Co robi czarny PR owsiance? Moja owsianka idealna – przepis.

 

Nastołówce szkolnej to danie, obok jajek w sosie musztardowym, stało na podium znienawidzonych potraw. Owsianka, serwowana w szkole jako rzadka zupa mleczna z pływającymi w niej kilkoma płatkami owsianymi, wracała nietknięta przez dzieci. Byłam jedną z nielicznych osób, które lubiły tę zupę, jej rozgrzewająco-kojącą moc.

W późniejszych latach nauczyłam się robić idealną owsiankę. Moim nauczycielem był Jamie Olivier, który w „Każdy może gotować”  (btw to chyba najlepsza książka autora) podał wyjściową wersję tego dania i pokazał, jak można je wzbogacać o różne dodatki. Tu – klik – publikowałam ten przepis. 

Obecnie owsiankę robię w ulubionej proporcji szukających sprawdzonych przepisów, czyli „na oko”,  ale mam wersję wyjściową, którą tu przedstawię. Teraz jeszcze chwilkę poświęcę owsiankom, które psują reputację temu sycącemu, zdrowemu, ekonomicznemu daniu.

Po pierwsze, antyreklamę robią owsianki na wodzie. Ludzie, nie róbcie tego innym i nie serwujcie tych smutnych płatków nasączonych wodą, o teksturze przypominającej trociny! Po drugie, zbyt suche owsianki, podawane w formie zbliżonej do kleju do tapet. Ani to ładne, ani dobre i gdy tylko spoglądam na zdjęcie takiej delikwentki, współczuję dzieciom zmuszanym do jej zjedzenia. Po trzecie, owsianki mdłe jak wnętrza hotelu Ibis – brak porządnej ilości soli sprawia, że danie ma predyspozycje do wywoływania nudności. Sól wprowadza należyty poziom kontrastu w tej owsiano-mlecznej papce. 

Dobra owsianka jest kremowa, niemal aksamitna. Tak, czuć w niej płatki owsiane, ale te są już miękkie i delikatne, nie chropowate jak kora drzewa. Ja najbardziej lubię górskie płatki owsiane, to te rozdrobnione, łatwiej je przygotować. Aby były delikatne, zalewam je wrzątkiem  i odstawiam na noc (tak z 1 cm wody nad ich powierzchnią). Do rana ładnie wpiją wodę i zmiękną. Druga sprawa to odpowiednia ilość mleka – nie będą smakowały jak wióry, jeśli podczas gotowania będziemy dolewać dużo mleka (krowiego lub roślinnego, jakie lubicie).

Na koniec gotowania, już po zdjęciu owsianki z kuchenki, dolewam do niej trochę mleka i mieszam. Moja idealna ma konsystencję lżejszą niż kwaśna śmietana.

A teraz chwila o dodatkach – jakoś nie pasują mi do tej kremowości mocno kwaśne i świeże elementy, więc nie dodaję świeżych owoców (choć owocki zdobią talerz). Ale już maliny przesmażone chwilę z odrobiną cukru, podane do owsianki na ciepło, zmieniają postać rzeczy. 

Mój podstawowy duet dodatków do owsianki to masło i brązowy cukier. Tłuszcz topi się na talerzu, tworząc żółte bajorka, a cukier odpowiada za chrupkość i nadaje karmelową nutę. Tę ostatnią świetnie podkręca palone masło, więc taka modyfikacja też jest mile widziana. Albo zamiast masła dodajcie olej kokosowy – cudnie się tu sprawdza.

Na gorącej owsiance warto też ułożyć 1-2 łyżeczki masła orzechowego czy migdałowego, które po chwili się topi, tracąc swoją kleistość. A do tego trochę galaretki porzeczkowej i brązowego cukru i mamy miłą odpowiedź na kanapkę peanut and jelly.

Ostatnio otworzyłam ostatni słoik musu z papierówek i podziękowałam sobie z lata, która spędziła w lipcu kilka godzin obierając jakieś 20 kg papierówek. Cynamonowa, bursztynowa papierówka w towarzystwie masełka i odrobiny brązowego cukru okazała się idealnym dopełnieniem owsianki.

 

MOJA OWSIANKA

(proporcje na 1 osobę)

  • 5 łyżek płatków owsianych górskich 
  • wrzątek do zalania
  • duża szczypta soli
  • mleko (ja używam tłustego, czasem robię na migdałowym), na start 200 ml
  • ulubione dodatki (patrz wyżej)

Płatki solę i zalewam wrzątkiem, odstawiam na noc. Rano dolewam mleka i gotuję na małym ogniu, mieszając dość często. Płatki chłoną płyn, więc dolewam mleko. Gdy płatki są miękkie i mają konsystencję? hm? zbliżoną do maślanki, zdejmuję z ognia. Jako że płatki wchłoną jeszcze trochę płynu, dolewam nieco mleka i mieszam. 

Przekładam na głębokie talerze (nie lubimy się z miseczkami, bo nie można do nich nałożyć odpowiedniej ilości dodatków). Dodaję jakąś łyżeczkę masła/oleju kokosowego, posypuję brązowym cukrem, ewentualnie dorzucam inne dodatki i zajadam.

Najbardziej sycące śniadanie pod słońcem! I robi ciepełko w brzuchu.

Zostaw komentarz