Wrócić do pisania po dłuższej przerwie to jak spotkać dawno niewidzianego znajomego. Niby jest o czym opowiadać, niby dużo się wydarzyło, ale w sumie nie ma o czym gadać… Mam tak z blogiem, dawno tu nie pisałam i choć kilka receptur grzecznie czeka w folderach, to jednak trochę się lenię, trochę nie mam flow.

I jeszcze te zdjęcia – omyłkowo przestawiłam sobie aparat na tryb JPG-ów , w rezultacie dziwiłam się, że podczas obróbki kolory straciły szlachetność i jakieś to wszystko brzydkie… Odszczekuję głośno moje dawne słowa, że w komputerze nie czuć wielkiej różnicy między JPG-iem  a RAW-em. Musicie więc znieść te średnie foteczki, bo rzecz, którą chcę pokazać, jest pyszna i godna października. No i w końcu muszę od czegoś zacząć na blogu, prawda?

***

Dorwałam ostatnio żółte cukinie. Choć różnica w smaku jest żadna, ale ja cieszyłam się, jakbym znalazła kwiat paproci. Jedną z cukinii udusiłam z kurkami, w które zaopatrzyli mnie teściowie i wyłożyłam na podpieczone ciasto francuskie. Szybka tarta kurkowo-cukiniowa to dobry smak na przywitanie października i pożegnanie z kurkami, które powoli się kończą.

W 2020 roku pokazuję tu zdecydowanie mniej relacji z wizyt w restauracjach w ramach projektu Pomorskie Prestige (klik), bo to specyficzny czas. Ale jak już się gdzieś wybiorę, to od razu trafiam na lody chałwowe, jeden z moich ukochanych smaków!

Trafiłam na nie w restauracji Kubicki, w której stery obejmuje szef Damian Mazurowski i gdyby nie fakt, że wcześniej zjadłam pyszny chłodnik (z wędzonymi półgęskami) i jesiotra (!), prosiłabym o dokładkę. Więcej o mojej wizycie w kultowej gdańskiej restauracji, Kubickim, tutaj- klik (zdjęcia, rozmowa z szefem).

Czerwiec, w moim osobistym rankingu to zaraz po maju najpiękniejszy miesiąc w roku. Dla czerwcowego wieczoru o zapachu nagrzanej słońcem łąki warto żyć, warto przetrwać listopadowe mroki i lutowe pustki w sercu i na talerzu. Wizja czerwcowych truskawek i pomidorów osładza te ciężkie miesiące pod znakiem kiszonej kapusty i kartofli, trudy i znoje polskiego przednówka.

Dość wstępu, przybywam tu sałatką, którą jem co drugi dzień na śniadanie. Pisałam o niej już rok temu i miałam od Was sporo sygnałów, że moje pyszne połączenie kliknęło i u Was. Proszę Państwa, nadszedł czas, by powiedzieć to głośno na blogu: caprese z truskawkami to magia. I kolejny przepis na jedną rękę (cały cykl tutaj – klik!).