprawy), za to czerpałam radość z tego, co los miał mi do zaoferowania w takich chwilach, czyli kanapowych nasiadówek z książką i herbatą (czytam teraz „Beksińskich. Portret Podwójny”). Olutek też nie jest zachwycony takim obrotem spraw, zwłaszcza kiedy próbuję założyć mu rękawiczki albo puchowe buty, w których przypomina kosmonautę. Pocieszam go, że zawsze mogło być gorzej i mógł przypominać kosmitę, nie wiem, czy ten argument do niego trafia.
Po prawej ściana pamiątkowa roku z Olusiem 🙂

Tak się ładnie złożyło, że pierwsze urodziny Olusia wypadły w sobotę. Z tej okazji zorganizowaliśmy dla najbliższej rodziny obiad, który wieczorową porą płynnie przerodził się w kolację. Jako że chciałam tego dnia świętować razem z resztą gości, zdecydowałam się na catering i to była świetna decyzja. Nie byłam umordowana, zestresowana tym, czy jedzenie wyjdzie i czy będzie wszystkim smakować… Na siebie wzięłam upieczenie tortu dla Olutka, w związku z czym spędziłam kilka wieczorów z nosem w książkach kulinarnych w poszukiwaniu przepisu. Miało być jak najlżej i jak najzdrowiej, bez maślanych kremów i tym podobnych tortowych klasyków. Mój wybór padł na tort bananowy z kremem z mleka kokosowego z książki Kingi Paruzel „Fit słodkości” (niebawem wpis książkowy m. in. z tą książką w roli głównej). Olutek uwielbia banany, więc smak wydawał się być dla niego stworzony.
żywienie niemowląt i dzieci - ksiązka

 

Rok temu o tej porze leżałam w łóżku z małym zawiniątkiem, które jeszcze wydawało się aniołkiem, bo tylko spało i jadło. Po tygodniu zawiniątko nabrało sił i zaczęło dawać nam czadu (klik). Za nami mnóstwo pięknych chwil, wszystkie te pierwsze razy, które tak bardzo cieszą: pierwsze podniesienie główki, pierwsze świadome spojrzenie, uśmiech, wyciągnięcie rączki, pierwsza łyżeczka marchewki, pierwszy kawałek jedzenia w rączce, pierwszy spacer, pierwsze tany-tany i milion innych. Za nami wiele ciężkich nocy, sporo moich łez, ale natura jest sprytna i wymazuje z pamięci wszystko, co złe i z perspektywy czasu nawet najgorszy okres wydaje się być całkiem przyjemny.
Roczek Olutka świętowaliśmy tortem bananowym z kokosowym kremem, niedługo podzielę się z Wami przepisem.